Szare istnienie #78

Szare istnienie #78Susan spojrzała z wyraźną pretensją na Jimmy’ego, nadal obserwując oboje.  
– Chcesz piwo? – zapytał brunet.
– Chcę.
Chłopak dał jej zimną butelkę.
– Siadaj – wskazał krzesło.
– Nie chcę. A co to ma być? – wyjechała w końcu, wskazując głową na nieznajomych.  
Emma przełknęła ślinę.
– Wyluzuj, bez przypału – odparł Jimmy.
– Kurwa, Jimmy, jaja se robisz?!
– Żadne jaja, czy kiedyś cię zawiodłem?
– Sue, wszystko gra – wtrącił Chris, odpalając papierosa, aczkolwiek także zerknął na Emmę i Danny’ego, jakby z ostrzeżeniem.  
– Dawaj – niecierpliwił się Jimmy.
Dziewczyna jeszcze raz przecięła nieznajomych zimnym jak głaz spojrzeniem, po czym wyjęła z reklamówki dość sporą torebkę z trawą – było jej tam chyba z pół kilo. Emma otworzyła szerzej oczy – w życiu nie wiedziała jeszcze tylu zioła na raz. Danny zrobił podobną minę, przy czym oczy pazernie mu zabłyszczały, nastolatka odniosła wrażenie, że gdyby mógł, zabrałby dla siebie to wszystko. Jimmy przyniósł małą wagę, którą postawił na stole, natomiast Susan uszczypnąła odrobinkę marihuany i położyła przed Chrisem.
– Mnichu, skręcisz?  
Nie odpowiedział, tylko zabrał się za robienie blanta.
– Ile chcesz? – zapytała bruneta.
– Daj z pięć dych. Ale rozliczymy się później.
Dziewczyna w milczeniu naładowała na wagę garść suszu, dołożyła jeszcze odrobinę i w końcu napiła się piwa.
– Zabieraj.
– Za dużo – uśmiechnął się Jimmy.
Spojrzała na niego spod byka wzrokiem pytającym: „jeszcze ci źle?”.
– Sue, daj mi cztery sztuki – wtrącił Chris.
– To żart? – blondynka w końcu się uśmiechnęła.
– Kurwa, żaden żart, nie mam kasy… chwilowo – zdenerwował się chłopak.
– A Steven się z tobą rozliczył? – zapytał brunet.
– O kurwa, zapomniałem! Daj mi telefon, ode mnie będzie bał się odebrać.
Susan odpaliła gotowego już skręta i zasiadła z butelką, raz po raz kierując wzrok na nowe twarze. Emma była już maksymalnie zdenerwowana, podobnie Danny, który operował miną, jakby miał się zaraz rozpłakać, do tego dobijała go pewnie leżąca na stole roślinność, która wyraźnie go kusiła.
Nagle przybyszka wstała, chwyciła ze stołu drugiego blanta i podeszła do nastolatki.
– Palisz? – zapytała, lecz nie wymusiła z siebie nawet odrobiny uśmiechu.
– Nie – wydusiła Emma.
Lubiła czasem zapalić, lecz teraz nie chciała, bała się, że zioło zamiast radości, wkręci jej tylko jeszcze większe lęki. Susan natychmiast skierowała wzrok na Jimmy’ego, chcąc definitywnie wyrazić: „kogoś ty tu przyprowadził?”.
– Mała, zapal i wyluzuj w końcu, ona nie gryzie – chłopak w mig załapał.  
Zabrał od dealerki trawę i podał 18-latce. Zapaliła, nie mając odwagi dalej się opierać, lecz pociągnęła tylko dwa razy i chciała oddać mu skręta.
– Daj młodemu.
Susan odważyła kolejne pięćdziesiąt gram, zapakowała w spory pakiet i rzuciła przed nosem Chrisa.
– Oddasz przy okazji – uśmiechnęła się, o zgrozo, po raz drugi.
Małolat mimo strachu siedział i jak tylko umiał najdyskretniej, gapił się na Susan, chyba wpadła mu w oko.
– No kurwa, ile mogę czekać?! – wydarł się nagle Chris, strasząc całą czwórkę, bez wyjątku. – Masz dla mnie kasę?!
Szmer.
– Dałem ci tydzień więcej i nadal nie masz? Kurwo, to co ja mam z tobą zrobić?
Kolejne mamrotanie w słuchawce.
– Gówno mnie to obchodzi, masz czas do… – spojrzał na zegarek – do drugiej. Będę czekał przy „Trzech Diabłach” a jeżeli cię nie zobaczę, podjadę do ciebie, rozumiesz?! – warknął chłopak i się rozłączył. – Kurwa, frajer niemyty – burczał, rzucając komórkę na stół.
