Szare istnienie #51

Szare istnienie #51– Dlaczego?  
– Bo nie. Nie pytaj ok?
– W porządku.
Gdy tylko weszli do domu, Miko z miejsca zaatakował Franka, skacząc na niego, a że brunet miał w rękach reklamówki, nie mogąc się więc "obronić” przed udrapnięciem, odruchowo odwrócił się w bok, wtedy dopiero poczuł! Teraz już głośno jęknął i wygiął usta w grymasie bólu.
– Miko, wyjazd! – krzyknął David i piesek się oddalił. – Co ci jest? – natychmiast zareagował.        
– Nic, szukałem młodej i trochę oberwałem. Chyba mam złamane żebro.
– Choć, zobaczymy, co się tam dzieje.
Ruszyli do salonu, ale pierwsze, co zrobił Frank, to sprawdził, co z Laurą. Spała jak zabita, ruszył więc z kumplem do kuchni.  
Jenny gdzieś zniknęła.
– Pokaż to – nakazał David i chłopak podniósł koszulkę. – Muszę cię trochę ponaciskać, więc może zaboleć – ostrzegł gospodarz.      
– Dawaj.  
Chłopak zaczął uciskać od góry żebra kumpla, zataczając małe kółeczka i starając się robić to najdelikatniej jak się da, oraz będąc przy tym bardzo skrupulatnym. Do czasu...
– Kurwaaa!!! – ryknął nagle brunet, któremu od razu załzawiły oczy.
– Co tu się dzieje?! – zapytała Jenny, która znienacka pojawiła się w kuchni i zobaczyła męża obmacującego kolegę. – Kotku, czy ja o czymś nie wiem? – zaśmiała się.
David się uśmiechnął, ale nie odpowiedział, tylko zwrócił się do Franka:  
– No koleś, to ładnie cię załatwili. Żebro jest złamane, a drugie lekko pęknięte – poinformował. – Byłeś z tym u lekarza?
– Nie mam czasu na lekarzy.
– Dobra, nasmarujemy, ale nie mam opatrunku. Nie mogłeś wcześniej powiedzieć, że masz lipę, jak byliśmy w mieście?! – powiało pretensją. – Trzeba je zawinąć, aby usztywnić, no i musisz mniej łazić, najlepiej do łóżka, nie do pracy.
– Do jakiego łóżka, nie ma żadnego łóżka, mam chorą dziewczynę! – 23-latek się zdenerwował.
– Ale nie szaleć, chcesz uszkodzić sobie bebechy?!
– A chuj tam.
David widząc jego upór już nic nie mówił, tylko westchnął i poszedł po maść, którą Frank po chwili był już nasmarowany.
– Dzięki. Dobra, co zjemy? Nie mam ochoty, ale muszę choć trochę, bo już mi nieco słabo. Kupiłem produkty i myślałem o gulaszu meksykańskim, tylko będzie trochę pikantny, a dla niej zrobię zupkę drobiową z makaronem ryżowym, może zje. Takie ciężkie żarcie raczej jej nie wlezie.
– Miałeś oszczędzać gnaty, a nie fikać w kuchni, może Jenny coś zrobi?
– Nie, to będzie szybko.
– Daj mu spokój, przecież to kucharz – wtrącił dziewczyna. – Ciekawe, co ty byś powiedział, gdyby chciał brać się za leczenie? – rozweseliła się.
– A jak chcecie... – burknął David i chwycił z lodówki kolejne dwa piwa, przypieczętowane oczywiście złowrogim spojrzeniem żony.
– Gdzie moja kawa? – zapytał brunet.
– Już zdębiała, zrobię ci gorącej – rzekła Jenny i włączyła wodę, a Frank zaczął wyjmować zakupy. – Chowajcie resztę – nakazał, gdy już nazbierał potrzebnych mu rzeczy.
Umył ręce, chwycił garnek, powąchał kupione udko, gdyż było zapakowane, a chciał sprawdzić świeżość i wstawił je do gotowania, po czym napił się jednak piwa.
– Pomogę ci, co mam robić – zaoferowała się Jenny.
– Może lepiej nie, ja chcę żyyyć!!! – rozradował się David, ale młoda kobieta nawet nie zwróciła uwagi na jego chamstwo.
– Jak już tak bardzo chcesz, to obierz mi dwie duże cebule i trzy ząbki czosnku – usłyszała od wielce zadowolonego Franka, który bardzo chętnie skorzystał z oferty pomocy, bo sam nie lubił tego robić.  
