
— Znalazłaś moją ulubioną lekturę, Elaro? — Głos Juliana dobiegł z głębi pomieszczenia, zza wysokich regałów. — To jedyna historia, która nigdy się nie kończy. Bardzo dbam o to, by finał nigdy nie nastąpił.
Elara nie zdążyła schować szklanego tomu. Julian wyłonił się spomiędzy regałów, a jego postać zdawała się teraz wyższa, bardziej kanciasta, jakby ludzka powłoka z trudem mieściła wewnątrz to błękitne, mordercze światło.
— Odłóż to, Elaro — powiedział cicho, ale w tej ciszy krył się ryk huraganu. — Niektóre historie są zbyt ciężkie dla kogoś o tak kruchych dłoniach.
Zrobił krok w jej stronę, a podłoga pod jego stopami zajęczała, jakby metal błagał o litość. Elara poczuła, że Pudełko w jej dłoni staje się lodowate, a szklany Rejestr Silnika niemal przymarza jej do palców.
— To nie jest historia — wychrypiała, cofając się, aż poczuła na plecach kant regału. — To jest wyrok. Ty ją więzisz, Julianie! Pociąg... ona... ona chce, żeby to się skończyło!
Oczy Juliana rozbłysły oślepiającym srebrem.
— Ona nie wie, czego chce! Ja daję jej wieczność! Bez słońca, które ją spali, bez czasu, który ją postarzy!
Wyciągnął rękę, by wyrwać jej książkę, a powietrze wokół nich zaczęło drżeć od nadmiaru energii. Elara zamknęła oczy, spodziewając się uderzenia, ale zamiast tego usłyszała potężny huk rozdzieranego materiału i mosiądzu.
W jednej sekundzie bibliotekę zalał mrok – gęsty, żywy i drapieżny. Kael nie wszedł drzwiami. On wyłonił się prosto z cienia za plecami Elary, przesłaniając ją swoim potężnym ciałem. Jego cienie, dotąd posłuszne, teraz zmieniły się w wijące się ostrza, które z impetem uderzyły w pierś Juliana.
— Dość tego, "panie" — głos Kaela brzmiał jak osuwające się głazy. — Granica została przekroczona.
Julian ryknął, a z jego dłoni wystrzeliły błękitne wyładowania, ścierając się z czernią Strażnika. Biblioteka zatrzęsła się w posadach, książki spadały z regałów, a szkło w oknach zaczęło pękać. Kael, mimo że słabszy od władcy pociągu, walczył z desperacją kogoś, kto nie ma już nic do stracenia. Jednym potężnym uderzeniem cienia odrzucił Juliana pod przeciwległą ścianę, przebijając go niemal na wylot mrocznym kolcem.
Julian osunął się, a błękitne światło pod jego skórą zamigotało niebezpiecznie. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie, jakiego Elara nigdy u niego nie widziała: w czystym, ludzkim bólu.
— Wynoś się do swoich pokoi, Julianie — warknął Kael, dysząc ciężko, a jego własna skóra zaczęła pękać od wysiłku. — Spróbuj ją dotknąć, a rozerwę ten pociąg na kawałki, zanim zdążysz wypowiedzieć jej imię.
Julian, podpierając się o regał, powoli wstał. Nie zaatakował ponownie. Widział, że Kael jest gotów na wszystko, a pociąg – reagując na emocje Serca – zaczął gwałtownie tracić stabilność.
— To tylko odroczenie wyroku — wycedził Julian, plując błękitną krwią. — Mgła i tak nas dogoni.
Odwrócił się i zniknął w mroku korytarza prowadzącego do jego prywatnych komnat. Drzwi za nim zatrzasnęły się z hukiem, który poniósł się echem przez wszystkie wagony.
W bibliotece osiadł kurz i dym po walce. Kael stał oparty o regał, dysząc ciężko. Walka wyraźnie go wyczerpała. Nagle poczuła, jak szklany tom w jej dłoniach staje się gorący. Pudełko u jej boku wydało z siebie dźwięk pękającego lodu.
— On ci to zrobił, prawda? — szepnęła. — Julian. Pozbawił cię wszystkiego.
- Zostawił mi nienawiść, a to całkiem sporo paliwa na tę wieczną podróż... No i nie może przemienić mnie w paliwo dla Mercurego.
Kiwnęła głową, a następnie poczuła, jak błękitne światło z księgi zaczyna wlewać się w jej żyły. Nagle ściany biblioteki zaczęły się rozmywać. Zapach starego papieru zniknął, zastąpiony przez mroźne, ostre powietrze.
