
- Co tu robisz? - zapytał, patrząc na nią gniewnie.
- Spaceruję...
- Właśnie widzę — prychnął. - Na dodatek w towarzystwie mojego człowieka, którego również nie powinno tu być. Masz inne obowiązki, znajdujemy się w samym środku Serca, a ty pozwalasz sobie na wędrówki po pociągu — spojrzał na plecy mężczyzny. - Wracaj do siebie, później omówimy twoją niesubordynację.
Nieznajomy spojrzał krótko na Elarę, po czym zniknął w cieniach.
- Kim on jest? Co tu się dzieje? - zapytała, podczas gdy Julian nie czekając, aż barman go obsłuży, nalewał sobie mocnego alkoholu do szklanki.
- Jak powiedziałem, nie powinno cię tu być, Elaro.
- Dokładnie! Zostałam tu...przeniesiona, gdy próbowałam to wszystko zakończyć! - zezłościła się. - Dlaczego i przede wszystkim JAK mnie uratowałeś?
- Jesteś wyjątkowa... Dlatego to zrobiłem. Czy takie wyjaśnienie ci odpowiada?
- Nie — prychnęła. - Kim są ci ludzie? Te...widma. Naprawdę byli kiedyś pasażerami?
- Owszem — odparł niechętnie.
- Co się z nimi stało?
- Nie mogę ci powiedzieć — mruknął, popijając ze swojej szklanki.
- Nie możesz czy nie chcesz?
- Tak... Powinnaś już się położyć, podróż przez serce bywa doprawdy męcząca...
- Ostrzegam cię, Julianie. Jeśli sam nie opowiesz mi, co skrywa te pociąg i ty, sama zacznę szukać prawdy — ostrzegła, ruszając z powrotem do swego pokoju.
- Od jutra bezustannie będzie towarzyszyć ci Serafina — rzucił jeszcze, nim dzieląca ich odległość mogła go zagłuszyć.
Rozzłoszczona weszła ponownie do swojej sypialni i odsłoniła okno. Przez chwilę myślała, że we mgle zapadła noc, ale okazało się, że to po prostu Serce. Zamarła, wpatrzona w czarną niczym smoła przestrzeń, którą co kilka sekund rozdzierały srebrne błyskawice. Za każdym wyładowaniem wagon drżał lekko, jakby pociąg przejeżdżał przez coś, czego nie powinien dotykać. Poczuła, jak jej serce przyspiesza, a oddech więźnie jej w gardle. Gdziekolwiek właśnie się znajdowali, to nie było nic naturalnego. I było złe. Czuła to. Drżącymi dłońmi zasłoniła okno i położyła się w ciepłej pościeli. Wymacała pod materacem Pudełko, ze zdumieniem odkrywając, że to drży podobnie do niej, jakby cokolwiek to, co znajdowało się wewnątrz, również reagowało na Serce Mgły...
Poranek przyniósł drżenie pociągu tak wielkie, że dzwoniły szyby w oknach. I to właśnie obudziło Elarę — uczucie, jakby coś próbowało się siłą wedrzeć do pociągu, a ten stawiał opór. Słyszała, jak metal zgrzyta i jęczy w proteście i wiedziała jedno — nie poddaje się. Wciąż parł naprzód, choć odkąd wjechali w Serce, poruszał się o wiele wolniej, jakby ta ciemność go spowalniała. Musiała się dowiedzieć, co to dokładnie jest... Wstała, ubierając tym razem kasztanową suknię, która wisiała już na haczyku szafy, gotowa, by się w nią przebrać. Zamek w drzwiach szczęknął cicho, gdy tylko wygładziła materiał i drzwi uchyliły się powoli, nim jeszcze dosięgła klamki. Na korytarzu stała Serafina.
- Witaj, moja droga — powiedziała łagodnie, ale bez wcześniejszej uprzejmości. - Czeka nas fascynujący dzień...
- Doprawdy? Bo ja słyszałam, że masz być moją przyzwoitką — mruknęła Elara, wychodząc na zewnątrz i nie zaszczycając starszej kobiety jednym spojrzeniem, ruszyła w stronę wagonu restauracyjnego. Była zła i głodna.