Emma spojrzała na Susan – uśmiech się powiększył, zrobił się całkowicie naturalny, przez co dziewczyna wyglądała teraz zupełnie inaczej. Ziółko zaczęło się ”uruchamiać” i 18-latka znowu zaczęła wkręcać sobie, że co by było, gdyby ta dziewczyna dowiedziała się teraz, kim ona jest, kim jest jej matka? Przecież ona ma przy sobie worek trawy!
– Napijmy się wódki! – wyskoczył nagle Jimmy widząc, że Emma znowu się zawiesza. – Sue, napijesz się?  
– Chwilowo nie mam nic do roboty – odparła i ponownie wygiąwszy usta zerknęła na Emmę, lecz w tej chwili jej wzrok nie był już tak niemiły.
– Młody, masz jeszcze kasę? – zapytał Danny’ego.
– Mam – wydusił chłopak.
– Wystarczy na wódkę i sok?
– Tak.
– Daj, sam pójdę.
Serce Emmy zabiło jak szalone. Jimmy wziął pieniądze i zapytał:
– Mała, idziesz ze mną?
– Tak – natychmiast odpowiedziała, szczęśliwa do granic.
Wyszli na zewnątrz, ale zaraz wyskoczył za nimi Danny.
– Jimmy, co z moim towarem? Muszę spadać – mruknął niepewnie, widać było, że chce jak się jak najszybciej stamtąd ulotnić, bojąc się jednocześnie poganiać bruneta.
– Zaraz przyjdę, to ci dam. Nie piszcz! – burknął Jimmy.
– Poczekam tutaj – młodzik wskazał ławeczkę, na której zaraz klapnął.
Brunet nie odniósł się do tego oświadczenia, tylko ruszył przed siebie, a Emma w ślad za nim.  
– Jimmy, zadzwoń do Laury, pojadę do niej – poprosiła nastolatka, także chcąc już zakończyć tą niekomfortową dla niej sytuację.
– Już chcesz jechać? Dopiero wpół do jedenastej.
– Tak – mruknęła.
– Chris się wkurzy, jak tak znikniesz i nie napijesz się z nim wódki. Poczekaj jeszcze, wypijemy, zapalimy i potem cię odwiozę, gdzie będziesz chciała. Nie znikaj tak – poradził chłopak, zatrzymując się przed sklepem.
– Ale ja dziwnie się czuję, ta laska jest wkurwiona – wywaliła nastolatka, prosto z mostu.
– Nie jest wkurwiona… no, może troszkę, ale już wyluzowała. Nie zna was, a widziałaś, czym się zajmuje, dlatego zrobiła się trochę gorzka, rozumiesz? Ty byś tak od razu zaufała sobie na jej miejscu? Mała, uspokój się, zobaczysz, to świetna laska. I nie lubi Amber! – dodał triumfalnie, wywołując uśmiech na ustach koleżanki. – Kiedyś tak jej naklepała, że gdyby nie Chris, chyba by ją tam zatłukła. Twierdzi, że to suka, pozbawiona mózgu, a jeśli nawet go ma, to nie umie z niego korzystać – dodał, usatysfakcjonowany, śmiejąc się wesoło.
Nastolatka zachichotała, do tego mówił to wszystko tak przekonująco, że się nieco rozluźniła, choć nie była jeszcze do końca spokojna.
– Ale zadzwoń do Laury, że nic mi nie jest. Wczoraj mnie rozłączyło, na pewno się wkurwia – poprosiła.
Brunet wybrał numer dziewczyny, lecz zaraz schował telefon.
– Wyłączony – poinformował.
– No tak, pewnie nawet nie wie, że jest rozładowany, u niej to normalne – wkurzyła się nastolatka.
– Chodź, śliczna, kupimy jakąś wódę – rzekł wesoło Jimmy i otworzył przed dziewczyną sklepowe drzwi. – O kurwa! – zatrzymał się nagle, gdy tylko weszli między półki.
Emma spojrzała przed siebie – kilka metrów dalej stała jakaś szatynka i przebierała w szamponach.
– No nie, no mała…! – roześmiał się, niezbyt chyba zadowolony chłopak.
Podeszli do dziewczyny.
– A ty co? Zdecydowałaś się w końcu wykąpać? – zapytał wesoło.
– Spierdalaj.
Ewidentnie się znali.
– No Lucy, nie denerwuj się, chciałem być miły i się przywitać – objął nieznajomą.
