– Nie chcę, ale muszę już iść. Spotkamy się w ciągu tygodnia. Tak jak obiecałam, niczego nie powiem Spencerowi. I tak planowałam pojechać na uniwersytet i sprawdzić jego czas zajęć. Wczoraj z pewnością mnie zdradził. Pewnie mi nie powiedzą, ale spróbuję. Będę rozmawiać z rektorem uczelni.
– Nie odebrałam tego, co miałyśmy jako formy rewanżu.
– Oczywiście, że tak nie zrobiłam. Chciałam cię i wiedziałam w jakiś sposób, że ty mnie pragnęłaś. Nie będę zazdrosna, jeśli kogoś poznasz, tylko bądź pewna, że to będzie ten odpowiedni.
– Zawsze tak chciałam, ale twoje uwagi mi pomogą. Masz tyle mądrości. Kiedy już ci się znudzę, znajdzie mi takiego?
– Chcesz dostać klapsa w śliczny tyłeczek? Nigdy mi się nie znudzisz. Nie możesz tak myśleć. Chyba źle ci to powiedziałam. Będziemy robić razem sałatkę i jeszcze raz wytłumaczę.
– Coś jeszcze będziemy robić tego dnia? – zrobiła minę niewiniątka.
– Pewnie tak, mała – pogładziła policzek rozanielonej Tracy –. Postaram się cię zaskoczyć, mówiłaś, że lubisz innowacje.
– Wyczuwam, jaka jesteś. Słyszałam o różnych rzeczach i wiele z nich mnie odrzuca. Czemu ludzie to robią?
– Nie wiem. Czemu my to zrobiłyśmy? Większość to potępia.
– Masz racje. Pewnie wszystko ma wytłumaczenie. Dobrze jest, jeśli nie jest to egoistyczne. Robienie czegoś dla kogoś jest dobre. Obie strony powinny chcieć i czerpać z tego radość, a nie tylko przyjemność.
– Mądra dziewczynka. Do następnego.
Abi delikatnie pocałowała ją w usta i wyszła. Kiedy jechał windą w dół i, potem już w samochodzie, czuła jeszcze delikatne prądy w całym ciele. Wiedziała, że będzie ciężko jej zostawić tę cudowną kochankę. Postanowiła w najmniejszym stopniu nie spowodować bólu czy żalu u trzech osób. Żadną z nich nie był Spencer Carter. Już został skreślony, tylko jeszcze o tym nie wiedział.
Wróciła do domu i pierwszy raz w życiu nie mogła sobie znaleźć miejsca.
Czy życie ma sens? Co jest nim, jeśli ma? Świat jest pełen zła i nigdy nie było inaczej. Kiedy człowiek nie ma nikogo, pragnie z kimś być. Wymarzonym, spełniającym pragnienia, dającym komfort. Ktoś inny ma rodzinę, lecz brakuje mu pieniędzy. Kolejna osoba ma zasoby finansowe, ale nie ma dziecka. To bardziej dotyczy kobiety. Zawsze jest coś, czego brakuje. A ci, co mają wszystko, są znudzeni i nie doceniają właściwie tego co posiadają. Taki człowiek jest z natury. Nigdy nie jest w pełni zadowolony.
Abigal pragnęła miłości i dziecka, ale nie dostała ani jednej z tych rzeczy. Z Jaretem doznała rozkoszy, jaką mężczyzna może dać kobiecie. A z Tracy miała coś zupełnie innego. Teraz mogła nareszcie porównać i wiedziała, że żaden mężczyzna nie da jej nigdy takiej rozkoszy. Wiedziała jednak, że nie tym się żyje. Nie tylko tym. Mogła być zła i mieć żal do Spencera, że zmarnował jej życie, ale tak nie czuła. Nie można kogoś obarczać taką winą. Nie w takiej sytuacji. Czy żal i złość by coś zmieniła? Nie można cofnąć jednej sekundy, która przeminęła a co dopiero dekad!
