Szare istnienie #115

Szare istnienie #115

– Już? Po buziaku i zgoda? A może nie tylko buzi było, co? W domu też się trochę ociągałyście – rozweseliła się Sue.
Nie odpowiedziały, sarkazm dziewczyny wyraźnie je zawstydzał, aczkolwiek wywołał cień uśmiechów na twarzach.
– No dobra, już wam nie dokuczam. Zapalmy lepiej – zarządziła niemalże uroczyście dziewczyna i wręczyła Emmie skręta, domyślając się, że Laura będzie się onieśmielać. – Jak w ogóle się czujesz? Wiesz, że zjadłaś wczoraj prawie pół grama? Chuj w proch, ale ładnie go przepiłaś, nie ma co… o paleniu nie wspomnę. Jak na początkującego masz łeb, jestem pod wielkim wrażeniem. Gówniara osiemnaście lat, a pije, jak stara – zaśmiała się Sue.
– Ćpun – warknęła Laura. – I pijak – dodała, uśmiechając się pod nosem.
– Odezwała się… abstynentka… co ostatnio ledwo powłóczyła nogami, jak się ze mną nachlała – odparowała blondynka, z zadowoleniem pociągając blanta.  
– Taaak? Ciekawe tylko, kto we mnie wlał to wszystko?
– No pewnie, ja. Związałam cię jak gęś, lejek w gębę i jechałam, co się będę w tańcu pier… Przykro mi, że musiałam posunąć się do tak drastycznych środków, no ale skoro sama nie chciałaś chlać…? – skwitowała z pełną powagą Emma.  
Towarzystwo parsknęło śmiechem i Laura już chciała się odzywać, ale pod jej nos wjechał kieliszek i napój. Wypiła bez sprzeciwu. Jimmy odstawił szkło, po czym nagle zarzucił nogę za plecami niczego nie spodziewającej się brunetki i usiadł z tyłu tak, że siedziała teraz między udami chłopaka, owinięta jego rękoma.  
Poczuła się dość dziwnie, ale poza lekkim speszeniem ufała, że nie będzie niczego próbował, więc nadal nie protestowała.
– No proszę, Jimbo już coraz bliżej, miej się na baczności. To łobuz – zachichotała Sue.
Laura się uśmiechnęła. Wódka już lekko szumiała w jej głowie i dziewczyna coraz bardziej się rozluźniała.  
– Jimmy, mogę zapalić? – wyjechała nagle cichutko Amber, wyciągając z kieszeni czerwone Marlboro.
– O mamuniu, czy wy to widzicie?! – zapiała Sue, której humorem zaczynała już z wolna kierować marihuana. – Dupsko jara kowboje, no nie mogę! Kogo okradłaś, szmato? – dziewczyna spoważniała, przecinając Amber morderczym spojrzeniem.
Brunetka oczywiście milczała.
– Ale po co pytam, przecież to jebanie klasy ‘komfort”, z możliwymi gratisami, więc może ją stać? Wiesz, że skoro tak dużo obciągasz, nie powinnaś palić. Klientom pożółkną fiuty – brechała.
– Jimmy, mogę zapalić? – wykończona Amber ponowiła pytanie i nagle Sue zerwała się z miejsca, podskoczyła do Amber i pociągnęła ją z buta prosto w twarz. Bez trudu powaliła dziewczynę razem z krzesłem na podłogę, a z nosa ofiary po chwili wysączyła się niewielka strużka krwi.
– Kurwo, jak mówię do ciebie, to odpowiadaj, rozumiesz?! – Sue rozdarła twarz, wisząc nad przerażoną dziewczyną, najwidoczniej milczenie Amber odebrała jako ignorowanie jej osoby.
– Jimmy – zareagowała od razu Laura. Teraz już nie bała się o siebie, a o Amber, ten kopniak nie wyglądał zbyt subtelnie.
– Ty znowu? Nie wpierdalaj się! – upomniała sucho Emma.
– No co? Wstawaj! – nakazała blondynka, popychając Amber nogą i ta od razu grzecznie podniosła się z podłogi.
Sue chwyciła krzesło i postawiła na miejsce, głośno stuknąwszy nim o podłogę, jakby chciała je w nią wbić; nagle opanowała ją jakaś niewytłumaczalna wściekłość.  
