
- K-kael - wyjąkała, cofając się przed nim przerażona. - Nie...to niemożliwe!
Uśmiechnął się ponuro, kiwając tylko głową. Nie ruszył się z miejsca, patrząc na nią bez złości na jej reakcję, raczej ze zrozumieniem.
- Chciałbym, by tak było — powiedział cicho. - Wybacz, że cię przestraszyłem, nie było to moim zamiarem...
- Ty... - przełknęła nerwowo ślinę, czując, jak każdy jej mięsień spina się do ucieczki. - Ciebie nie powinno tutaj być... Pilnujesz światów.
- Ciebie również nie — zauważył beznamiętnie. - A strzeżenie granicy już od dawna nie jest moim zadaniem... Teraz pilnuję pociągu.
- Dlaczego? - zapytała, wciąż trzęsąc się przed nim ze strachu. Ten człowiek... byt, zdecydowanie... był jednym z najpotężniejszych i najgroźniejszych istot, o jakich opowiadały legendy. Jak to możliwe, że był tutaj, przecież... - Gdzie twoje skrzydła? - szepnęła, dostrzegając brak jednego niezwykle ważnego elementu w jego sylwetce.
Uniósł głowę zaskoczony jej pytaniem. Przez jego twarz przemknął cień dawnego bólu.
- Nie ma ich — rzucił krótko, wstając. - A ty wiesz o pociągu tyle, ile powinnaś... Idź już stąd.
Przełknęła obok niego tak szybko, jak tylko potrafiła, bojąc się nawet spojrzeć na mężczyznę. Z notatnikiem Juliana w ręce dopadła do drzwi swej sypialni, gdy nagłe szarpnięcie pociągu rzuciło nią o ścianę. Światła zamigotały, a potem przygasły. Zacisnęła dłoń na klamce, czując łomotanie serca i nierówną jazdę po torach. Musiała się uspokoić. Jeśli Strażnik do tej pory jej nie skrzywdził, może faktycznie nie leżało to w jego intencjach. Przecież... wtedy w bibliotece ją ochronił. Teraz cierpiał, by mogła poznać przynajmniej część prawdy. Dlaczego więc niemal wszystkie legendy z nim związane były aż tak bardzo krwawe?
Następnego dnia, w nowej, kremowej sukni udała się do wagonu jadalnego. Po kolejnej nieprzespanej nocy była zmęczona i rozdrażniona, a jej nerwy były napięte niczym postronki. Juliana wciąż nie było, a Kael, o którym chwilowo wolała nie myśleć, nie pojawił się na posiłku.
- On raczej nie jada razem z pasażerami — mruknął barman, jakby z łatwością czytał jej w myślach. - Jest raczej typem samotnika... Teraz dodatkowo, gdy zbliżamy się do granicy Serca, by znów zagłębić się w czystej mgle, musi pilnować, by nic nie zakłóciło naszej jazdy.
- To szarpnięcie wczoraj... Co to było? - zapytała, dłubiąc widelcem w jajecznicy.
- Pociąg musiał natrafić na jakąś przeszkodę. Jest ich tu całkiem sporo.
- Czy to... Te stwory za oknami?
- Nie, panienko, spokojnie. To tylko ruiny...
- Jakie ruiny? - zapytała, marszcząc czoło.
- Wkrótce panienka sama się przekona, o ile mgła pozwoli cokolwiek dojrzeć. Odkąd panienka się u nas zjawiła, jest niebywale kapryśna. Jakby coś wewnątrz pociągu ją przyzywało. Albo to po prostu moje przywidzenia... Kto to wie.
Elara przygryzła wargę niemal do krwi. Czyżby barman miał rację, nawet o tym nie wiedząc i mgła reagowała na pudełko? W takim razie, dlaczego?
Rzuciła widelec na talerz, aż brzęknął i niepomna nawoływań kelnera, pobiegła do sypialni. Pudełko. Teraz tylko ono się liczyło!
Elara dopadła do stolika. Pudełko tam było – ciemne, gładkie, niemal pulsujące w rytm uderzeń jej serca. Chwyciła je, przyciskając do piersi, jakby mogło ją ochronić przed prawdą o Kaelu i dusznością tego miejsca.
Midnight Mercury zwolnił gwałtownie, a światła w sypialni zgasły całkowicie, pozostawiając jedynie krwawą poświatę bijącą z korytarza. Podeszła do okna, choć każdy instynkt nakazywał jej skulić się w kącie.
To, co zobaczyła, sprawiło, że krew w jej żyłach niemal zamarzła. Pociąg nie mknął już przez pustkę. Wjeżdżali w truchło gigantycznego miasta. Z mroku wyłaniały się szkielety budynków, obdarte z elewacji, przypominające żebra martwego olbrzyma. Pomiędzy nimi rozpięte były mosty z gęstej, czarnej mazi, która pulsowała powoli, jakby miasto wciąż oddychało, choć było martwe od stuleci.
Zauważyła lampy, które wciąż tliły się bladym, trupim fioletem, choć nie było w nich prądu – to Mgła je ożywiała, nadając im upiorny blask. W oknach zrujnowanych apartamentów widziała cienie... tysiące cieni, które nieruchomo obserwowały przejazd Midnight Mercury.
Wtedy pociąg znów jęknął. To nie było zwykłe szarpnięcie. To był dźwięk metalu trącego o coś organicznego. Coś, co nie chciało ich wypuścić ze swoich objęć.
— To nie są tylko ruiny — szepnęła Elara, widząc, jak z jednego z budynków oddziela się kształt.
Wieloczłonowa, blada kończyna, przypominająca odnogę gigantycznego pająka, uderzyła w szybę. Elara krzyknęła, cofając się, gdy tuż za hartowanym szkłem ukazała się głowa potwora – pozbawiona oczu, z rzędami igłowatych zębów, które skrobały o ramę okna, zostawiając na niej czarny śluz. Potwory nie atakowały pociągu; one się na niego wspinały, jakby szukały ciepła, którego w tym lodowatym świecie już dawno nie było.
Nagle drzwi sypialni otworzyły się z trzaskiem. W progu stał Julian. Jego twarz była trupio blada, a oczy – te błękitne, drapieżne oczy – płonęły bólem. Przycisnął dłoń do klatki piersiowej, tam, gdzie nosił kamizelkę, jakby każde uderzenie potworów w wagony raniło jego własne ciało.
— Nie patrz na nie — rzucił ochryple, podchodząc do niej w dwóch długich krokach. — Nie dawaj im satysfakcji, że widzą twój strach. One się nim karmią.
Chwycił ją za ramię, ale jego wzrok natychmiast powędrował do Pudełka. Odruchowo ścisnęła je jeszcze mocniej.
Wtedy poczuła, jak pociąg wykonuje ostatni, potężny zryw. Czarna, smolista masa Serca Mgły, która dotąd oblepiała wagony niczym żywa tkanka, zaczęła ustępować, rozrywana pędem Midnight Mercury. Wyjeżdżali z najgorszego mroku, ale ruiny miast, które teraz mijali, wciąż tętniły echem dawnego życia.
Julian stał nad nią, a jego oddech był nienaturalnie płytki.
— Już po wszystkim — wycharczał, choć jego wzrok wciąż był wbity w Pudełko. — Serce nas wypluło.
W tym samym momencie Pudełko w dłoniach Elary zareagowało.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.