Midnight Mercury VII

Midnight Mercury VIIRuszyła korytarzem w stronę wagonu restauracyjnego. Nie miała pojęcia, która jest godzina, ale to nie miało znaczenia. W tym pociągu czas płynął inaczej, a ona czuła, że każda minuta zwłoki działa na jej niekorzyść.

Gdy dotarła do wagonu barowego, w środku panowała głęboka, senna cisza. Nie było tu widać żadnych pasażerów ani widm, które nawiedzały ją wcześniej. Tylko chłodny blask lamp i zapach drogiego alkoholu.
Barman stał za ladą, polerując szklankę, jakby czas się dla niego zatrzymał. Nie podniósł wzroku, gdy weszła. Ale mężczyzna z tatuażami tam był. Siedział w cieniu, w tym samym boksie co wcześniej. W półmroku jego potężna postura wydawała się jeszcze bardziej przytłaczająca. Długie włosy opadały mu na ramiona, a ciemne, dzikie oczy, z tą specyficzną, męską elegancją, którą Elara dostrzegła już wcześniej, patrzyły prosto na nią. Na jego odsłoniętym przedramieniu, spoczywającym na blacie, wijące się pręgi tatuaży zdawały się nieznacznie drżeć w rytm huczenia pociągu. Elara podeszła prosto do jego stolika. Nie czekała na zaproszenie. Rzuciła dziennik Juliana na blat, tak głośno, że Barman w końcu uniósł głowę.
Długowłosy nie poruszył się, tylko patrzył na nią tym swoim nieprzeniknionym, groźnym wzrokiem.
– Ty też je widziałeś – powiedziała cicho, ale dobitnie, opierając dłonie o stół i nachylając się nad nim. – Widma. W salonie. I na korytarzu. Wiem, że wiesz, czym są te nazwiska w dzienniku.
Powoli uniósł wzrok z dziennika na jej twarz. Przez chwilę panowała absolutna cisza. W końcu bardzo powoli, uniósł dłoń z tatuażami i zakrył nią dziennik, jakby chciał go uciszyć.
– Nie powinnaś była tego zabierać, mała dziewczynko – powiedział chrapliwym, niskim głosem, w którym nie było jednak kpiny Serafiny, a jedynie chłodne ostrzeżenie. – Julian tego nie wybaczy. A w Sercu Mgły kłamstwa są jedyną rzeczą, która trzyma nas przy życiu.
Wstał powoli, jakby każdy najmniejszy ruch go bolał i spojrzał prosto na barmana.
- Powiedz jej... Biorę winę na siebie — mruknął, odchodząc powoli w stronę dalszych przedziałów. Zauważyła ciemną plamę na jego koszuli. Plamę, która wyglądała jak...
- Krew — powiedział cicho barman, odstawiając szklankę. - Twój przyjaciel został ukarany, bo zaczął się tobą zbyt interesować... Ale pytałaś o widma pasażerów.
- Czy...czy on wydobrzeje?
- Jak zawsze... Serafina potrafi zadziwiająco dobrze szyć jak na byłą hrabinę... Co chcesz dokładnie wiedzieć?
- Szyć? Ale...
- Nie mam tyle czasu, ile byśmy chcieli. Zadawaj pytania, a ja postaram ci się na nie odpowiedzieć...
- Dobrze... Te widma... Czym one dokładnie są?
- Wspomnieniami tych, którzy kiedyś podróżowali tym pociągiem... Ocalonymi przez Juliana.
- W jaki sposób to robi? Jak on tych ludzi ocalił?
- Nie znam mechanizmu... Wiem tylko, że nagle ludzie pojawiają się w wagonach, tak samo, jak ty się pojawiłaś czy ja.
- Więc jesteś byłym pasażerem? - zapytała zdumiona. Pokiwał stanowczo głową. - Dlaczego zostałeś?
- Julian mnie wybrał do roli barmana. Poprzedni odszedł. Zabrał go pociąg.
- Jak to zabrał?
- Nie wiem... Po prostu czasami ludzie znikają. Jakby...jakby nie byli tu już potrzebni w ten sposób.
- A w jaki są?
Spojrzał na nią przeciągle, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Tego dokładnie nie wiem, nigdy mnie to nie interesowało. Cieszę się, że zostałem ocalony.
- Rozumiem — szepnęła. - Czy te widma nas widzą?
- Nie... Ale wciąż zachowują się tak, jakby żyły... I czasami jest to całkiem frustrujące.
- Sądziłam, że ty i ten kelner jesteście bardzo opanowani.
- Czasami pozory mogą mylić, panienko...
Kiwnęła głową i już miała odejść, gdy nagle kątem oka dostrzegła czarny uniform Leny. Otwarła usta, by się przywitać i wtedy mróz przerażenia przeniknął ją aż do kości — Lena była wpół przezroczysta. Wielkimi oczami spojrzała na kelnera.
- Przestała być potrzebna — mruknął, nawet nie patrząc na widmo. - Zniknęła wczoraj, a fakt, że już dzisiaj jest widmem... Cóż... Najwyraźniej odeszła nagle.
Elara przygryzła wargę, by nie wybuchnąć płaczem bądź wściekłością. Dlaczego akurat ta dziewczyna? Przecież nie była niczemu winna!
Ruszyła ku niej niespiesznie, powoli ważąc każdy krok. Czuła bolesny ucisk w sercu, gdy spojrzała w oczy młodej pokojówki — wciąż przerażone, zbyt młode na to wszystko, zabrane ze świata żywych bez zgody właścicielki.
- Tak bardzo mi przykro, Leno — powiedziała cicho, świadoma, że widmo jej nie usłyszy. Ale właśnie wtedy Lena podniosła wzrok.
- Panienka przeprasza? A przecież... przecież to moja wina. I pan Julian znów będzie na mnie zły...
Zdrętwiała, a barman za jej plecami gwałtownie wciągnął powietrze. Pociągiem zakołysało mocno, tak jakby przejechali po czymś, co znajdowało się na torach. Lena zniknęła.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i horrory, użyła 902 słów i 5048 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.