Midnight Mercury XI

Midnight Mercury XINie był to dźwięk, lecz impuls – uderzenie czystego, lodowatego zimna, które przeszyło jej ramiona aż do samego kręgosłupa. Wieczko, którego dotąd nikt nie potrafił podważyć, drgnęło o ułamek milimetra. Spod szczeliny wydobyło się pasmo światła tak czarnego, że zdawało się wycinać dziurę w rzeczywistości.
Julian zamarł. Jego błękitne oczy rozszerzyły się, a w ich głębi Elara dostrzegła coś, czego nigdy by się po nim nie spodziewała: czyste, niczym nieprzysłonięte pożądanie wymieszane z panicznym lękiem.
— Elaro... — szepnął, a jego głos po raz pierwszy drżał. — Co ty zrobiłaś?
Nie odpowiedziała. Pudełko zgasło tak szybko, jak się przebudziło, pozostawiając po sobie jedynie zapach ozonu i pustkę w jej sercu. Opadła na kolana, ściskając artefakt, podczas gdy pociąg, odzyskawszy pełną prędkość, pogrążył się w nieskończonej, mlecznej bieli zwykłej mgły.
- Co ty zrobiłaś? - powtórzył o wiele bardziej stanowczo, podnosząc ją za ramię. - Mów! Co to było?
Spojrzała na niego niczym na nędznego robaka. W jej spojrzeniu było tyle żalu, goryczy i nienawiści, że mężczyzna cofnął się mimowolnie.
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj — powiedziała wyraźnie. - Przeżyłam więcej, niż mógłbyś sobie wyobrazić i jeśli zajdzie taka potrzeba, zgaszę twój płomień życia szybciej, niż zdążysz się zorientować — zagroziła. - A teraz wyjdź z mojej sypialni i zostaw mnie w spokoju.
Przez chwilę jeszcze stał nieruchomo, przenosząc wzrok z Pudełka na nią i odwrotnie.
- Jak sobie życzysz, Elaro...
Po chwili już go nie było, a ona, kompletnie wyzuta z sił opadła na łóżko. Te ruiny, wyglądały na...strawione. Częściowo. Na samą tę myśl zrobiło jej się niedobrze. Bo skoro znajdowały się we Mgle, nie tylko te potwory były niebezpieczne. Ona sama również i wyglądało na to, że o wiele bardziej, niż wszyscy sądzili...
A potem spojrzała na Pudełko i poczuła dziwny skurcz w żołądku. To, co się z niego chwilę wcześniej wydobyło, nie przypominało niczego. Nie miała nawet pojęcia, że może tak zrobić. Bo zareagowało na jej strach tym, co widziała za oknem lub jej gniewem na Juliana. I to samo w sobie było niepokojące. Dotąd myślała, że przekazana jej przez Mędrców rzecz jest tylko... czymś, o co w końcu zaczęli walczyć pozostali. Nie sądziła, że to coś...żyje...

Obudziła się rankiem następnego dnia zlana zimnym potem. Koszmary widzianych bitew nie pozwalały jej spać spokojnie. Podniosła się na łokciu. Pudełko leżało na szafce nocnej, więc nikt nie próbował zabrać go w nocy. Pozornie martwe i milczące, ale ona wciąż czuła w koniuszkach palców to mrowienie, ten czarny blask, który niemal rozerwał rzeczywistość w jej sypialni. Za oknem znów była tylko mleczna biel – Serce Mgły zostało w tyle, a pociąg pędził teraz z jednostajnym stukotem kół.
Leżała tak długo, wsłuchując się w rytmiczne uderzenia o szyny. Każdy stukot wydawał się teraz echem bicia jej własnego serca – szybkiego, nienaturalnego. Pudełko na szafce nocnej nie promieniowało już blaskiem, ale Elara miała wrażenie, że w pokoju zrobiło się o kilka stopni zimniej.