Amber posłusznie usiadła, wydawała się w tej chwili nic nie warta.
– I co, szmato? Nie rozumiem, przecież jesteś taka mocna, wielka, kurwa, pani, więc czemu nie otwierasz gęby? Grzecznie cię zapytałam, a ty co? Zabrakło języka w gębie? Aaaa, no tak, to nie młoda, nie? Z nią ŁATWIEJ ci się rozmawia, prawda? – ciągnęła Sue, wciąż wisząc nad głową ofiary.  
Amber ręce coraz bardziej się trzęsły, ale nadal nie miała odwagi się odezwać, może myślała, że cisza wyjdzie jej bardziej na korzyść. Bardzo się pomyliła, bo Sue widząc, że dziewczyna nadal milczy, z pełnym impetem huknęła ją z liścia w twarz. Obecni szybko zobaczyli różnicę między jej ciosem, a ciosem Laury, Amber w okamgnieniu znalazła się znów na podłodze.  
– Ty! – rzucił nagle Jimmy. – Kurwa, przecież suka siedziała w bagażniku, może zadzwoniła do Chrisa? – uświadomił sobie nagle.
Sue podeszła do dziewczyny i mocno przydusiła adidasem jej policzek.
– Dzwoniłaś, szmato?
– Tak – przyznała się od razu, strach targał nią już na wszystkie strony.
– Kurwo, zajebać cię?! – zawyła Sue, zdejmując nogę z twarzy dziewczyny.
– Ale on nie odebrał! – wyjaśniła ekspresowo poszkodowana.
– Dawaj telefon.
W sekundę go dostała.
– I siadaj – warknęła nieco spokojniej Sue i zajęła swoje miejsce.
Skręt już zrobił kółeczko i Jimmy przygasił niedopałek.
– Dzikusko ty! – wtrącił znienacka wesoło Billy. – Powinnaś pić melisę, albo jakieś inne ziółka. Jesteś bardzo nerwowa, wiesz, że to niezdrowo w tak młodym wieku. A może to już menopauza? – zadrwił, najarany w sztok.
– Mały… – Sue uniosła twarz znad telefonu, ale już miała uśmiech na twarzy. – A tak poza tym to to co? – uniosła trawkę znad stołu. – Takie ziółka nie mogą być?  
– Nawet wskazane – zaśmiał się młodzik.
– I co? – dopytywał Jimmy.
– Nie odebrał – odparła Sue i spokojnie odłożyła telefon na stół; Amber nie miała odwagi nawet na niego spojrzeć.
Brunet wygrzebał się zza pleców Laury, podniósł leżące na ziemi papierosy i położył przed "więźniem”.  
– Pal. Już jesteś na tyle zasrana, że nawet o to pytasz? – zadrwił i grzecznie usiadł na miejsce, w takiej samej pozycji, co poprzednio.
– Widzisz, jaka odważna? – Sue spojrzała na Laurę. – Ona tak naprawdę gówno może. Ona dobrze wie, do kogo fikać, nie rozumiem takiej pojebanej rozrywki. Powiem ci szczerze, że sądzę, że tłukę się najgorzej, ale do słabszego nigdy nie podbijałam, nie widzę w tym żadnego powodu do dumy. Tu tylko zrobiłam wyjątek – wskazała głową Amber. – Wiem, że jesteś spokojna, ale trzeba było nie czekać, tylko już w pracy, przy jej pierwszym do ciebie podejściu wziąć coś ciężkiego, na przykład patelnię i przyjebać jej w ten durny łeb. Pusta świnia…
Telefon Laury przerwał monolog i dziewczyna z miejsca zdrętwiała.
– Odbierz – rzucił od razu Jimmy.
Dziewczyna spodziewała się, kto to, dlatego nie bardzo chciała. Wiedziała, jak będzie brzmiała ta rozmowa i że tylko ją zdenerwuje.
– Śliczna, no odbierz, po co mają się denerwować. Jesteś trzeźwa, powiesz, że jesteś z Emmą w mieście i już – nalegał Jimmy.
– I myślisz, że to coś da? Zaraz będzie kazał mi wracać do domu, bo już nigdzie przecież nie mogę wyjść – fuknęła dziewczyna.
– A dziwisz się po tym, co się stało? Martwią się – spuentował cierpko, patrząc na Amber lodowatym wzrokiem.
