
Gdy wibracja ułożyła się w jej umyśle w to jedno, błagalne słowo, Elara gwałtownie cofnęła dłoń od mosiężnej ramy łóżka, jakby metal nagle stał się rozżarzony do czerwoności.
Odskoczyła na środek wagonu, potykając się o rąbek sukni. Jej oddech stał się krótki, rwany, a w uszach słyszała tylko ogłuszający łomot własnego serca. Ale to nie był tylko jej puls. Czuła, jak cały wagon drga w tym samym, chorym rytmie. Podłoga pod jej stopami wydawała się teraz miękka, niemal elastyczna, jakby pod dywanem pulsowały ogromne, udręczone płuca.
— Nie... — wykrztusiła, zaciskając dłonie na ustach, by stłumić krzyk.
Nagle wszystko stało się zbyt bliskie. Aksamitne obicia foteli przypominały skórę, mosiężne rury – kości, a syczenie gazu w lampach brzmiało jak ostatnie tchnienia kogoś, kto umiera od tysięcy lat. Świadomość, że Julian zrobił pociągowi to samo, co Kaelowi – że go złamał, okaleczył i uwięził w tej stalowej formie – sprawiła, że w pokoju nagle zabrakło tlenu.
Elara rzuciła się w stronę toaletki, chwytając się jej krawędzi tak mocno, że pobielały jej kłykcie. Spojrzała w lustro, ale nie poznała własnej twarzy. Była trupio blada, a jej oczy wydawały się nienaturalnie wielkie.
— To nie może być prawda — szepnęła do własnego odbicia, ale lustro odpowiedziało jej tylko drżeniem. — To tylko maszyna. To tylko pociąg...
Ale Mercury nie był tylko maszyną. Był krzykiem uwięzionym w metalu. Elara osunęła się na kolana, kuląc się w sobie, byle tylko nie dotykać zbyt dużej powierzchni tego „organizmu”. Czuła się, jakby siedziała w brzuchu wieloryba, który powoli trawi ją i wszystkich pasażerów, a Julian był tym, który trzyma nóż przy jego sercu, zmuszając go do dalszego biegu przez mróz.
- Kaelu! - wrzasnęła na całe gardło, a echo jej krzyku długo jeszcze odbijało się w eleganckich ścianach. - Zabierz mnie stąd!
Kilka chwil później drzwi jej wagonu stanęły otworem. W progu stał Kael, spowity najciemniejszymi cieniami, jakie dotąd u niego widziała. Jego potężna klatka piersiowa unosiła się szybko, gdy dyszał ciężko, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami.
- Co? - wychrypiał, dopadając do niej. - Co ci?
- On...on do mnie mówi - jęknęła, wpadając mu w ramiona. Drżała tak mocno, jakby trawiła ją wysoka gorączka.
- Julian cię tu nie dosięgnie - mruknął. - Wagon jest twój i...
- Nie! Nie Julian. Pociąg! - szarpnęła za jego koszulę, patrząc mu w oczy z obłędem w oczach.
- Pociąg? Przemówił do ciebie? - zapytał zaskoczony, przyglądając się jej uważnie. - Jesteś pewna,że ci się nie przywidziało?
- Nie! Poprosił o ratunek! Kaelu, błagam! Wyciągnij mnie stąd!
- Jeśli stąd wyjdziesz, zamienisz się w to, co poluje we Mgle...
Elara na moment znieruchomiała, a jej dłonie wciąż zaciśnięte na jego koszuli osunęły się bezwładnie. Słowo „Mgła” zadziałało jak lodowaty prysznic.
— Czyli mam wybierać? — wychlipała, cofając się o krok, choć nogi miała jak z waty. — Między potworem, który kontroluje pociąg swoim ciałem, a byciem... tym czymś na zewnątrz? Kaelu, on cierpi! Ten pociąg... ja go czuję w kościach!
Mężczyzna nie odpowiedział od razu. Przesunął dłonią po twarzy, a jego cienie zawirowały niespokojnie wokół jego stóp, jakby chciały uciec przed wibracjami podłogi.
— Julian nie wie — mruknął bardziej do siebie niż do niej. — Gdyby wiedział, że Mercury nawiązał z tobą kontakt, nie bawiłby się już w żadne uprzejmości. Zamknąłby cię w maszynowni na wieczność, żebyś stała się częścią jego pieśni.
Złapał ją za ramiona, zmuszając, by na niego spojrzała.
— Słuchaj mnie uważnie. Nie możesz mu pokazać, że go słyszysz. Udawaj, że to tylko stukot kół. Udawaj, że jesteś tylko głupią pasażerką, która boi się cieni. Jeśli pociąg prosi o ratunek, to znaczy, że widzi w tobie klucz. Ale Julian... Julian nienawidzi, gdy ktoś próbuje dotykać jego kluczy.
- Nie jestem jego kluczem - powiedziała powoli. - Ja... ja już sama nie wiem, kim jestem... Nie pamiętam.
- Jak to?
- Po prostu... Nie pamiętam swojego dzieciństwa, domu, tego czy miałam jakąś rodzinę. Wiem tylko, że obudziłam się pewnego razu w jakichś ruinach, a w dłoniach trzymałam Pudełko. Ludzie mówili, że jest wyjątkowe. A potem, że może odegnać Nicość... A potem zaczęły się wojny.
- Słyszeliśmy tutaj te legendy... Ludzie nawet tutaj opowiadali, ale... Przecież to tylko ludzkie gadanie.
- Najwyraźniej nie.
- Najwyraźniej - przyznał ponuro. - I wygląda na to, że Julian chce ciebie, bo chce Pudełka...