Musiała wyjść. Sypialnia stała się klatką, w której zapach spalenizny z jej wizji wciąż unosił się w powietrzu. Potrzebowała odpowiedzi, a wiedziała, że Julian jej ich nie da. Nie teraz, gdy widziała w jego oczach ten błysk niepewności.
Skierowała się do wagonu jadalnego. Może Kael...? Albo Serafina, która zawsze zdawała się wiedzieć więcej, niż wyjawiała przy herbacie.

Gdy weszła do wagonu jadalnego, uderzył ją zapach drogiego tytoniu i jaśminu. Przy jednym z okrągłych stolików, ubrana w ciemną, koronkową suknię, siedziała Serafina. W dłoni trzymała porcelanową filiżankę, a jej wzrok był wbity w przesuwającą się za oknem pustkę.
Barman skinął Elarze głową, niemal niezauważalnie wskazując na Hrabinę. Wydawał się jeszcze bardziej spięty niż zwykle.
— Usiądź, dziecko — powiedziała Serafina, nie odrywając wzroku od okna. Jej głos był chłodny, ale nasycony dziwnym rodzajem melancholii. — Julian odpoczywa. Wczorajsza przeprawa przez Serce kosztowała go więcej, niż chce przyznać. Pociąg... pociąg to kapryśne narzędzie, gdy pasażerowie nie potrafią utrzymać emocji na wodzy.
Elara zawahała się, ale ostatecznie zajęła miejsce naprzeciwko kobiety.
— Widziałam ruiny... Oraz to, co na nich żyje — szepnęła Elara. - Pamiętam świat skuty lodem... Ten tutaj nie przypomina niczego znanego.
Serafina powoli odłożyła filiżankę. Jej jasne oczy spoczęły na twarzy dziewczyny, jakby szukała w niej czegoś, co dawno zostało zapomniane.
— Pamiętasz świat, który zginął w dniu, w którym słońce przestało być potrzebne. A to tutaj... Cóż, nie do końca wiemy, czym dokładnie jest Mgła... Podobno przyszła, zanim świat zamarzł. Zaczęła wypaczać rzeczy widzialne. A potem zniknęła, zostawiając nas na pastwę zimy.
- Byłaś tam?
- Nie — hrabina pokręciła głową. - Już wtedy pociąg mnie zabrał... Ale potem przybyli tu inni, zaczęli opowiadać.
- O czym?
- O tym, jak świat umierał — przyznała ponuro kobieta. - I to było przerażające... A potem zaczęliśmy widzieć we Mgle te wszystkie ruiny. Oczywiście nie od razu zorientowaliśmy się, czym one są.
- A te stworzenia?
- Są tym, co stało się ludźmi, których zabrała mgła.
Elara wzdrygnęła się ze wstrętem, po jak plecach przebiegł lodowaty dreszcz.
- Julian powiedział, że karmią się naszym strachem... To prawda, czy tylko jego wersja wydarzeń?
- Julian nie kłamie, moja droga... On tylko... wybiera fakty, które powinniśmy znać. W ten sposób jest łatwiej tu przetrwać.
- Nie podoba mi się to. Tak samo, jak fakt, że ten pociąg się nie zatrzymuje... - burknęła Elara, patrząc w osłonięte ciężką kotarą okno.
- Zatrzymanie się, moja droga, to luksus dla tych, którzy mają dokąd wrócić. Dla nas bezruch to wyrok. Pociąg karmi się ruchem, tak jak Julian karmi się naszą obecnością. Jeśli koła przestaną bić rytm o szyny, Mgła nas nie tylko zabije... ona sprawi, że zapomnimy, iż kiedykolwiek istnieliśmy — powiedziała hrabina poważnie. - Tu jest bezpieczniej.
- Na pewno nie dla tych, którzy odeszli w tym pociągu!
- To, co się stało Lenie, jest smutne, przyznaję, ale pociąg sam wybiera, kiedy nasza historia tutaj powinna się skończyć. Lena przestała być potrzebna, więc ją zabrał...