Nie miała pojęcia, ile czasu siedziała na kanapie w salonie. Myśli przychodziły i odchodziły. Przypominała sobie na przemian chwile radości i smutku. Jej mąż nie był potworem, czasem mieli miły czas, ale nie chciała spędzić reszty życia z taką osobą. Już nie.
– O jesteś już. – Spencer wszedł do salonu. – Miałem ciężki dzień.
– Hej. Tak, widzę, że jesteś zmęczony. Chcesz, żebym ci przygotowała coś do jedzenia?
– Jadłem na uniwersytecie, ale dziękuję, że pytasz.
– Jutro mam trochę wolnego. Pomyślałam, że spotkam się z rektorem uczelni i zapytam, ile funduszy trzeba, żeby utrzymać wydział mechaniki. Tym zwykle zajmuje się rząd, ale Northon ma możliwości.
Zobaczyła strach na twarzy męża.
– Nie rób tego. To nic nie da.
– Zwykle jak się coś robi, są rezultaty.
Abigal wiedziała już wiele o swoim mężu. Nie wszystko, ale to, co powiedziała Tracy, wystarczyło. Czemu to powiedziała? Chciała mu dać szanse. Przyznania się do zdrady i kłamstwa. Nie była hipokrytką i idiotką. Kłamała Jaretowi i nie powiedziała całej prawdy Tracy, chociaż ta nie pytała. Jednak te kłamstwa miały inną wartość. Planowała powiedzieć młodemu brunetowi wszystko we właściwym czasie. Czy gdyby Spencer się przyznał, zostałaby z nim? Nie, lecz chciała, chociaż zobaczyć w nim odrobinę faceta.
– Skoro tak, to jedź. Może to coś zmieni.
Spojrzała mu w oczy, ale uciekł wzrokiem i poszedł do swojego gabinetu.
Pierwszy raz spała w gościnnym, a on nawet nie zapytał o powód. Wiedział?
Rano wymieniali zdania, jakby nic się nie stało.
– Pojedziesz swoim samochodem, prawda? – zapytał.
– Oczywiście. Ty tam spędzisz kilka godzin. Zaczynasz później, a ja chcę pojechać rano.
– Skąd wiesz, że Oliwer Canwas znajdzie dla ciebie czas? To bardzo zajęty człowiek.
– Umówiłam z nim spotkanie – skłamała.
– Och, kiedy? Dlaczego mi nie powiedziałaś?
– Ty też nie mówisz mi wszystkiego, prawda?
– Oczywiście, ale o istotnych sprawach cię informuje.
Spojrzała na niego ze smutkiem. Zniszczył ostatnią szansę, by jej powiedzieć, chociaż trochę prawdy.
– Jesteś żałosny – pokręciła głową.
Poszła do łazienki, poprawiła włosy przed lustrem. Wyszła z domu i nawet na niego nie spojrzała. Jechała spokojnie i właściwie nie czuła przepływu myśli.
Musiała trochę poczekać, by Oliwer ją przyjął.
– Pani Carter – podał jej dłoń na przywitanie i wskazał fotel – proszę wybaczyć, ale nie mam wiele czasu. Wykroiłem kwadrans. Nie ze względu na męża. Znam Jamesa Northona i wspominał mi nie jeden raz o swoim najlepszym pracowniku. Co mogę dla pani zrobić?
– Chciałam usłyszeć prawdę z pańskich ust. Wie pan na jaki temat, prawda?
Oliwer miał blisko sześćdziesiąt lat. Lekką łysinę, połowę siwych włosów. Jak większość mężczyzn w tym wieku, brzuch. Lekko spoconą twarz i worki pod oczami. Zdjął okulary i przetarł je szmatką z mikrofibry.
– Nie podejmuję samodzielnych decyzji w takich sprawach. O tym zadecyduje rada uczelni. Rokowania są złe. Pani mąż zostanie prawdopodobnie usunięty i ciężko mu będzie znaleźć pracę na innym uniwersytecie. Powiem inaczej. To byłby cud – odpowiedział tak, jakby wiedział, że ona wie, co jej mąż zrobił.
– Dziękuje, Oliwierze.
– Mężczyźni nie są święci. Niestety i kobiety również.
