Szare istnienie #118

Szare istnienie #118Laura spuściła głowę. Wystraszyła się mężczyzny, który przed chwilą wyglądał na luźnego faceta w średnim wieku, a teraz zamienił się w bandytę, gotowego podciąć jej gardło.
– Wyluzuj się i siadaj, tak? – syknął gorzko Jimmy. – To mój kociak, ufam jej. Mówiłem ci chyba, że jedzie ze mną, więc o co ci nagle chodzi?
– Ale ja jej nie ufam – stwierdził wprost Derek. – Jimmy, to jest nowa, CZYSTA chata, rozumiesz? Jeśli spalisz ją na starcie… – ostrzegł mężczyzna, kładąc na stole paczkę Kentów i odpalając jednego z nich.
– Napijesz się? – Jimmy zmienił temat.
– Wódkę z lodem… podwójną.  
Chłopak już chciał wstawać, lecz facet zatrzymał go ręką, sadzając na miejsce.
– Niech ona idzie.
Głos nadal miał zimny jak lód, przez co Laura czuła się coraz gorzej.
– Mała, skocz kup, dobrze? – poprosił łagodnie brunet, podsuwając pod nos dziewczyny dwadzieścia dolarów.
Laura bez słowa wzięła pieniądze i umknęła od stolika. Chwilowo odetchnęła z ulgą uspokojona, że jest daleko, żałowała tylko, że przy barze nie ma dwudziestoosobowej kolejki, która byłby jej w tej chwili bardzo na rękę.  
Stanęła za dwoma starszymi facetami i w oczekiwaniu na swoją kolej, zaczęła kombinować, jakby tu uniknąć towarzyszenia brunetowi w dalszej części tego niefortunnego spotkania. Mina znajomego Jimmy’ego była bardzo nieżyczliwa, Laura od samego pojawienia się go w pubie czuła, że będą kłopoty związane z jej obecnością.
– Słucham – zagadał barman.
– Podwójną wódkę z lodem – poprosiła, usiłując strugać doroślejszą, niż jest, lecz na nic się to zdało, bo młody blondyn zaraz poprosił ją o dowód.
– Ale to nie dla mnie – wskazała głową swój stolik, przy którym brunet już zawzięcie dyskutował z kolegą, a może raczej się z nim spierał, tłumacząc swoje racje ostrą gestykulacją.
To nie wróżyło nic dobrego i jeszcze bardziej zestresowało dziewczynę.
– Bez dokumentu ci nie sprzedam – uparł się barman, denerwując nastolatkę.
Nie chciała wracać bez drinka, nieznajomy facet i tak nieciekawie się prezentował.
– Kupuje pani coś? – furknął stojący za nią dziadek, widząc, że Laura zastygła przy ladzie.
– Nie! – warknęła i ruszyła do stolika. – Nie chce mi sprzedać – wydusiła mętnie, stając obok Jimmy’ego z miną zagubionego dzieciaka.
– Nie masz dowodu? – syknął Derek, wyraźnie niezadowolony wiadomością o jej niepełnoletności.
– Ma, zapomniała – wtrącił Jimmy. – Chodź – delikatnie pociągnął Laurę za ramię i poprowadził do baru, po czym stanął przed barmanem z gniewną miną. – Dlaczego jej nie sprzedałeś? Przecież machałem do ciebie? – wyjechał jadowicie.
– Nie sprzedam jej bez dowodu, mam tu kamery – wyjaśnił spokojnie chłopak, choć jego pewność siebie jakby się zatarła.
– Daj tą wódkę – rzekł brunet.  
Barman spojrzał na niego dziwnie.
– Co, może ja też mam pokazać ci dowód? – warknął opryskliwie Jimmy, był już wyraźnie zły i poddenerwowany.
– Jimmy, pójdę do domu… do ciebie – wydusiła w końcu Laura, chcąc jak najszybciej zniknąć z lokalu.
– Dlaczego? Śliczna, nie pękaj, mówiłem ci, że Derek taki jest. On nic do ciebie nie ma, po prostu cię nie zna i jeszcze ci nie ufa, dlatego tak powściągliwie się wobec ciebie zachowuje – tłumaczył chłopak.
