Nic nie pamiętam #207

Nic nie pamiętam #207Moduski, wiedział, że osoba, która
zabiera pacjentkę ze szpitala do siebie i nie
bacząc na koszty daje jej wikt i opierunek, ba!
Otacza troską, nie może być zapatrzoną w  
siebie panią doktor.

Dlatego tak sformułował swoją wypowiedź
by  lekarka poczuła się tak leciutko źle
oceniona.

        - Pani doktor - zaczął lekkim tonem.  
- Ciężko się do pani dobić o rozmowę,  
   poświęca wolny czas na własną koedukację,
więc trudno mi uwierzyć, że po przyjęciu pod
swój dach Nadziei, ma pani czas na jakikolwiek
kontakt ze znajomymi - westchnął i z nutką  
smutku i dodał. - Co dopiero dla przypadkowego
policjanta.

      Fejkiel, uśmiechnęła się z politowaniem
bo widziała oczyma wyobraźni jak Moduskiemu
trudno zachować powagę po takim
ściemnianiu.

       - No ale jak pan zauważył, moja
bratnia dusza wyjechała i czuję trochę
pustkę.
Nawiasem mówiąc za chwilę będzie dzwonić,
więc jeśli ma pan dla mnie jakąś propozycję,
to proszę o szybki strzał.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 172 słów i 978 znaków, zaktualizował 19 cze o 11:54.

Dodaj komentarz