– A pan? Pociągają pana młode dziewczyny?
Wiedziała, że przesadziła, ale chciała usłyszeć. Po prostu usłyszeć.
– Rozumiem pani frustrację. Nie wszyscy mężczyźni są tacy. – Umiejętnie uniknął odpowiedzi na dość osobiste pytanie.
– To wasz świat. W jesteście za niego odpowiedzialni. Znam odpowiedź. Dziękuje, że mnie pan nie wyrzucił z gabinetu, bo trochę przesadziłam z moim pytaniem.
Oliwer popatrzył na nią dłużej.
– Szczerość za szczerość. Moja młodość przeminęła, ale potrafię dostrzec piękno u kobiety i docenić mądrość. Odwagę. To nie moja sprawa, ale naprawdę dziwię się Spencerowi. Jest dobrym wykładowcą. Do tej pory sądziłam, że trochę, to również pani wina. Teraz wiem, że nie.
– Skąd pan wie? – zdziwiła się mocno.
– Widzę. Moja żona jest podobna. Mam nadzieję, że znajdzie pani to, co powinna pani dostać już dawno. Wartość kobiety nie leży w jej urodzie. A pani ma mądrość, odwagę i urodę. Proszę nie uznać tego za flirt, ale ja doceniłbym taki skarb.
– Możliwe. Dziękuję za pański czas.
Opuściła gmach uniwersytetu i pojechała do pracy. Po drodze pomyślała, że była zbyt zimna dla Oliwera. Za taką wypowiedź powinna lepiej podziękować. Koło południa usłyszała pukanie.
– Proszę – powiedziała wyraźnie.
James otworzył drzwi.
– Abi, dwóch policjantów chce z tobą rozmawiać.
– Policja? Tutaj?
– Czekają na dole. – James się wycofał, zostawiając uchylone drzwi.
Abigal zeszła za dwie minuty.
– Pani Abigal Carter? – wysoki oficer wstał z fotela, a drugi zrobił to samo.
– Tak. W czym mogę pomóc?
– Mamy złą wiadomość. Pani mąż, Spencer Carter miał wypadek. Zginął na miejscu. Pojedyncza kolizja. Wjechał, prawdopodobnie z maksymalną prędkością w latarnię, blisko autostrady 97. Ze wstępnych badań wynika, że nie miała zapiętych pasów. Podejrzewamy samobójstwo.
– Czy nikt inny nie ucierpiał? – zapytała spokojnie.
– Na szczęście nie. Oto miejsce, gdzie będzie ciało. Na razie nie radzimy oglądać – oficer podał kartkę z adresem, gdzie są zwłoki.
– Nie zamierzam. Dziękuję. Czy jeszcze mają panowie policjanci coś do dodania?
– Prawdopodobnie będzie prowadzone śledztwo. Niestety pewnie będzie pani musiała odpowiedzieć na kilka pytań.
– Nie będę musiała, tylko mogła. Jeżeli to wszystko, to żegnam i życzę miłego dnia. Jeśli zajdzie potrzeba, mam adwokata i on zajmie się detalami.
Zobaczyła niezbyt zadowolone miny i po chwili obaj policjanci opuścili budynek.
,,Pewnie sądzą, że jestem zimną suką” – pomyślała.
Dla pewności zadzwoniła do swojego adwokata i poprosiła, aby ją reprezentował w sprawie ewentualnych wyjaśnień.
Mecenas Grey był bardzo zdziwiony, ale przyjął do wiadomości jej wypowiedź. Abigal wyjaśniła adwokatowi, o jaką sprawę chodzi.
Za pół godziny weszła do gabinetu Northona. Wyjaśniła cel wizyty policji.
– Bardzo mi przykro z powodu twojej straty, Abi.
– Nie ma za co. Okazał się tchórzem. Niektórzy, jednak sądzą, że aby popełnić samobójstwo trzeba mieć odwagę. Nie mam na ten temat swojego zdania.
– Jeśli chcesz, możesz wziąć kilka dni wolnego.
