Szare istnienie - zmiany #16

Szare istnienie  - zmiany #16

– Umówiłeś się dziś z matką? – zapytała Becky.
– Nie wiem, miała dzwonić, ale nie dzwoni. Pójdziesz do sklepu? – odparł Frank, z zakłopotaniem wskazując ślady na swojej twarzy.
– Pójdę, ale…
– Co?
– Nie pij – poprosiła dziewczyna.
– Wiesz co? Jak zamierzasz mi rozkazywać, to najlepiej odwieź mnie do domu i spadaj, ok? W poniedziałek idę do pracy, więc do tego czasu zamierzam się ogłuszać i nic i nikt mi tego nie zabroni – fuknął chłopak.
– A jeśli matka zadzwoni? Wiesz, co będzie, jak wyczai, że jesteś pod wpływem.      
Zresztą już zaczęła marudzić, że ostatnio dziwnie się zachowujesz i naciska, żebym z tobą pogadała, bo z nią nie chcesz.  
– I co, w tyłek mnie pasem nabije? Jestem pełnoletni – rzekł oschle Frank, który miał już dość tej pogadanki i zaczął żałować, że zadzwonił do dziewczyny, ciesząc się jednocześnie, że jest obok.
Zawsze rozumiał się z siostrą bez słów i wiedział, że mimo upominania i niezadowolenia skończy się wreszcie na tym, że odpuści, albo nawet napije się z nim. I to mu dało do myślenia!
– Zostaniesz na noc? – zapytał, nie chcąc siedzieć w pojedynkę sam i znowu wpędzać się w psychiczną dziurę.
– Jasne. Dobra, co kupić? – Becky wyłączyła silnik.
– Coś z procentami…. wysokimi procentami – Frank krzywo wygiął usta, drażniąc się z siostrą.
Dziewczyna odpuściła komentarz, wysiadła i szybko załatwiła sprawy w sklepie.
– Podjedziesz do Laury? – zapytał niepewnie pasażer.
– Gdzie? – Becky uniosła brwi.
– Podjedź, na chwilę, Travis ma jakąś sprawę.
Mina dziewczyny sugerowała wszystko, aczkolwiek się sprzeciwiała się i dziesięć minut później auto stało już obok domu brunetki. Frank wybrał numer Travisa i włączył na głośnomówiący.
– O co chodzi? – warknął ratownik.
– Jestem pod waszą chatą – rzekł spokojnie Frank, choć spokojny wcale nie był.
– Wbijaj, matki nie ma.
– Poczekam – oznajmiła Becky.
– Nie, chodź.



Po otwarciu drzwi Travis nie odzywając się ani słowem, ruszył w kierunku salonu, gdzie po chwili wręczył Frankowi pozostawioną przez Laurę kartkę.
– I co? Co niby mam z tym zrobić? – syknął brunet.
– Matka chce zgłosić zaginięcie, ale ja nie jestem pewny, czy to dobry pomysł. Zaczynam się obawiać, że to może źle się skończyć, chociaż… Może jednak lepiej, jak zaczną jej szukać? – stwierdził Travis, który ewidentnie się pogubił.
– Nie wiem, róbcie, co chcecie.
– Kurwa, stary, przestań mnie wkurwiać, dobra?! – wydarł się ratownik. – Owszem, pożarliście się, ale mi nie wciskaj, że nic cię to nie obchodzi, bo w to na pewnie nie uwierzę!  
– Co to za koleś? – wtrąciła Becky.
– Co za koleś? Recydywa, która namieszała jej w głowie – warczał Travis.
– Spokojnie, ona dobrze wie, co robi. Niby udaje szarą myszkę, ale co do czego potrafi się rozruszać… i nie tylko – ironizował brunet.
– Ona wróci. Jak przygoda z niepewnym typkiem da jej w kość, wróci, ale co zrobicie, to już wasza prywatna sprawa. I nie mieszaj w to Franka, bo co on może? – stwierdziła Becky.
– Kurwa, nie wiem, co robić, nie mi nie poradzicie? A jeśli naprawdę jego zachowanie jest chwilowe i jak dojdzie co do czego, odpali mu i coś jej zrobi? Kurwa, to nie jest jakiś lamus, który będzie dawał jej kwiatki, czekoladki i zapraszał na kolacje, to kryminalista i degenerat! – rzekł zimno Travis.
– Tego nie możesz tak naprawdę wiedzieć. Ale rozumiem twoje obawy i postawę twojej matki, nasza na pewno zgłosiłaby taką sprawę – oznajmiła Becky, gdyż Frank nabrał wody w usta.
– Zabrałem jej telefon, niepotrzebnie – miauknął Travis.
– Zna domowy numer, odezwie się. Może i ostatnio nasrało jej się w głowie, ale myślę, że zadzwoni… chyba, że za chlaniem, ćpaniem i dawaniem dupy nie będzie miała czasu – burknął złośliwie Frank, którego już zmęczyła ta wizyta i chciał jak najszybciej opuścić dom ukochanej.
Travis nie odpowiedział, słowa przyjaciela wpędziły go chyba w niemałe zakłopotanie.
– Jedziemy? – brunet spojrzał na siostrę. – Jak masz chęć, dawaj z nami, wypijemy po drinku – spojrzał na Travisa.
– Wolę być w domu, jak matka wróci – odparł ratownik.
– O której wraca?
– Pewnie po dziesiątej.
– Dopiero piąta.
Travis zamyślił się chwilę.
– Zresztą… co mi tam – rzekł po chwili, biorąc ze stołu telefon siostry. – Idziemy.



