Nic nie pamiętam #54

Nic nie pamiętam #54Nie wiadomo jak długo by tak
Marian Drwięga rozmyślał, gdyby  
jego rozważań nie zakłóciło pukanie  
w drzwi.
Beznamiętnie poprosił do środka.

  - Przepraszam, że przeszkadzam
  panie doktorze -  
usłyszał Fejklównę nim zdążył
  odwrócić się od okna.  - Ale pani
   Hańczuk pyta czy pan ją przyjmie
   - podeszła bliżej i ściszonym  
  głosem dodała - wie pan jaka  
   ona jest natrętna.

Lekarz spojrzał na zegarek i stwierdził,
że tym razem to on jest winny jej
  dociekań.

- Tak, tak, oczywiście.

  - To ja jej przekażę, że pan sam za  
  chwilę ją poprosi.

  Odwróciła się i już stojąc w otwartych
drzwiach usłyszała.

- Pani doktor! Mam prośbę.

- Tak - odpowiedziała, ale widząc, że
  psycholog wpatruje się w nią w
  milczeniu przymknęła drzwi i wróciła
  na poprzednie miejsce.

  - Obudziła się ta kobieta, ta  
   niezidentyfikowana.
   Chcą bym z nią porozmawiał
  ale sama pani widzi - rozłożył
  dłonie. -
   Może pani by podeszła na krótki
   rekonesans, taką wstępną
   konsultację?

     Patrycja z wrażenia by ukryć emocje
  schowała dłonie do kieszeni fartucha
  i przycisnęła mocno do podbrzusza.

  - Oczywiście, mam akurat dwadzieścia  
  minut okienka - odpowiedziała
   drewnianym głosem.

  - Tylko musi pani wiedzieć, że ona
   jest nieświadoma. Nie tylko, co
  się stało ale nawet kim tak naprawdę  
  jest - przerwał i pytająco spojrzał na
  Patrycję.

  Psychiatra wiedziała czego oczekiwał.
  Przestąpiła jeszcze jeden krok do przodu.

- Panie doktorze, podejdę do tego jak  
  do specjalnego wyzwania i z  
  maksymalną delikatnością jaka  
  przysługuje w takich przypadkach.

        Lekarzowi podniosły się kąciki ust.
  Miał ochotę zrobić ten ruch, przechylić
  się i ucałowawszy w policzek życzyć
  powodzenia.
   Ale nie zrobił tego wiedząc, co by to
  oznaczało.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 323 słów i 1775 znaków, zaktualizował 15 lut o 12:33.

Dodaj komentarz