– Ale przecież on jest niezadowolony, do tego jak się dowiedział, że nie mam dowodu, jeszcze bardziej się wściekł. Jimmy, ja nie chcę tu być – nalegała.
– Maleńka, ale ja chciałem, żeby on cię poznał, rozumiesz? To on załatwił mi chatę i trochę się kwasił, że biorę dziewczyny, ale mu wyjaśniłem. Nadal kręcił nosem, ale już nie tak. Powiedział, że chce cię poznać, ale nie spodziewał się pewnie, że to będzie akurat tu i teraz, temu się jeży. Nie bój się, piękna, przecież jesteś ze mną. Derek to dobry, fajny chłop, daj mu tylko trochę czasu. To jak? – przekonywał brunet, mocno przytulając spłoszoną nastolatkę.
– Ja nie wiem… – mruknęła.
– Chodź – Jimmy widząc, że zaplątała się w sytuacji, chwycił drinka i delikatnie pociągnął ją za rękę. – Aha, i mów mu, że masz dwadzieścia jeden. Nie musi wszystkiego wiedzieć, no i będzie spokojniejszy – dodał.
To dało Laurze dużo do myślenia. Nie rozumiała, co ma do rzeczy jej wiek, choć z drugiej strony zdawała sobie sprawę, że pełnoletność to uniknięcie związanych z jej wyjazdem kłopotów, które chcąc nie chcąc, mogą się pojawić. To wyjaśniało obawy faceta. Wiedziała już, że Jimmy będzie robił coś nielegalnego, zapewne z Billym do spółki, nie przeszkadzało jej to jednak, bała się jedynie, że któregoś dnia mogą ich zgarnąć i że zostaną z Emmą w oddalonym o prawie sto kilometrów mieście same.
Usiedli obok siebie, naprzeciw Dereka i Laura od razu uciekła wzrokiem, chwytając swój trunek. Ręce jej drżały.
– Coś nie w porządku? – zapytał mężczyzna, którego zimny ton głosu ani trochę się nie zmienił.
– Wszystko ok – odparł Jimmy.
– Czy ja ciebie pytałem? – warknął typ.
– Wszystko ok – wyjąkała Laura, bojąc się coraz bardziej.
– W porządku? – facet położył rękę na jej latającej dłoni, natychmiast ją unieruchamiając.
– Tak.
– Dobra, nie przesadzaj, co?! – wkurzył się Jimmy. – Wystraszyłeś ją, teraz straszysz jeszcze bardziej i się dziwisz, że jest poddenerwowana?!  
– Żaden człowiek nie denerwuje się bez powodu – odparł spokojnie mężczyzna, umaczając usta w drinku.
– Kurwa, "D”, przestań już, dobra?! Zaczynasz mnie wkurwiać! – zbulwersowany Jimmy podniósł głos. – Załatwmy to szybko, bo nie mam czasu, muszę się jeszcze spakować i załatwić ostatnie sprawy.
"Przecież powiedział, że beze mnie nie pojedzie” – pomyślała nagle Laura rozradowana faktem tego zabawnego szantażu, który miał na celu tylko jedno.
– Jak masz na imię? – zapytał Derek, zupełnie nic sobie nie robiąc z krzyków bruneta i radość dziewczyny natychmiast zgasła.
Jimmy głośno westchnął, przewracając oczami.
– Laura – wycedziła dziewczyna.
– Masz kłopoty z prawem?  
– Nie.
– A może jeszcze zapytasz, o której sra, ile razy dziennie i jaka konsystencja? – wyjechał złośliwie Jimmy i w tym momencie Laura mocno zacisnęła usta, ledwo powstrzymując się od wybuchu śmiechu.
– Jak będzie trzeba – odparł Derek i w końcu po raz pierwszy się uśmiechnął.
Gdy wyginał usta, wydawał się całkiem innym człowiekiem; ciepłym i miłym i zupełnie niegroźnym.
– A skąd znasz Jimbo? – kontynuował niezrażony mężczyzna.
– Poznaliśmy się w mieście – odparła Laura, starając się zaprezentować chociażby cień pewności siebie.
– Długo się znacie?