– Nie ma potrzeby, czuję się dobrze. Uniknęłam długiej sprawy rozwodowej. Więcej może się dowiesz od Oliwera, mówił, że się znacie.
– Oliwer Canwas? Tak, znam go trochę. Nie widzę powiązania.
James usłyszał od niej, że Spencer zginął w wypadku i że policja podejrzewa samobójstwo. Nie wyjaśniała nic więcej.
– Porozmawiacie i zobaczysz, jeśli zechcesz. Teraz, jeśli pozwolisz, wrócę do pracy. Mam kilka ważnych rozmów.
Abigal wyszła, a James nie mógł wyjść z podziwu. Jeszcze tego dnia wieczorem dowiedział się trochę od Oliwera i połączył kropki. Zrozumiał.
– Masz szanse, stary. Tylko tego nie spieprz – szepnął do siebie, kiedy skończył rozmowę z Oliwerem.
Abi dojechał do domu o szóstej.
,,Muszę posprzątać. A właściwie, dlaczego mam to robić, wynajmę firmę, ale i tak muszę przy tym być” – pomyślała.
Obiecała sobie nie interesować się, jeśli w rzeczach męża znajdą jakieś zdjęcia czy liściki od studentek, z którymi miał relacje. Zastanawiała się tylko czy byłe kochanki będą żałować swojego profesora, czy też przeciwnie, poczują ulgę, jak ona. Zanim zasnęła, zadzwoniła do Jareta.
– Hej, nie za późno?
– O, Abi! Miło, że dzwonisz. Nie jest za późno.
– Poznałeś kogoś odpowiedniego? – starała się mówić normalnie, aby nie sądził, że kpi, albo żartuje.
– Ty tak poważnie? Chyba czułaś?
– Możesz odpowiedzieć?
– Oczywiście, że nie poznałem. Czekałem na twój telefon.
– Masz jutro czas?
– Planowałem coś.
– Dobrze, to kiedy masz ochotę mnie zobaczyć?
– Po drugiej będę już wolny. Ochotę to mam cały czas.
– Dzisiejszy wieczór odpada. Za dużo się działo. To do drugiej. Dobrej nocy.
Przerwała połączenie i po dosłownie sekundzie zadzwoniła jej komórka. Nawet nie musiała sprawdzać.
– Abi? Tak mi przykro. Powiedziałaś mu i dlatego to zrobił?
– Nie. Przecież ci obiecałam. Powiedziałam, że jadę do rektora i będę rozmawiać z Canwasem. Dodałam, że może uda mi się nakłonić mojego szefa, by wpłynął na kogoś z rządu, by jednak dali tę dotację i nie zamykali wydziału.
– Ty tak poważnie? Przecież ci powiedziałam, że mieli go wyrzucić. Nie rozumiem.
– Tracy, ja wiedziałam, co robię. Miałam nadzieję, że się przyzna. Wolał się zabić niż stawić czoła konsekwencji swoich złych wyborów.
– Dupek. Przepraszam, nie powinno się źle mówić o zmarłych, ale miał taki skarb a szukał chwilowych atrakcji.
– Ciekawe jak się sprawiał?
– Naprawdę chcesz wiedzieć? Podobno słabo. Pewnie musisz dojść do siebie i...
– Czuję się dobrze. To zajmie kilka dni. Pierwsze, to chcę pozbyć się jego rzeczy i łożka.
– Wiem, że to nieładnie pytać w takiej chwili, ale zobaczymy się za jakiś czas?
– Tak, za kilka dni. Dam znać i spotkamy się, ale nie chcę burzyć twojego harmonogramu.
– Dobrze, bardzo się cieszę. Jesteś ze stali.
– Wiesz, że nie. Mogłaś się naocznie przekonać.
– Nie tylko naocznie, ale wiesz, co mam na myśli.
– Wiem, śpij dobrze. Powinni znaleźć kogoś na jego miejsce, tylko nie wiem, ile im to zajmie. Studenci płacą za naukę i to sporo. Dobranoc.
– Dobranoc Abi.
