Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Midnight Mercury II

Midnight Mercury IIW tej pozycji dotrwała do ranka, a kiedy tylko lampy rozświetliły mrok nocy, wstała i przemyła twarz zimną wodą. Na krześle wisiała już przygotowana suknia, a Elara nie słyszała, by ktokolwiek wchodził do przedziału... Ubrała się sprawnie, choć w sukniach nigdy nie czuła się swobodnie. Nie znalazła jednak nigdzie swojego starego ubrania, a jasnokremowa tkanina leżała na niej tak dobrze, że postanowiła nie sprawiać Julianowi problemów i po prostu przyjąć prezent. Po wyjściu na korytarz, pierwszym, co zauważyła, była wszechobecna mgła kłębiąca się za oknem.

Szła korytarzem, a miękki dywan tłumił echo jej kroków, jakby pociąg chciał zachować jej obecność w tajemnicy. Mgła za oknem była gęsta, mleczna, niemal namacalna. Zdawała się napierać na szyby, próbując wedrzeć się do środka, do tego nienaturalnie jasnego i ciepłego świata. Elara czuła się, jakby płynęła przez nicość wewnątrz luksusowej bańki.

Gdy dotarła do wagonu jadalnego, zapach świeżo parzonej kawy i pieczonego chleba uderzył w nią z siłą, której nie potrafiła zignorować. Julian siedział już przy stole, oświetlony blaskiem kryształowego żyrandola. Wyglądał nienagannie, a jego błękitne oczy rozbłysły, gdy tylko ją zobaczył.
— Wyglądasz... spokojniej, moja pani — powiedział, wstając powoli. Jego wzrok spoczął na kremowej tkaninie jej sukni, a na jego ustach pojawił się ten sam łagodny, drapieżny uśmiech. — Mam nadzieję, że noc w Midnight Mercury przyniosła ci ukojenie, którego tak bardzo potrzebowałaś.
Elara zatrzymała się kilka kroków od stołu. W głowie wciąż miała echo tego nocnego wrzasku, ale widok Juliana – tak opanowanego i pewnego siebie – sprawił, że na moment zwątpiła we własne wspomnienia.
— Ktoś krzyczał, Julianie — powiedziała cicho, nie siadając. — Słyszałam to wyraźnie.

Julian uniósł filiżankę, przyglądając się parze unoszącej się nad napojem.
— Wiatr w tunelach nicości potrafi płatać figle, Elaro. A może to tylko sny... Nie zaprzątaj tym sobie głowy. Obiecuję, że cokolwiek to było, już się nie powtórzy. A teraz zapraszam, czas zjeść śniadanie — lekkim ruchem ręki wskazał na półmisek z winogronami – zielonymi, soczystymi, niemożliwymi w tym klimacie. Elara poczuła dreszcz. Ten krzyk był zbyt ludzki, by być wiatrem. Usiadła na wskazanym miejscu, przyglądając się drogiej zastawie. Nigdy z takiej nie jadała, nie stać jej było. Julian jednak najwyraźniej był znakomicie obyty z takim luksusem, czuł się swobodnie i to właśnie przemogło jej przełamać pierwszą nieśmiałość.

Julian obserwował ją przez chwilę z niemal ojcowską dumą, choć w głębi jego błękitnych oczu czaiło się coś znacznie bardziej zaborczego. Kiedy Elara odłożyła sztućce, on również zakończył posiłek, jakby ich ruchy były częścią tego samego, starannie wyreżyserowanego tańca.
— Cieszę się, że nabierasz sił, Elaro. Ten pociąg potrzebuje życia, a ty... ty wnosisz go tu więcej, niż mogłabyś przypuszczać — powiedział, wstając powoli. — Czuj się tutaj jak u siebie. Jeśli czegoś zapragniesz, Serafina będzie w pobliżu. Ja muszę teraz dopilnować kilku spraw związanych z trasą. Nicość nie wybacza błędów, nawet takiemu pociągowi jak mój.
Skłonił się jej lekko – gestem, który był jednocześnie pełen szacunku i ostateczny. Zostawił ją samą przy stole, wśród resztek luksusowego posiłku i srebra, które teraz wydawało się dziwnie zimne.

Elara została sama, otoczona ciszą i mgłą kłębiącą się za szybami. Patrzyła na puste krzesło naprzeciwko i czuła, jak w jej myślach znów zaczyna kiełkować echo nocnego wrzasku. Julian mógł obiecywać spokój, ale jej instynkt, ten sam, który pozwolił jej przetrwać na zgliszczach świata, szeptał jej coś zupełnie innego.
Wiedziała jedno: kremowa suknia była piękna, ale nie była zbroją. A ona, prędzej czy później, będzie musiała się dowiedzieć, co tak naprawdę dzieje się w głębi Midnight Mercury.