– Taaak? Wcześniej było to samo, dziesiąta mnie nie ma… kurwa, co ja mówię, dziesiąta? O ósmej już wydzwaniał i tatusiował! – burknęła oburzona nastolatka, która nagle rozgadała się na całego.  
Susan parsknęła śmiechem, nie odrywając się od robienia blantów, których miała już trzy.
– Ok, jak chcesz, ja tylko doradziłem – Jimmy zrezygnował i nieco mocniej przytulił dziewczynę.
– Mały, polejesz? – poprosiła Sue.
Pół minuty później byli już po zabiegu i Susan podała Amber marihuanę. Dziewczyna się nie sprzeciwiała i wzięła używkę, lecz gdy ją odpalała, ręce latały jej już tak bardzo, że chyba bardziej nie mogły.
– Czego się boisz, maleńka? – teraz Billy zaczął dokuczać dziewczynie. – Ty się czegoś boisz? To niewiarygodne, taka twarda sztuka? A może to nie strach, tylko kac, albo głód, temu cię tak telepie? Jebałaś już dziś? Może jeszcze dupa nie była zatykana i temu masz niedobory – dodał kwaśno, wywołując już teraz nie chichot, lecz głośny śmiech wszystkich obecnych, z Laurą włącznie; obecność Jimmy’ego, Emmy – zwłaszcza Emmy – do tego wódka, to wszystko z każdą chwilą sprawiało, że dziewczyna coraz bardziej się odprężała. – Fajnie, co? – kontynuował Billy, wstając. –Jimbo, daj mi telefon – poprosił.
– Billy – Emma złapała go za rękę, ale się wyrwał.
– Po co ci? – zapytał brunet.
– Daj.
Chłopak dał mu komórkę, młodzik szybko coś w niej znalazł i wystawił monitorek przed nosem Amber. Zrobiła dość dziwaczną minę.
– I co?
Cisza.
– Kurwo, co, pytam?! – wrzasnął furiacko, także częstując ją ciosem w twarz.
Zaliczyła glebę po raz trzeci, z tą różnicą, że już nie dostała z liścia, a z pięści.
– Nie wstawaj! – Billy wystawił palec w kierunku Emmy, nawet na nią nie spojrzawszy. – Kurwo, masz szczęście, że Laura tu jest, bo mógłbym duuuużo powiedzieć, rozumiesz? DUŻOOO?! – znów się wydarł, furiacko kopiąc Amber w twarz i teraz Emma już zareagowała.
– Zostaw, odbiło ci? – wyskoczyła mu przed nos.
– Kurwa, mi odbiło?! Widziałaś swoją przyjaciółkę, widziałaś?! Nie wiedziałaś, kurwa, to masz! – pieklił się i wystawił telefon przed twarz ukochanej. – Laura, przepraszam cię – mruknął, przelotnie spoglądając na dziewczynę.
Nastolatka natychmiast wymownie spojrzała na Jimmy’ego, oczekując wyjaśnień.
– Śliczna, zrobiłem w szpitalu, żeby potem pokazać tej szmacie, za co dostaje. Przepraszam – bąknął, wyraźnie się pogubił.
– Kurwa, powinienem cię tu zatłuc, zdziro, szmato, kurwo zajebana ty! – Billy nadal wariował i Amber oberwała kolejny raz, tym razem gdzieś w okolicach brzucha.
– Billy, kurwa! – wściekła się Emma widząc, że sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. – Chodź – pociągnęła go za rękę.
– Ścierwo – syknął chłopak, splunął jeszcze na dziewczynę i dopiero teraz usiadł na miejsce.
– Chodź, przejdziemy się – poprosiła Emma, ciągnąc go za dłoń.
– Gdzie? – warknął nieuprzejmie.
– No chodź – nalegała, ustąpił więc i wstał. – Kupić coś? – zapytała nastolatka.
Głos odrobinę jej drżał, nie spodziewała się pewnie takiego wyskoku chłopaka, no i nie znała go też pewnie z tej strony.
– Czekaj – rzuciła Sue, poszła do kuchni i zajrzała do lodówki. – Kup jeszcze wódkę… duuużo wódki – zaśmiała się – i coś do picia. No i może jakiś chipsy, czy coś? Laura? – spojrzała na nastolatkę.