Sądziła, że Tracy chciała jeszcze coś dodać. Poczuła się źle. Nie chciała, aby żadne z nich się w niej zakochało. Tylko nie wiedziała, czy to już się nie stało. Postanowiła się pospieszyć. Wysłała wiadomość do blondynki.
,,Jak z twoim czasem pojutrze?"
Otrzymała odpowiedź za chwilę.
,,Wezmę wolne. Będę dostępna od rana.”
Abi zobaczyła serduszko. Poczuła lekki ból.
– Cholera – zaklęła cicho.
Nie chodziło o serduszko, które wysłała Tracy, raczej o to, co sama poczuła.
Spała dobrze. W gościnnym. Postanowiła, że pierwsze wywali ich małżeńskie łoże.
Pojechała do pracy i na wstępie porozmawiała z Jamesem.
– Mówiłem, że możesz wziąć kilka dni wolnego. Nie ma sprawy. Damy radę. Czy cztery dni starczą na załatwienie ważnych dla ciebie spraw?
– Powinny. Nie wiedziałam, że pewne rzeczy się skomplikują. Powinnam przewidzieć.
Oczywiście Northon sądził, że chodzi o śmierć Spencera. Nie mógł wiedzieć, że dla niej nie było tak tak ważne.
Wróciła do domu przed południem. Nie chciała zakładać tego samego zestawu, który miała u Tracy. Znalazła coś odpowiedniego.
Jechała spokojnie. Zastanawiała się, jak mu to wszystko powie. Czy zrobi to zaraz potem? Nie wiedziała co będzie lepsze. Uznał, że powie mu wszystko później. Nie chciała rujnować ich randki. Miała swój plan, tylko że wynik tego zależał od dwóch serc, z których żadne nie należało do niej.
– Hej – powiedziała, kiedy jej otworzył.
Zaraz za drzwiami pocałowali się namiętnie. Czuła się inaczej niż pierwszego dnia. Nawet zaczęła się zastanawiać czy jest gotowa.
– Tęskniłem – powiedział, gdy weszli do salonu.
Dopiero dostrzegł sukienkę, bo wcześniej zdawał się nie spuszczać wzroku z jej twarzy.
– Wyglądasz ślicznie. Och, co za dureń ze mnie – poszedł do swojej sypialni i wrócił z bukietem różnych kwiatów.
– To dla mnie?
– A czy widzisz tu kogoś jeszcze? Podobają ci się, mam nadzieję?
– Lubię kwiaty, dziękuję.
– Coś się stało? Jesteś inna.
– Tak, dużo się stało – próbowała, aby jej głos brzmiał spokojnie.
– Czy zrobiłem coś złego? – zmarszczył brwi.
Abi zdecydowała się powiedzieć mu trochę już na początku.
– Nie, jesteś uroczy. Mam na imię Abigal. Chodź – wzięła go za rękę i poprowadziła do okna.
– Widzisz tego Mercedesa? – pokazała wóz stojący kilkanaście metrów od domu, po przeciwnej stronie ulicy.
– Tak, co z nim?
– To mój.
– Rozumiem. Wspominałaś, że masz dobrą pracę. To klasa S?
– Pokazałeś mi środkowego palca, bo się zamyśliłam na światłach.
Zobaczyła zdziwioną twarz. Od razu sobie przypomniał.
– To byłaś ty? O kurcze. Wybacz!
– Jest w porządku. Jak wspomniałam, jesteś uroczy. Kochasz mnie? – spojrzała prosto w orzechowe źrenice bruneta.
– Chyba tak... Nie jestem pewny. Było mi z tobą dobrze. Super, wspaniale.
– No tak. Przecież nie o ciebie się martwię.
– Czemu powiedziałaś, że masz na imię Susan? Abigal to bardzo ładne imię.
– Mnie się też podoba. Poza tym, super się z tobą kochało. Chcesz mnie jeszcze?
– Jasne, nawet bardziej, czemu pytasz?
– Mam kogoś.
,,Jesteś okrutna” – pomyślała, widząc jego spojrzenie.
– Czy... czy to długo trwa? Jest lepszy ode mnie? – wyraźnie posmutniał.