- Jakim sposobem zwykły pociąg mógł zdecydować? Przecież to tylko maszyna.
- Po części... Nie wiemy dokładnie, jak i kiedy powstała. Ale jedno jest pewne, Julian ma na nią realny wpływ.
- Oczywiście jak każdy maszynista!
- Julian nie jest maszynistą, kochanie — powiedziała Serafina, uśmiechając się do niej pobłażliwie. - Julian jest...
- Częścią tego pociągu — powiedział naraz Kael, zjawiając się przy ich stoliku w tumanie cieni, które natychmiast odgrodziły Serafinę i barmana od Elary. Spojrzała na niego niepewnie. - Za chwilę ta kobieta zaczęłaby karmić cię kolejnymi gładkimi kłamstwami, Elaro — mruknął, opierając się niedbale o fragment baru.
- Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego nie mam zamiaru wierzyć we wszystko, co mówi. Sam mi powiedziałeś, bym nikomu nie ufała. A to znaczy również, że nie mogę wierzyć nawet tobie.
- Masz mnie — przyznał, pochylając się do niej. Przełknęła ślinę, nieznacznie się od niego odsuwając. Wolała nie być aż tak blisko niego. Jego ciało było zdecydowanie zbyt duże, a jego zapach... Otumaniał ją skuteczniej niż kłamstwa Juliana i Serafiny razem wzięte.
- Odsuń się — powiedziała cicho.
- Co? - zmarszczył brwi zaskoczony.
- Proszę cię, byś się odsunął... Jesteś za blisko.
Przez chwilę jeszcze trwał w tej pozycji, a potem wyprostował się powoli, zakładając ramiona na piersi. Na jego ustach błąkał się niewielki, kpiący uśmieszek.
- Czy teraz jest lepiej, mała dziewczynko? - zapytał, wpatrując się w nią intensywnie. Kiwnęła głową, zaciskając drżące dłonie.
- Więc... - zaczęła powoli, starając się skupić na rozmowie. - W jaki sposób Julian jest częścią pociągu? To niemożliwe...
- W tym świecie to słowo nie istnieje, sama widziałaś — powiedział cicho. - A Julian... - przez chwilę dobierał odpowiednie słowa. - Julian i pociąg to jeden organizm, Elaro...
- Jeden organizm? - zapytała głucho, podnosząc się powoli ze swego miejsca. Spojrzała na Kaela z mieszaniną niedowierzania i wstrętu. - Czy to znaczy... Że... - przełknęła ślinę. - Ja jestem w nim?
- Nie — Kael pokręcił stanowczo głową. - Oczywiście, że nie, nie opowiadaj absurdów, Elaro. Julian jest jakimś sposobem połączony z pociągiem, musi o niego dbać, czuje każde jego szarpnięcie, każdy zgrzyt, dosłownie wszystko. Ale nie jesteś we wnętrzu Juliana... Wybacz, że nie potrafię wyjaśnić ci tego bardziej spójnie i logicznie.
Kiwnęła głową, odsuwając się od stolika.
- Rozumiem — bąknęła, po czym odwróciła się na pięcie i po prostu uciekła.
- Elaro! - krzyknął jeszcze za nią, ale młoda kobieta nie słuchała. Krew dudniła jej w uszach, gdy przemierzała wagon za wagonem, kompletnie nie zauważając, że jest ich jakaś niezliczona ilość. Dopiero gdy aksamit dywanu zmienił się w surowe, nieoszlifowane drewno, zwolniła, zdając sobie sprawę, jak daleko zabrnęła. To zdecydowanie nie były wagony reprezentacyjne, tutaj nie było już ozdób. Musiała dotrzeć do wagonów technicznych! A przed nią właśnie znajdowały się stalowe drzwi.

