Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Midnight Mercury XIII

Midnight Mercury XIIIKiedy pierwsze, szare światło Mgły zaczęło przesączać się przez szpary w ciężkich zasłonach, Kael podniósł się z podłogi. Jego ruchy były ciche, niemal pozbawione dźwięku, jakby on sam stawał się częścią cieni, o których opowiadał. Przez chwilę patrzył na Elarę – wciąż siedzącą przy ścianie, z Pudełkiem spoczywającym na kolanach niczym martwy ciężar.
— Muszę iść — szepnął, a jego głos był chropowaty od niewyspania. — Julian nie może mnie tu zastać. Jeśli wejdzie i zobaczy, że tu byłem, cały ten misterny teatr, który odgrywa, spłonie w sekundę. A wtedy nie będzie już herbaty i uprzejmości. Będzie tylko stal.
Elara podniosła na niego wzrok. Jej twarz była blada, niemal przezroczysta w tym słabym świetle.
— Jak mam to zrobić, Kaelu? Jak mam na niego patrzeć i nie widzieć... tego wszystkiego?
Kael pochylił się i na moment położył dłoń na jej policzku. Jego skóra była lodowata, ale ten dotyk był najbardziej ludzką rzeczą, jakiej doświadczyła w tym pociągu.
— Myśl o tym, że jesteś aktorką na najwspanialszej scenie świata. On kocha piękno, Elaro. Więc daj mu piękno. Ukryj prawdę pod warstwą pudru i milczenia. To jedyna broń, jaką teraz masz.
Zniknął, zanim zdążyła odpowiedzieć. Drzwi kliknęły cicho, zostawiając ją samą z mosiężnym szeptem maszyny.
Elara wstała powoli, czując każdy mięsień swojego ciała. Podeszła do toaletki. Woda w kryształowej misie była zimna. Obmyła twarz, starając się zmyć z niej ślady nocnego płaczu i przerażenia. Patrzyła w lustro i przez chwilę wydawało jej się, że jej własne oczy lśnią srebrzyście, tak jak jego... ale to było tylko złudzenie, gra światła.
— Panienko Elaro? — głos kelnera-kowboja był nienaganny, pozbawiony emocji. — Pan Julian zaprasza na poranny posiłek do wagonu restauracyjnego. Twierdzi, że dzisiejsze wyładowania we Mgle są wyjątkowo... widowiskowe.
Elara zacisnęła dłonie na krawędzi blatu. Widowiskowe. Julian potrafił czerpać estetyczną przyjemność nawet z dogorywania świata, który sam skazał na wieczny mrok.
Podeszła do szafy. Wybrała suknię w kolorze głębokiego burgundu – materiał był ciężki i sztywny, tworząc wokół niej rodzaj zbroi, która pomagała jej utrzymać prostą sylwetkę. Kiedy upinała włosy, jej dłonie już nie drżały. Były zimne i sprawne, jakby noc spędzona w maszynowni i prawda o pociągu wyssały z niej resztki miękkości.
Gdy dziesięć minut później weszła do wagonu restauracyjnego, uderzył ją kontrast. Biel obrusów była oślepiająca, a srebro sztućców lśniło w blasku gazowych lamp tak intensywnie, jakby pociąg chciał za wszelką cenę udowodnić, że nicość za oknem go nie dotyczy.
Julian siedział przy swoim stałym stoliku. Przed nim stała filiżanka z najcieńszej porcelany, a on sam wpatrywał się w szybę. Na zewnątrz, w gęstej jak mleko Mgle, co jakiś czas przemykały błękitne, drżące rozbłyski – jakby sama atmosfera pociągu ocierała się o coś elektrycznego i martwego zarazem. W oddali majaczyły kontury ruin, które pociąg mijał w całkowitym milczeniu.
— Usiądź, proszę, Elaro — powiedział, nie odrywając wzroku od okna. Jego głos był aksamitny, niosący w sobie ten specyficzny rodzaj spokoju, który teraz wydawał jej się najbardziej przerażającą rzeczą na świecie. — Spójrz na te wyładowania. Czyż nie przypominają nerwów rozpiętych na niebie? Natura, nawet po swoim końcu, potrafi być... urzekająca w swojej agonii.
Elara zajęła miejsce naprzeciwko niego. Zapach świeżego pieczywa i gorzkiej czekolady sprawił, że jej żołądek zacisnął się w proteście.
— Natura, czy to, co z niej zostało? — zapytała, starając się, by jej głos brzmiał na jedynie uprzejmie zaciekawiony, a nie oskarżycielski.
Julian powoli przeniósł na nią wzrok. Te jego srebrzyste oczy... teraz widziała w nich nie tylko mądrość wieków, ale pustkę człowieka, który patrzył, jak płonie wszystko, co kochał.
