
— Musimy dostać się do sterowni! — chwyciła go za zakrwawione ramię.
Pociąg przechylił się tak gwałtownie, że szafki w korytarzu otworzyły się z trzaskiem, wyrzucając na nich sterty szkła. Kael złapał Elarę w pasie, chroniąc przed odłamkami.
- Do biblioteki! - ryknął, popychając ją w stronę, z której właśnie przed chwilą przybiegli.
Drzwi od biblioteki zatrzasnęły się za nimi, odcinając ich od stworów, ale to, co zastali dalej, było gorsze. Pociąg wchodził w zakręt z prędkością, do której nigdy nie był zaprojektowany. Podłoga pod stopami Elary wygięła się, a z sufitu zaczęły strzelać nity, pękając jak naboje.
— Musimy przejść przez łącznik do sekcji napędowej! — Kael przekrzykiwał ryk wiatru, który wdzierał się przez nieszczelne uszczelki.
Wepchnął ją w przestrzeń między wagonami. Tutaj nie było luksusu, tylko goła stal, potężne sprężyny i huk kół uderzających o szyny kilka centymetrów pod ich stopami. Plandeka osłaniająca przejście była rozerwana – przez dziury widzieli wirującą szarość Mgły, która próbowała wessać ich na zewnątrz.
Elara poczuła, że Pudełko w jej dłoniach stało się ciężkie. Nie parzyło jej. Po prostu ciągnęło. Czuła, jak każda śruba w lokomotywie przed nimi błaga o energię, którą ona nosi w sobie.
— On spala systemy bezpieczeństwa! — Kael chwycił się poręczy, gdy wagonem szarpnęło tak mocno, że Elara niemal wyleciała w nicość. — Julian odciął hamulce! On nie chce nas dowieźć do celu, on chce nas roztrzaskać o horyzont!
Elara spojrzała na Pudełko. Było zimne i głuche. Żadnego światła, żadnej pomocy. Tylko ona, jej słabnące mięśnie i stal, która pod wpływem tarcia zaczynała żarzyć się na czerwono.
— Jeśli pociąg się nie zatrzyma, on ją zabije — wychrypiała Elara, myśląc o kobiecie uwięzionej w rurach. — On zabije tę, dla której to wszystko zbudował!
Kael spojrzał na nią, a jego twarz była biała z bólu i wysiłku.
— On już ją zabił, Elaro. Tysiąc lat temu. Dlatego chciał przywrócić ją do życia. Oszalał z rozpaczy, gdy dotarło do niego, co zrobił... A teraz po prostu chce przestać udawać, że jest inaczej.
Musieli przeskoczyć nad ziejącą szczeliną między wagonami, która z każdym szarpnięciem stawała się szersza. Jeden fałszywy ruch i zostaną zmieleni przez stalowe koła pociągu. Bez magii. Bez blasku. Tylko grawitacja i pech.
Przełknęła ślinę. Musiała to zrobić. Nagle poczuła, jak ramiona Kaela obejmują ją od tyłu.
- Zaufaj mi! - krzyknął jej prosto do ucha. - Polecimy!
- Co? - spojrzała na niego zszokowana, ale on ani myślał czekać na cokolwiek. Wziął ją na ręce, robiąc kilka kroków w tył, po czym puścił się biegiem ku dziurze, odbijając się ciężko od krawędzi. Cienie ochroniły ich przed poważnymi obrażeniami, gdy z łoskotem wylądowali po drugiej stronie. Elara odturlała się kawałek dalej, wyrzucona z ramion mężczyzny siłą uderzenia. Podnosząc się z metalowej podłogi, zauważyła, że Kael leży bez ruchu, a wokół niego powstaje kałuża krwi. Oczy miał zamknięte.
- Nie! - wrzasnęła, szarpiąc nim za ramię. - Nie możesz tak ode mnie odejść, ty wielki głupcze!
- Jeszcze chwilę zostanę - wychrypiał, otwierając oczy. Uśmiechnęła się z ulgą, pomagając mu się podnieść. - Idź...Julian jest za zakrętem.
Skinęła głową, powoli wstając z kolan. Nad jej głową kołysały się we wszystkie strony grube łańcuchy i kable, a pociąg wył ogłuszająco., Przerażona, ale i zdeterminowana obejrzała się na Kaela. Oddychał płytko, każda próba ruchu kończyła się u u niego stłumionym jękiem.
- Jestem tuż za tobą - wychrypiał. Odetchnęła głęboko i schyliwszy się nisko, ruszyła ku lokomotywie. Pokonując zakręt, którego w ogóle nie powinno tam być, dostrzegła, jak wychudzony do granic możliwości mechanik, rozprawia się właśnie w brutalny sposób z jedną z mniejszych, cienistych bestii. Zakryła usta dłonią, nie mogą znieść makabry tej sceny i wlepiła oczy w drzwi przed nią. Nie było na nich klamki, tylko skomplikowany system kół zębatych i wizjer, z którego sączyło się to przeklęte, błękitne światło.
Wzięła głęboki oddech, czując w ustach posmak rdzy i ozonu. Pchnęła drzwi. Nie ustąpiły, ale gdy tylko dotknęła metalu, mechanizm zazgrzytał, a drzwi rozsunęły się z sykiem pary, ukazując wnętrze, które przypominało bardziej wnętrze gigantycznego zegara niż kabinę maszynisty. Julian stał tyłem do niej. Jego postać była teraz niemal przezroczysta, przetykana błękitnymi wyładowaniami. Nie trzymał rąk na sterach. Jego dłonie były zanurzone bezpośrednio w szklanych rurach, z których pulsowało życie pociągu.
