Szare istnienie #25

Szare istnienie #25Jeszcze do poprawki, więc jak pali w oczy, wybaczcie!  


Przy niewyraźnym szmerze czyjegoś głosu poczuła lekkie szarpanie, lecz domyślając się, że to Travis, nie zamierzała ruszać się z miejsca.  
– Wstawaj, do jasnej, zaraz dziesiąta! Zamierzasz tu gnić do rana?! – zagrzmiała Emma, tarmosząc półprzytomną dziewczynę.
– Nie chce mi się – bąknęła Laura, lecz przekręciła się na plecy, niemrawo podnosząc powieki.
Mimo, iż wypiła znikomą ilość alkoholu, od razu poczuła lekki niesmak w suchych ustach.
– Podaj mi napój – poprosiła, siadając anemicznie obok kumpeli.
Osuszyła puszkę w okamgnieniu i spojrzała na przyjaciółkę, która wyglądała na wyraźnie rozweseloną.
– Travis gadał coś o komórce? – zapytała od razu.
– Gadał, ale powiedziałam, że zapomniałam, bo matka mi dupę zawróciła. Nie ciągnął tematu, chyba łyknął, że zostawiłaś.
– I co jutro? A Frank? Muszę zadzwonić, choć już chyba trochę za późno na spotkanie, poza tym nie mam zbyt optymistycznego nastawienia w jego kwestii. On domyśli się, że coś kręcę, zawsze się domyśla.
– To się zmobilizuj, bo on za dziesięć minut tutaj będzie – oświadczyła Emma.
– Ja to: "za dziesięć minut”?! Przecież się z nim nie umawiałam?! – Laura natychmiast się obudziła.
– Dzwonił przed chwilą, ale dowiedziawszy się, że śpisz, nie chciał cię nie budzić. Niestety Travis powiedział, żeby przyjechał. Powiedział...? Raczej nakłaniał. Długo się przekomarzali, Frank chyba nie chciał, ale ten się uparł i koniec. On chyba podejrzewa, że znowu coś z tobą nie tak, zresztą sama jesteś sobie winna, bo nie zachowujesz się normalnie. Tego nie da się nie zauważyć.
– No to ładnie. I co ja mam zrobić?
– Nie mam pojęcia. Chyba musimy ciągnąć tą ściemę, a jutro coś wykombinujemy.
– Kurwa, co wykombinujemy?! Jak ja mogłam być taka głupia i nie wziąć tego pieprzonego telefonu ze sobą? Powiem mu, że źle się czuję i że muszę się jeszcze zdrzemnąć, że spotkamy się jutro. Tylko jakoś tak głupio...  
– Trudno, już po fakcie. Nie panikuj, będzie dobrze. Dołożę ci i kupimy jakiś te...
– Co z twoją komórką? – zapytał nagle Travis, wchodząc znienacka do pokoju.
Laura natychmiast się spłoszyła i od razu ogarnął ją myślowy chaos, przez co żadna, nawet najbardziej banalna wymówka, nie przychodziła jej do głowy. Spojrzała na Emmę, lecz ta wyglądała na równie zmieszaną
– Młoda...!
– Nic. Poza tym musisz podsłuchiwać?! Kurwa, nie ma już krzty prywatności w tym domu?!
– Nie trzeba podsłuchiwać, żeby cię usłyszeć. Nawijasz na całą chatę. Co z telefonem? – powtórzył.
– Nic.
Chłopak spojrzał pytająco na Emmę, lecz ta milczała. Ponownie skierował wzrok na siostrę, oczekując zeznań, lecz nie uzyskiwał odpowiedzi. Zadzwonił dzwonek do drzwi i Travis zrobił dość jednoznaczną minę.
– Dobra, jak chcesz. Jeśli już nie ufasz bratu, trudno, tylko ciekawe, co mu powiesz? – oznajmił kąśliwie i chciał wyjść, lecz brunetka zerwała się z łóżka i migiem złapała go za fraki.
– Nic mu nie mów, potem wszystko ci powiem – przeszyła brata oślim wzrokiem.
– Teraz namyśliłaś się na zwierzenia? "Bo musisz?” Za późno – burknął 22-latek, wyrwał się brunetce i wyszedł.  
Błyskawicznie zatrzymała go w korytarzu, stając przed nim jak posąg.
– Ukradli mi telefon. Nie chciałam ci mówić, bo zaraz byś się rozdarł – mruknęła, przestraszona.
– Rozdarł...? Jesteś pewna? – rzucił zniesmaczony i chciał uwolnić się z uścisku, lecz dziewczyna była nieugięta.
– Travis. Proszę cię...