Julian uniósł filiżankę do ust, ale nie pił. Jego wzrok spoczął na jej dłoniach, które spoczywały na białym obrusie. Elara czuła, że każda sekunda tej ciszy jest jak egzamin, którego nie może oblać.
— Wyglądasz na bladą, droga Elaro — zaczął cicho, odstawiając porcelanę z delikatnym stuknięciem. — Czyżby sny w moim pociągu były zbyt... intensywne? A może to ta okolica? Przyznaję, krajobraz za oknem bywa przygnębiający dla kogoś, kto wciąż pamięta kolory.
Elara spojrzała przez szybę. Właśnie mijali coś, co kiedyś mogło być katedrą lub wielką biblioteką. Teraz były to tylko postrzępione żebra kamienia, obrośnięte czymś, co przypominało czarny, zastygły dym. Pomiędzy ruinami, w gęstym tumanie Mgły, mignął jej długi, nienaturalnie chudy kształt. Coś o zbyt wielu stawach, co poruszało się z mechaniczną precyzją, śledząc pociąg pustymi oczodołami.
- Te miasta, Julianie... Co tam się stało? Dlaczego te ruiny wyglądają, jakby czas się na nich zatrzymał w samym środku krzyku?
Julian uśmiechnął się nieznacznie, a w kącikach jego ust dostrzegła cień smutku, który teraz, po opowieści Kaela, wydał jej się niemal groteskowy.
— Czas to luksus, na który ten świat już nie może sobie pozwolić — odparł, sięgając po srebrny nożyk do masła. — To, co widzisz, to cienie dawnego majestatu. Ludzie próbowali walczyć z tym, czego nie rozumieli. Budowali mury, wznosili modły... A nicość po prostu przyszła i odebrała im przestrzeń. Te stworzenia, o których wspominasz... to tylko odpady. Pozostałości po procesie, którego nie dało się odwrócić. Są jak owady lgnące do jedynego światła w tej pustce. Do nas.
Pochylił się nieco w jej stronę. Zapach jego perfum – ciężki, przypominający stare księgi i kadzidło – napełnił jej nozdrza, wywołując mdłości.
— Ale my jesteśmy bezpieczni — kontynuował, a jego srebrne oczy zdawały się teraz pulsować tym samym rytmem, co podłoga pod ich stopami. — Midnight Mercury to jedyna stała w tym rozpadającym się równaniu. Ale ty się ich już nie boisz, prawda?
- Są... Odrażający - przyznała cicho. - Strach już dawno minął, teraz wystarczy po prostu nie patrzeć w okno... I masz rację, jestem zmęczona, nie spałam zbyt dobrze... Marzę o odpoczynku i braku rozmów, nawet tych jak najmniej formalnych - uśmiechnęła się do niego przepraszająco, choć wewnątrz niej wszystko się skręcało z obrzydzenia. Podniosła filiżankę do ust, udając, że pije. Napój czekał na nią, gdy przyszła, więc zapewne Julian dodał czegoś, co pomogłoby mu nad nią zapanować. Musiała więc grać...
- Wydaje mi się wobec tego, że ogród lub biblioteka będą odpowiednim miejscem do odpoczynku... W ich ciszy można przemyśleć wiele spraw...
- Masz rację. Chętnie skorzystam z tej możliwości. I jeśli mogę prosić...
- Tak? - zainteresował się z nikłym uśmiechem dobrotliwego gospodarza.
- Chciałabym, by nikt mi nie przeszkadzał. Jak mówiłam, cisza będzie dla mnie teraz błogosławieństwem.
- Wedle życzenia - skinął dłonią na kelnera, który natychmiast pojawił się przy krześle Elary. Wstała powoli, uśmiechając się do Juliana nieznacznie i ruszyła w stronę biblioteki. Jako jedno z niewielu miejsc w tym osobliwym pociągu, wciąż trwało niezmienione, w tym samym wagonie, co wcześniej - za restauracją, a przed prywatnymi pokojami Juliana.  

Gdy drzwi się za nią zamknęły, odcinając ją od świata Juliana, Elara osunęła się na jeden z aksamitnych foteli. Pudełko, które wciąż trzymała przy sobie, wydało się nagle dziwnie ciepłe.
— Nie patrz... w okno... — dobiegł ją szept, tym razem wyraźniejszy, wydobywający się spomiędzy szczelin w podłodze. — Patrz... w głąb...
Elara zacisnęła palce na aksamitnych podłokietnikach fotela. Wibracje pociągu przenikały przez materiał, mrowiąc w kręgosłupie. "Patrz w głąb". Czy pociąg miał na myśli głębię jej własnych wspomnień, czy może coś, co fizycznie ukryto pod tymi wszystkimi warstwami papieru i mosiądzu?
