Dwa trupy plus jeden

Stałem na malutkiej stacji kolejowej, wpatrując się w migające z oddali światła nadjeżdżającej lokomotywy. Było zimno i mokro. Porywisty wiatr szumiał między drzewami. Pociąg był coraz bliżej, dając o sobie znak głośną trąbiąc. Miałem jeszcze trochę czasu więc poszedłem kupić bilet. W środku poczekalnia była wyjątkowo zaniedbana. Grzyb i pleśń były praktycznie wszędzie. Do tego w powietrzu unosił się okropny smród. W kasie biletowej mimo to siedziała jakaś kobieta. Podszedłem bliżej, jednak ona jakby udawała, że mnie nie widzi. Zapukałem w szybę i poprosiłem o jeden bilet. Nie miałem dużego wyboru trasy, bo pociąg jechał tylko do jednej miejscowości. Kobieta jednak nadal nie odpowiadała, a jedynie pisała coś na starej maszynie. W końcu nerwy wzięły górę i krzyknąłem, żeby do cholery dała mi ten bilet. Wtedy ona spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem, po czym wstała i wyszła z kasy. Stanęła przede mną i z całej siły uderzyła mnie w policzek. Zaraz po tym wybiegła z poczekalni, słysząc nadjeżdżający pociąg. Pobiegłem za nią, a kiedy stanąłem na stacji zobaczyłem, jak skacze pod koła nadjeżdżającej lokomotywy. Byłem w szoku. Gdy pociąg się zatrzymał, maszynista wybiegł i zaczął wydzierać się na mnie, dlaczego jej nie zatrzymałem. Próbowałem mu wyjaśnić, że wszystko działo się tak szybko, że nie miałem nawet czasu zareagować, jednak on w ogóle mnie nie słuchał. Był w tak ogromnym szoku, że w pewnym momencie stracił przytomność i upadł. Podbiegłem do niego i nie mogłem uwierzyć. Facet nie żył. Jego serce nie wytrzymało. Zostałem sam na odludnej stacji z dwoma trupami. Wszedłem z powrotem do poczekalni, po czym usiadłem i zacząłem się zastanawiać co zrobić. Wtedy olśniło mnie, że kobieta na pewno miała telefon. Wszedłem więc do kasy i zacząłem się za nim rozglądać. Na moje szczęście stary stacjonarny telefon stał na biurku pod stertom papierów, jednak moja radość nie trwała długo, bo gdy tylko przyłożyłem słuchawkę do ucha, zorientowałem się, że kabel od niej jest przecięty. To była moja ostatnia deska ratunku. Obok telefonu stałe stara maszyna, na której kobieta coś pisała. Zaciekawiło mnie to. Zacząłem więc czytać i zaczęło do mnie docierać, że jej samobójstwo było z góry zaplanowane, a to, co ona pisała okazało się testamentem. Nie był dokończony, a w wielu miejscach wyrazy były niepełne. Widać, że tekst był pisany w pośpiechu. Nagle na zewnątrz usłyszałem dziwne hałasy. Wyszedłem powoli by się rozejrzeć i wtedy zauważyłem jakiegoś mężczyznę w pociągu. Patrzył się na mnie, po czym wyszedł z wagonu i wsiadł do lokomotywy. Pomyślałem, że może umie ją prowadzić i zabierze mnie stąd. Jednak gdy tylko zrobiłem parę kroków poczułem potworny ból w klatce piersiowej. A potem w okolicy nerek. Zacząłem krwawić. Upadłem na ziemię i ledwo mogłem złapać dech. Uświadomiłem sobie, że zostałem postrzelony i umieram. Konając wpatrywałem się w odjeżdżający pociąg, a gdy uznałem, że już wystarczy wczołgałem się po jego koła.

marok

opublikował opowiadanie w kategorii horror, użył 615 słów i 3202 znaków.

2 komentarze

 
  • Luna@

    Jestem pod wrażeniem

  • Hermes1

    Wow umiesz pisać horrory wstawiając częściej