Dwa światy I

Dwa światy:1

Dzień przywitał mnie głośnym dzwonieniem dzwonka w budziku.Skrzywiłem się chowając głowę pod kołdrę z nadzieją że dam rade go zignorować ale niestety nie dałem.Usiadłem na łóżku zrzucają z siebie kołdrę.Z pół zamkniętymi oczami wyciągnąłem moja zdrową rankę w stronę szafki nocnej i wyłączyłem okrągły staromodny budzik.Cisza jaka nastała wypełniły ćwierkanie skowronków.Rozejrzałem się półprzytomnie po pokoju.Ściany pomalowane na niebieski morski kolor wprawiały mój zmysł wzroku w lepszy nastrój. Małe papużki jeszcze spały w swojej klatce stojącej na biurku pod oknem.Uśmiechnąłem się.Dobrze że choć one mogą jeszcze spać.                                                              Spojrzałem w stronę dwóch dużych okien przez które wpadały pierwsze promienie słońca tego dnia.Na razie delikatne jakby nieśmiało rozjaśniały mój pokój by w ciągu niecałej godziny wypędzić całą ciemność.Przetarłem moje jeszcze nierozbudzone oczy zdrową ranką a mechaniczną protezą otworzyłem szufladę w szafce nocnej w poszukiwaniu mojej pooranej porcji energii.Batoniki jem codziennie rano by jakoś nabrać energii na start.Mówi się że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia a dla mnie najważniejszy jest poranny batonik.Otworzyłem go niezdarnie.Moja koordynacja ruchowa też jeszcze się nie obudziła.Wsadziłem batonik do moich ust i ugryzłem kawałek.Smak czekolady i orzechów rozpłyną się w moich ustach z szybkości myśliwca wyścigowego.Niemal czułem jak mój organizm zaczyna budzić się do życia dzięki tej dawki cukru i czegoś tam jeszcze co ma udawać smak czekolady i orzechów.Bądźmy szczerzy i powiedzmy to sobie wprost.Prędzej politycy przestana kłamać niż wielkie korporacje cukiernicze zaczną używać naturalnych składników do produkcji swoich smakołyków.                                          Siedziałem tak nagi na łóżku przykryty tylko od pasa w dół kołdrą i starałem się rozkręcić tą maszynerie jaka jest moje słabe beznadziejne ciało.Dostarczony cukier bardzo mi w tym pomógł.Zacząłem powoli że tak to powiem "trzeźwieć”.Schyliłem się za łózko w poszukiwaniu mojej laski.Leżała dokładnie tam gdzie ją pozostawiłem.Prosta drewniana laska wzmacniania włóknem tytanowym dla wzmocnienia z głowicą w kształcie głowy jaskółki.Mój własny projekt!Podniosłem ją z podłogi do moich oczy by móc znowu zachłysnąć się własnym kunsztem i geniuszem. Przez okrągły miesiąc rysowałem szkice i dobierałem idealne materiały które będą lekkie a zarazem wytrzymały.Przez kolejny miesiąc ją konstruowałem co chwile robiąc poprawki w projekcie kiedy dochodziłem do wniosku że to co sobie wymyśliłem wcześniej jest bezsensowne lub kiedy w czasie pracy wpadał mi do głowy lepszy pomysł.Wciąż jak dziś pamiętam uczucie kiedy w końcu ją skończyłem i wziąłem do swojej zdrowej lewej ranki.  
Byłem zachwycony tym jak udało mi się sprawić że kiedy trzymałem moja laskę w rance czułem się jakby była ona jej przedłużeniem.Wyważona była idealnie!Nie za lekka nie za ciężka –po prostu idealna.                                              Ale moją chlubą była wyrzeźbiona przeze mnie w jasnym drewnie głowa jaskółki.Wciąż nie mogłem się nadziwić jakim cudem udało mi się to zrobić tak dobrze.Były chwile kiedy myślałem że to prawdziwa głowa jaskółki a nie drewniana podobizna.Udało mi się uchwycić piękno i szlachetność tego ptaka w tym kawałku drewna.                
Zrzuciłem z siebie kołdrę z ociąganiem i wstałem z łózka zatapiając palce stup puszystej niebieskiej wykładzinie którą była pokryta cała moja podłoga.Oparłem się o moją lasce i ruszyłem powoli z ociąganiem w stronę szafy.Kuśtykałem.Byłem niepełnosprawny fizycznie od dziecka.Urodziłem się bez prawej ranki i z niepełnosprawną lewą nogą.Lewa noga jest ograniczona mobilnie.Nie da się nią do końca w kolanie zginać co już utrudnia życie.                                  Ostrożnie ją otworzyłem opierając się na lasce.Wyciągnąłem z jej wnętrza moją odzież weekendową która wisiała spokojnie jakby na mnie czekała na plastikowym wieszaku.Łóżko na szczęście było tylko cztery kroki dalej wiec rzuciłem ubranie beztrosko na rozkopana pościel łóżka.Podszedłem do biurka pod oknem i wysunąłem jedną z szuflad. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz od świeżego jeszcze chłodnego powietrza wpadającego przez uchylone okno.Skrępowany się nie czułem swoją golizną. Zawsze spałem nago i chodziłem kiedy tylko mogłem ale proszę nie myśleć że jestem jakiś zboczeniec czy jak.Czuje się lepiej bez ubrań i krępującej bielizny i tyle.               W szufladzie spoczywała sobie spokojnie duży purpurowy diament wielkość pięść dorosłego człowieka oprawiona w wykonany przeze mnie z srebra kwiat lotosu.                                     Uśmiechnąłem się na ten widok jak zawsze kiedy patrzyłem na własne dzieła.Byłem dumny z swojego talentu rzemieślniczego.Moja macocha zaraziła mnie miłością do konstruowania tylko że w porównaniu do niej ja nie gustuje w maszynach a w staromodnym rzemieślnictwie.Ona lubi rysować ciągle projektu robotów a ja mebli. Wyjąłem ostrożnie diament i położyłem na gładkim blacie biurka.Światło poranka padało na diament rozświetlając go.Był piękny.Wyjąłem z tej samej szuflady elegancką chusteczkę.Rozwinąłem ją obok diamentu i wziąłem z niej rytualną igłę –też mojej roboty –w której była zawinięta.                                              
Miałem zamiar przeprowadzić rytuał pomniejszego przywołania swojego Duchowego Partnera.Każdy Wrażliwy Astralnie w królestwie Światła i Mroku ma swojego Duchowego Partnera odpowiadającego jego naturze.Ci co mieszkają w królestwie Światła ma Partnera z Świata Dobra.Tak samo ci z mroku mają swoich Partnerów z Świata Zła.Wszyscy Wrażliwi mają obowiązek  

