Nic nie pamiętam #97

Nic nie pamiętam #97Paszko, po odjeździe Naczelnej
Izby Lekarskiej, powrócił do swojej starej wersji.
Czyli spokojnego i z dystansem traktującego
swój zawód.

         Jak to zwykle bywa, więcej o tej wizycie  
zło wieszczono niż same trio zrobiło.
Owszem, dopytywali, spoglądali, zajrzeli i do  
poszkodowanej z kafejki.

        Ta po spacerze z Fejklówną była w  
umiarkowanym stanie radosnego bytu, co
delegację w pełni zadowoliło.
Tak więc po kilku minutach uprzejmej
konwersacji wyszli z sali.

     - No co ja widzę, co za sielanka - rzekł
wchodzący ze śmiechem chirurg, który szczerze  
          się ucieszył - I tak panie trzymać.
      Obiecuję, że już nie pozwolę temu  
     mundurowemu pani niepokoić.

        - Bardzo bym była panu wdzięczna -  
   odparła Patrycja, wypuszczając z ramion
   rezydentkę szpitala.

        - Pomachał mi przed oczyma ta swoją
     blachą, że niby to ma prawo, utrudniamy
     dochodzenie - Paszko rozłożył ręce. -
    Jednym słowem wystraszyłem się.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 163 słów i 928 znaków, zaktualizował 17 mar o 10:09.

Dodaj komentarz