– Puść mnie, nie słyszysz dzwonka?! – warknął i wyszarpując się agresywnie, udał się w stronę schodów.
– Travis!!! – krzyknęła, lecz on bez słowa zszedł na dół i szybko podążył w stronę drzwi.
– Kurwa! Jak coś mu powie, zajebię go! – warknęła Laura, wracając do sypialni.
– Myślę, że nie powie, drażni się z tobą. Trzeba było samej iść otworzyć, chociaż co to zmieni...?
Rozległo się pukanie i Laurze powietrze stanęło kołkiem w gardle.
– Wejdź! – bąknęła, patrząc na Emmę z prośbą o ratunek.
– Spadam – rzekła jednak blondynka, mijając się z Frankiem przy drzwiach i zaraz jej nie było.
– Cześć – ucałował jej policzek. – Co się stało? – nie czekał z pytaniami, widząc dziwną minę brunetki, choć sam wyglądał na zadowolonego, lub raczej na wielce uszczęśliwionego.  
– Nic, źle się czuję. Siadaj – mruknęła, próbując powstrzymać drżenie głosu i wskazała mu łóżko.
– Trzeba było zadzwonić, nie przyjeżdżałbym. Ale Travis się uparł, nie wiem, o co mu chodzi. Może chce się ciebie pozbyć z domu, bo na mój gust, szykuje się tu jakieś fiku miku – zaśmiał się głupkowato. – Co ci jest? Może mały masaż, albo jakieś piwko...? Zawsze znajdzie się jakieś lekarstwo – zarechotał jeszcze głośniej, wyciągając przed siebie ręce z dwoma zimnymi piwami.
Spojrzała na niego, totalnie zdezorientowana, zachowywał się co najmniej dziwnie.
– Wypijesz? – podał jej otwartą butelkę. – Ja wypiję, potem kupię następne dwadzieścia i też wypiję – śmiał się jak idiota, machając butelką przed nosem dziewczyny. – Jak tam kac? Napij się, wziąłem smakowe, jest zajebiste. Takie... dla bab – drwił dumnie, gapiąc się na Laurę migoczącymi wesołymi iskierkami, przymrużonymi oczyma.
– Dobrze się czujesz? – zapytała w końcu, kompletnie nie wiedząc, co mu jest i wzięła od niego trunek.
– Bardzo dobrze, a nawet lepiej! Popadłem do podobnego syfu, tylko kuchnia jest trochę większa. No kurwa...! I działa w niej klimatyzacja!!! – zawył triumfalnie, ciesząc się od ucha do ucha. – No... ale nie ma tam takich pięknych kobiet! – ucałował ją w usta, po czym mocno przytulił. – Moja piękna... – mruczał i ściskając delikatnie dziewczynę, chichotał wesoło w jej szyję.
– Frank – odsunęła go. – Co z tobą? – ponowiła pytanie, lecz jego obecne zachowanie, oraz wyraz twarzy sprawił, że sama parsknęła śmiechem.
– A nic. Mam dobry humor, to wszystko. Dla ciebie też tu mam – oświadczył i z gracją wydobył skręta z kieszeni.
– Przyjechałeś samochodem? – wzburzyła się, zdziwiwszy przy okazji faktem, że pali już drugi dzień z rzędu.
– Jasne!
– Frank, czy ty jesteś poważny?! Jeździsz upalony?! – zagrzmiała.
– Powiedziałem tylko, że samochodem, nie powiedziałem, że swoim. Widziałaś kiedyś autobus – taksówkę? Lub tramwaj, albo pociąg? Ewentualnie może być też samolot lub czołg, rower też jest na tej liście. Co pani wybiera? – rechotał głupkowato, wyglądając w tej chwili jak człowiek niespełna rozumu. – Mała, nie dąsaj się, dziś jestem idiotą – znów ją przytulił i powalając na łóżko, natychmiast ucałował.
– Frank, piwo się rozleje – szybko się uwolniła, śmiejąc się z jego wariacji.
  Nie zdążyła jednak zbesztać go za ironię, bo przerwało im pukanie i Travis zajrzał do pokoju.     
– Chodźcie, przywieźli pizzę. Zjemy coś – poinformował i schował się za drzwiami.
Laurze humor przeszedł w okamgnieniu, ustępując miejsca obawie, lecz upalony do cna brunet nawet tego nie zauważył.
– Jesteś głodny? – wymamlała.
– Coś bym przekąsił, a raczej pożarł! Jesteś zła, że trochę zaświrowałem? – przytulił dziewczynę.
– Nie, ale nie rób sobie ze mnie jaj – nadąsała się, wywołując jeszcze większą radość u chłopaka.