przeprowadzania rytuału przywołania swojego Partnera codziennie by wież miedzy nimi wciąż była silna i świeża.                                                    

          Wziąłem rytualną igłę do sztucznej ranki i nakłułem palec nad diamentem. Kropla krwi kapnęła na diament a on z szybkością dwóch uderzeń serca się zachmurzył i wyblakł z  

wszystkich kolorów. Wziąłem ukłuty palec do buzi by zlizać krew. Nie można pozwolić by zbyt dużo krwi skapnęło na kryształ przywoławczy bo inaczej można opaść z sił lub co gorsza… zginąć.  

Usiadłem na łóżku czekając aż moja Duchowa Partnerka raczy przybyć. Tak "partnerka” płeć żeńska nie męska. Pewnie powinienem się ubrać co? Zobaczycie że to zupełnie niepotrzebne kiedy  

przybędzie.     Odliczyłem bezgłośnie do dziesięciu i kryształ rozbłysnął na purpurowo a potem stała przede mną moja Duchowa Partnerka Ves. Nie było żadnych efektów specjalnych typu  

chmura dymu czy świetlisty portal. Po prostu nie było jej a potem była. Moja Ves zalicza się do tych pięknych ponętnych kobiet z którymi każdy facet chciałby pójść do łózka albo chociaż zobaczyć w  

