Nic nie pamiętam #245

Nic nie pamiętam #245Milena pokazała na skwer by w  
otoczeniu płaczącej wierzby spocząć
i spokojnie opowiedzieć co nieco o
swej młodości.

      - Wiesz - rozłożyła dłonie. - Nie
ma się czym chwalić. Miałam dziewiętnaście
lat, skończyłam liceum i oszalałam na  
punkcie chłopaka, który jeździł do Jarocina.
Rodzice jak zawsze w takiej sytuacji odradzali
mi takiego sympatyzowania.

       - I z tego powodu uciekłaś z domu?

     - Dla formalności dodam, że grał  w  
zespole na basie. Jeździł więc po całym kraju.
A ja po kilku tygodniach wakacji, gdy byłam  
z nim w kilku dużych miastach, nie chciałam
wracać do tej pipiduwy pod Kielcami.

     - Sądziłam, ze tata Patrycji i ty urodziliście
się w Kielcach - Nadzieja wzruszyła ramionami.
- Nie wiem czemu tak założyłam.

     - Nasi rodzice, to znaczy Jerzego i moi już
zmarli, a że, nie mieliśmy więcej rodzeństwa to
dom sprzedaliśmy i Wilków dla Patrycji stał się
obcym miejscem.
Trudno więc by o tym napomknęła.
Dziadków niema to i nie wspomina o tym  
urokliwym miejscu poszły w niepamięć.
Co innego ja, czasem aż mi się smutno robi
na myśl o tamtych pięknych terenach przy
Narodowym Parku.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 227 słów i 1149 znaków, zaktualizował 24 lip o 12:30.

Dodaj komentarz