Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Midnight Mercury IX

Midnight Mercury IXZagryzła wargi, patrząc na niego wstrząśnięta.

- Nie musisz mnie żałować, taki już mój los... Idź już — poprosił cicho, niemal łagodnie, zupełnie jak nie on. Kiwnęła sztywno głową i wyszła. Do świtu miała jeszcze dość czasu, ale po raz pierwszy po prostu nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Od zawsze miała jakieś cel, zadanie, a teraz... Co prawda nadal musiała chronić pudełko, ale teraz warunki mocno się zmieniły. Oczekiwanie na świt, który tutaj, w świecie pozbawionym prawdziwego słońca tak naprawdę nigdy nie nadchodził, było istną mordęgą. Zaszyła się w swojej sypialni, rozmyślając intensywnie o wszystkich usłyszanych dotąd informacjach i doszła do jednego wniosku — już nigdy nie uwierzy Julianowi, o ile gospodarz oczywiście raczy w końcu wypełznąć ze swych pokoi. I na pewno nie daruje mu śmierci Leny.


Ciężkie, stalowe drzwi, zimne jak lód pod jej palcami otworzyły się ciężko, jakby od dawna nikt ich nie ruszał, mimo że wiedziała, iż był tu niedawno jej nieznajomy, ukazując pomieszczenie całkiem pozbawione okien.
W środku panował półmrok. Nie było tu miękkich kanap ani eleganckich lamp jak w innych wagonach Midnight Mercury. Tylko rząd prostych, drewnianych siedzeń przy ścianach i długi, pusty środek wagonu.
Powietrze było chłodne. Martwe. Zadrżała, dostrzegając na podłodze zaschnięte plamy krwi. Wezbrał w niej gniew podobny do tego, który czuła, widząc Lenę martwą.
W tej samej chwili drzwi za nią skrzypnęły. – Nie polecałbym dotykać podłogi dłońmi – odezwał się za jej plecami niski głos. - Krwi nigdy nie da się zmyć do końca...
Kiwnęła głową, nie odwracając się i podeszła do jednej z ław.
- Co dokładnie ci zrobił? - zapytała cicho, patrząc ponuro na dziennik, który położyła na kolanach.
- Pozwól, że oszczędzę ci szczegółów — mruknął, stając tuż przy niej. Jego potężna sylwetka zdawała się na nią napierać, mimo że się dotykali. Słyszała jego ciężki oddech, a powietrze wokół niej było niemal lepkie od jego obecności.
- W takim razie co on zrobił tym wszystkim ludziom?
- Zatrzymał...
- Nie rozumiem — zmarszczyła brwi. - Jak to zatrzymał?
- Nie mogę wszystkiego powiedzieć, bo niektóre tajemnice nie są moje... Ale barman miał rację. Pociąg przechwytuje tych z granicy, choć nie znam samego mechanizmu.
- Kim ty jesteś?
- Nikim — mruknął.
- Wątpię. Julian powiedział, że jesteś jego człowiekiem.
- Taaak, jak każdy w tym pociągu.
- Proszę... Powiedz mi wreszcie prawdę! Mam dość kłamstw, którymi od początku mnie karmiono! Czym jest ten pociąg?!
- Tego nie wiem — przyznał. - Wiem tylko tyle, że twoje pojawienie się tutaj, zmieniło wszystkie reguły. Jesteś ogromną zagadką dla Juliana, którą chce zrozumieć i poznać. Nie znaczy to, że powinnaś mu ufać.
- Nie zamierzam! Zabił Lenę!
- To poważne oskarżenie, Elaro... Ale masz rację, pozbył się jej, gdy zdecydowała o przyjaźni z tobą.
- Jestem na niego wściekła!
- To widać. Ale uważaj. Poza tym wagonem każdy twój krok jest uważnie śledzony... A ty jesteś w posiadaniu czegoś, co Julian będzie chciał zdobyć.
- Moje pudełko? - zapytała zdumiona.
- Najpewniej tak... Powiedziałem ci już kiedyś, że powinnaś je zniszczyć i zdania nie zmienię. Wraz z nim stanowisz śmiertelne zagrożenie dla Juliana. Tylko nie wiem dlaczego...
Zamilkła, rozmyślając intensywnie.
- Czy wobec tego moje pojawienie się tutaj było wyborem Juliana? - zapytała po chwili.
- Nie, na pewno nie. Bo wiele rzeczy bardzo go zaskoczyło.
- Co na przykład?
- Że nie zostałaś nigdzie zapisana. Jakby coś cię chroniło...
- Coś mnie chroniło? - zapytała cicho, przejęta. - Ale co?
- Też chciałbym to wiedzieć, mała dziewczynko... Jesteś ogromną tajemnicą bez tatuażu.
- Bez tatuażu? - spojrzała na niego zdezorientowana. Jego skóra lśniła od potu, wyglądał na zdenerwowanego, gdy przyglądał się jej uważnie. Kiwnął głową i powoli rozpiął koszulę. Jego czarne tatuaże zalśniły w bladym blasku lamp na spoconej skórze.
- On nigdy nie powstał — wskazał na linie. Przysunęła się do niego jeszcze ociupinkę i wstrzymała oddech. Te misterne, zdające się żyć własnym życiem tatuaże, były setkami tysięcy wypisanych imion! Cofnęła się zaskoczona.
- Zrobił z ciebie tablicę! - wstrząśnięta zakryła usta.
- To nic — odparł, szybko zakładając koszulę. - Najważniejsze, że bez intencji zrobiłaś potężny wyłom w jego nieskazitelnej strukturze, Elaro.
Kiwnęła głową.
- Dlaczego wciąż nie znam twego imienia?
- Mówiłem ci, że dają władzę...
- Owszem, ale ty moje znasz i...
- Kael — przerwał jej, krzywiąc się nieznacznie. Ciszę przedziału rozdarł jej zduszony okrzyk. Znała to imię aż za dobrze!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i horrory, użyła 881 słów i 4889 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Gaba

    Mój £apoTak pierwszy!

    12 godz. temu