Słowa Kaela pulsowały w skroniach Elary rytmicznie, w takt uderzeń kół o szyny. Jeden organizm. Wpatrywała się w mosiężną klamkę z taką intensywnością, jakby oczekiwała, że ta odpowie na wszystkie jej pytania. Ale pociąg milczał uparcie. Przygryzła wargę, dotykając klamki — była lodowata w dotyku. Nacisnęła ją, a drzwi otworzyły się powoli z cichym skrzypieniem zawiasów. Uderzył w nią zapach, którego nie powinno być w maszynowni. Nie był to tylko smar i węgiel. To był zapach ozonu, starego kurzu i... czegoś metalicznego, przypominającego krew.
Na ścianach, obok rzędów zegarów i manometrów, dostrzegła coś dziwnego. Rury nie biegły prosto. Wyginały się w sposób, który przypominał układ krwionośny lub sploty nerwowe. Niektóre z nich były owinięte ciemną, skórzastą tkanką, która pulsowała tak słabo, że Elara musiała wstrzymać oddech, by to zauważyć.
Wskazówki manometrów nie pokazywały ciśnienia pary. Symbole na tarczach były starte, zastąpione wyrytymi w metalu znakami, których nie rozumiała, ale które sprawiały, że jej skóra cierpła. Jeden z zegarów pokazywał „Tętno”. Igła drgała w okolicach siedemdziesięciu uderzeń na minutę. Dokładnie tak, jakby maszyna była w stanie spoczynku.
- Odkrywasz zbyt wiele sekretów, jak na mój gust — powiedział nagle Julian. Podskoczyła zaskoczona, rozglądając się uważnie, ale mężczyzna doskonale się zamaskował. Mogła mieć tylko nadzieję, że nie zechce jej zaatakować... I wtedy wreszcie go dostrzegła.
Julian nie podszedł do niej. Stał w cieniu gigantycznego, mosiężnego tłoka, który poruszał się z głuchym, mokrym mlaśnięciem, zupełnie niepasującym do precyzyjnej mechaniki. Światło lampy gazowej wyłowiło tylko fragment jego twarzy – tę ostrą linię szczęki i oczy, które w tym półmroku wydawały się nienaturalnie jasne, niemal srebrzyste.
— Nie powinnaś tu schodzić — powiedział cicho. Jego głos nie był groźny, brzmiał raczej jak stwierdzenie faktu, który Elara powinna już dawno zrozumieć. — To miejsce nie jest stworzone dla oczu, które wciąż szukają logiki starego świata.
- Szukam odpowiedzi na swoje pytania, a dostaję tylko kłamstwa i oszustwa. I śmierć ludzi, na których mi zależy, Julianie... Nie wiem, czego ode mnie chcesz, ale żądam odpowiedzi!
- Ależ doprawdy, moja droga, nie ma powodu, byś podnosiła głos... Czyżbym nie udzielił ci wystarczających wyjaśnień? - uśmiechnął się nieznacznie.
- Niczego nie wyjaśniłeś — zirytowała się. - Grasz w jakąś grę, której zdecydowanie nie chcę być częścią.
- Już nią jesteś... Odkąd pojawiłaś się w moim pociągu, Elaro. A ja próbuję się tylko dowiedzieć, kim ty właściwie jesteś... Mercury nie potrafił cię w żaden sposób sklasyfikować, jesteś zagadką, moja droga... I ja zamierzam cię w pełni odkryć...
Elara poczuła, że ściany wokół nich drgnęły, jakby maszyna westchnęła w odpowiedzi na jej gniew. Julian uniósł dłoń, nakazując jej ciszę, a potem wskazał palcem na jeden z manometrów. Igła opisana jako „Tętno” gwałtownie skoczyła, drgając nerwowo w okolicach stu uderzeń na minutę.
— Widzisz? — szepnął, podchodząc o krok bliżej. Tym razem nie było w nim dystansu, tylko drapieżna ciekawość. — On cię słyszy. Twoja krew płynie szybciej, a Mercury... on pije te emocje. Jesteś dla niego jak haust świeżego powietrza w świecie, który zamarzł tysiące lat temu.