– Spadaj.
– Mała, jakiego Laura używa szamponu? – spojrzał na Emmę.
Nastolatka chwyciła w dłoń Palmolive i wręczyła chłopakowi.
– Ten jest ładny – brunet wystawił butelkę przed nosem szatynki. – Ale kurde, przecież on nie będzie do ciebie pasował, no gdzie…? Chodź, coś ci pokażę – zaśmiał się i objął nieznajomą.
–  Puszczaj mnie, kurwa!  
Emma kompletnie nie wiedziała, o co mu chodzi, dlaczego czepia się tej dziewczyny. Jimmy mocniej zacisnął rękę na talii szatynki i ruszył przed siebie. Dziewczyna, chcąc nie chcąc, siłą uścisku było zmuszona iść obok i po chwili doszli do stoiska dla zwierząt.
– Patrz, ten będzie dobry, zabija pchły i wszelkie robactwo – zarechotał chłopak, wystawiając przed nosem Lucy szampon dla psów.
– Odwal się, kurwa! – fuknęła, chcąc wykręcić się z jego uścisku, lecz mocno ją trzymał.
Emma była totalnie zaskoczona jego chamstwem, lecz nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnęła się pod nosem.
– No śliczna, no co ty? To ja ci dobrze doradzam, z serca, a ty tak brzydko się do mnie odzywasz? Wiesz, że takim zachowaniem możesz sprawić komuś przykrość?
Blondynka teraz już zachichotała, ton głosu i powaga, z jaką to powiedział była co najmniej na miarę Oscara.
– No Lucy, weź, nawet zapłacę – szydził Jimmy, ciesząc się pod wąsem.
– Spierdalaj, puszczaj mnie! – nadal się wykręcała, wciąż, niestety, bezskutecznie.
– A gdzie twoja koleżanka, Cindy? Zapewne dalej stoi przed lustrem, żeby nałożyć wystarczająco dużo tapety i już się zniecierpliwiłaś, mam rację? Albo ma problem z usunięciem wczorajszej i może siedzi teraz i skrobie szpachelką, co? Jak myślisz? Doradzałbym szlifierkę, szybciej idzie, albo w ogóle jakiś młot pneumatyczny, taką grubą, zaschnięta skorupę to trzeba z głową – cieszył się brunet.
Emma już płakała ze śmiechu, aczkolwiek powoli zaczynało szkoda jej się robić dziewczyny.
– Puść mnie – mruknęła Lucy, zgaszonym już głosem, ponownie próbując się uwolnić, lecz chłopak był nieustępliwy.
– Dlaczego uciekasz, przecież mnie kochasz? I jak się już wykąpiesz, to może w końcu zdecyduję się z tobą umówić? No weź ten szampon – wcisnął opakowanie w jej klatkę piersiową. – Jest napisane: „dla psów”, ale dla suk też jest chyba odpowiedni, w końcu jaka to różnica? – drwił, lecz już się nie śmiał. – No weź, proszę, a ja w zamian za to poświęcę się i zrobimy to na pieska…
– Chodź już – zareagowała w końcu Emma, widząc, że szatynka ma już łzy w oczach.
– Mała, czekaj, ja tu próbuję ułożyć sobie życie – ponownie zachichotał.
Lucy już nic nie mówiła, stała tylko nieruchomo, patrząc przed siebie.
– Jimmy, chodź – nalegała nastolatka, ciągnąc go za ramię, w końcu udało jej się ruszyć go z miejsca.
Była już zniesmaczona jego zachowaniem, zaatakowana dziewczyna wydawała jej się być kompletnie bezbronna.
– Pozdrów Barbie! – krzyknął jeszcze chłopak i po chwili skręcili za regał. – Ciekawe, ile mi dał? – wyjął z kieszeni pomiętolone banknoty. – Dwadzieścia trzy dolce, dużo, nie ma co.
Po chwili wyjął z drugiej kieszeni kolejne nominały i rzekł:
– Dobra, naskrobię na dwie wódki i sok.
Podeszli do lady, Jimmy kupił, co trzeba i za moment opuścili sklep.
– Czemu tak ją potraktowałeś? – wyjechała od razu Emma, wyraźnie wkurzona.
– Bo to kretynka, do tego pusta i zadufana w sobie – odparł, odpalając papierosa.
– Nie zauważyłam.