David już nie pyskował, tylko usiadł i gapił się na ich pracę. Frank co chwila zerkał na byłą i z wolna uśmieszek zaczął pojawić się na jego twarzy, gdyż strasznie babrała się z tą cebulą, w końcu nie wytrzymał i zareagował.
– Nie lepiej przekroić ci ją na pół i obciąć końcówki, będzie ci łatwiej obrać.
Jenny milczała, ale zrobiła tak, jak radził i za kilka sekund cebula była już obrana.
– David, zobacz kuraka, jak się zagotował i jest szumek, przecedź i włącz jeszcze raz – poprosił brunet. – A najlepiej to wylej to gówno i nalej nowej wody – dodał i zabrał się za krojenie wołowiny.
Nie było jej dużo, więc uporał się z tym w dwie minuty, przyprawił i przełożył do miski. Jenny już obrała warzywa i zawisła koło kumpla, gapiąc się na jego wyczyny, Miko zresztą także, czując zapach mięsa.
– Mogę mu dać? – zapytał?
– Jeden kawałek.
Frank rzucił mu chyba z sześć, gdyż były bardzo małe i spojrzał na Jen:
– Nudzisz się? – zapytał. – Pokrój cebulę w piórka.
– A jak to się robi?  
– Wzdłuż.
Laura wydała dziwny dźwięk i 23-latek jak strzała ruszył do pokoju.
– Frank... – wymruczała nagle i chłopak zrobił wielkie oczy, ale zaraz usiadł obok.
– Jestem.
– Wody.
Mówiła strasznie niezrozumiale, a oczy cały czas miała zamknięte.
– Daj jej to, nie wody – David wręczył mu butelkę wieloowocowego soku ze słomką, aby już nie męczyć dziewczyny.
Napiła, ale zrobiła to bardzo opornie, to tego zaczerpnęła tylko znikomą ilość.
– Jeszcze?
Nie odpowiedziała, tylko na powrót odwróciła głowę do poduszki i gdy znów delikatnie ją przytulił, od razu poruszyła się nerwowo, jęknąwszy cicho, ale już nie krzyczała.
– Nie rób sobie na razie nadziei, lek jeszcze działa – rzekł gospodarz.
– Pamięta mnie? – zapytał zdziwiony Frank.
– Jak widać. Ona zaraz znowu odpłynie.
– Posiedzę tu.
David wstał i sprawdził kroplówkę. Nawet nie zauważyli, kiedy się skończyła, założył więc nową i poszedł do kuchni. Dziewczyna zasnęła w okamgnieniu, więc Frank także się tam udał i wrócił do pracy. Sprawdził kurczaka, ale jeszcze nie doszedł, wrócił więc do krojenia. Cebula była już gotowa, ale nie były to piórka, raczej pióra.
– Czemu tak grubo? – zapytał pijącą już też piwo Jenny.
– A skąd miałam wiedzieć, jak ma być? Trzeba było powiedzieć.
– Miały być piórka, a te są chyba z orła, albo sępa, bo na wróbelka to mi to nie wygląda – zaśmiał się.
– Dobra, więcej ci nie pomagam – napuszyła się.
– Nie dąsaj się, przyda się trochę humoru po tym wszystkim – objął ją mocno i dość dziwnie poczuł się po tym uścisku, odczuwszy go w całej swojej głowie, zaraz jednak uwolnił dziewczynę i zapytał:
– Macie głęboką patelnię? Najlepiej taką na dziesięć – dwanaście centymetrów.
– Coś tam mam – odparła blondynka i zaraz dała mu duże naczynie.
– Dobra, ujdzie – rzekł, nagrzał olej i po chwili znalazło się na niej mięso.
Zadzwonił telefon Davida i chłopak wyszedł, a Frank chwycił paprykę, oczyścił i w mig pokroił w paseczki. Chwycił w rękę chili, ale zastanowił się chwilę i zapytał:
– Może jednak nie będę robił ostrego? Może mała skubnie, w co szczerze wątpię. Doprawicie sobie.
– Jasne.
Mięso szybko się zarumieniło, więc chłopak dodał cebulę i czosnek, chwilę później paprykę, przyprawy i zamieszał. Napił się piwka i znów zajrzał do kurczaka, który teraz już znalazł się na talerzu. Doprawił zupę kostką, szczyptą pieprzu, pokruszył makaron, który trafił do środka i od razu wyłączył palnik.
