Nic nie pamiętam #253

Nic nie pamiętam #253- Może po świętach jak będę wracać do Patrycji to
  pojedziesz ze mną? - zaproponowała Nadzieja,

    - A wiesz, że to nie głupie.
Mogłabym wreszcie wypocząć tak na dobre.
- Milena rozłożyła dłonie. - W końcu do jasnej ciasnej,
to ja jestem właścicielką i też mam prawo do wypoczynku,

     Skonsumowały pierogi, a młodsza z nich nawet wybrała  
łyżeczką słodziutką śmietanę.
Podziękowały i wyszły na zewnątrz by wrócić do swego  
pokoju w hotelu.

   Starym zwyczajem zasiadły przed snem na balkonie.
Teraz jednak widok był z goła odmienny.
O ile w Ustroniu widziały z kilku metrów i to połacie pola
i wydmy nadbrzeża. To tu w stolicy Wielkopolski miały  
panoramę jak z obrazu.
Całą starówkę, ratusz, prawy brzeg Warty i część lotniska,
Feeria świateł i bilbordy, które kusiły do nocnego  
szaleństwa.

      - Jak ty moja droga - zaczęła Franeczko, - Nie zakochasz  
się w Poznaniu i jego atrakcjach, to znaczy, że mogę
cię ulokować w mych rodzinnych stronach.
Tam ten spokój i cisza w połączeniu z wypadami w
góry sprawią, że odżyjesz.
Bo przyznaj - nachyliła się do dziewczyny. - Masz jeszcze  
chwile, że usiądziesz i pytasz sama siebie : - I co dalej?

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 231 słów i 1199 znaków, zaktualizował 1 sie o 17:51.

Dodaj komentarz