Dwa światy - Dramione 2

Dwa światy - Dramione 2- Nooo, muszę przyznać, Granger, że mi zaimponowałaś — powiedział Draco, opierając się łokciami o blat lady, za którą siedziała. Podniosła na niego ciut nieprzytomne w wyrazie spojrzenie, właśnie oderwał jej od emocjonującej lektury, i odparła spokojnie:
- Nigdy nie sądziłam, że zobaczę cię w bibliotece, a przede wszystkim, że usłyszę od ciebie komplement...
- To nie komplement — pokręcił przecząco głową, mimo wszystko wciąż się uśmiechając. - Po prostu naprawdę jestem pod wrażeniem... Wydałaś na tę bibliotekę całą kasę, jaką otrzymałaś po wojnie od Ministerstwa?
- A właściwie co cię to obchodzi? - fuknęła, zakładając ramiona na piersi i patrząc na niego poważnie. - To, o ile pamiętam, nie były twoje pieniądze, więc nie powinieneś się interesować, skąd je otrzymałam i ile właściwie wydałam, by otworzyć ten lokal. I co ty tu robisz?
- Szukam książki — odparł.
- Oh, doprawdy? Popatrz, jesteśmy w bibliotece, a sądziłam, że będziesz szukać krokodyla — prychnęła, przygotowana na to, że były Ślizgon nie będzie nawet wiedzieć, o czym dziewczyna mówi. Niestety, przeliczyła się tym razem.
- Krokodyla mam w szafie — burknął. - W postaci butów i pasków. Pomożesz mi, czy może raczej powinienem pójść do Esów i Floresów?
- Możesz iść, ale wątpię, by nowy właściciel ci pomógł. O ile zdążyłam się zorientować, nie jest raczej skory do wynajdywania potrzebnych tytułów... A ty jakiego potrzebujesz?
- Właściwie to nie jednego, a kilku — powiedział i podał jej zwitek pergaminu, na którym widniało pięć pozycji.
- Prastare Zaklęcia Obronne, Magia Średniowiecza, Początki Magii... - przeczytała, a z każdym tytułem jej oczy robiły się coraz większe. - Malfoy, czy wiesz, czego szukasz?
- Owszem — przytaknął poważnie. - Potrzebuję tych ksiąg.
- Po co? - zdumiała się. - Przecież to prastara magia w najczystszym wydaniu. Będę mieć sporo problemów, by sprowadzić tu te książki, podejrzewam, że Ministerstwo może się tym zainteresować...
- Jesteś bohaterką wojenną, na pewno przymkną na to oko.
- No nie wiem — przygryzła wargę, chowając zwitek do kieszeni. - Mogą nie być tacy wyrozumiali, gdy dowiedzą się, na czyje zlecenie je tu sprowadziłam...
- Więc im nie mów — wzruszył ramionami. - Błagam, ja naprawdę potrzebuję tych zaklęć.
- Będziesz musiał mnie wtajemniczyć w swoje zamiary, jeśli chcesz, żebym ci pomogła. Inaczej możesz w ogóle zapomnieć, że prosiłeś mnie o jakąkolwiek przysługę.
- To nie jest przysługa, Granger. Zapłacę ci...
- Zdajesz sobie sprawę, że te książki nie są tanie? - zapytała jeszcze z nadzieją, że chłopak zmieni zdanie.
- Nie bój się, mam wystarczająco dużo pieniędzy, by pokryć wszystkie koszta.
- Będę się musiała poważnie zastanowić, czy w ogóle chcę ci pomagać, Malfoy... Wciąż nie zapomniałam, co o mnie mówiłeś...
- Wiem — kiwnął głową. - Ale pospiesz się, proszę... Nie mam zbyt wiele czasu.
- Czasu na co? - zmarszczyła brwi, ale blondyn zawrócił już do wyjścia. Z głośny westchnieniem wyciągnęła ponownie kawałek pergaminu z kieszeni i raz jeszcze przejrzała listę tytułów. Zmrużyła oczy, zastanawiając się, dlaczego były arystokrata potrzebuje akurat tych pozycji i co miały znaczyć jego słowa o końcu czasu? Jeśli się w coś wpakował i czarami pragnął wyłgać się od odpowiedzialności, to w żadnym wypadku nie miała zamiaru mu pomagać! Włożyła z powrotem kartkę do spodni i szybko o niej zapomniała, skupiona na klientach biblioteki. Nie tylko wypożyczała książki, ale też sprowadzała je na specjalne życzenie klienta, o czym doskonale wiedział już Draco. Nie miał tylko pojęcia, że przyjdzie mu na nie czekać aż tyle czasu...