— Przestań — ucięła, choć serce waliło jej o żebra dokładnie w rytm drgającej wskazówki. — Nie jestem waszym paliwem.
— Jeszcze nie — odparł Julian z tym swoim kpiącym uśmieszkiem, który tak bardzo ją drażnił. — Ale im bardziej próbujesz walczyć, tym bardziej stajesz się częścią tego mechanizmu. Chcesz odpowiedzi, Elaro? Pozwól, że pokażę ci, co naprawdę napędza ten...
Nagły, ciężki huk uderzenia metalu o metal przeciął duszną atmosferę maszynowni. Ciężkie drzwi, które Elara zostawiła uchylone, rąbnęły o ścianę z taką siłą, że aż sypnęła się rdza. W przejściu stał Kael. Jego oddech był szybki, a ubranie pokryte pyłem, jakby przedzierał się przez wagony, o których istnieniu pociąg wolałby zapomnieć.
— Odsuń się od niej, Julianie — warknął Kael. Głos miał niski, ochrypły, przepełniony groźbą, której nie słyszała u niego nigdy wcześniej.
Julian powoli wyprostował się i odwrócił głowę w stronę przybysza, nie zdejmując jednak dłoni z pulsującej rury.
— Strażnik wrócił na posterunek? — zapytał lekko, choć w jego oczach błysnęło irytacja. — Spóźniłeś się. Właśnie zaczynaliśmy się rozumieć.
Kael zignorował go, podchodząc do Elary i chwytając ją za ramię. Jego uścisk był mocny, niemal bolesny, ale dawał jej dziwne poczucie bezpieczeństwa w tym obłędzie. Spojrzał na nią, a w jego oczach czaił się autentyczny niepokój, którego nie zdołał ukryć pod maską kpiarza.
— Przeszukałem pół pociągu, mała dziewczynko — mruknął, nie spuszczając wzroku z Juliana. — Nie miałem pojęcia, że potrafisz tak skutecznie znikać. Następnym razem, gdy postanowisz zwiedzać „bebechy” tego potwora, daj mi znać. Nie mam ochoty wyciągać cię z gardła maszyny za każdym razem, gdy poczujesz przypływ odwagi.
— Ona nie zwiedzała, Kaelu. Ona szukała domu — wtrącił Julian, a tętno na zegarze nagle uspokoiło się, wracając do leniwego rytmu. — Szkoda, że jej przerwałeś. Prawie usłyszała, jak pociąg wypowiada jej imię.
Kael pociągnął ją do wyjścia, osłaniając własnym ciałem i cofając się tak, by nie tracić Juliana z oczu. Drugi z mężczyzn zdawał się kompletnie tym nie przejmować, gdy w spokoju spoglądał na swoje zegary.
- Myślę, że on zaczyna cię lubić, Elaro — powiedział, uśmiechając się nieznacznie. - I to jest całkiem niezwykłe, bo z zasady nie przepada za pasażerami...
- Nie słuchaj go, Elaro. Chce cię wykorzystać. Będzie ci sączyć jad do ucha, który cię otumani na tyle skutecznie, że przestaniesz odróżniać dobro od zła i przystaniesz na wszystkie jego warunki — powiedział Kael, prowadząc ją szybko w stronę jej wagonu. - Przeklęty pociąg, nigdy dotąd nie miał aż tylu wagonów... Julian bardzo się postarał, bym nie mógł cię znaleźć — westchnął.
- Kim on jest? - zapytała cicho. - Kim jest ten człowiek, Kaelu?
- Kiedyś faktycznie był człowiekiem, ale teraz... Nosi jego ciało, faktycznie, zachowuje się jak człowiek, choć nie zawsze i jest częścią pociągu. Pociąg to on, choć mam wrażenie, że to dwa osobne organizmy. Zwłaszcza odkąd ty tu jesteś.