Serafina prowadziła ją przez pociąg z gracją, która w tym ciasnym, metalowym świecie wydawała się niemal nienaturalna. Kiedy otworzyła drzwi do biblioteki, zapach starego papieru i tytoniu uderzył w Elarę tak mocno, że dziewczyna na moment wstrzymała oddech. Regały z ciemnego drewna, niemal czarnego w słabym świetle lamp, pięły się aż pod sam sufit wagonu.
— To moje ulubione miejsce — powiedziała cicho Serafina, a jej dłoń w czarnej rękawiczce spoczęła na grzbiecie jakiejś oprawnej w skórę księgi. — Pan Julian uważa, że cywilizacja kończy się tam, gdzie zapomina się o literaturze. Tutaj jest bezpieczna.

Elara powoli przeszła wzdłuż regałów. Czuła się tu dziwnie mała. Tysiące tomów, których nikt nie czytał, wyglądały jak cmentarzysko myśli.
— Czy on sam to wszystko przeczytał? — zapytała, przesuwając palcami po chłodnym drewnie.
— Pan Julian robi wiele rzeczy, których my nie potrafimy pojąć, moja droga — odparła wymijająco Serafina. — Możesz tu zostać tak długo, jak zechcesz. To najcichsze miejsce w całym pociągu. Tu nie docierają... żadne hałasy.
Ostatnie słowa Serafiny zawisły w powietrzu. Elara spojrzała na nią gwałtownie, próbując wyczytać coś z jej twarzy, ale hrabina była już odwrócona, poprawiając ułożenie książek na jednym ze stolików. Czy to była sugestia? Potwierdzenie, że krzyk był prawdziwy, ale tutaj, za grubymi drzwiami z dębu, można go zignorować?
Serafina wskazała na głęboki, skórzany fotel stojący w rogu, obok którego na małym stoliku leżał przygotowany wcześniej tom.
— Julian pomyślał, że to może cię zainteresować. „Opowieści o dawnym słońcu”. Podobno lubisz legendy.

Serafina wyszła, zostawiając Elarę z książką o słońcu. Ciszę przerwał nagły, metaliczny zgrzyt dobiegający spod podłogi. Jeden z paneli w ścianie, zamaskowany tapetą, odsunął się z hukiem i ze środka wyszedł mężczyzna w poplamionym kombinezonie.
Zatrzymał się, mrużąc oczy przed światłem żyrandola, i spojrzał na Elarę, jakby była intruzem w jego królestwie.
— Nowa... — wychrypiał, wycierając dłonie w brudną szmatę. — Szybko cię przebrali. Julian ma słabość do błękitu, ale uważaj, dziewczyno. W tym pociągu farba schnie szybciej niż prawda.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, on znów pochylił się nad zaworem, ignorując jej obecność, ale Elara poczuła od niego zapach, którego nie było w wagonie jadalnym: zapach strachu i starego żelaza.
Kiedy nieznajomy w końcu zniknął z biblioteki, Elara została sama z „Opowieściami o dawnym słońcu”. Cisza biblioteki była tak gęsta, że słyszała własny oddech. Nagle, w najdalszym, najciemniejszym kącie wagonu, między regałami, dostrzegła ruch.
Dziewczyna miała na sobie prosty, czarny strój służbowy, a jej twarz była tak blada, że niemal zlewała się z kremowymi grzbietami książek. W rękach trzymała stertę świeżo uprasowanych koszul – śnieżnobiałych, jedwabnych, należących do Juliana. Zatrzymała się na widok Elary. Jej wzrok prześlizgnął się po jasnokremowej sukni dziewczyny z taką intensywnością, jakby dotykała jej palcami. Było w tym spojrzeniu coś na kształt litości wymieszanej z głęboko skrywaną urazą.
— Nie powinnaś tu być, gdy go nie ma — szepnęła Lena. Jej głos był cienki, pozbawiony emocji.
— Julian... to znaczy, Pan Julian mi pozwolił — odparła Elara, prostując się w fotelu. — Kim jesteś?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Podeszła bliżej, a zapach, który ze sobą niosła, nie był zapachem starego papieru. Pachniała tytoniem Juliana i czymś jeszcze... metalicznym, gorzkim.
— Muszę iść. On nie lubi czekać na swoje rzeczy — szepnęła Lena, a jej głos drżał tak bardzo, że ledwo można było ją zrozumieć. — Proszę... proszę być posłuszną, pani.
Zanim Elara zdążyła zapytać o cokolwiek jeszcze, dziewczyna niemal wbiegła w wąskie przejście prowadzące do prywatnych wagonów Juliana, zostawiając za sobą jedynie duszny zapach krochmalu i ledwo wyczuwalną nutę strachu. Prez chwilę miała odruch, by pobiec za nią, ale zmęczenie ostatnimi wydarzeniami i chęć odpoczynku zwyciężyły — pogrążyła się w fascynującej lekturze.