Ta tylko wzruszyła ramionami.
– Dobra, weźcie jakieś przekąski, sami zdecydujcie. Ale chipsy jakieś musowo, ok? Cały czas jestem głodna – zaśmiała się. – Powinno wystarczyć – wręczyła Emmie dwieście dolarów, które ta od razu przekazała chłopakowi i po chwili para zniknęła z mieszkania, przy akompaniamencie dźwięku przekręcanego klucza.
Laura od razu zinterpretowała, że muszą być naprawdę dobrymi przyjaciółmi, skoro Billy ma klucz do domu Jimmy’ego.
Amber już siedziała na krześle, trzymając się za twarz.
– Wiesz co? – teraz Sue wznowiła czepianie się Amber. – Wiesz, że mogłabyś nadal siedzieć na tej ławce i pić piwo ze swoimi tępymi koleżaneczkami?  
Dziewczyna nadal nie reagowała i na nią nie patrzyła, wzrok chyba na stałe utkwił jej gdzieś… nie wiadomo, gdzie. Bała się już chyba nawet oddychać, zwłaszcza, że w tej chwili głos blondynki był do tego stopnia przesycony spokojem, że aż Laura poczuła się dziwnie. To chyba jeszcze bardziej dołowało Amber.
– Co, nie wiesz, o czym mówię? – Susan wzięła jej papierosa i natychmiast odpaliła.
Amber siedziała jak rzeźba.
– Po co zadzwoniłaś? – zapytała spokojnie blondynka.
– Nie wiem, przepraszam – wypaplała znienacka przez zęby Amber, z miejsca zadziwiając starszą z dziewczyn; Sue z pewnością nie spodziewała się tak szybkiego potwierdzenia.  
– Nadal szukasz wrażeń? Mało ci tego, co stało się z "J-em” i Młodym?
Laurę ciarki przeszły, lecz Jimmy był czujny i mocniej ścisnął jej dłoń, dając jej enty raz do zrozumienia, że jest bezpieczna.
– Nie – bąknęła Amber.
– To po co zadzwoniłaś? Nie dzwoni się do kogoś bez powodu. I co, chcesz ją zabić? – zaśmiała się ironicznie.
Amber ponownie zamilkła, ale jej twarz zrobiła się już blada, jak ściana, a na czole pojawiły się pierwsze oznaki wilgoci.
– No odpowiedz, przecież grzecznie z tobą rozmawiam. Czy wolisz w jednak w inny sposób? – ciągnęła nieśpiesznie, z wredną premedytacją Sue.
– Nie.
– Co nie?
Znowu cisza, widocznie Amber wiedząc, że jej wina jest bezsporna nie miała pojęcia, co mówić.
– Słucham? – naciskała Susan, lecz ton głosu jakby zaczął emanować chichotem.
Jimmy z Laurą bacznie obserwowali pytającą, lecz nie mogli wywnioskować, czy już szczerzy zęby, bo dziewczyna znowu zajęła się robieniem skrętów i siedziała ze spuszczoną głową.
– Polej – rzuciła Sue i Jimmy już chciał wstawać. – Nie ty. Ona – blondynka przystopowała chłopaka i teraz już uniosła twarz – uśmiech miała od ucha do ucha.
Amber spojrzała na nią wielkimi oczyma, zastanawiając się zapewne, co dziewczyna kombinuje.
– No polej – Susan wskazała głową butelkę.
Jimmy już chichotał, chuchając w ucho Laury ciepłym oddechem.
– Nie szkoda ci wódki? – brechał.
– No lej, nie grzej szkła – nalegała Sue, ignorując przyjaciela.
Zmuszona do posłuszeństwa Amber postawiła przed sobą wszystkie sześć kieliszków i sięgnęła po butelkę. Taniec rąk nic a nic się nie zmienił, więc gdy zaczęła zapełniać zaledwie pierwszy, już porozlewała dookoła więcej, niż wlała, a tak właściwie to do środka nie nalała prawie nic. Susan zarechotała, podobnie Jimmy, Laura na natomiast tylko się uśmiechnęła. Patrzyła na trwogę prześladowczyni i powoli zaczynał bawić ją fakt, że ta od zawsze zaczepna, zadufana w sobie, wredna suka zrobiła się maleńka, jak karaluch i już o mało nie robi pod siebie. Uspokajał ją również fakt, że Sue już nie bije dziewczyny, przez co też bardzo wyluzowała.