– Nie pamiętam… sporo – skłamała.
Laurze już zaczął plątać się język, nie miała pojęcia, co mówić, żeby było dobrze. Przydałaby jej się pomoc, lecz na Jimmy’ego także bała się spojrzeć; nie chciała, aby facet pomyślał, że szuka ratunku w chłopaku, bo coś ściemnia.
– Czy Jimbo ci mówił coś na temat swojego wyjazdu?
– Nie – mruknęła dziewczyna, kompletnie już zagubiona, pytania faceta zaczęły być coraz bardziej niewygodne.
Chwyciła szklankę i duszkiem wykończyła swojego drinka.
– Nie rozmawiałeś z nią? – teraz Derek przerzucił się z pretensjami na bruneta.
– Kurwa, stary, możesz mi w końcu powiedzieć, o co ci chodzi? Po co te pytania? A może to ja powinienem o czymś wiedzieć, co? – Jimmy się zirytował. – Rozmawiałem, mówiłem, że będę zarabiał, ale boi ci się powiedzieć, że wie, bo ją, kurwa, straszysz! – wywalił wkurzony chłopak.
– Wystraszyłem cię? – Derek spojrzał na Laurę i ponownie się uśmiechnął.
– Nie.
– Nieee? – teraz facet już się roześmiał. – A ta druga? – ponownie skierował wzrok na Jimmy’ego.
– Dupa Małego, mówiłem ci. Bardzo niegrzeczna – Jimmy uśmiechnął się wymownie.
– Niegrzeczna?
– No.. lubi zaimprezować. Nie to, co mój kociak, spokojna i grzeczna dziewczynka… choć czasem nawet za grzeczna – dodał zadziornie.
– To dobrze – skwitował Derek, któremu już uśmiech utrwalił się na ustach. – O której wyjeżdżasz? – zapytał bruneta, kładąc na stole dwa spięte ze sobą klucze.
– Nie wiem, pewnie po południu.
Mężczyzna wyjął portfel, a z niego małą, złożoną karteczkę, którą podsunął pod nos Jimmy’ego.
– Zapisz w telefonie i innych numerów nie odbieraj, rozumiesz? No i ten ostatni… Facet powinien zadzwonić do ciebie w niedzielę, bo… – spojrzał na Laurę i się zaciął.
– No mów, wszystko jest ok, chyba ci powiedziałem! – naciskał zbulwersowany Jimmy.
– Możesz zostawić nas na chwilę? – Derek, o dziwo, bardzo grzecznie zwrócił się do Laury,  
– Pójdę do łazienki – zadowolona z takiego obrotu spraw dziewczyna szybko podniosła tyłek.
– Piękna, kup jeszcze raz to samo – poprosił Jimmy, dając jej pieniądze.
– Nie sprzeda mi.
– Sprzeda.
Nastolatka migiem zniknęła w toalecie, prosząc losu, aby to spotkanie dobiegło już końca; facet napędził jej nie lada strachu.  
Załatwiła, co trzeba, umyła ręce i zimną wodą przemyła twarz. Jej organizm nie do końca się jeszcze zregenerował i dziewczyna była już lekko podpita. Nie przeszkadzało jej to jednak, wręcz przeciwnie, cieszyła się, że alkohol uśmierzył ból uderzonych wczoraj żeber i że nie musi martwić się, skąd wziąć zastrzyk. Pomyślała też o Jimmym i trochę zirytowała się faktem, że chłopak gadał sobie z Derekiem, jakby był już pewien, że z nim pojedzie.
Spojrzała na telefon – dochodziła za kwadrans szósta i dziewczyna nie mogła wyjść z podziwu, że Travis odpuścił i że nie wydzwania, jednak wódka pomieszana z piwem i trawą przyjemnie szumiała w jej głowie i Laura coraz bardziej zaczęła ignorować rodzinę i to, że się pewnie martwią.
Umyła twarz jeszcze raz, gdyż alkohol i temperatura na zewnątrz drażniąco rozpalały jej policzki i w końcu wyszła z toalety. Od razu spojrzała w stronę ich stolika – napięcie chyba całkowicie zniknęło, bo teraz już Derek siedział i śmiał się z czegoś serdecznie, podobnie Jimmy. Nieco odetchnęła, aczkolwiek nadal chciałaby już opuścić lokal i poczuć się swobodniej.