– Bo jej nie znasz, choć być może się zmieniła, nie wiem. Kiedyś przylazła do nas na ławkę ze swoją tapeciarską przyjaciółką i zaczęły się mizdrzyć, myśląc chyba, że każdy facet na nie poleci. Daliśmy im po piwie, bo nie wiedzieliśmy jeszcze, jakie są, ale jak w końcu zaczęły wkurwiać, to Diablo je pogonił. Potem łaziła za mną jak ogon. Za każdym razem, jak mnie widziała, musiała podejść.
Zatrzymali się po drugiej stronie ulicy, lecz za płotek Jimmy’ego jeszcze nie wchodzili.
– Ty wiesz, jaka to dziewczyna? Brak słów – wznowił brunet. – Łaziła, łaziła, w końcu kiedyś trafiło się tak, że miałem kaca i akurat na nią wpadłem. Powiedziałem do niej: „Dobra, jak postawisz dużą wódkę, to będę się z tobą kochał”. – Wiesz, co odpowiedziała?
Emma się nie odezwała, spojrzała tylko wyczekująco.
– „To chodź do sklepu” – rzekł, robiąc dość sugestywną minę, jakby nadal nie wierzył w to, o czym właśnie opowiada.
– No co? Spodobałeś jej się – stwierdziła blondynka.
– Widzisz mnie i ją razem? Bo ja nie.  
– Ale przecież jest ładna.
– No i co z tego? Ale durna. I mała, nie wkręcaj mi, bo wiedzę, że specjalnie to robisz – uśmiechnął się.
– Przecież faceci i tak tylko o jednym, więc w czym tu przeszkadza głupota? – wyjechała nastolatka, w mig temperując chłopaka.
– Młoda, nie podskakuj, nagle zrobiłaś się odważna? – zaśmiał się. – Poza tym nawet, gdyby nie była idiotką, to nie podoba mi się jej styl, nie lubię, jak to wy, laski mówicie – "plastików". Śliczna to co innego, jest śliczna, skromna i normalna – dodał, lecz głos mu oklapł.
Spojrzał na siedzącego nieopodal Danny’ego – milczał.
– Ale ona ma faceta.
– A co mnie to obchodzi? Faceci się zmieniają – odparł Jimmy. – Zresztą to raczej ciota, nie facet, jeśli pozwolił, aby Amber się nad nią znęcała. A co, może nie wiedział? – przeszył Emmę demonicznym wzrokiem.
– Nie wiem, chyba nie wiedział, ona nic mu nie mówiła.
– Kurwa, Emma, co ty pierdolisz: „Nie powiedziała, nie wiedział…”. Nie trzeba być chyba geniuszem, żeby wyłapać, co się działo z tą dziewczyną, no przestań. Ja już dwa razy oklepałem sukę, nawet Chris, który nigdy nie wpierdala się w jej sprawy z nią gadał, ale widzisz – nadal się do niej sadziła, bo jest pojebana i uparta. Ale ja próbowałem cokolwiek, a on co zrobił? No powiedz mi chodź jedną rzecz, którą zrobił! – chłopak się zdenerwował.  
– Jimmy, daj mu spokój, ona mu nie pozwoliła. Jak chciał działać, to robiła mu awantury, więc co on mógł? – walczyła Emma.
– Weź przestań… – burknął brunet, chwycił rękę dziewczyny i ruszył w kierunku drzwi.
Nastolatkę strasznie korciło, aby zapytać go, czy się z nią przespał, ale jakoś nie dała rady.
– Młody, choć, dam ci susz – brunet machnął głową i cała trójka weszła do domu.
– No kurwa, Chudy, gdzieś ty chodził po tą gorzałę?! – zawył dziko Chris, wyraźnie będący już pod wpływem ”czegoś”. Trawa nadal leżała na stole i Danny ponownie zawiesił na niej wzrok, gryzło go to chyba bardzo.  
– I jeszcze z moją żoną niedoszłą?! – Chris podniósł tyłek, podszedł do Emmy i znowu zaczął ją ściskać. – Coś tam robił, zboczeńcu?! Mooooojaaa żoooonaaa! – ryczał chłopak, tuląc się do nastolatki, po chwili ją jednak uwolnił.
– Susy, to Emma, poznajcie się w końcu bo widzę, że działasz na nią stresująco – roześmiał się do kumpeli, która już także szeroko się uśmiechała.
18-latka pierwsza podała jej dłoń, którą starsza dziewczyna zaraz uściskała. Ulżyło jej nieco.