– No kurwa, nie umiesz nalać wódki? – chichotała Sue, odpalając kolejnego skręta.  
Laura nie była zadowolona, gdyż wcześniejsze chmurki czuła już od czubka głowy, do palców u stóp, a głupio jej było odmówić.
– Dobra, nie rób cyrków – Jimmy się zdenerwował widząc, że Amber gotowa jest już zalać połowę stołu, wstał i odebrał jej butelkę. – I kto to będzie sprzątał, co? – fuknął do przyjaciółki, robiąc obrażoną minę, przez co wyglądał w tej chwili dość zabawnie.  
– A kto polewał? – odparła niewzruszona Sue i spojrzała na Laurę, puszczając jej oczko.
– Idź, jesteś pojebana – furczał brunet, poszedł do kuchni i przyniósł dużą, białą ścierkę. – Wycieraj to – nakazał Amber, przestawił kieliszki na drugi koniec stołu i sam zapełnił.
– Jimbuniu, nie napinaj się, dzień jeszcze młody – Sue nadal go zaczepiała widząc, jak się fajnie uruchamia i wyciągnęła do Laury rękę ze skrętem.  
Podbudowana i uspokojona tym oczkiem nastolatka już z większym wyluzowaniem wzięła od niej trawę, ale pociągnęła tylko dwa razy, do tego najsłabiej, jak tylko mogła i chciała oddać jej blanta.  
– Co tak skromnie? – Susan się uśmiechnęła.
– Mam słabą głowę, tamto mnie już zakręciło – odparła spokojnie brunetka.
– Daj kurwie, zdołujemy ją – rzekła wprost Sue i Laura nagle straciła całe swoje wyluzowanie. – No nie bój się, przecież nic ci nie zrobi, dotykać cię też nie będzie, więc i jebiozą się nie zarazisz – szydziła Susan, śmiejąc się do Laury czerwonymi od trawy oczyma.  
Laura wstała i podała Amber skręta, ale nadal starała się trzymać z daleka. Poznała ją już dość dobrze i nie była pewna, czy mimo swojej nieciekawej sytuacji coś jej nie odbije i znów jej nie zaatakuje.
– Patrz, Jimbo, jaki dystans trzyma – rozradowała się Susan. – Ale ma dziewczyna rację, wiadomo, czy kurwa nie przenosi jakiejś zarazy drogą kropelkową – rżała. – A ja jej dotykałam… Fuuu – skwitowała i zaczęła wycierać ręce o spodenki, z obrzydzeniem wykrzywiając usta.  
Laura się roześmiała, dziewczyna z każdą chwilą robiła coraz to komiczniejsze miny.
– Tu nie ma się z czego śmiać, wiadomo, gdzie się suka ciągała i jakie plagi może na nas sprowadzić? Od teraz dotykam ją tylko kijem. Jimbo, gdzie twój przyjaciel?! – krzyknęła, gdyż brunet chwilowo zaginął w kuchni.
– Został u Mnicha w samochodzie!  
Ktoś zapukał do drzwi i Susan niespokojnie spojrzała w tamtą stronę, po czym nagle zerwała się z miejsca, szybko chwyciła zawiniątko i zniknęła w kuchni.  
Laura zdrętwiała.

969 czyt.
100%126
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2941 słów i 17110 znaków, zaktualizowała 4 mar 2018.

6 komentarzy

 
  • Krokodylek13

    Krokodylek13 · 7 mar 2018

    Bardzo lubię czytać Twoje opowiadania. Masz "lekkie pióro" i....diabelnie z Ciebie płodna istota.

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 4 mar 2018

    Uuuu no nieźle nieźle

  • AnonimS

    AnonimS · 4 mar 2018

    Znęcanie .....ciekawe dokąd to ich zaprowadzi?

  • zabka815

    zabka815 · 4 mar 2018

  • Marida

    Marida · 4 mar 2018 · 214488610

    No no jestem pod wrażeniem    

  • Fanka

    Fanka · 4 mar 2018

    Nie przepraszaj Kochana bo zdarza się właśnie najlepszym