W tej chwili jego naćpanie wydawało jej się wybawieniem z wszelkich kłopotów. Nie pytał, nie zauważał jej nastroju, trochę jej ulżyło. Lecz jest przecież jeszcze wiejący zgrozą Travis...  
  – Mała! Nie zawieszaj się, pij piwko! – wystraszył zamyśloną nastolatkę. – Co się dzieje? – zapytał, ale jego debilowata prezencja ani trochę nie uległa zmianie.
– Nic, sorry.
– Na pewno? – przeszył pannę jednoznacznym wzrokiem, lecz jego narkotykowy uśmieszek sprawiał, że nie przerażał dziś tak bardzo.
– Tak, chyba się nie wyspałam. Emma zerwała mnie z wyra ni z tego, ni z owego, nie lubię takich akcji – odparła, z pełną powagi miną.
– Chodź, zjemy coś. A może jednak zapalisz? Obudzisz się, no i będę miał kompana do wygłupów.  
Była głodna jak wilk, lecz myśli o tym, jak zachowa się Travis, napawały ją obawami przed zejściem na dół. "Może jednak nic nie powie? W końcu to mój brat, chociaż z nim to nigdy nic nie wiadomo...”
– Laura! – szarpnął ją dość mocno. – Nie wyspałaś się? Czy oby na pewno? – zapytał chłodno.
Spojrzała na niego, wystraszona świadomością, że już drugi raz dała się przyłapać na swoim podejrzanym zachowaniu. Jego mina była dość wymowna, a uśmiech rozpłynął się w powietrzu.
– Tak, zjedzmy coś – odparła bez chwili zwłoki i szybko wstała, chwytając dłoń ukochanego, lecz on nie ruszył się z miejsca.
– Mała, dlaczego wciąż kłamiesz? Masz mnie za idiotę, a w tej chwili za naćpanego idiotę? Słucham – rzucił szorstko, nie odrywając wzroku od nastolatki.
Pogubiła się totalnie i nie wiedząc, co powiedzieć, rzuciła banalne:
– Emma podejrzewa, że może być w ciąży, martwi się tym i jest nieco zdołowana. Myślę o tym cały czas i nie wiem, co jej doradzić. Nie mów jej, że ci powiedziałam.
– Raczej nie wygląda na załamaną, za to ty nie umiesz kłamać. Dobra, nie chcesz, nie mów, nie będę wnikał. Przykro mi tylko z powodu twojego zachowania. Jeśli nie chcesz o czymś mówić, wystarczy powiedzieć wprost, nie wymyślać bzdurne bajki i wciskać je komuś, jak kretynowi. Pojadę już, odezwę się jutro – oznajmił, szybko wstał i chciał ruszyć do wyjścia.
– Poczekaj, przepraszam – załapała jego rękę, do granic zawstydzona tym, że tak się to wszystko potoczyło. – Ja nie chciałam, ja... – burknęła i znowu się zacięła.
Chłopak w milczeniu czekał na dalszy rozwój wypadków, w czasie którym Laura szukała w głowie kolejnej, tym razem racjonalnej wymówki. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, aby wyznać prawdę, lecz obietnica Emmy w kwestii pomocy dawała nadzieje na lepsze jej zdaniem, rozwiązanie sprawy.
– Frank, nic się nie dzieje. Po prostu ta szmata była dziś na basenie, a ja, jak pomyślę o tym, że może znowu jutro tam będzie, to od razu odechciewa mi się pracować. Przyszła z jakimś szemranym towarzystwem i mimo obecności znajomych, nie czuję się zbyt pewnie. Dziś pracowałam w środku, ale jutro na pewno już nie będę, nie uśmiecha mi się oglądać jej szyderczej gęby. Ale szkoda mi pracy, zwłaszcza, że mam taką szefową – przemówiła w końcu, starając się zabrzmieć jak najbardziej wiarygodnie. Nie była pewna, czy uwierzył, ale odparł:
– To to ta wielka tajemnica? Więc po co te ściemy? Oj, mała, jakoś nie bardzo ci wierzę...
– Kurwa, to nie wierz! – dziewczyna się zdenerwowała. – Po to ściemy, bo byś zaraz się wtrącał! Nie chcę, abyś ją zaczepiał, widzisz, na co ją stać! – huknęła i na myśl o Mattcie, ciężko przełknęła ślinę. – Znam cię i wiem, że zaraz będziesz interweniował, zresztą już raz ci zaufałam, i co..?! I jeszcze mi tu pierdolisz o tym, że kłamię?! Dziwisz się?! – grzmiała jak wariatka, wymachując rękoma przed nosem totalnie zdezorientowanego bruneta.