– Tak szybko? – zdziwiła się gospodyni.
– To ekspresowa zupa, do tego lekkostrawna, a makaronu nie trzeba gotować. Kurwa! – krzyknął nagle i w mig doskoczył do patelni, ale nic złego się nie stało.
Zamieszał i poprosił o otwarcie puszek z pomidorami i fasolą, które za moment Jenny postawiła obok patelni, gdyż otwieracz elektryczny to bardzo miła sprawa.
– Dzięki – rzekł Frank, wlał pomidory, dodał kostkę, niecałe dwie szklanki wody, przykrył i zmniejszył gaz.
David nadal nie wracał.
– No, teraz mogę w spokoju napić się piwa – rzekł brunet, siadając obok byłej, ale zaraz wstał. – Zobaczę, co u małej.
Wyglądała dziwnie, jakby drżała. Dotknął jej – była ciepła, mimo to dokładniej nakrył ją kocem i zaraz pogładził po policzku, biorąc za rękę. Znów ścisnęło go od środka, ale panował na emocjami, patrzył tylko, nadal nie dowierzając w to, co się stało, nigdy by przecież nie pomyślał...  
Jimmy wrócił i chłopak postanowił, że będzie tyle razy tam jeździł, aż go w końcu dorwie i dowie się, co jest grane. I do cholery, co to za "J”?! Wciąż gryzła go też zagadka, że jeśli rzekomo mogła umówić się z Jimmym, a później pytał o jej zdrowie, to kto jej to, kurwa, zrobił? Ta szmata? Przecież ten koleś zapewne by na to nie pozwolił. A jak nie była sama i nie dał rady. No i po co do niego pojechała? Ze strachu? Po jego zachowaniu można wywnioskować, że raczej nie, więc po co? A może nikt jej nie zmusił, może po prostu...?!
Natychmiast przeszedł go zimny dreszcz na myśl, że mógłby ją stra...
– Frank, co się dzieje? – Jenny usiadła obok. – Co się stało? Ale żeś się przywiesił, wiesz, jaką miałeś minę? – zaśmiała się. – Wszystko będzie dobrze – dodała i chwyciła jego dłoń w swoją.
Była ciepła i miękka, dobrze ją pamiętał. Nie dał rady wydusić słowa, obsesyjne myśli przytkały mu całe powietrze, siedział więc w ciszy, spoglądając raz po raz na byłą. Tkwili tak już z dobre dwie minuty, lecz dziewczyna nadal nie zabrała ręki, siedziała w ciszy, gładząc kciukiem jego dłoń, a ich twarze były już coraz bliżej siebie.
– Kurwa, pierdoli pół godziny, więcej nie odbieram! – huknął nagle David i Jenny natychmiast puściła chłopaka.
– Co się stało? – zapytała od razu.
– Usadził się, żebym już teraz przyjechał, natychmiast, bo: "on ma doła"! – warczał David, zwiększając przepływ kroplówki.
– Nie, David, nie pojedziesz!
– Ale chyba coś się stało, dziwnie brzmiał.
– Kurwa, wali cię w rogi, nie jedź, proszę cię – Jenny była już u kresu.
David zamilkł, był wyraźnie poirytowany. Zadzwonił telefon Franka. Był pewien, że to Travis, więc wstał i nie sprawdzając, odebrał. Gdy usłyszał Kim, od razu ciarki go przeszły po całym ciele i za chwilę usłyszał jej drżący głos.
– Cześć. Obudził się.
– Co? – nie doszło do niego.
– Matt się obudził...

1 780 czyt.
100%112
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1827 słów i 10485 znaków, zaktualizowała 22 sty 2017.

2 komentarze

 
  • Mlody1

    Mlody1 · 22 sty 2017

    a właśnie, bardzo szybka ta zupa.  Chętnie poznam dokładny przepis, albo spróbuję jej w Twoim wykonaniu.

  • Mlody1

    Mlody1 · 21 sty 2017

    I w takim momencie zakończyć?  
    Wredota hihih

    Ale dawno nic nie było o nim, tylko teraz trzeba się zastanowić który wątek ciągnąć
    Pozdro