akcji na filmie porno. Kaskada długich falowanych puszystych ciemnofioletowych włosów opadała jej aż do pasa. Uwodzicielskie spojrzenie o purpurowym kolorze tęczówki, zmysłowe czerwone usta i  

jasna blada cera. Była piękna pod każdym względem i tak jak ja nie lubiła być krępowana ubraniami dlatego właśnie przy niej mogłem być nagi. Nie było sensu ubierać się w towarzystwie nagiej  

kobiety.          Właśnie nagiej! Zawsze chodziła nago a tak przynajmniej jest kiedy ją przywołuje. Okrągłe zmysłowe biodra, ponętny tyłek, idealne krągłe piersi proszące się same by ktoś je  

pomacał. Zgrabne ładne dłonie i stopy jak u kopciuszka. Wszystko w niej krzyczało że ta istota z świata zła jest zawsze chętna. No właśnie i tu dochodzimy do pewnej dziwnej sprawy. Ja należę do  

królestwa światła a ona do świata zła a to samo sobie zaprzecza. Do tej pory przez całe tysiąclecia nie zdarzyło się by ktoś z Wrażliwych dostał partnera odpowiadającego jego królestwu aż do teraz.  

                    –Dłużej się nie dało? –Wbrew pozorom byłem przyzwyczajony do czekania aż raczy przybyć na wezwanie dlatego nie było we mnie złości.                   

                     Ves odpowiedziała mi złośliwym uśmiechem.                                     –Zawsze mogę dłużej czekać z odpowiedzią. –Jej  

głos był słodki jak czereśnie a zarazem mroczny.                                                             Przytaknąłem wiedząc ze ma  

racje. Nie mogę jej zmusić do przybycia na wezwanie. To jest bardziej kwestia więzi jakie łączą partnerów. Albo się chce odpowiedzieć na wezwanie albo nie.           –Czemu musiałem trafić  

akurat na ciebie? –Zapytałem się a moje pytanie nie było skierowane do kogoś konkretnego. Ani ja ani ona nie znaliśmy odpowiedzi na to pytanie.                     Ves posłała mi  

uwodzicielski uśmiech z tupu tych które sprawiają że u mężczyzny krew zaczyna wrzeć jak woda w czajniku. Poczułem jak krew odpływa mi z mózgu i wędruje do tej części ciała poniżej. Cholera!  

Zdążyłem pomyśleć zanim Ves nie przejęła inicjatywy. Uwielbiam patrzyć na koty. Są pełne wdzięku i zmysłowości. Tak samo Ves kiedy podeszła do mnie i usiadła okrakiem była tak pełna wdzięku i  

zmysłowa jak kotka. Swymi ponętnymi nogi oplotła mnie w pasie przyciskając swoje nagie ciepłe ciało pachnące płatkami róży do mojego. Zadrżałem kiedy poczułem jak sutki jej piersi twardnieją od  

podniecenia i ocierają się o mój nagi tors.                          Wszystkie myśli odpłynęły z mojej głowy wypchane przez upajający zapach i roznamiętnione spojrzenie oczu  

Ves. Nasze twarze były tak blisko że stykaliśmy się czubkami nosów. Ves zarzuciła mi rance na szyje wplatając lewą rankę w moje ciemne kasztanowe włosy z tyłu głowy. Złączenie naszych warg w  

namiętnym pocałunku rozpalającym moje ciało z siłą i szybkością wyschniętego płonącego lasu było upajające. Ogień zdobył moje ciało szturmem godnym najlepszego dowódcy. Nie miałem czasu  

nawet się bronić przed tą namiętnością nim moje dłonie spoczęły na jej biodrach. Nasze języki splatały się za sobą i rozplatały grając w grę o zasadach starszych niż "dwu świat” a które każdy  

podświadomie zna. Oboje daliśmy się dać ponieść żywiołowi który zwie się pożądanie wspomagane przez namiętność. W gorliwym tańcu naszych warg i języków było prawdziwe pragnienie drugiego  

człowieka zbierane przed długie samotne dni.                                          Ves z wyczuwalnym dla siebie trudem oderwała swoje wargi od moich.  