Podeszła do baru i poprosiła swojego drinka, piwo i podwójną wódkę.  
– Mówiłem, że ci nie sprzedam, nie mogę – powtórzył barman, aczkolwiek spojrzał niepewnie w stronę ich stolika.
Derek od samego wyjścia Laury z toalety bacznie ją obserwował i gdy zobaczył, że za długo stoi przy ladzie, machnął ręką do barmana. Chłopak jakby na rozkaz natychmiast postawił przed nią szklanki i butelkę. Dziewczynie z każdym kolejnym łykiem przybywało odwagi i teraz nie miała już żadnych obiekcji w kwestii stawiania alkoholu przez Jimmy’ego.
I nagle coś przyszło jej do głowy. Uśmiechnęła się pod nosem, wyjęła swoje pieniądze i zapłaciła za drinki. Wygięła usta kolejny raz i wielce z siebie zadowolona chwyciła dwa szkła i ruszyła do stolika. Jimmy już chciał coś mówić, lecz nie zdążył, bo Laura musiała jeszcze wrócić po swoją szklankę.  
Z drinkiem w dłoni w ciszy usiadła obok bruneta i położyła przed nim jego banknot.
– Jak to? – natychmiast zapytał.
– Zapłaciłam – mruknęła z dziwną dumą, nie patrząc na chłopaka.
– Mała…
Cisza.
– Dobra, Jimbo, ja muszę już spierdalać – oznajmił Derek i jednym haustem wypił całą wódkę. – I pamiętaj – żadnych imprez, rozumiesz? Jak będziesz chciał zaszaleć, dzwoń do Ricka, on załatwi ci lokal, na ile będziesz chciał. I nie zawiedź mnie, kurwa! – dodał srogo i wstał.
Laura była wniebowzięta faktem, że już wychodzi. Derek wyciągnął do niej dłoń, którą niepewnie uścisnęła, po czym wsadził fajkę w zęby i podał rękę Jimmy’emu.
– Pamiętaj, co ci powiedziałem – napomniał jeszcze. – I uważaj na nią – wskazał głową nastolatkę, po czym odwrócił się na pięcie i po chwil już go nie było.
Dziewczynę kompletnie zamurowało, przecież tak jej nie lubił.  
– No widzisz? Odpuścił – rzekł Jimmy, chwytając rękę dziewczyny. – Wiesz, dlaczego tak dociekał? Bo siedział przez laskę kumpla, suka sprzedała i jego, i Roya – wyjaśnił. – Szmata…
– Jimmy, dlaczego już założyłeś, że pojadę? – zapytała pretensjonalnie brunetka.
– A nie pojedziesz? – uśmiechnął się zaczepnie.
– Nie! – odparła hardo, śmiejąc się w środku; wódka dawała bardzo pozytywny efekt i Laura miała wrażenie, że może coraz więcej… że może już wszystko.
– Nie? – Jimmy mocniej uścisnął ją w objęciu i z ust dziewczyny mimowolnie wydobył się cichy syk.  
Uścisk nie był mocny, aczkolwiek wystarczył, żeby żebro niespodziewanie się odezwało.
– Mała – wystraszony chłopak natychmiast spojrzał jej w oczy.
– To nic, to po tamtym – wypaplała szybko, prosząc losu, aby nie zahaczył o Travisa.
Dobrze już znała Jimmy’ego i wiedziała, że do głupich nie należy i może zacząć pytać.
– Po tamtym? A wczoraj? Co się wczoraj stało? – zapytał jednak i jej nadzieje ekspresowo uleciały w siną dal.
– Nic, mówiłam ci. I nie zaczynaj tego tematu, dobra? – burknęła myśląc, że jak zapozuje na groźną, chłopak odpuści.
– Jak to "nie zaczynaj”? Pamiętaj, że jeśli się dowiem, że imbecyl cię uderzył, nakopię mu do dupy – zagroził sucho brunet i sięgnął po butelkę.
– Tylko spróbuj.
– Czyli przyznajesz się, że cię uderzył – zaczepiał dziewczynę, dyskretnie szczerząc zęby.
– Nie!
