
Odwróciła się gwałtownie do Barmana. Pociąg wciąż drżał po tym dziwnym kołysaniu, a szklanki na ladzie dzwoniły cicho. Barman stał nieruchomo, z ręką wciąż uniesioną w geście polerowania, ale jego twarz, zwykle tak obojętna, była teraz maską czystego niedowierzania.
– Powiedziałeś, że nas nie widzą – syknęła Elara, podchodząc do lady tak szybko, że Barman mimowolnie się cofnął. – Powiedziałeś, że to tylko wspomnienia! Że zachowują się, jakby żyły, ale nas nie słyszą! Więc dlaczego ona mi odpowiedziała? Dlaczego przepraszała?!
Barman powoli opuścił rękę. Szklanka stuknęła o blat. Spojrzał na Elarę, a w jego oczach nie było już zmęczenia, tylko narastający niepokój.
– To... to niemożliwe – mruknął, a jego głos drżał. – To się nigdy nie zdarzyło. Nigdy. One są... są tylko echem.
– Lena nie była echem! – krzyknęła Elara, uderzając otwartą dłonią w ladę. – Była przerażona! I wiedziała, że tu jestem! Kłamiesz! Ty, Serafina, Julian... wszyscy kłamiecie!
Pociągiem znów zakołysało, tym razem mocniej, jakby Serce Mgły protestowało przeciwko jej krzykowi. Światła w wagonie zamrugały i przygasły, rzucając na ściany długie, tańczące cienie.
Barman złapał się krawędzi lady, by nie upaść.
– Panienko, proszę... – szepnął, patrząc na gasnące światła. – Nie krzycz. Pociąg... pociąg to słyszy. I nie lubi, gdy zakłóca się spokój.
Elara rozejrzała się po ciemniejącym wagonie. Huczenie pociągu stało się głośniejsze, bardziej rytmiczne, jak bicie ogromnego, wściekłego serca.
– Nie obchodzi mnie, co lubi ten pociąg! – powiedziała, zniżając głos do groźnego szeptu. – Chcę wiedzieć, dlaczego Lena mnie usłyszała. I dlaczego Julian kolekcjonuje te przerażone dusze. A jeśli ty mi nie powiesz, znajdę kogoś, kto to zrobi. Nawet jeśli będę musiała spalić ten pociąg do cna.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia, zostawiając Barmana w ciemniejącym, drżącym wagonie. Wiedziała jedno: zasady się zmieniły. A ona właśnie wypowiedziała wojnę Midnight Mercury.
Wyszła z wagonu restauracyjnego, trzaskając drzwiami. Huczenie Serca Mgły w korytarzu było teraz głośniejsze, bardziej rytmiczne, jak bicie ogromnego, wściekłego serca. Światła wzdłuż wagonów migotały, rzucając na ściany długie, tańczące cienie, które zdawały się sięgać po nią.
Nie czuła już strachu. Czuła zimną, krystaliczną wściekłość.
Z dziennikiem Juliana ściśniętym pod pachą i bosymi stopami wbijającymi się w drżącą podłogę, ruszyła przed siebie. Nie wiedziała, dokąd idzie, ale wiedziała, kogo szuka. Mężczyzna z tatuażami.
Barman powiedział, że krwawi, bo "zaczął się nią zbyt interesować". Że Serafina go "zszywa". Elara musiała go znaleźć. Musiała zobaczyć tę ranę, ten dowód na okrucieństwo Juliana. I musiała zmusić tego człowieka, by powiedział jej prawdę. Skoro on też "widział" widma i zapłacił za to krwią, to znaczy, że jest kluczem.
Mijała kolejne przedziały. Niektóre były puste, w innych widziała zarysy śpiących pasażerów – tych "ocalonych", którzy wciąż wierzyli w kłamstwa Juliana. Przez okna widać było tylko nieprzeniknioną, wirującą szarość Serca Mgły, która zdawała się napierać na szyby.
W końcu, na końcu jednego z wagonów sypialnych, dostrzegła uchylone drzwi do przedziału służbowego. Zza nich dobiegał stłumiony głos Serafiny i niski, chrapliwy jęk.
Elara zatrzymała się przed drzwiami. Nie powinna podsłuchiwać. Ale gdy usłyszała kolejny stłumiony jęk, zacisnęła dłoń na klamce i uchyliła drzwi jeszcze odrobinę.
W środku panował półmrok. Jedynym źródłem światła była niewielka lampa stojąca na stoliku.
Mężczyzna siedział na krześle, pochylony do przodu. Koszula była rozpięta i przesiąknięta krwią. Materiał na jego boku został rozcięty, odsłaniając głęboką, poszarpaną ranę biegnącą wzdłuż żeber.
Serafina stała za nim, a jej dłonie poruszały się pewnie i szybko. W jednej trzymała zakrwawioną igłę, w drugiej cienką nić.