To nie był sen. To było wspomnienie wyryte w metalu pociągu.
Elara zobaczyła dolinę. Świat jeszcze nie był wtedy martwy, ale niebo już płonęło zimnym światłem słońca, a śnieg skrzypiał pod stopami jak pękające szkło. Zobaczyła Kaela — nieruchomego, potężnego, z czarnymi skrzydłami rozpostartymi szeroko, jakby osłaniał nimi całe istnienie przed nadchodzącą Mgłą.
Usłyszała głos Juliana. Ten sam aksamitny głos, który rano proponował jej herbatę.
— Granice są dla tych, którzy boją się zajrzeć dalej.
A potem nastąpiło cięcie. Elara krzyknęła, chwytając się za własne łopatki, bo ból Kaela stał się jej bólem. Zobaczyła, jak czarne pióra sypią się na śnieg jak spalony popiół. Widziała Juliana, który odchodzi bez słowa, zostawiając strażnika skrwawionego w czerwonym śniegu.
Najgorszy był jednak koniec. Widok Kaela, który własnymi rękami spycha swoje połamane skrzydła w nicość. W tym geście było tyle rozpaczy, że Elara poczuła, jak jej własne serce – to słońce uwięzione w żebrach – niemal gaśnie.
Wizja urwała się gwałtownie. Elara z westchnieniem bólu odwróciła szklaną książkę. Pod wpływem jej dotyku i bliskości Pudełka, atrament wewnątrz szkła zaczął układać się w coś innego niż techniczne szkice. Pojawiły się twarze. Setki twarzy pasażerów, których Mercury pochłonął przez wieki. Ale jedna strona była inna. Była czysta, jakby czekała na wypełnienie.
Gdy Elara musnęła ją palcem, Pudełko w jej drugiej dłoni otworzyło się o milimetr. Nie wyszło z niego światło, ale dźwięk. Cichy płacz niemowlęcia, który nagle przeszedł w szum wiatru w dolinie, którą widziała w wizji.
Elara zamknęła oczy i wtedy to zobaczyła.
Nie była jedną z ofiar. Nie była człowiekiem, który znalazł Pudełko w ruinach. Zobaczyła moment, w którym Julian, stojąc nad zakrwawionym Kaelem, zebrał resztkę czystego światła, które uciekało z umierającego słońca. Nie chciał, by zgasło. Uwięził je w formie, która mogła przetrwać nicość. W formie dziecka.
— Kaelu... — jej głos był ledwo słyszalny. — Ja nie znalazłam Pudełka. Ja... ja nim jestem.
Spojrzała na swoje dłonie. Pod skórą, w tym samym błękitnym blasku, który zasilał pociąg, pulsowała złota nić. Julian nie chciał Pudełka jako przedmiotu. Chciał Elary, bo ona była ostatnią iskrą słońca, którą on "uratował", zmieniając w strażniczkę własnego więzienia. Ale najwyraźniej zrozumiał to dopiero, gdy dziewczyna zaczęła mu się wymykać, nie dając sobą manipulować. I musiał postawić wszystko na jedną kartę.
Wstrząśnięty jej wyznaniem Kael zrobił w jej stronę dwa chwiejne kroki, a potem klęknął przed nią, opuszczając głowę w geście pokory i posłuszeństwa.
- Pani...
Cisza, która zapadła po słowach Kaela, nie trwała długo. Nie była to jednak cisza spokoju, lecz ta, która poprzedza uderzenie pioruna.
Elara patrzyła na klęczącego przed nią mężczyznę, a złota nić pod jej skórą pulsowała coraz mocniej, reagując na jego bliskość. Chciała mu kazać wstać, chciała powiedzieć, że wciąż jest tylko zagubioną dziewczyną, ale nagle pociąg zajęczał.
To nie był szept. To był metaliczny wrzask rozdzieranej stali.
Wszystkie błękitne lampy w bibliotece zamigotały gwałtownie i zgasły, zostawiając ich w niemal całkowitej ciemności. Jedynym źródłem światła była teraz Elara – z jej klatki piersiowej, tam, gdzie spoczywało Pudełko, zaczęła bić miękka, bursztynowa łuna.
— Julian stracił kontrolę — wychrypiał Kael, podnosząc się gwałtownie. Jego cienie wokół niego zaczęły wirować w panice. — Bariery padają, Pani. Pociąg zwalnia.