Kiedy nadszedł czas posiłku, wagon jadalny zmienił swój charakter. Przy fortepianie siedział mężczyzna o nienaturalnie długich palcach, wydobywający z instrumentu melancholijną melodię, która zdawała się płakać. Za barem stał barman — elegancki, o nieruchomej twarzy, polerujący kieliszek z taką precyzją, jakby od tego zależało jego życie.
Julian czekał już na nią, promieniejąc.
— Widzę, że czas w bibliotece upłynął ci spokojnie, Elaro. Poznaj moich artystów. Oni dbają o to, by Midnight Mercury miał duszę.
Kiwnęła głową, nie bardzo wiedząc, co powinna odpowiedzieć i usiadła naprzeciw Juliana. Wciąż była wyraźnie skrępowana przepychem pociągu i całą sytuacją, w której się znalazła. Nieznacznie dotknęła.srebrnych sztućców, wsłuchując się w spokojną melodię graną przez czarnowłosego mężczyznę. Ten, ubrany w smoking, z długimi włosami ułożonymi gładko do tyłu, siedział przy czarnym, błyszczącym fortepianie sztywno niczym drut, poruszały się tylko jego palce. I gdy już miała zapytać o niego swego gospodarza, do jej uszu dobiegł jeszcze jeden dźwięk — stłumione przez dywan stukanie obcasów i pobrzdąkiwanie jakiegoś metalowego przedmiotu. Mimowolnie przełknęła ciężko ślinę, bojąc się spojrzeć w kierunku dźwięku. I wtedy drzwi się rozsunęły, a w ich świetle pojawił się on — mężczyzna w starym, znoszonym skórzanym płaszczu, niegdyś miałeś koszuli i ciemnoniebieskich, choć spłowiałych spodniach. W ręce niósł tacę, na której stały dwa kieliszki i karafka z jakimś płynem. Gdy podszedł do ich stolika, zorientowała się, że ów dziwny odgłos wydawały dwie niewielkie, metalowe gwiazdki przytwierdzone do jego butów. Kelner sprawnym ruchem postawił szkło na śnieżnobiałym obrusie, lecz dostrzegła w jego ruchach pewną sztywność, tak jakby całym nim sterował jakiś ukryty mechanizm. Jego oczy, choć patrzące dość przytomnie, były puste, jakby całe życie wyparowało z tego człowieka.
Julian uśmiechnął się, widząc, jak Elara śledzi wzrokiem postać w skórzanym płaszczu. Uniósł dłoń, dziękując kelnerowi lekkim skinieniem głowy, na co tamten odpowiedział sztywnym ukłonem, wywołując ponowne, metaliczne brzęknięcie ostróg.
— Mój kelner ma duszę wędrowca, Elaro. Pamięta świat, który już tak dawno przestał istnieć... Zapętlił się we wspomnieniach — spojrzał na niego krótko. Mężczyzna skłonił się sztywno i odszedł, stając za barem, zastygając w bezruchu niczym kolejna rzeźba w wagonie.
— Wydajesz się spięta — zauważył Julian, nachylając się nieznacznie nad stołem. Jego błękitne oczy lśniły w świetle żyrandola, gdy pianista uderzył w bardziej płaczliwe tony. — Czy spotkanie z Vargiem w bibliotece cię przestraszyło? To prosty człowiek, Elaro. Nie potrafi docenić piękna, widzi tylko rury i ciśnienie. Mam nadzieję, że nie nagadał ci bzdur o sadzy.
Elara poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Skąd wiedział? Czy pociąg naprawdę miał uszy, czy może Serafina doniosła mu o każdym jej kroku, zanim jeszcze usiadła do obiadu?
— I ta biedna Lena... — westchnął Julian, nalewając bursztynowy płyn do kieliszków. — Jest niezwykle oddana, ale jej strach bywa zaraźliwy. Nie pozwól, by ich lęki stały się twoimi.
Elara przyjrzała mu się uważnie, gdy nakładał jej upojnie pachnącej pieczeni na talerz. Doszła do wniosku, że gdyby w swoim życiu kiedykolwiek miała czas zainteresować się mężczyznami, ten raczej na pewno nie przeszedłby obok niej obojętnie. Na samą tę myśl zarumieniła się wściekle, starając się ukryć rumieniec za kryształowym kielichem. Nie zauważyła przez to, że za jej plecami gęstnieje mrok. Julian z wolna podniósł swoje jasne oczy, patrząc gdzieś ponad nią. Mrok ustąpił, a przytłumione przez chwilę światło lamp, znów zajaśniało pełnym blaskiem.