Szybko wyszła przez bramkę, która zatrzasnęła się za nią z hukiem. Uradowany obecnością dziewczyny piesek wciąż plątał się pod jej nogami, denerwując nastolatkę.
– Miko, uspokoisz się? Zaraz będę przez ciebie leżeć – płaczliwie krzyknęła na pupila.
Łzy złości same cisnęły się do oczu, a fakt, że chłopak zupełnie ją zignorował i tak po prostu pozwolił jej wyjść, wpędzał ją w kompletny dół. Nie miała pojęcia, co robić. Uciekła z domu, i teraz co? Wróci, bo Jimmy ją olał? Nie, nie wróci, bo jest jej za bardzo wstyd, poza tym nie chce.
– Laura! – usłyszała za plecami. – Śliczna, stój! – darł się brunet.
Chcąc pokazać swoje wzburzenie, nie zatrzymała się, aczkolwiek spłynęła po niej nieopisana ulga.
– Stój, do chuja! – Jimmy wyrósł przed nosem dziewczyny, łapiąc jej rękę.
– Kurwa! – wyszarpnęła się, chłopak ścisnął ją odrobinę za mocno.
– Przepraszam. Piękna, przepraszam… pogadajmy – wysapał, zdyszany.
– Chyba już swoje powiedziałeś – syknęła rozżalona, nadal nie mogąc pojąć, że tak o nią zabiegał, a teraz zachował się jak kompletny dupek.
– Laura, wypiłem trochę no i… Kurwa, a czego się spodziewałaś?! – uniósł się nagle chłopak. – Łazisz chuj wie, gdzie, chuj wie, z kim, i się dziwisz? I nawet nie zadzwoniłeś, choć Emma ma do mnie numer. Dałem jej pieniądze, miałyście na telefon, tak ciężko było podejść do budki?
– Nie pomyślałyśmy, ale to nie jest powód do takiego zachowania – warknęła dziewczyna. – I co ja miałam przed chwilą myśleć, co? Czy wyjdziesz za mną, czy nie, czy mówiłeś poważnie? Nawiałam z domu, nie pomyślałeś, że może się wystraszyłam, bo nie wiedziałam, co teraz ze sobą zrobić? Tak, ku twej wiadomości – nie miałam pojęcia – wypominała głośno dziewczyna, patrząc chłopakowi prosto w oczy, które już złagodniały.
– Śliczna, wybacz, ale zrozum, że się martwiłem. Nie wiem, gdzie obecnie jest „J”, więc nie powinnaś mieć do mnie pretensji, że mnie poniosło. Wódka pomogła – rzekł chłopak, chcąc żartem rozluźnić atmosferę.
Zadzwonił telefon bruneta.
– Złapałem – zaśmiał się w słuchawkę.  
Ktoś zaszumiał z drugiej strony.
– Pewnie, ale to minie, już ja się o to postaram – rzekł wesoło chłopak, zapraszając do siebie surowy wzrok ukochanej, z której już także z wolna uchodziła złość.
– Tak ci wesoło? – syknęła. Chciała dać mu nauczkę i nie zamierzała pokazać, że czuje się o niebo lepiej.
– Cicha pytała, czy jest foch – dowcipkował Jimmy.
– Jest!
Chłopak ryknął na całą ulicę, z wymalowanym na twarzy coraz większym odprężeniem.
– To dobrze – zachichotał i chwycił rękę dziewczyny. – Wracajmy.
Laura nadal artystycznie udając obrażoną, w milczeniu ruszyła z chłopakiem, lecz zdążyli przejść zaledwie kilka metrów, gdy dobiegł do nich radosny głos.
– A może jednak na imprezę?! Bierz kumpla! – krzyknął Darren, wychylając głowę ze stojącej po drugiej stronie taksówki.
Laurę przytkało. Nie spodziewała się zobaczyć ich po zaledwie kilkunastu minutach, przecież dopiero co pojechali. Nie wierzyła, że ma aż takiego pecha.  
Spojrzała na Jimmy’ego – wyraz jego twarzy zlodowaciał.
– Kto to? – zapytał, nie starając się wcale ukryć paskudnej barwy swojego głosu.
Laurę z miejsca opanował dziwny, niewytłumaczalny lęk.

855 czyt.
100%232
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1353 słów i 8073 znaków, zaktualizowała 17 sty o 13:55

Komentarze (2)

 
  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 30 stycznia

    Kiedy kolejna część?

  • AnonimS

    AnonimS 17 stycznia

    Młoda miesza. Wyrwała się i szaleje. Ciekawe kiedy ochlonie. Bo na razie nie widać zeby chciala wyhamować.