Wstała powoli, czując, jak Pudełko pulsuje rytmicznym ciepłem, niemal jak drugie serce. Podeszła do najbliższego regału. Książki stały tu ciasno upchnięte, oprawione w skórę, która w dotyku wydawała się niepokojąco gładka.
Przesunęła dłońmi po grzbietach woluminów, ale nie szukała tytułów. Szukała tego, co pociąg chciał jej pokazać. Nagle jej palce zahaczyły o książkę, która nie była wykonana z papieru. Jej oprawa była zimna, ciężka, wykonana z tego samego ciemnego metalu, co rury w maszynowni.
Gdy tylko jej dotknęła, światło gazowych lamp w bibliotece przygasło na moment, a szept pod jej stopami zamienił się w głębokie, gardłowe westchnienie.
Przez chwilę siłowała się z książką, ale metalowy wolumin nie dawał się wysunąć, jakby był częścią mechanizmu. Zamiast tego, pod naciskiem jej dłoni, cały regał drgnął i z cichym sykiem pary przesunął się o kilka centymetrów, odsłaniając za sobą nie ścianę, a wąską, pionową szczelinę. Biło z niej słabe, błękitne światło – dokładnie takie samo, jakie widziała w maszynowni pod skórą Juliana.
Wciągnęła gwałtownie powietrze, cofając się tak szybko, że potknęła się o skraj sukni i klapnęła ciężko na tyłek. Łapiąc spazmatycznie powietrze, wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w pulsujące światło.
- Ty...ty naprawdę żyjesz - wychrypiała, trzymając się za serce. Widziała już wiele, ale to zdecydowanie było dla niej za wiele.
- Chciałabym - odezwał się głos w jej głowie. - A ty... ty możesz mi pomóc. Zniszcz pociąg...
- Chcesz, bym zniszczyła pociąg? Jak?
- Książki... - szept był tak słaby, że ledwo mogła go usłyszeć w syku zamykającego się przedziału. Rozejrzała się zdezorientowana. Przecież było ich tu tak wiele... Jak miała w tak krótkim czasie przejrzeć wszystkie?
— Która? — szepnęła, podnosząc się z kolan i otrzepując burgundową suknię. Jej dłonie drżały tak mocno, że musiała je spleść na piersi. — Jest ich tu tysiące, ty przeklęta maszyno! Która?!
Odpowiedzią był tylko miarowy stukot kół. Pociąg znów zamilkł, jakby wysiłek nawiązania kontaktu go wyczerpał.
Elara podeszła do najbliższej półki. Zaczęła gorączkowo przesuwać wzrokiem po tytułach. Historie o upadłych królestwach, traktaty o mechanice pary, poezja pisana w językach, które dawno wyginęły... Wszystko to wydawało się martwe. Ale potem przypomniała sobie słowa Juliana: "Książki nie oceniają... One po prostu trwają, niosąc w sobie światy, które już nie istnieją".
Jeśli Julian zbudował to miejsce jako mauzoleum, to musi tu być książka, która jest jego fundamentem. Coś, co nie pasuje do reszty.
Elara zignorowała zakurzone tomy na dole. Jej wzrok przyciągnęło coś, co stało na wysokości jej oczu, dokładnie w miejscu, które Julian mógłby musnąć dłonią, przechodząc obok. Była to książka, która nie miała grzbietu – wyglądała jak bryła półprzezroczystego, matowego szkła uwięziona w srebrnych ramach.
Kiedy Elara wyciągnęła rękę, Pudełko w jej drugiej dłoni zawibrowało tak mocno, że niemal je upuściła. To nie był szept pociągu, to był krzyk rozpoznania.
To nie był dziennik. To był Rejestr Silnika.
Na pierwszej "stronie", która wykwitła pod jej palcami, zobaczyła precyzyjny, techniczny rysunek. Przedstawiał ludzkie serce, ale zamiast żył, wychodziły z niego miedziane przewody. Pod spodem widniał napis wykonany ręką Juliana:
„Dzień 40 000. Ciśnienie stabilne. Melodia wciąż drży, ale rytm jest zachowany. Nie pozwoliłem jej zasnąć. Nigdy nie pozwolę jej zasnąć”.
Elara poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. To nie była historia miłosna. To był podręcznik tortur. Julian nie uratował ukochanej – on uwięził jej proces umierania w pętli, z której zasilał cały pociąg.
— Niszcząc pociąg... zabiję ją naprawdę — szepnęła Elara, a jej oddech zostawił na szklanej oprawie mgiełkę pary.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i horrory, użyła 2191 słów i 12320 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.