Dwa tygodnie później.
- I jak? Załatwiłaś dla mnie te książki? - zapytał bez żadnego wstępu, zatrzymując się przy ladzie. Hermiona spojrzała na niego ostro, bo właśnie odgonił od kasy parę młodych czarownic i powiedziała:
- Nie, Malfoy, nie załatwiłam.
Blondyn zbladł, słysząc jej odpowiedź.
- Nie masz ich? - oblizał spierzchnięte wargi, wpatrując się w dziewczynę niczym w wyjątkowy okaz nowej miotły wyścigowej. - Jak to?
- Normalnie. Postanowiłam ci nie pomagać — wyjaśniła, nawet nie próbując się przyznawać, że przez nawał pracy kompletnie zapomniała o jego głupiej prośbie.
- Granger — warknął, na co zacisnęła dłoń na swojej różdżce, ukrytej przed jego wzrokiem. - Ty głupia dziewczyno... Masz pojęcie, co zrobiłaś?! - syknął wściekły, uderzając dłonią w kontuar lady.
- Wyjdź stąd, fretko, zanim z przyjemnością zamienię cię w coś paskudnego — powiedziała spokojnie. - A uwierz mi, znam się na zaklęciach o wiele lepiej, niż ty...
- Właśnie skazałaś niewinną istotę na straszliwy los — odparł cicho i spojrzał na nią tak, że aż się cofnęła zaskoczona. W jego spojrzeniu było tyle goryczy i przerażenia...
- Jeśli tą niewinną istotą nazywasz siebie, to grubo się mylisz...
- Nie mówię o sobie, Granger... Ale za to, że nie udzieliłaś mi pomocy, bądź przeklęta!
- Czy ty mi grozisz, kretynie? - fuknęła wściekła, celując w niego różdżką.
- Nie... - uśmiechnął się drwiąco, choć smutno i opuścił jej ukochaną bibliotekę. Odetchnęła głęboko, przepraszając klientów za sytuację, której byli świadkami.

Nocą obudziły ją wrzaski i łomotanie do drzwi. Półprzytomna zwlokła się z łóżka i wyjrzała na korytarz. Pełen był gryzącego dymu.
- Co się dzieje? - zapytała czarownicy, która po nią przybiegła.
- Pali się panienki lokal!
- Co?! - wrzasnęła przerażona i w krótkiej koszuli nocnej zbiegła na dół, gdzie oddział specjalnie oddelegowanych do tego magów, walczył z rozszalałym żywiołem, starając się ugasić pożerającą wszystko wokół pożogę.
- Aquamenti! - wrzasnęła, ale wyczarowany przez nią strumień wody na niewiele się zdał, ogień był zbyt silny...

- Wszystko zniszczone — jęknęła, gdy nad ranem pozwolono jej wreszcie wejść do lokalu, by mogła ocenić stan strat, jakich doznała.
- Tak bardzo mi przkro — powiedziała ta sama czarownica, która ją zbudziła. - Wiem, że to był twój cały świat.
- Świat... - prychnęła rozzłoszczona i załamana była Gryfonka. - To był cały mój dorobek, wszystko, co miałam... Na co sama zapracowałam...