— Przestań się wiercić — syknęła chłodno. — Jeśli znowu rozerwiesz szwy, nie będę zaczynać od początku.
Parsknął cicho.
— Wybacz, hrabino. Następnym razem postaram się zostać ukarany bardziej elegancko.
Kobieta zacisnęła usta.
— Następnym razem możesz nie mieć tyle szczęścia.
Wtedy drzwi skrzypnęły cicho. Oboje podnieśli gwałtownie głowy. Serafina zaklęła cicho pod nosem, widząc Elarę stojącą w progu.
— Panienko, to nie jest miejsce dla...
— Julian mu to zrobił? — przerwała jej Elara lodowato.
Wzrok mężczyzny przesunął się z Serafiny na nią. W jego oczach nie było zaskoczenia. Jakby spodziewał się, że przyjdzie.
— Powiedziałem ci — mruknął. — Nie powinnaś była zabierać tego dziennika.
— Odpowiedz na pytanie.
Serafina westchnęła ciężko i odłożyła igłę.
— Tak — powiedziała w końcu. — To była kara.
W wagonie zapadła cisza, przerywana tylko rytmicznym dudnieniem pociągu. Elara zrobiła krok do przodu.
— Za co?
Uśmiechnął się krzywo.
— Za to, że zacząłem mówić za dużo.
Jego wzrok zatrzymał się na dzienniku, który wciąż trzymała pod pachą.
— I wygląda na to, że nie tylko ja.
Nie speszyła się jego słowami, lecz spojrzała zimno na Serafinę.
- Wyjdź — poleciła twardo.
Kobieta zawahała się, patrząc to na Elarę, to na potężnego mężczyznę. Zakrwawiona igła w jej dłoni drżała. Chwila napięcia zdawała się ciągnąć w nieskończoność. W końcu, nie wydając z siebie ani dźwięku, odłożyła igłę na tacę z cichym brzękiem i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
W małym pomieszczeniu zapadła ciężka, duszna cisza, przerywana tylko rytmicznym, głębokim dudnieniem pociągu. Mężczyzna nie poruszył się, siedział oparty o ścianę, z rozpiętą koszulą odsłaniającą poszarpaną ranę. Jego dzikie oczy patrzyły na nią z mieszanką bólu i nieufności.
Elara podeszła bliżej i położyła dziennik Juliana na małym stoliku, tuż obok tacy z zakrwawioną igłą.
– Powiedziałeś, że zacząłeś mówić za dużo – odezwała cicho, ale dobitnie. – I że ten dziennik... to klucz. Więc powiedz mi wszystko. Dlaczego Julian kolekcjonuje te widma? I dlaczego ja... dlaczego ja słyszę ich głosy?
Parsknął cicho, a jego mięśnie na brzuchu spięły się, powodując, że strużka krwi znów spłynęła po jego boku. Skrzywił się z bólu, ale nie odwrócił wzroku.
- Słyszysz je? A to nowość... Julian będzie...musiał przemyśleć kilka kwestii.
- Jakich kwestii? - zapytała.
- Jego zapytaj — mruknął, wstając powoli.
- Pytam ciebie.
- Nie znam myśli Juliana, nie wiem, do jakich wniosków dojdzie...
- A jednak jesteście blisko.
- Na pewno nie tak, jak on i Serafina... Czy Lena... To ją widziałaś?
Kiwnęła głową.
- Mmm... To przykre.
- Nawet nie wiesz jak bardzo! Czym sobie na to zasłużyła?! - zdenerwowała się, postępując ku niemu jeszcze krok. Wzruszył nieznacznie ramionami.
- Być może po prostu mu się znudziła — odparł wymijająco.
- A te nazwiska? Barman mówił, że Julian ocala ludzi znad krawędzi... O co tu chodzi?
- Widzisz... To nie jest dobre miejsce na tego typu rozmowy. Wyjdź, proszę, Serafina musi dokończyć robotę.
- Wyganiasz mnie? - w jej głosie znów pojawił się wyraźny bunt.
- Tylko ostrzegam... Przyjdź o wschodzie słońca do wagonu milczenia.
- Gdzie to jest?
- Zaraz za ogrodem. Tam nikt nas nie podsłucha...
- Czy... czy Julian wie o tym miejscu?
- O tak, oczywiście. Jak myślisz, gdzie mnie ukarał, by nikt tego nie słyszał?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Shadow1893
Trzymasz w ciekawości i zdawkowo odsłaniasz karty. Prawda się przebija jak Merkury przez przeszkody. Czekam na dalsze odsłony i brawo za pomysł na to opowiadanie. 😘
elenawest
@Shadow1893 dziękuję ❤️ pierwotnym pomysłem był pociąg, który się nigdy nie zatrzymuje 😁