Nic nie pamiętam #38

Nic nie pamiętam #38-Ojej! Ale strzeliłam babola
- podsumowała Monika,
  przykładając dłoń do ust..
- Ale to nic obraźliwego -
próbowała ratować sytuację -
  tym bardziej zdrożnego. To
ktoś tak strzelił z głupa, że się
nosisz w garsonki, żakiety, włosy
zawsze upięte. Ale to przecież dla
tych wariatów, żeby poczuli respekt,  
nie?

Odchrząknęła i spojrzała na  
Lekarkę jakby ta miała wydać  
nomen omen wyrok.
Widząc jak pielęgniarka pociera
dłonie o nieskazitelnie biały fartuch,
co niewątpliwie świadczyło o nerwach.
Patrycja nie mogła zachować się  
inaczej.

  - Wiesz, co Monia?
   Już cię lubię.
  Ale nigdy nie nazywaj moich
pacjentów wariatami. Bo będzie po
koleżeństwie między nami.
Cześć.

   Odwróciła się i wyszła zostawiając
  zdezorientowaną dziewczynę.

Nim zdążyła ruszyć ze szpitalnego  
parkingu powiedziała do siebie:

- Sztywna dziunia...hm...To nawet  
  pasuje do lekarza psychiatry.
Dzień dobry panu. Nazywam się
Patrycja Fejkiel vel sztywna dziunia...
Tak, to każdego pacjenta pobudzi do  
zwierzeń.

  Popatrzyła w lusterko wsteczne i  
parsknęła na cały głos zaraźliwym
śmiechem.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 198 słów i 1118 znaków, zaktualizował 3 lut o 13:24.

Dodaj komentarz