Dyszała od podniecenia ciężko a na jaj gładkiej i delikatnej w dotyku skórze gładkiej jak jedwab wykwitły pierwsze krople potu.                                        

                –Dlatego bo oboje pragniemy mieć kogoś bliskiego. –Jej słowa były tak ciepłe i czułe że niedosłyszałem tej mrocznej nuty co zawsze jej towarzyszyła.                

                Też dysząc od podniecenia patrzyłem w jej oczy bliskie moich oczu. Chwile mi zajęło zrozumienie że Ves odpowiedziała na moje pytanie. Zacząłem całować jej szyje z  

gorliwością modlącego się mnicha. Miała racje do tego że oboje pragniemy mieć kogoś bliskiego u swego boku i być morze dlatego trafiliśmy na siebie nawzajem. Moje dłonie zsunęły się z jej bioder  

na pośladki. Ves zaczęła mruczeć jak kotka podrapana za uchem dając mi jasno do zrozumienia że jest jej dobrze. Zostawiłem jej smukłą szyje i skupiłem na sutkach jej pełnych okrągłych piersi.  

Jęknęła kiedy zacząłem pieścić jej twarde sutki ustami i językiem a jej tułów wygiął się w łuk jakby sama mi je podsuwała do pieszczenia. Między czasie poczułem jak moja męskość stwardniała i  

domagała się uwagi z jej strony. Ves też tak pewnie pomyślała bo nagle położyła mi dłonie na mojej klatce piersiowej i odsunęła lekko a potem wciąż patrząc sobie w oczy położyła na łóżku.            

                     Jej piękne oczy były dla mnie księgą w której mogłem czytać. Widziałem jej miłość i pożądanie oraz chęć obdarowania mnie sobą. Leżałem plecami na łóżku  

wpatrując się tępo w sufit. Czy to wszystko miało jakiś sens? Ona i ja powinniśmy się nienawidzić a zamiast tego się kochaliśmy. W ogóle taka para jak my nie powinna istnieć ale jednak istniała.  

Powinniśmy być też nieszczęśliwi a my jakby chcąc zrobić całemu światu na złość byliśmy szczęśliwi jak nikt inny na świecie. Czy ktoś to wszystko nadzoruje? Morze istnieje ktoś odpowiedzialny za  

przydział partnerów? Jeżeli tak to myślę że dobrze zrobił łamiąc schematy i łącząc w parę naszą dwójkę. Nie. Ja to wiem.                Ves położyła się na moim łóżku obok mnie. Leżała na  

brzuchu krzyżując swoje nogi w guże a jej rance z wielką wprawą zajmowały się pieszczeniem mojej męskości. Czy w raju jest tak samo dobrze? Jeżeli nie to ja tam iść nie chce a przynajmniej nie  

bez niej. Moje dłonie zacisnęły się na pościeli kiedy ona brała do ust mojego penisa robiąc mi wspaniałego Loda. Fala przyjemności obezwładniła mój umysł a napięcie w dolnej partii ciała  

zwiastowały to że zaraz dojdę. Nie opierałem się temu uczuciu podporządkowując się odwiecznemu prawu natury.                          –Trzymasz coraz dłużej. –

Zauważyła swym zmysłowym głosem kiedy w końcu się spuściłem. –Czy było ci teraz dobrze?                                              Uniosłem się na łokciu by  

móc spojrzeć na jej twarz. Ile to razy widziałem ten wyraz twarzy kobiety która chce zadowolić mężczyznę którego kocha ponad wszystko? Posłałem jej uśmiech w który wpakowałem wszystkie moje  

uczucia do niej.                                    –Tak a teraz chce by było i tobie.                                         Ves uniosła się  

na klęczki i usiadła na mnie okrakiem wpuszczając mnie do swojego środka. Najpierw oboje jęknęliśmy a potem zaczął się taniec życia. Była taka wilgotna w środku. Ujeżdżała mnie wykonując  