– I znowu ta manierka, jesteś wtedy cudowna, wiesz? – zaśmiał się wesoło.
– Jimmy, ja mówię poważnie, masz go nie zaczepiać, inaczej nigdzie nie jadę… Zresztą jeszcze nie wiem, czy w ogóle jadę – odparowała nastolatka.
– Porwę cię – rzekł Jimmy.
– Słabo widzę – pyskowała, uśmiechnięta.
– To zobaczysz.
– Zjemy coś? – dziewczyna wskazała głową bar.
Mimo, że jadła niecałe trzy godziny temu i stek był dość spory, to znowu zaczęła odczuwać jakieś dziwne braki czegoś.
– To to ziółko, straszne po nim głody. Sue zawsze załatwia konkretny towar – wyjaśnił Jimmy. – Na co masz ochotę? Ale tu? Tu nie mają dobrego żarcia.
– Nie wiem, obojętnie. Mam jeszcze około pięciu dych – uprzedziła dziewczyna i dopiła swoją trzecią porcję.
Szumiało coraz bardziej i lęki zanikały, ale i głód się nasilał. Gdy wyszli z domu i gdy zniknął Derek, Laura, pozostając sam na sam z chłopakiem, poczuła się już kompletnie wyluzowana i spokojna.
– Na końcu ulicy jest zajebista pizzeria, moglibyśmy tam pójść – zaproponował Jimmy. – Gorąco ci? – zapytał, potarłszy palcami jej wilgotną już dłoń, która zaraz uwolnił.
– Trochę.
– Bo to chuj, nie knajpa, nawet klimy porządniej nie mają. Ale jest najbliżej… – mruknął. – To co z tą pizzą?
– Ale matka… i Travis – dziewczyna szybko obnażyła swoje obawy.
– Chodzą tam?
– Matka raczej nie, bo to byłoby to dziwne, ale tatuś może. Często kupuje pizzę – zadrwiła Laura, uśmiechając się z zadowoleniem i Jimmy parsknął śmiechem.
– Nie lubisz go, co?  
– Nie.
– Czyli mogę z nim pogadać? – chłopak znów zaczął się droczyć.
– Nie! – oburzyła się komicznie.
– Oj, śliczna, naprawdę muszę cię częściej wkurwiać i częstować wódeczką, jesteś wtedy cholernie seksowna. I te pyskówy…  
– Bujaj się.
Śmiech bruneta się nasilił.
– To co, jeszcze jednego? – wskazał szklanki.
– Znów chcesz mnie upić? – syknęła przyjaźnie i od razu w oczach stanął jej obraz feralnego zdarzenia, lecz w tej chwili nie wywoływał ani cienia przykrych emocji, procenty spisywały się na medal. – Już mi się wszystko kotłuje, zjedzmy coś najpierw – ponowiła prośbę, czując się coraz bardziej głodna.
– Ale cię ruszyło – rozweselił się chłopak. – Ale to dobrze, fajnie, że wrócił ci apetyt. Więc jeśli nie chcesz tam, to co proponujesz? Idziemy do mnie?
– Nie.
– To gdzie?
– Nie wiem, może gdzieś poza centrum, tylko niedaleko – zaproponowała z pełną śmiałością.
– Spoko, piękna, nie ma sprawy – Jimmy szeroko się uśmiechnął i szybko wykręcił numer taksówki, która po trzech minutach wiozła już ich w bezpieczną okolicę mostów.

1 043 czyt.
100%156
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2829 słów i 16790 znaków, zaktualizowała 13 mar 2018.

6 komentarzy

 
  • Marida

    Marida · 13 mar 2018 · 214488610

    Aż zatęskniłam za Sue   Derek jeszcze namiesza, czuję to  

  • AnonimS

    AnonimS · 12 mar 2018

    Wyciszenie, prawie idyla. Jest cicho i spokojnie aż tu nagle.....

  • aKubek

    aKubek · 12 mar 2018

    Fajna czyżby cisza przed burzą??

  • Black

    Black · 12 mar 2018

    Czy zamierzasz zakończyć w stylu ,,... i żyli długo i szczęśliwie"?

  • nanoc

    nanoc · 12 mar 2018

    Milutka, fajnie się czyta

  • Fanka

    Fanka · 12 mar 2018

    Taka grzeczna ta część