Nic nie pamiętam #110

Nic nie pamiętam #110Od dwóch dni, to znaczy od  
środy, kiedy to Patrycja z uznaniem
wypowiedziała się o Marianie Drwiędze,
ten nie mógł o tym zapomnieć.

I  - o ile to było jeszcze możliwe - jego  
uczucie do niej stało się bardziej
zintensyfikowane.  
  
   Przez dwie ostatnie noce wyobrażał sobie,
że są razem, mieszkają, rozmawiają, pichcą,
planują, co jutro.
I, co gorsza, gdy zamykał  
oczy szukał dłonią jej ciała na pościeli.

    Przed chwilą weszła do gabinetu Alina
Sulima, która dwa miesiące temu straciła
córkę po nierównej walce z nowotworem.

     - Staram się robić jak pan doktor zalecił,
- zdawała relację ze swych poprzednich dni.. -
   Szukam sobie zajęcia i to takiego, które
jest nowe i muszę się na nim skupić.
To pomaga oderwać się od cierpienia
ale mam problem w nocy,
Budzę się z bólem w mostku z takim  kołataniem
  serca - odchrząknęła, - Ale, co dziwne -

    Szatynka po czterdziestce uniosła kciuk..

- Może pan nie uwierzy ale zawsze jest trzecia  
dwadzieścia, plus minus dziesięć minut.
Czy to nie dziwne?

Znowu odchrząknęła i jeszcze raz.

   - Czy mogłabym dostać coś picia?

   Psycholog wstał i podszedł do okna
gdzie na stoliku stały szklanki.
Wtedy to zauważył Fejkiek przed wejściem
do szpitala, która stała obok mężczyzny  
w czarnej skórzanej kurtce.
Jej gestykulacja sugerowały niezadowolenie.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 247 słów i 1343 znaków, zaktualizował 27 mar o 7:55.

Dodaj komentarz