— Spóźniłaś się na herbatę, Elaro — powiedział, nie odwracając się. Jego głos był cichy, ale przebijał się przez ryk silników z przerażającą klarownością. — Ale akurat na czas, by zobaczyć, jak gasimy światło. Ostatni raz.
Przed nimi, za wielką, półkolistą szybą, Mgła zaczęła rzednąć. Ale to nie był dobry znak. Nie było tam słońca. Była tylko Wielka Rozpadlina – miejsce, gdzie tory kończyły się nad przepaścią, w której nie było nawet nicości. Tylko absolutny koniec wszystkiego.
Julian powoli odwrócił głowę. Jego twarz była pęknięta, jak porcelanowa maska, a z "ran" wyciekało błękitne światło. Uśmiechnął się do niej, a w tym uśmiechu nie było już nienawiści. Było tylko ostateczne, obłąkańcze zmęczenie.
— Oddaj mi Pudełko — wyszeptał. — Pozwól mi zamknąć ten krąg.
- Nie - powiedziała twardo. Odwrócił się do niej powoli. Jego twarz nie była już ludzka – skóra pękła na policzkach, ukazując pod spodem żarzące się, błękitne włókna.
— Oddaj... — wychrypiał, a jego głos był ledwie słyszalny przez huk silników. — Oddaj mi to, co ukradłaś słońcu.
Cofnęła się, widząc, co się stało z mężczyzną oraz widząc obłęd w jego oczach.
- Ah, najdroższa Elaro. Czyż nie podobam ci się w tym wydaniu? - zapytał. Nie dał jej jednak czasu na odpowiedź - z jego na nowo uformowanych dłoni, wystrzeliły cienkie nici. Natychmiast oplotły nadgarstki dziewczyny, a gdy tylko dotknęły jej skóry, rozległ się syk topionego tworzywa. Julian jęknął przeciągle. Nici zniknęły. - Widzę, że nicość nadal cię chroni. Nic dziwnego, że nie miałem pojęcia o twoim istnieniu, dziewczynko... Niestety, tutaj twoja historia się kończy.
Mówiąc to po prostu się na nią rzucił, przygważdżając do ziemi. Jej głowa uderzyła o metalową posadzkę z głuchym łoskotem. Przed oczami niemal natychmiast dostrzegła miliony maleńkich gwiazdek.
- Oddaj mi to przeklęte pudełko, ty mała kretynko! - wrzasnął, zaciskając palce na jej szyi. - Oddawaj!
- Naprawdę sądziłeś, że obcinając mi skrzydła, zmusisz mnie do posłuszeństwa, Julianie? - warknął niespodziewanie Kael, stając nad Julianem i powaloną kobietą. Gdy mężczyzna odwrócił głowę, został zdzielony w twarz ogromnym kluczem francuskim. Z głuchym łoskotem uderzył o przeciwległą ścianę i zwiotczał.
- W porządku? - Kael nachylił się nad Elarą, podając jej dłoń. Kiwnęła głową bez słowa, wstając powoli.
- Teraz już tak... Jak zatrzymać to ustrojstwo?
- Zniszcz pudełko. Wtedy wszystko inne również przestanie istnieć - mruknął.
- Nawet ja?
- Może, choć nie wiem, jesteś córką samej Nicości, więc raczej wątpię...
- A...a ty?
- Przyjmę wszystko, co bogowie dla mnie zdecydowali - powiedział poważnie, siłując się z pokrętłami, które pozwoliły pociągowi na wykonanie długiego skrętu. Nie mogli wpaść w Rozpadlinę, przynajmniej jeszcze przez chwilę. Pociągiem zatelepało.
- Ty! Nie odbierzesz mi jej! - wrzasnął Julian, który najwyraźniej został tylko poturbowany w wyniku ataku Kaela. Trzymał teraz w dłoni długi sztylet, przykładając go boleśnie mocno do szyi Elary. - Odejdź od kół sterujących, albo ją zabiję! - zagroził.
- Jeśli to zrobisz, pudełka nikt nie otworzy. Ściągniesz na nas wszystkich los gorszy niż śmierć. Już to zrobiłeś! Zniszczyłeś Mercury, bo nie odwzajemniała twego pędu do władzy, zamknąłeś jej esencję życia w pociągu, który miał być wybawieniem dla zbłąkanych dusz. Zabiłeś niewinną Lenę, Serafinę i tysiące istnień, które powinny wędrować po ogrodach wieczności! Opamiętaj się wreszcie, Julianie! Dość tego. Odpuść teraz, a być może bogowie raczą spojrzeć na ciebie łagodniej... Puść Elarę...
- Ty niczego nie rozumiesz! Była moja! Moja! - ryknął, drażniąc ostrzem skórę dziewczyny. Po jej szyi spłynęła strużka krwi. - I będzie moja na wieki! - zawył. Kael nie czekał na ciąg dalszy jego tyrady. Rzucił się na mężczyznę w nadziei, że jego szybkość i masa pozwolą mu obezwładnić Juliana. Nie przewidział tylko jednego. Że mężczyzna odepchnie Elarę prosto w jego ramiona. Musiał ją przytrzymać, by ich nie przewróciła, a to dało gospodarzowi czas na własny atak. Kael zdążył tylko osłonić Elarę potężnym ramieniem, gdy długie na ponad dwadzieścia centymetrów ostrze przebiło mu serce.
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.