- Ależ oczywiście, że nie. Rozmawiałam niedawno z Julianem, obiecał, że odpowie na wszystkie twoje pytania, o ile oczywiście będzie umiał. - Serafina zrównała się z nią, uśmiechając się nieznacznie, jednak jej oczy pozostały zimne i czujne.
- Gdzie on jest? - zainteresowała się brunetka, przystając nieopodal baru.
- Pan Julian teraz odpoczywa — powiedziała hrabina, gestem wskazując jej miejsce przy stoliku. - Podróż przez Serce może i nie trwa specjalnie długo, ale zdecydowanie nie należy do miłych wrażeń — westchnęła ciężko. - W nocy przebiliśmy się przez najcięższy jego fragment, teraz musimy się tylko wydostać z powrotem do mgły.
- Mówisz tak, jakby ta mgła, w której podróżujemy, była czymś dobrym... Wątpię, by tak właśnie było — Elara w końcu także usiadła, wbijając w rozmówczynię twarde spojrzenie. - Czym ona jest?
- Niestety, na to pytanie nie mogę ci odpowiedzieć...
- Dlaczego?
- Bo sama nie znam wyjaśnienia, Elaro...
Serafina uniosła filiżankę do ust i przez chwilę mieszała w niej łyżeczką, choć nie było już czego mieszać.
— To jedna z tych rzeczy — powiedziała w końcu — które istnieją, zanim znajdzie się dla nich słowa.
Elara prychnęła cicho:
- Wygodna odpowiedź.
- Prawdziwa — odparła spokojnie hrabina. — A przynajmniej najbliższa prawdy, jaką mamy.
Kelner pojawił się niemal bezszelestnie i postawił przed Elarą talerz z gorącym chlebem, jajkami i ciemną herbatą. Para unosiła się leniwie, niosąc ze sobą zapach masła i czegoś korzennego. Dopiero teraz Elara zdała sobie sprawę, jak bardzo jest głodna. Przez chwilę jadła w milczeniu.
Pociąg wciąż drżał, choć słabiej niż wcześniej. Metal jęczał gdzieś w głębi konstrukcji, jak zmęczone zwierzę, które mimo wszystko idzie dalej.
- Powiedziałaś, że w nocy przebiliśmy się przez najgorszą część — odezwała się w końcu Elara, nie podnosząc wzroku znad talerza. — Co to właściwie znaczy?
Serafina spojrzała przez okno. Za szybą nie było niczego. Nie ciemność, nie mgła. Raczej coś pomiędzy — gęsta, bezkształtna przestrzeń, która zdawała się połykać światło.
— Serce nie jest miejscem — powiedziała powoli. — To raczej… zagęszczenie.
— Czego?
— Tego samego, z czego zrobiona jest mgła.
Elara odstawiła widelec.
— Czyli czego?
Serafina uśmiechnęła się lekko, niemal z rozbawieniem.
— Gdybym to wiedziała, moja droga, połowa uczonych tego świata mogłaby wrócić do domu i przestać udawać, że coś rozumie.
Przez chwilę siedziały w ciszy. Wtem pociąg nagle szarpnął tak mocno, że filiżanka Serafiny zadzwoniła o spodek. Elara automatycznie spojrzała w stronę okna. Na ułamek sekundy miała wrażenie, że "coś" przesunęło się w tej nicości. Jak cień pod wodą.
— Widzisz? — zapytała cicho, wskazując okno.
— Co?
— Tam.
Serafina zmarszczyła brwi, ale kiedy spojrzała, za szybą znów była tylko ta sama gęsta pustka.
— W Sercu czasem wydaje się, że coś się porusza — powiedziała spokojnie. — Najczęściej to tylko złudzenie.
— Najczęściej? — powtórzyła Elara, patrząc na nią wyczekująco, ale hrabina nie odpowiedziała. - W takim razie idziemy do biblioteki — zdecydowała niemal gniewnie. Serafina podniosła na nią wzrok.