Zza okien dobiegł dźwięk, który sprawił, że krew w żyłach Elary zastygła. To było drapanie. Tysiące pazurów sunących po mosiężnej powłoce wagonu. Mgła, wyczuwając osłabienie Juliana, rzuciła się na Midnight Mercury jak sfora wygłodniałych wilków na rannego kolosa.
Nagle jedna z szyb pękła. Do środka nie wdarło się powietrze, bo na zewnątrz go nie było. Wdarł się chłód absolutny i gęsta, szara masa, która zdawała się mieć własną wolę. Z Mgły uformował się kształt – wysoki, o nienaturalnie długich kończynach, z twarzą, która była tylko gładką, białą maską.
Kael skoczył naprzód, a jego dłonie zamieniły się w ostrza ciemności.
— Cofnij się! — ryknął do Elary. — Twoje światło ich przyciąga! Dla nich jesteś ucztą, której szukali od wieków!
Jeśli Julian w swoich pokojach nie odzyska panowania nad silnikiem, pociąg zostanie rozerwany na strzępy w ciągu kilku minut. Przerażona skuliła się w kącie zdemolowanej biblioteki, drżąc bezwładnie. Pudełko, które wciąż ściskała w dłoniach zaczynało ją coraz bardziej parzyć. Syknęła, nieomal wypuszczając je z rąk, gdy nagle pociągiem szarpnęło gwałtownie. Z przerażeniem odkryli, że pociąg po prostu stanął.
- Uciekaj! - wrzasnął Kael, odcinając stworowi głowę, która upadła na dębowe deski z dziwnym, klekoczącym odgłosem. - No już!
Rzuciła się do drzwi. Jedno mocnw szarpnięcie i była na zewnątrz. Kael doścignął ją dosłownie po sekundzie. Łapiąc ją za rękę, krzyknął:
- Trzymaj się mnie, musimy uciekać!
- Gdzie?
- Jak najdalej od pociągu! - pociągnął ją w stronę lokomotywy. Biegła ile sił w nogach, ledwo dotrzymując mu kroku. Zauważyła, że jego bok znów krwawił, ale mężczyzna zdawał się kompletnie nie zwracać na to uwagi. Teraz liczyły się sekundy, które pozwolą im wydostać się z tej śmiercionośnej puszki! Pędząc w stronę początku składu, z przerażeniem odkryła, jak jeden ze stworów posila się martwym ciałem barmana. Jęknęła, ale Kael szarpnął ją mocniej. Nie mogli się zatrzymać. Jeszcze tylko jedne drzwi... Kael szarpnął za klamkę, ale wgnieciona stal nie ustąpiła. Naparł na nie z całych sił i wtedy pociągiem ponownie szarpnęło. Oboje polecieli w tył. Mercury wrócił na tory i właśnie nabierał prędkości, mimo że Mgła napierała na nich z każdej strony ze zdwojoną siłą. Jej ataki były niczym wściekłe fale tsunami.
Elara uderzyła plecami o ścianę wagonu, czując, jak pociąg pod nią drży w konwulsjach. Mercury nie jechał – on uciekał. Prędkość była tak wielka, że ryk wiatru i Mgły na zewnątrz zamienił się w jeden jednostajny skowyt, od którego pękały bębęnki w uszach.
Kael podniósł się z trudem, osłaniając ją własnym ciałem. Jego krew z boku zaczęła barwić posadzkę na czarno, mieszając się z błękitnym blaskiem awaryjnych lamp.
— On oszalał! — krzyknął Kael, przekrzykując ryk silników. — Julian spala wszystko! On nie pilnuje już trasy, on po prostu pędzi przed siebie! Jeśli nie zwolnimy, pociąg rozpadnie się na najbliższym zakręcie!
Elara spojrzała przez wizjer w zablokowanych drzwiach. To, co zobaczyła, sprawiło, że Pudełko w jej dłoniach rozjarzyło się niemal białym światłem. Mgła nie była już tylko szarą masą. Stała się oceanem cieni, który napierał na lokomotywę, próbując zdusić płomień, który Julian rozpalił w sercu maszyny.
Nagle z głośników pociągu dobiegł głos. Nie był już aksamitny. Był wychrypiany, pełen bólu i obłędu, jakby Julian mówił przez zaciśnięte gardło.
— Nie pozwolę... wam... odejść... — każde słowo przerywał trzask wyładowań. — Jeśli ja mam spłonąć, Elaro... ty spłoniesz ze mną. Wrócisz do słońca... a ja będę twoim cieniem... na wieki!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.