- Ty gnoju! - warknęła, wymierzając blondynowi soczysty cios w szczękę. Zaskoczony zachwiał się i złapał ją za rękę, nim zdołała wymierzyć mu kolejny cios. Szarpnęła się, ale przytrzymał ją mocno.
- Zwariowałaś? - syknął, popychając ją na najbliższy stołek. - O co ci chodzi, wariatko?
- Spaliłeś moją bibliotekę!
- Co? - zaśmiał się, wyraźnie uradowany. - Biblioteka się spaliła? Świetnie!
- Nie udawaj głupka, wiem, że to ty za tym stoisz!
- A jesteś pewna, że nie masz innych wrogów, Granger? Przyjmij do wiadomości, że nie przyłożyłem ręki do tego pożaru! Chociaż nie przeczę, jestem zadowolony. Wreszcie ciebie spotkało jakieś nieszczęście!
- Oh, ty tleniony głupku! Jeszcze cię dorwę!
- Uważaj, bo jak będziesz tak każdemu grozić, to ktoś w końcu zrobi ci o wiele większą krzywdę, niż tylko spali ci lokal!
Spojrzała na niego ze łzami w oczach i już miała mu odpowiedzieć, gdy wtem do blondyna podbiegł mały, na oko dwu-, góra trzyletni chłopiec, który wdrapał się Ślizgonowi na kolana i objął go łapkami za szyję. Wytrzeszczyła oczy, widząc tę niespodziewaną scenę, bo taki szkrab, nawet w zamkniętym klubie stanowił niemałe zaskoczenie.
- Masz syna? - zapytała cicho, patrząc, jak Malfoy przykłada bladą dłoń do czoła chłopca, po czym wstaje szybko i idzie z nim na zaplecze.
- Nie twoja sprawa, Granger! - odkrzyknął, lawirując między stolikami. - Idź już, skoro nie masz żadnych dowodów na to, że to ja podpaliłem ci tę śmieszną bibliotekę!
- Co mu jest? - zainteresowała się, bo chłopiec wydawał się jej zbyt blady, by było to naturalne.
- Nie twój interes! Idź już!...
- Być może mogłabym pomóc?
- Po oskarżeniu mnie o to podpalenie? Nie, dzięki... Poza tym już raz odmówiłaś mu pomocy, nie mam zamiar prosić cię drugi raz, poradzę sobie! - warknął, przechodząc przez drzwi na końcu pomieszczenia. Przygryzła wargę, niezdecydowana, po czym ruszyła za znienawidzonym chłopakiem.
- Nie wiedziałam, że chodzi o twojego syna — powiedziała, stając w drzwiach. Blondyn spojrzał na nią wściekły, okrywając malca kocami.
- Syriusz nie jest moim synem, kretynko, tylko bratem — odparł, okładając twarz chłopca kompresem.
- Bratem? Więc dlaczego nie jest z twoją matką, tylko z tobą?
- Bo mój ojciec lubił od czasu do czasu skoczyć sobie na bok... - prychnął. - Granger, chcesz czegoś, czy tylko przyszłaś mnie denerwować? Nie bardzo mam czas, na pogaduszki z tobą, mały jest chory i skoro nie chcesz mi pomóc, to spływaj.
- Co mu jest? - powtórzyła, kucając przy blondynie. Gdy na nią spojrzał, w jego oczach dojrzała łzy.
- Ktoś, nie wiem kto, tak bardzo nienawidził mego ojca, że rzucił na niego paskudną klątwę. Klątwę demoniczną*, która przenosi się wraz z krwią. Tuż po tym, jak się to stało, ojciec spłodził Syriusza... - powiedział cicho. - Klątwa przeszła na mojego brata...
Hermiona zasłoniła usta ręką. Doskonale wiedziała, o jaką klątwę chodzi. Była jedna na świecie i wymagała tak potężnej mocy magicznej, że prawdopodobnie nawet sam Grindenwald czy Voldemort nie mogliby jej rzucić.
- Skąd wiesz, że to właśnie ta klątwa? - zapytała.
