Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Midnight Mercury III

Midnight Mercury IIIElara poczuła, jak jej oddech staje się krótki i rwany. Zapach pieczeni, wina i drogich perfum Juliana zmieszał się z nagłym, metalicznym odorem ozonu, który zdawał się przenikać przez uszczelki okien. Chciała odwrócić wzrok, sprawdzić, co wydało ten mokry chrzęst na szybie, ale oczy Juliana... one były jak magnes. Hipnotyzujące, błękitne i lodowate, nie pozwalały jej uciec.

— Patrz na mnie, Elaro — powtórzył, a jego głos był teraz głębokim mruczeniem, które zdawało się zagłuszać grozę na zewnątrz. — Nie pozwól im cię poczuć. One karmią się strachem, a ty... ty masz go w sobie zbyt wiele.

Położył dłoń na jej dłoni. Jego skóra była gładka, ale pod nią Elara wyczuła napięcie, jakby on sam był gotowy do skoku.

W tym samym czasie kelner stojący przy barze powoli uniósł głowę. Brzęk jego metalowych gwiazdek był ledwo słyszalny, stłumiony przez gruby dywan, ale w tej ciszy brzmiał jak wyrok. Mężczyzna w skórzanym płaszczu nie patrzył na Juliana. Patrzył prosto w okno, za którym kłębił się mrok, a jego usta poruszały się bezgłośnie, jakby odmawiał jakąś zapomnianą modlitwę wędrowców.

Nagle, coś uderzyło w dach wagonu. Raz. Drugi. Ciężki, głuchy łomot, od którego zadrżał żyrandol. Kryształy zadzwoniły o siebie, a pianista przy fortepianie zacisnął palce na kolanach tak mocno, że jego smoking napiął się na plecach.

— Już prawie przeszły — szepnął Julian, nie spuszczając wzroku z Elary. — Jeszcze chwila...

- Co... co to dokładnie było? - zapytała drżącym głosem, gdy pociąg z wolna zaczął przyspieszać.

- Lepiej nie sprawdzać osobiście — mruknął, popijając z kielicha. Zauważyła, że był spięty. - Krążą legendy, że kiedyś ktoś spróbował... Podobno, jeśli wsłuchasz się dostatecznie uważnie, usłyszysz jego wrzaski niosące się przez wiatr...

- Czy to ten wrzask słyszałam w nocy? Brzmiał tak przerażająco ludzko...

- Nie — pokręcił stanowczo głową. - Ten dźwięk to było coś innego. I już się nie powtórzy, zapewniam cię.

Julian odstawił kielich na stół z nieco zbyt głośnym stuknięciem. Jego dłoń, dotąd tak spokojna, przez ułamek sekundy drżała, co nie umknęło uwadze Elary.

— Zjedz, proszę. Pieczeń stygnie, a marnowanie jedzenia w tym świecie to niemal zbrodnia — powiedział, zmieniając ton na lżejszy, choć jego oczy wciąż były czujne. — W Midnight Mercury nocami pociąg „pracuje”. Metal się rozszerza, ciśnienie w kotłach szuka ujścia... To, co wzięłaś za krzyk, to tylko dusza maszyny, która nas niesie.

Elara spojrzała na swój talerz, ale jedzenie straciło cały urok. Przeniosła wzrok na kelnera. Mężczyzna w skórzanym płaszczu wciąż stał sztywno przy barze, ale teraz jego dłoń spoczywała na czymś, co wystawało spod blatu — czymś długim, owiniętym w ciemną skórę. Czy to był sztucer? A może po prostu kolejna część jego „zapętlenia”?

Pianista znów położył palce na klawiszach. Tym razem melodia była szybka, nerwowa, pełna ostrych cięć, które zagłuszały narastający szum przyspieszających kół.

— A teraz, Elaro... — zaczął Julian, a w jego głosie powróciła ta aksamitna pewność siebie. — Skoro najgorsze mamy za sobą, chciałbym, abyś jutro rano odwiedziła mnie w moim prywatnym wagonie. Mam coś, co chciałbym ci podarować. Coś, co należało do kogoś, kto potrafił docenić ciszę tak bardzo, jak ty.

Uniósł kieliszek w niemym toaście, a blask świec odbił się w jego nienaturalnie błękitnych oczach.

Pociąg gnał teraz przez ciemność, połykając kolejne kilometry nicości, a Elara czuła, że z każdym obrotem kół oddala się od wszystkiego, co znała, w stronę czegoś, czego nie da się już cofnąć.

Julian nie puścił jej dłoni, dopóki ostatnie drżenie żyrandola nie ustało. Elara czuła, że czas w tym wagonie płynie inaczej – jakby jego wzrok wyciągał z niej całą wolę walki, zostawiając jedynie czyste, pierwotne pragnienie bezpieczeństwa.

— Już po wszystkim, moja droga — szepnął, a jego głos, teraz gdy pociąg znów huczał miarowo, wydawał się najpiękniejszą muzyką. — Widzisz? Jesteś tu ze mną. Cała i bezpieczna.

Elara skinęła głową, wciąż oszołomiona. Kiedy wstali od stołu, kelner w skórzanym płaszczu skłonił się nisko, a brzęk jego ostróg brzmiał teraz jak pożegnanie z resztkami jej rozsądku. Julian poprowadził ją w stronę wagonów, których dotąd nie widziała.