Uznała za wspaniałe, że nie wyzwał jej od dziwek, nie pokazał drzwi. Poza tym upewnił ją w przekonaniu, że traktuje, przynajmniej na razie, ich relacje czysto fizycznie. Co jej odpowiadało.
– To kobieta. Chcesz mnie jeszcze?
Uznała, że przegina, ale on nadal patrzył na nią łagodnie.
– Jak wspomniałem, nie mam dużego doświadczenia, ale z tobą było rozkosznie. Cudownie. Dlaczego mi to robisz?
– Wszystko ci wyjaśnię. To nie jest żaden test. Znalazłam cię i chciałam ci powiedzieć, że nie jest ładnie pokazywać środkowy palec kobiecie, ale kiedy cię zobaczyłam... Spodobałeś mi się i to bardzo. Tak od razu.
– Ty mi też. To nie to, że lubię dojrzałe kobiety. To zaiskrzyło w sekundę. Chcesz, aby nasza relacja była tylko seksualna? Kochasz tamtą kobietę?
– Głuptasek. Nie znasz całej Abi. Nie jest prosta i nie jest aniołem.
– Potworem też nie jest.
– Jestem dość konkretna. Zadałam pytanie i oczekuję odpowiedzi. – Abigal zdawała sobie sprawę, że to on zadał pytanie i jak na razie nie otrzymał odpowiedzi.
– Tak. Byłem przez chwile smutny, ale przecież wspomniałaś, że to nie będzie na życie i ja to zaakceptowałem. Chcę cię bardzo.
– Tak wspomniałam? – szatynka nie miała pewności, komu to powiedziała.
Może i Tracy przekazała również.
– Czyli dzisiaj będzie drugi i ostatni raz? – nieco posmutniał.
– Nie jestem pewna. To nie będzie zależało tylko ode mnie.
– Rozumiem.
– Rozumiesz? To dziwne, bo ja nie. Czyli dzisiaj zaszalejemy na maksa.
– To poprzednio nie było wszystko, na co nas stać?
– Myślę, że mam potencjał, mój mały. I ty z pewnością również.
– Jestem wyższy od ciebie i w tym specjalnym miejscu też chyba wykraczam poza średnią, co zresztą lubiłaś. Dlaczego mnie tak nazywasz? – Jaret chyba nie był zły, raczej zdziwiony.
– Bądź cicho. Mówiłeś, że mnie jeszcze chcesz.
– Bardzo. Porozmawiamy o tym później, dobrze? – z przystojnej twarzy bruneta zniknęły troski.
Takiego Jareta lubiła. Wolno zaczął ją rozbierać.
– Śliczna bielizna – widziała po oczach, że mu się podoba.
– Jestem przez to bardziej atrakcyjna? – sama nie wiedziała, czemu prowadzi te dialogi.
– Jesteś piękna i w tym i bez. – W bardzo zmysłowy sposób zdjął staniczek, a potem zębami ściągnął delikatne figi.
– Dzisiaj ja się tobą zajmę w specjalny sposób – powiedział cicho.
,, Ostatnio nieźle mu szło, ciekawe co ma w zamyśle.”
Jaret zdjął tylko koszulkę.
– Zostaniesz w spodniach? Lubię patrzeć na XXL.
– Tak to nazywasz? Jesteś uroczą dziewczynką. Zdejmij.
– Ostatnio cię rozebrałam, mógłbyś sam?
– Jasne, dla ciebie wszystko.
Zabrzmiało to inaczej. Definitywnie coś tam czaiło się pod czarną czupryną.
Zdjął ubranie i ułożył równo na krześle.
,, Mamusia nauczyła porządku” – musiała mu przyznać w duchu.
Wziął jej dłoń i posadził nagą Abi na kanapie. Zaczął całować usta.
Przypomniała sobie Tracy, chociaż nie chciała porównywać.
Miały wiele pocałunków, bardzo wiele. Niby podobne odczucie a inne. Zastanowiła się szybko czy by odczuwała różnicę, gdyby nie wiedziała, kto ją całuje, a robiliby to oboje. Nie marzyła o trójkącie, ale i tak zastopowała taką myśl. Musiała mu powiedzieć coś ważniejszego. Chodziło o jego uczucia.