Elara spojrzała na profil Kaela. Jego szczęka była zaciśnięta tak mocno, że widziała drgający mięsień. Szedł szybko, niemal ciągnąc ją za sobą, jakby każdy metr pokonanego korytarza był wygraną bitwą z wolą Juliana.
— Skąd wiesz, że pociąg i on to teraz co innego? — zapytała, ledwo nadążając. — Przecież widziałam te... te nici pod jego skórą. Są takie same jak rury w maszynowni.
Kael zatrzymał się tak gwałtownie, że o mało na niego nie wpadła. Obrócił ją ku sobie, kładąc dłonie na jej ramionach. Jego zapach – mieszanka dymu, mrozu i czegoś dzikiego – uderzył w nią z nową siłą, oszałamiając skuteczniej niż słowa Juliana.
— Bo pociąg cierpi, Elaro — mruknął, zniżając głos do szeptu, którego Julian nie miał prawa usłyszeć. — Kiedy on patrzy na ciebie tym swoim srebrnym wzrokiem, Mercury drży. Nie z pożądania jak Julian... ale z bólu. Ten pociąg nie chce jechać tam, gdzie on go prowadzi.
Puścił ją nagle, jakby przeraziło go to, co właśnie wyznał.
— Wejdź do środka i zamknij drzwi. I nie wychodź stąd, bez względu na to, co usłyszysz na zewnątrz. I błagam, nie rób niczego głupiego.
Jego cienie zgęstniały, otaczając go solidnym murem.
- Czym one są? - zapytała cicho, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.
- Czymś, co wciąż przypomina mi, ile utraciłem — mruknął, zaciskając dłoń na framudze drzwi. - Kiedyś były jednolite z moimi skrzydłami, teraz są niczym krew wypływająca z ran... Ale bywają przydatne. Dzięki cieniom Julian nie może przeciągnąć mnie na swoją stronę... Idź już — prawie wepchnął ją do jej przedziału.
Kiedy drzwi zatrzasnęły się za nią, w pomieszczeniu zapadła duszna, luksusowa cisza, która teraz wydawała się Elarze kpiną. Oparła się plecami o chłodne drewno, czując, jak serce powoli zwalnia swój szaleńczy bieg.
Słowa Kaela o skrzydłach paliły ją pod skórą. Strażnik Granicy, który stracił wszystko, a te cienie były ich wiecznym przypomnieniem. To nie była moc, którą Kael władał z wyboru; to była pamiątka po jego upadku.
Podeszła do łóżka i usiadła na brzegu, ściskając Pudełko przez materiał sukni. Nagle poczuła coś dziwnego. Podłoga pod jej stopami nie tylko drżała od ruchu kół. Czuła pod spodem coś na kształt... westchnienia. Pociąg nie jechał – on uciekał.
Pochyliła się do okna i ostrożnie odsunęła ciężką, aksamitną kotarę. Na zewnątrz nie było już tylko Mgły. Przez kłęby szarości przebijały się ruiny czegoś, co kiedyś mogło być miastem – strzeliste wieże owinięte lodem, wyglądające jak szpony martwego giganta. Wśród nich, w mroku, dostrzegła poruszające się kształty. Istoty zrodzone ze strachu i Mgły, o których mówiła Serafina.
— Uratuj mnie... — dobiegło nagle, tak cicho, że prawie to zignorowała.
Zamarła, wstrzymując oddech. Dźwięk nie dobiegł z korytarza. Wydawał się wydobywać bezpośrednio z mosiężnej ramy łóżka, na której trzymała dłoń. To nie był głos. To była wibracja, która ułożyła się w słowo w jej umyśle, przenikając przez kości palców.
— Elaro...


***
Przepraszam za zwłokę, miałam trochę spraw. Miłego czytania

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i horrory, użyła 3560 słów i 19855 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.