– Mała, wyluzuj – uśmiechnął się, po czym mocno przytulił rozchodzoną nastolatkę. – Aleś wyjechała, normalnie się ciebie boję – zarechotał, próbując rozluźnić atmosferę.
– Chodź, zjemy coś – wykręciła się i pociągnęła go w stronę drzwi, chcąc już zakończyć ta nieprzyjemną sytuację.
Ruszył za nią, śmiejąc się pod nosem. Ulga spłynęła po 18-latce, lecz stres nie zniknął, słysząc jednak dość głośną, dochodzącą z salonu muzykę, domyślała się, że Travis jest w dobrym humorze i że może jednak da spokój sprawie. Wiedziała, że temat na pewno się nie zakończył, lecz wierzyła, że dziś już do niego nie wróci.
– Kur...! – zaklął nagle Frank, potykając się o czyjeś rzucone niechlujnie na dolnym korytarzu buty.  
– Nie zabij się! – zaśmiała się Laura. – No i co...?! Bujasz się do mnie, a sam zostawiasz kalosze na samym środku! – huknęła do brata, mocnym kopem posyłając jeden z adidasów w kąt salonu.
– Młoda, przystopuj! – warknął Travis, lecz zaraz zabrał but i zniknął w przedpokoju.
– Siadaj. Co ci przynieść? Nie wiem, co mam, ale piwo na pewno – zapytała, stawiając na stole swój wzięty z pokoju trunek.
– Może być.
Laura zabrała jego pustą butelkę, ukradkiem skinęła głową na Emmę i szybko udała się do kuchni.
– Gadał coś? – wyjechała od razu, gdy blondynka pojawiła się obok.
– Nie gadał, ale jest zły. Wyluzuj, już ja się postaram, żeby mu przeszło – oświadczyła przyjaciółka, uśmiechając się jednoznacznie i po chwili dostała zimne piwo. – A co z Frankiem?
– Narobiłam przypału i mało brakowało, żebym musiała powiedzieć prawdę, ale jakoś się wykręciłam. Na początku naściemniałam, że jesteś w ciąży, ale nie uwierzył – zarechotała Laura. – Już chyba nic głupszego nie mogłam wymyślić. Wkurzył się, chciał wyjść, zrobiłam z siebie kompletną idiotkę – dodała. – Gdzie w ogóle jest matka?
– Pojechali do jej faceta, chata wolna.
– To dobrze, nie mam nastroju na dalszy ciąg przyjmowania gości. Dobrze, ze cudem udało mi się opuścić ta drętwą imp...
– To chwilowy romans, czy zamierzacie tu zamieszkać? – wyjechał nagle Travis i po chwili wyjął z lodówki piwo.
– Wzięłam mu już – oznajmiła Laura, wskazując bratu butelkę.
– To streszczaj się. Zostawiłaś gościa samego? Masz kulturę...!
– Odwal się. Idziemy – burknęła do Emmy i zaraz usiadła przy ukochanym, podając mu piwo.
– Ścisz to wycie, drażni – napomniał 22-latka Frank i ten zaraz wyciszył łomot. – Niezła – oświadczył, przeżuwając kawałek pizzy. – Mała, wsuwaj – podsunął jej pudełko pod nos.
Nie musiał prosić, głodna dziewczyna szybko chwyciła kawał placka.
– No nie! – krzyknęła, i natychmiast odrzuciła placek do pudełka. Nie będę tego jeść!
– O co chodzi? – zapytał brunet.
– Frutti Di Mare, raz to tknęłam i więcej tego nie zrobię. Totalna tragedia, jak ty możesz to jeść?! Jest paskudna i śmierdzi – warknęła zła, że nie zje pizzy, na którą nabrała już wielkiej ochoty. – Na pewno to ty zamówiłeś, żeby zagrać mi na nerwach! – spojrzała diabelsko na brata.
– Nie żryj, jak ci nie odpowiada!
Frank w ciszy konsumował posiłek, patrząc z półuśmieszkiem to na sympatię, to na popijającego z szyderczą miną piwo Travisa, w końcu widząc, że wyrazy twarzy stają się coraz bardziej zacięte, wyjął telefon.
– Dobra, zamówimy inną.
– Pepperoni z potrójnym serem – zarządziła Laura.
– Jak pani sobie życzy – uśmiechnął się i zaraz złożył zamówienie.
18-latka nie była zbytnio zadowolona z faktu zapłaty, lecz nie chcąc wzbudzać podejrzeń, nie protestowała. Poza tym nastawiła się już na tą pizzę, a dwadzieścia dolców w tą czy w tamtą nie zrobi wielkiej różnicy.