– Musiałam ci powiedzieć, bo nie chciałam, żebyś cierpiał. Na razie się nie zakochałeś, gdybym zwlekała, mogłoby się to stać. Pewnie, że do ciebie coś czuję i ty do mnie, ale miłość to coś innego.
– A gdybym się zakochał? – uśmiechnął się subtelnie.
– Janet nie kochałeś i tej poprzedniej dziewczyny też nie. Wierzysz, że jesteś w stanie się zakochać?
– Pewnie tak. Trzeba spotkać właściwą osobę. Kochałaś męża?
Poczuła się dziwnie. Nigdy o tym nie myślała. Czy i to mu powie? Pewnie wkrótce mu wyjawi, że wcale nie była rozwiedziona, a mąż właśnie się zabił.
– Chyba nie. Nie. Żal mi.
– Chciałbym, żeby cię to spotkało. Naprawdę. Żebyś się zakochała i była kochana przez resztę dni.
– Jesteś kochany. Zakochanie się jest możliwe, ale być kochaną przez resztę życia? Brzmi jak bajka.
Nie mogła o tym teraz myśleć. Jeśli się mają kochać, nie chciała, aby jej myśli krążyły między jej nieudanym małżeństwem, Tracy, Jaretem i Jamesem. Uznała, że nie byłaby w stanie być blisko z brunetem i o tym jednocześnie myśleć. Czy śmierć Spencera to też mogła utrudnić? Dziwne, ale nie przeszkadzało jej to wcale.
Nie miała jednak pojęcie, jak to odczuje za chwilę. Już nie działały te same warunki jak pierwszym razem. Wiedziała, czego może się spodziewać. Czy to, że kochała się z Tracy mogło wpłynąć na odbieranie miłości z Jaretem? Co do tego nie miała pewności. Może potrafiła zostawiać przeżycia, wygaszać myśli. Nie oceniała się po raz kolejny. Jednak chciała tego z nim. Wierzyła, że jest w dobrych rękach.
Starał się i to bardzo. Ten raz wyglądał inaczej. Chciała mocniej. Patrzył na nią chwilę, zanim zaczął. Czyli potrafił być jak rozpalony byk lub ogier. Nie wiedziała, który z tych samców jest bardziej ostry. Troszkę bolało na początku, ale potem już odbierała tylko przyjemność. On chyba sam chciał sprawdzić różnicę i dla siebie i dla niej. Może też robił to tak po raz pierwszy? Nie było wielu pocałunków i pieszczot, raczej dzisiejsze kochanie od początku do końca przypominało ciągłą erupcję wulkanu. W pewnym momencie poprosiła, żeby pieścił ją palcami. Nie chciała kopiować miłości z Tracy. Raczej nie była na to gotowa. Jaret nie miał zabezpieczenia i został w niej kilka razy.
Kochali się godzinę mniej niż poprzednio, chociaż z pewnością intensywniej i chwilami bardzo mocno. Oczywiście sama tego chciała, a on raczej spełniał tylko jej oczekiwania. Wyglądało, że robi to dla niej.
– Przygotowałem jedzenie. Samotny facet musi umieć gotować – powiedział, kiedy już się umyli i ubrali.
– Chcesz być samotny?
– Chciałbym być z tobą, ale widzę, że nie chcesz.
– To nie tak. Jestem dla ciebie za stara.
– Wcale nie.
– Pomyśl. Za dziesięć lat ty będziesz miała trzydzieści osiem a ja pięćdziesiąt trzy. Za następne dziesięć lat, o ile dożyję, będę już w wieku emerytalnym, a ty wciąż będziesz jurnym ogierem.
– To nie tak działa.
Objęła mu policzki dłońmi.
– Jesteś miłym facetem. Delikatnym i wrażliwym. Z jakiś powodu źle trafiłeś albo po prostu nie pasowaliście. I Janet i ta poprzednia może znajdą swoje dopełnienie i będą szczęśliwe.
– Trudno mi będzie teraz szukać – posmutniał.