– Siadaj, czemu stoisz? – wskazał blondynce łóżko i ta zaraz zajęła miejsce. – Kurwa, miała być moją żoną, ale mi ją ukradli, i to jeszcze sprzed nosa, uwierzysz?! No jak tak można?! – rzekł Chris do Susan tonem… nie wiadomo, jakim, w każdym bądź razie, bardzo zabawnym.
Towarzystwo uderzyło radością.  
– Jak się tak dałeś… – odparła starsza z blondynek, kąśliwie się uśmiechając.
Jimmy gdzieś zniknął, lecz za moment wyłonił się z czeluści kuchni, niosąc kieliszki i szklanki, które sekundę później z gracją zajęły miejsce na stole, obok kawałka aluminiowej folii. Brunet klapnął obok Susan, położył na folię trochę suszu, zawinął i rzucił Danny’emu.
– Za flaszkę – poinformował widząc, iż małolat jest mocno zdziwiony większą ilością trawy, jaką dał mu Jimmy.  
Wyglądał na definitywnie uszczęśliwionego tym faktem, zwłaszcza, iż chłopak nie żałował i dał mu prawie dwa razy więcej.
– A teraz spadaj! – ryknął radośnie Chris, był już mocno nagrzany.
Młodzik zniknął w okamgnieniu, Jimmy zamknął drzwi i w końcu zapakował w torebkę swoją kontrabandę, chowając ją gdzieś w kuchni.
– Sue, polewaj – poprosił i zaczął robić skręta.  
Dziewczyna zdjęła czapkę, która położyła na stole i napełniła kieliszki, więc Chris wstał, wypił, po czym tradycyjnie podał Emmie wódkę i napój. Usiadł obok i objął nastolatkę. Natychmiast poczuła się niepewnie.
– Jak tam? – wyszczerzył się jak cyrkowy klaun.
– Dobrze – uśmiechnęła się.  
Od czasu, gdy zmienił się wyraz twarz Susan, poczuła się o wiele lepiej, lecz uścisk chłopaka wprowadzał w to uczucie nieco zamieszania.
– Zapalisz ze mną?
– Nie wiem.
– Czyli zapalisz. Jimbo, dawaj tego Jeffa, ile będę czekał?! Kurwa, kręcisz go już minutę, pierwszy raz to robisz?
– Chwila, nie? – warknął Jimmy. – Sus, w torbie są hamburgery, tylko to w kwestii żywności na chwilę obecną posiadamy. Masz chęć, to nagrzeję? – dał przyjacielowi skręta. – A czekaj, mam chyba jeszcze jakiś ser, będzie dobry do wódki.
Ponownie zniknął w kuchni, wracając z niej po minucie z pokrojonym w małe kwadraciki, żółtym serem, lecz nie było tego sera zbyt wiele.
– No kurde, Jimbo, ale żeś się szarpnął. To warto było w ogóle ruszać dupę do kuchni? – zaśmiała się Susan. – Przecież jak my to wszystko zjemy, to pękniemy, albo jeszcze lepiej –  utyjemy, a kobiety muszą chyba dbać o linię, nie? – spojrzała na Emmę. – Chcesz, żebyśmy zrobiły się tłuste? Nieładnie! – zaśmiała się. – I widzisz? Taki z ciebie przyjaciel, chcesz, żebyśmy zrobiły się grube – zaśmiała się radośnie, najwyraźniej też co nieco wypaliła, gdyż zaczęła już gadać głupoty.
Jimmy się tylko uśmiechnął, ale zaraz wyskoczył:
– Ciekawe, jak tam dziwki? Dalej siedzą w tym lesie, czy już doczłapali się do miasta? – roześmiał się.
– A chuj im w dupę. Wątpię, żeby doszli, Diablo nieźle ich przykopał…
Nagle ktoś głośno i zdecydowanie, przez co dość podejrzanie zapukał w drzwi. Susan natychmiast zapakowała rozwaloną trawę, którą w ekspresowym tempie schowała także gdzieś w kuchni, po czym wróciła na miejsce.
– Psy? – wyszeptał Chris.
Nikt mu nie odpowiedział.

1 554 czyt.
100%113
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3064 słów i 18227 znaków.

3 komentarze

 
  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 27 kwi 2017

    Super  

  • zabka815

    zabka815 · 26 kwi 2017

    No no niezłe i specjalnie zakończone w takim momencie   Czekam na następną część

  • Black

    Black · 26 kwi 2017

    Żona moja niedoszła... Od dzisiaj to moje ulubione powiedzenie