delikatne i rytmiczne ruchu bioder wyciskając z tego aktu tyle rozkoszy ile tylko się da. Poczułem się jakby ktoś objawił mi odpowiedz na wszystkie odpowiedzi na problemy dwóch światów a tą  

odpowiedzią była po prostu miłość tak niedoceniana nawet w królestwie światła. Wiedziałem jaką siłę ma miłość bo właśnie mnie wypełniała od środka w towarzystwie przyjemnej rozkoszy. Oboje  

pojękiwaliśmy z każdym jej ruchem przepełnieni tą rozkoszą.                     Kiedy na nią patrzyłem poczułem uczucie dzikie jak niezbadana dżungla i gwałtowne jak erupcja  

wulkanu. Pochwyciłem jej ramiona i niewychodzące z niej –sam dokładnie jeszcze nie wiem jak –przewróciłem na plecy tak że teraz to ja byłem na górze a ona na dole. Jej oczy wpatrywały się we  

mnie z niedowierzaniem kiedy zacząłem gwałtownie i energicznie poruszać biodrami. Byłem przy tym gwałtowny i niedelikatny ale wtedy oczy zasłaniała mi czerwona jak płatki róż mgła nasilająca  

pożądanie. Czułem jej zapach wymieszany z potem i czymś jeszcze co bardzo mnie podniecało. Byłem jak taran forsujący bramy miasta a ona nagle zaczęła krzyczeć moje imię z dzikiej rozkoszy.     

      Palce wbiła mi w ramiona ale nie miała długich paznokci wiec nie poczułem w zdrowej rance bólu o ile cokolwiek bym w takiej chwili poczuł. Byłem tak nabuzowany że niewierze że  

cokolwiek by do mnie w tej chwili trafiło. Nie wiem ile to trwało ale w końcu jednocześnie doszliśmy dokładnie w tym samym czasie. Oboje nagle spoceni, zmęczeni ale szczęśliwi jak diabli opadliśmy  

z sił. Teraz leżałem obok niej na łóżku dysząc z przyjemnego zmęczenia z głową na jej piersi. Tak jak ja miała kłopot z złapaniem oddechu ale tak jak ja niebyła z tego powodu nieszczęśliwa.      

          –A w ciebie kochany co wstąpiło? –Poczułem ja kładzie dłoń na mojej głowie i zaczyna mnie czule głaskać na co ja odpowiedziałem wtulając się mocniej w jej pierś jak małe  

dziecko albo kot. – Jeszcze nigdy tak agresywny nie byłeś?                                     Zamknąłem oczy rozkoszując się jej ciepłem i zapachem.           

                –Czy to źle? –Zapytałem spokojnym głosem.                                     –Nie ale… to było niespodziewane. –Ves zachichotała jak  

nastolatka. –Nie spodziewałam takiej gwałtowności w kimś tak spokojnym jak ty.                                Zapadłą długa cisza nie wymagająca słów. Ona ich nie  

potrzebowała jak ja. Oboje cieszyliśmy się chwilą i oboje byliśmy zwolennikiem czynów nie słów. Zamiast mówić sobie bez przerwy "kocham” woleliśmy to sobie okazywać. W każdym naszym dotyku,  

spojrzeniu, słowie i w czym się tylko da wkładaliśmy naszą miłość by trafiła do tego drugiego. Powiedzieć "kocham” morze każdy nawet osoba która cię nienawidzi z całego serca ale poprzeć tą  

miłość czynami to tylko ci co naprawdę kochają. Tego słowa prostu nie powinno się nadużywać.                          –Czy pamiętasz nasze spotkanie w świątyni w dzień  

okazania? –Jej głos był piękny czego nie potrafił zniszczyć ten mroczny odgłos.                                              Czy pamiętam? Tak… pamiętam  

ten dzień.

Niewiadomy

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3128 słów i 16701 znaków.

2 komentarze

 
  • Niewiadomy

    Sorry. Poprawie.    :smile:

  • emm

    Ranki? Ręki, rąk, ręce, ręka... ;)