– A co jeżeli znajdę kogoś dla ciebie? – spojrzała prosto w źrenice.
– Nie wiem, czy mi się spodoba. Uważasz, że mnie nie stać by samemu sobie kogoś znaleźć? – chyba dotknęła części samca w nim ukrytego.
– Nie powiedziałam tego. Nie żyjemy z ciałem, ale ta druga osoba musi się podobać. Masz jakieś przeciwwskazania?
– Nigdy o tym nie myślałem. Ty mi się spodobałaś po sekundzie.
– To wiem. Wzrost, waga, kolor włosów?
– Nie pociągają mnie kobiety z nadwagą. Chyba nie za bardzo lubię rude.
– Ja jestem trochę taka.
– Nieee. Mam na myśli marchewki o jasnym ciele. Są faceci, że takie osoby ich kręcą.
– Pewnie jakoś to zostało zrobione, żeby wszyscy mieli szanse. Mam w pracy faceta, który uwielbia swoje krągłości.
– Swoje?
– Mówię o jego żonie. Sam też jest podobnej budowy. Tak już było, kiedy się poznali. Rety! Miałam mu pomóc!
– Coś się stało?
– Nic – opanowała się szybko – musi przedstawić wyniki do poniedziałku. Umówiliśmy się na wczoraj. Dam radę. Mam jeszcze czas.
– Czyli nie musisz już lecieć?
– Nie. Muszę do niego zadzwonić i ponownie ustalić czas następnego spotkania.
– Rozumiem, Wracając do pytania. Podobają mi się blondynki, ale z tych naturalnych. Wiesz, kobiety robią takie włosy, a widać przy skórze głowy, że naturalnie ma brązowe czy czarne.
– A co z tym – ujęła delikatnie piersi i uniosła.
– Nie myślę, że jestem wymagający jak większość.
– Faceci lubią spore cycki – rzekła spokojnie.
– Wiem. Nie mówię, że mi się nie podoba – zrobił takie rozmarzone oczy.
– Lubisz!
Pokręcił głową.
– Nie, żebym marzył o tym. Każdy ma coś w sobie. Możesz uzbierać informacje i stworzyć komputerowy obraz twarzy o najpiękniejszych oczach, ustach, nosie, włosach i tak dalej i nic. Czasem wystarczy coś. Jedna mała rzecz. Oczy, nos, piegi...
– We mnie to dostrzegłeś?
– Nie wiem. W tobie wszystko mi się od razu spodobało. Musiałbym zobaczyć taką osobę. Nie zdjęcie, tylko żywą.
Popatrzył na nią.
– Abi, o czym my gadamy! Ona może mi się spodobać, a ja jej nie. To nie ma sensu.
– Może masz racje, tak pytałam.
Uznała, że brunet ma racje. Oczywiście, że miała na myśli Tracy.
Zjedli to, co przygotował.
– Smakowało super. Muszę lecieć, ale dam znać, kiedy się spotkamy.
– Czy ona wie o mnie? – zapytał, patrząc w jej oczy.
– Jeszcze nie. Muszę skończyć z małymi kłamstwami, chociaż ona nie pytała, więc nie jestem pewna, czy kłamałam.
– Czy mi już wszystko powiedziałaś? – znowu popatrzył tak, że nie mogła go zbyć.
– Jest jeszcze kilka spraw. Może mniej ważnych. Porozmawiamy o tym następnym razem. Jesteś kochany i dlatego wówczas już powiem resztę prawdy, która dotyczy nas.
– Nas? To brzmi tak miło. Wiem, że to będzie inaczej. Jesteś bardziej rozsądna niż ja. Bardziej przewidująca.
– Bo mam więcej lat i przez to większe doświadczenie. Pa mój mały – pocałowała go w usta i wyszła.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Pumciak
Abi podkręca tempo
Sapphire77
@Pumciak Dziękuję za komentarz. Zarysowałem zamysły Abigal. Ma swój plan. Można już się domyśleć. Sama wie, że czy to wypali nie zależy od niej. Dostrzegłeś co ona chce?