Kael patrzył na nią teraz inaczej. W jego wzroku lęk o pasażerkę mieszał się z nabożnym wręcz podziwem i jeszcze większym przerażeniem. — Jeśli on je dostanie, Elaro, granice przestaną istnieć. Nie będzie dokąd uciekać, bo nicość przestanie być zagrożeniem, a stanie się jego narzędziem.
Usiadł ciężko na podłodze przy drzwiach, nie przejmując się luksusowym dywanem. Jego cienie rozpełzły się po ścianach, tworząc barierę, której nie mogło przeniknąć żadne spojrzenie z zewnątrz. Nawet to srebrzyste, należące do Juliana.
— Zostanę tutaj — mruknął, opierając głowę o framugę. — Nie kładź się do łóżka, jeśli się boisz. Siedź przy mnie. Julian nie odważy się tu wejść siłą, dopóki ja tu jestem... jeszcze nie teraz.
Elara osunęła się obok niego, czując chłód bijący od jego skórzanego płaszcza i kojący zapach mrozu. Przez moment panowała cisza, przerywana tylko rytmicznym, udręczonym szeptem maszyny pod ich stopami.
— Kaelu? — szepnęła po chwili.
— Tak?
— A jeśli pociąg nie chce, bym go ratowała przed Julianem? Jeśli on chce, bym go ratowała... przed nim samym?
Kael drgnął, ale nie otworzył oczu.
— Wtedy oboje mamy problem, o którym legendy milczały.
Przez pewien czas milczeli. Otoczył Elarę ramieniem, pozwalając jej odpocząć na swojej klatce piersiowej.
- Wiesz... Słyszałam jeszcze inne legendy - wyszeptała ledwo słyszalnie, jakby się bała, że mówienie o tym sprowadzi im na głowię jeszcze większe niebezpieczeństwo.
- Jakie? - mruknął, bezwiednie gładząc kciukiem jej ramię.
- O mężczyźnie i o jego miłości do kobiety...
- W świecie ludzi jest wiele takich legend.
- Wiem, ale... Ta była inna. Mroczna.
- Doprawdy? - zapytał bez cienia zainteresowania. Kiwnęła głową.
- Mmm... To było, setki tysięcy lat temu, gdy świat wciąż był piękny, gdy słońce prawdziwie ogrzewało ziemię. I ten mężczyzna z miłości chciał stać się bogiem, by uratować ukochaną. Zamiast tego uwolnił Nicość...
Kael powoli spojrzał jej w oczy.
- Dokładnie...
Cisza, która zapadła po jego odpowiedzi, była ciężka jak ołów. Elara poczuła, jak po plecach przebiega jej dreszcz, który nie miał nic wspólnego z chłodem wagonu.
— To on, prawda? — zapytała, a jej głos drżał tak bardzo, że ledwo go rozpoznała. — To o nim jest ta legenda. O Julianie.
Kael zacisnął szczękę, a jego cienie na ścianach wygięły się w bolesnym skurczu. Nie odwrócił wzroku. W jego oczach widziała odbicie pożaru, który musiał trawić świat eony temu.
— Miłość bywa najbardziej niszczycielską siłą, Elaro — wychrypiał. — Julian nie chciał zniszczyć słońca. Chciał tylko, żeby ona nie odeszła w mrok. Ale Nicość nie bierze jeńców. Kiedy otworzył dla niej bramę, nie uratował jej. Pozwolił, by mrok wlał się w każdą szczelinę istnienia.
— A pociąg? — Elara ścisnęła mocniej Pudełko. — Czym jest ten pociąg?
— Jego pokutą, Elaro. Z bogami się nie zadziera. Nawet ja nie miałbym odwagi im się sprzeciwić... A Julian to zrobił... głupi... Mercury to nie tylko środek transportu. To Arka dla kogoś, kto nie potrafi pogodzić się ze stratą.
Kael pochylił się ku niej, a jego twarz znalazła się tuż przy jej uchu.
— Ale pociąg ma dość, Elaro. On nie chce być mauzoleum dla martwej kobiety. Dlatego do ciebie przemówił. Bo ty niesiesz coś, co może skończyć ten obłęd... albo go dopełnić.
- Niosę coś... Możliwe. Nie wiem jednak, jak go użyć. To tylko brzemię, które muszę chronić. Nie jestem nikim niezwykłym, Kaelu. W ciągu całego mojego życia istniało wielu bohaterów, którzy byli bardziej godni tej funkcji, którą mi powierzono. A mimo to ja pilnuję Pudełka. I nie wiem dlaczego.
- Niestety, ja też tego nie wiem.
Elara oparła głowę o jego ramię, czując, jak ciężar Pudełka na jej kolanach staje się niemal nie do zniesienia. Cienie wokół nich przestały wirować; teraz po prostu trwały, gęste i nieruchome, odcinając ich od reszty pociągu.
— Czy on tam jest? — szepnęła po długiej ciszy. — Czy ta kobieta, dla której to wszystko zbudował... czy ona naprawdę jest częścią tego pociągu?
Kael nie odpowiedział od razu. Czuła, jak jego klatka piersiowa unosi się w głębokim westchnieniu.
— Julian wierzy, że tak. Wierzy, że jeśli pociąg będzie pędził wystarczająco szybko, Nicość nigdy jej nie dogoni. Ale widziałaś te rury, Elaro. Słyszałaś to tętno. Jeśli ona tam jest, to w każdym zaworze, w każdym tłoku i w każdym litrze pary. Nie jest pasażerką. Jest paliwem. Tak samo jak pasażerowie...
Elara zadrżała, mocniej splatając palce na wieczku Pudełka. Prawda była gorsza niż legenda. Julian nie uratował swojej ukochanej; uwięził ją w wiecznej, mechanicznej agonii, a teraz pociąg – ona – błagała o dobicie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.