- Bo w nocy mój brat zamienia się w potwora. Dlatego mam ten klub. By nie było słychać jego wrzasków... Muszę go zamykać, inaczej zrobiłby wielu ludziom i czarodziejom wielką krzywdę.
- Nie lepiej byłoby umieścić go w Szpitalu Świętego Munga?
- Nie — pokręcił przecząco głową. - Zadaliby zbyt wiele niewygodnych pytań, a potem skazali małego na śmierć.
- Na śmierć? O czym ty mówisz?!
- Ta klątwa jest nieodwracalna, Granger, dobrze o tym wiesz. I wie o tym mój ojciec...
- Dlatego chce się z tobą skontaktować?
- Poniekąd... On nauczył się z tym żyć, ale malec stanowi zbyt wielkie zagrożenie, nie panuje nad swoimi mocami... Ojciec chce go zabić, by prawda nie wyszła na jaw. Ale ja nie mogę tego zrobić, rozumiesz? Mały jest moją jedyną rodziną. Ojciec go nie chciał, a jego matka umarła w czasie porodu, więc się nim zająłem... Przynajmniej jestem dla kogoś ważny.
- Tak mi przkro — wyszeptała. - Wciąż masz nadzieję na uleczenie go, prawda? Na cofnięcie klątwy, dlatego potrzebne ci były te księgi... - domyśliła się. Kiwnął głową, zmieniając kompres.
- Po każdej zmianie trawi go wysoka gorączka, która nie ustępuje. Boję się, że kiedyś mały tego nie wytrzyma, a wtedy mój świat legnie w gruzach. Możesz kpić, że twardy bezwzględny Ślizgon lituje się nad małym dzieckiem...
- Przestań — położyła mu rękę na dłoni. Wyczuła, że chłopak drży. - Wcale nie jesteś bezlitosny. Masz wielkie serce, Draco. Nie wydałeś Harry'ego wtedy w salonie swego domu, nie zabiłeś nas w Hogwarcie, choć miałeś na to okazję i robisz wszystko, by pomóc braciszkowi. To nie jest temat do kpin, lecz do prawdziwego podziwu. Pomogę ci, Malfoy — zdecydowała. - Poszukam tych ksiąg.
- Zapłacę...
- Nie — pokręciła stanowczo głową. - Nie chcę twoich pieniędzy, robię to z czystego serca, a nie dla zysku.
- W takim razie wybacz, że cię przekląłem — westchnął. - Zdaje się, że to faktycznie przeze mnie spalił ci się lokal... Nie miałem pojęcia, że ta klątwa może być tak silna, choć nie użyłem do tego różdżki...
- Tak, wiem... Jakoś sobie poradzę — odparła, wstając. - Zobaczę, co uda mi się uzyskać, ale cudów nie obiecuję...
- I tak dziękuję... I obiecuję, że cofnę klątwę.
- Póki co martw się bratem. Potem jakoś wyrównamy rachunki — rzuciła jeszcze, po czym wyszła z pomieszczenia. Miała misję do wykonania...


* chodzi o klątwę ZEIUTMY - nie wiem, czy jest to czar wymyślony przez panią Rowling, czy raczej przez fanów, ale pojawia się on w spisie pradawnych zaklęć na kilku forach i stronach poświęconych zaklęciom, dlatego postanowiłam go użyć ;)

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2309 słów i 12547 znaków.

2 komentarze

 
  • Paulla7

    Akcja pomału zaczyna się rozkręcać ;)
    Nie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji :)

  • elenawest

    @Paulla7 przyznam szczerze że ja też nie :-P zamysł był zupełnie inny, dopiero jak zaczęłam pisać rozdział, to wpadłam na taki pomysł

  • shakadap

    Bardzo dobre. Tylko krótkie.
    Czekam na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • elenawest

    @shakadap dzięki ;) postaram się, by kolejne rozdziały były zdecydowanie dłuższe :D