Przeszli przez ciężkie, wyciszone drzwi, za którymi zapach dymu i starego srebra ustąpił miejsca woni egzotycznego drewna i...czegoś jeszcze, o czym zapomniała, że istnieje.

Przekroczenie progu jego prywatnego wagonu było jak wejście do innego świata. Zniknął stukot kół, zniknął zapach smaru i metalu. Tutaj powietrze było ciepłe, przesycone wonią drzewa sandałowego i wanilii, a podłogę wyścielały dywany tak puszyste, że stopy Elary niemal w nich tonęły.

Julian nie zapalił górnych świateł. Pomieszczenie tonęło w bursztynowym blasku dziesiątek świec, których płomienie ani drgnęły, mimo że pociąg pędził przez nicość.

— Tutaj czas nie ma znaczenia, Elaro — szepnął, pomagając jej zdjąć ciężki materiał sukni z ramion, by mogła swobodniej oddychać. — Tutaj jesteśmy tylko my i to, co udało mi się ocalić przed zapomnieniem.

Wzdłuż ścian ciągnęły się podświetlone, szklane gabloty. Nie było w nich jednak złota ani klejnotów. Elara podeszła bliżej, zafascynowana.

W jednej spoczywała wysuszona róża, która wciąż zachowała intensywną, krwistą barwę, jakby czas zatrzymał się dla niej w chwili najpełniejszego rozkwitu. W innej leżała pozytywka z pękniętą szybką, w której mała, porcelanowa baletnica zastygła w połowie piruetu. Dalej Elara dostrzegła ręcznie pisaną partyturę, pożółkłą i nadpaloną na brzegach, oraz starą, mosiężną lunetę, przez którą niegdyś ktoś musiał oglądać gwiazdy.

— To są fragmenty świata, który zniknął — wyjaśnił Julian, stając tuż za nią. Czuła ciepło jego ciała, choć nie dotykał jej bezpośrednio. — Ludzie budowali katedry, pisali symfonie, a potem pozwolili, by lód to wszystko zabrał. Ja tylko zbieram okruchy tej wielkości.

- W jaki sposób je tu zebrałeś, skoro pociąg nigdy się nie zatrzymuje? - zapytała cicho, dziwnie zafascynowana różą.

- Te relikty udało mi się pozyskać, nim otrzymałem ten pociąg — powiedział, stając nieopodal.

- A więc...musiałeś sporo podróżować. Widzieć...

- Owszem — przytaknął z pełną powagą. - Widziałem wiele rzeczy, o których istnieniu wielu się nie śniło.

Spojrzała na niego ukradkiem. W dłoniach trzymał niewielkie, aksamitne pudełeczko, tak bardzo podobne do tego, które ukryła w łóżku w swoim przedziale.

- To prezent — powiedział miękko, łagodnie, wpatrując się w nią tak intensywnie, że aż zabrakło jej tchu.

- Prezent? Dlaczego?

- Byś czuła się tu miło. Jak w domu.

- Mój do spłonął lata temu — mruknęła ze smutkiem w głosie. - Dziękuję... - przyjęła podarunek, ale nie otworzyła go. Zainteresowały ją inne drzwi, niż te, którymi weszli.

- To moje prywatne apartamenty — powiedział, delikatnie odwracając ją w swoją stronę. - Proszę, byś o nich zapomniała.

Wkrótce potem wyprowadził ją z sanktuarium, kładąc dłoń na jej plecach — gest był opiekuńczy, ale Elara czuła w nim siłę, której nie dało się sprzeciwić. Zapach wanilii i ciepło świec zostały za ciężkimi drzwiami, które zasunęły się z sykiem, znikając w ścianie korytarza. Elara stała przez chwilę w wąskim korytarzu, opierając się o chłodną ścianę. Jej serce biło o wiele za szybko jak na zwykłą wycieczkę po pociągu. W dłoni zaciskała małe, aksamitne pudełko, którego wciąż nie odważyła się otworzyć. Sama nie wiedziała, czy chce wiedzieć, co znajduje się w środku. I choć wcześniej miała już do czynienia z różnego rodzaju arystokratami, Julian wydawał się jej wręcz nierealny. W świecie, gdzie każdy walczył o przetrwanie wszelkimi dostępnymi metodami i środkami, jego stać było na ten luksus. Zadziwiające. I ta strefa milczenia. Nigdy wcześniej nie słyszała o tym miejscu, a miała wrażenie, że zwiedziła już każdy zapomniany przez ludzkość i światło kawałek ziemi. Gdzie więc się znajdowała? Odpowiedzi postanowiła szukać w bibliotece, skoro ta oferowała takie zbiory. Złapała suknię w dwa palce, by móc się swobodniej poruszać i ruszyła w stronę wspomnianego przedziału. Nie miała tylko pojęcia, że drzwi będą po prostu zamknięte. Przez pewien czas siłowała się z mosiężną gałką, ale ta ani myślała ustąpić. I wtedy usłyszała głos:

- Nie wejdziesz tam, dopóki sam ci na to nie pozwoli...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i horrory, użyła 1598 słów i 8958 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.