Julian nie skomentował jej zmieszania, choć kącik jego ust uniósł się w ledwo zauważalnym, triumfalnym uśmiechu. Odstawił półmisek z pieczenią z taką gracją, jakby celebrował każdą sekundę tej ciszy.
— Wino jest wyśmienite, Elaro. Nie pozwól mu wywietrzeć — powiedział miękko, a jego wzrok wrócił do jej twarzy, gdy mrok za jej plecami ostatecznie się rozproszył.
Elara upiła łyk, czując, jak chłód szkła koi jej rozpalone policzki. Wino było cierpkie i mocne, uderzyło do głowy niemal natychmiast. Przez rzeźbioną ściankę kielicha widziała barmana – wciąż stał nieruchomo, ale odniosła wrażenie, że jego puste oczy na ułamek sekundy spoczęły na jej dłoni, która drżała, trzymając kryształ.
Pianista przy fortepianie nagle urwał melodię w połowie frazy. Cisza, która zapadła, była tak nagła, że aż bolesna. Słychać było tylko miarowy stukot kół pociągu o szyny, brzmiący teraz jak bicie ogromnego, metalowego serca.
— Dlaczego przestał grać? — szepnęła Elara, odstawiając kieliszek.
Julian nawet nie drgnął. Wpatrywał się w nią z tą samą niepokojącą łagodnością, ale w jego oczach czaiło się coś, co sprawiło, że pieczeń na talerzu nagle przestała pachnieć tak upojnie.
— Bo właśnie wjeżdżamy w Strefę Milczenia — odparł cicho. — Tutaj muzyka nie jest potrzebna. Tutaj słucha się tylko tego, co pociąg chce nam powiedzieć.
W tym samym momencie gdzieś z głębi składu, dobiegł niski, wibrujący dźwięk. Nie był to krzyk, który słyszała w nocy, ale długi, przeciągły jęk metalu ocierającego się o metal, który brzmiał niemal jak... westchnienie.
Rytmiczny stukot, do którego Elara zdążyła się już niemal przyzwyczaić, nagle zwolnił. Wagonem szarpnęło lekko, a potem koła zaczęły toczyć się z niemal nabożną powolnością, jakby Midnight Mercury skradał się po szynach.
Srebrne sztućce przestały dzwonić o talerze. Pianista siedział z dłońmi zawieszonymi nad klawiszami, a barman-wędrowiec powoli, niemal niedostrzegalnie, położył dłoń na blacie baru, jakby chciał poczuć wibracje podłogi.
— Dlaczego zwalniamy? — szepnęła Elara, bojąc się, że jej głos zabrzmi zbyt głośno w tej nagłej, nienaturalnej ciszy.
Julian uniósł palec do ust. Nie był to gest karcący, raczej... ostrzegawczy. W świetle lamp jego twarz wydawała się teraz ostrzejsza, pozbawiona maski uprzejmego gospodarza.
— Bo teraz, Elaro, nie jesteśmy tu sami — odpowiedział tak cicho, że ledwo go słyszała. — Nicość na zewnątrz... ona ma swoje głodne dzieci. One nie widzą Midnight Mercury, dopóki się porusza szybko i głośno. Ale czasem, w tym miejscu, musimy stać się cieniem. Musimy pozwolić im przejść obok.
Elara spojrzała w stronę okna. Przez grubą, kryształową szybę nie było widać lodu ani śniegu. Widziała tylko nieprzeniknioną, pulsującą czerń, która zdawała się lgnąć do pociągu. Nagle, po zewnętrznej stronie szyby, coś prześlizgnęło się z cichym, mokrym chrzęstem. To nie był wiatr. To było coś, co miało strukturę i ciężar.
Kelner-wędrowiec drgnął. Jego puste dotąd oczy na ułamek sekundy rozbłysły dawnym, dzikim życiem, a dłoń zacisnęła się na krawędzi baru tak mocno, że pobielały mu kłykcie.
Julian pochylił się ku Elarze, a jego oddech muskający jej policzek był lodowaty.
— Nie patrz w okna, Elaro. Patrz na mnie. Dopóki twoje oczy są skupione na mnie, one nie poczują twojego bicia serca.


***
Prosiliście o dłuższy rozdział, a więc jest ;) mam nadzieję że się spodoba. Miłego czytania

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i horrory, użyła 2779 słów i 16092 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.