- Pan Julian nie będzie zadowolony.
- Mam wrażenie, że rzadko jest zadowolony — rzuciła w przestrzeń, zmierzając w stronę wagonu bibliotecznego. - I mało mnie to obchodzi. Żądam wyjaśnień, których wszyscy mi odmawiacie. I zamierzam sama ich poszukać. A ty nie będziesz mi w tym przeszkadzać...
Jedyną odpowiedzią kobiety było zaciśnięcie ust w cienką kreskę. Drzwi do biblioteki były jednak zamknięte.
- Otwórz je — powiedziała Elara twardo.
- Bez zgody Pana Juliana...
- Powiedziałam, żebyś je otworzyła — brunetka nie wyglądała na skorą do dyskusji. Potężne, podwójne drzwi skrzypnęły cicho, otwierając się na oścież, jakby pociąg sam decydował, gdzie ją wpuścić.
- Idziesz czy nie? - rzuciła przez ramię. Serafina przez chwilę widocznie się wahała, a potem z miną cierpiętnika przekroczyła próg biblioteki. - Świetnie. I nie przeszkadzaj mi.
Wybrała kilka pozycji i usiadła z nimi przy stole, zagłębiając się w lekturze. Serafina usiadła nieopodal, nie przerywając jej, ale mina kobiety mówiła wszystko — zachowanie Elary kompletnie się jej nie podobało i gdyby tylko mogła, siłą wyciągnęłaby stąd dziewczynę, z dala od książek.
A natrafienie przez Elarę na notatniki pełne nazwisk sprawiły, że hrabina niemal dostała zawału.
- Nic z tego nie rozumiem... Co to za ludzie? - wskazała na tabele. Serafina spojrzała na nią z nutą irytacji i zmęczenia. - W porządku... Nie chcesz mi pomóc, niech tak będzie — zirytowana zatrzasnęła dziennik i zabrała z blatu. - Jeśli nie ty, odpowie mi kto inny. Idziemy!
- Kompletnie upadłaś na głowę, moja panno. Panoszysz się tu, jakby ten pociąg należał do ciebie! - ofuknęła ją Serafina.
- Chcę tylko poznać prawdę. Ty i Julian kłamiecie. A te widma, które widziałam, nie były wytworem mojej wyobraźni. Barman i ten mężczyzna z tatuażami też je widzieli, wiedzą, że nie zwariowałam. I zamierzam tego dowieść.
- Bardzo wątpię, by pracownicy Juliana zechcieli z tobą rozmawiać, mała dziewczynko...
- Nigdy nie nazywaj mnie małą dziewczynką! - warknęła Elara, odwracając się do kobiety z taką furią, że tamta mimowolnie się cofnęła. - Może i jesteś stara, może i widziałaś, jak światło słońca gaśnie, nie obchodzi mnie to. Nie mam dwudziestu lat, byś w ten sposób mogła mną pomiatać. Widziałam rzeczy, od których twoje serce stanęłoby ze strachu. Ale ten pociąg po prostu mnie przeraża.
Elara wyszła z biblioteki pierwsza, nie oglądając się na Serafinę. Ciężki dziennik Juliana, który zabrała ze stołu, palił ją w dłoń, ale nie zamierzała go zostawiać. Huczenie Serca Mgły za oknami wciąż wibrowało w podłodze, przenosząc się na jej bose stopy, ale teraz ten dźwięk nie wydawał jej się już tak groźny. Brzmiał raczej jak tło dla jej determinacji.
Serafina wyszła za nią, zatrzaskując drzwi biblioteki z wściekłością.
– Pożałujesz tego, panno... – zaczęła, ale Elara ucięła jej wpół, podnosząc rękę.
– Oszczędź sobie. Wiem, gdzie idę. I nie potrzebuję twojego towarzystwa.
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Shadow1893
Ale charakterek... podoba się mi. Wreszcie coś drgnęło. Elara pięknie utarła nosa Serafinie i postawiła się Julianowi. "Ciekawość to pierwszy stopień do piekła", ale niepewność bywa gorsza niż ono.