– Czemu nie pijesz piwa? – zapytał Frank, patrząc na jej prawie pełną butelkę.
– Piję – odparła, chwytając trunek.
– Ekonomiczna z ciebie dziewczyna, dobrze mieć taką! Dziesięć dolców na piwo tygodniowo, to dopiero oszczędność! – zaśmiał się głośno, wywołując pocieszną minę u nastolatki.  
Szturchnęła go mocno, lecz także wygięła usta, chłopak znów emanował szczęściem, co ją wielce ucieszyło. Spokoju jednak nie dawał jej Travis, na którego spoglądała od czasu do czasu, bacznie obserwując jego zachowanie. Chłopak dobrze wiedział, co gryzie siostrę, dlatego jego złośliwa mina wciąż była w natarciu.
– Zapalimy?! – wyjechał nagle brunet, zauważywszy już bojowe nastoje obojga rodzeństwa. – Zapalmy! – postanowił, nie słysząc odzewu. Można tu? – zapytał 22-latka.
– Pewnie, pal.
Brunet natychmiast odpalił używkę, którą zaraz podał ukochanej.
– Nie chcę – mruknęła.
– Mała, zapal, nic ci nie będzie. Odprężysz się trochę, przecież widzę, że jesteś podminowana. To pierwszy raz, być może nawet cię nie ruszy – nalegał, trzymając skręta przed nosem sympatii.
Wzięła go i nieporadnie się zaciągnęła, uderzając po chwili głośnym kaszlem. Spojrzała na towarzystwo – gapili się na nią jak wryci, wyłapując każdy jej ruch. Wyglądali w tej chwili, jakby byli świadkiem cudu.
– No i co?! To takie ciekawe? – zagrzmiała, wkurzona ich zachowaniem
– Jeszcze raz – zaśmiał się Frank obejmując brunetkę, która po chwili wzięła kolejnego dymka, a po nim jeszcze dwa.
– Dobra, wystarczy. Jeszcze odlecisz i wyfruniesz przez okno, a potem twoja matka urwie mi głowę – ironizował, odbierając jej skręta i zaraz otrzymał kolejny cios.  
Używka ruszyła między resztę ekipy i gdy była już na wyczerpaniu, zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. Laura migiem wstała i udała się w ich kierunku, lecz Frak nie odpuszczał i zaraz pojawił się obok.
– Nawet nie myśl, że zapłacisz! – wyjechała wesoło, wciskając się między niego, a drzwi.
Chłopak się pomylił, dziewczyna czuła już delikatny, przyjemny szumek w głowie, a usta, chcąc nie chcąc, coraz bardziej wyginały się w szerokim uśmiechu. Spodobał jej się obecny stan, był całkiem inny od samopoczucia po alkoholu.
– Odejdź, mówię!!! – krzyknęła radośnie, przepychając się z zaczepiającym ją chłopakiem
Starając się powstrzymać opanowującą ją, coraz większą wesołość, majestatycznie otworzyła drzwi, lecz gdy zobaczyła młodego dostawcę, w śmiesznej, czerwonej czapce i z dwa razy większym od niego pudełkiem, ponownie uderzyła upiornym śmiechem, próbując przy okazji wydusić jakiekolwiek słowo do pracownika pizzerii.
– Zapłacę – rzucił Frank, próbując odsunąć wariującą dziewczynę, lecz ta nie dawała za wygraną.
– Przepraszam. Ile się należy? – chichotała, wyciągając z kieszeni wymiętolone banknoty.
– Dwadzieścia pięć, pięćdziesiąt.
Szybko wręczyła chłopakowi trzydzieści dolarów i jeszcze szybciej zamknęła mu drzwi przed nosem.
– Czemu taka wielka? – zapytała ukochanego. – Ale to nic, zjem całą, jestem taakaa głodnaaa! – ryknęła, przytulając do siebie ponad półmetrowe pudło.  
– Wiem, dlatego wziąłem największą – chłopak uśmiechnął się szeroko. – Mała zaoferowała, że zje całą. Trzymam za słowo! – oświadczył głośno, wchodząc do salonu. Laura otworzyła pudło i postawiła na środku stołu.
– Mała, dawaj, wierzę w ciebie!!! – podburzał ją, klaszcząc w dłonie.
Ekipa uderzyła śmiechem, ale Laura nie dała się podpuścić, tylko usiadła i szybko zabrała się za posiłek. Towarzystwo jej nie przeszkadzało, ale obserwowało poczynania brunetki, mrucząc coś do siebie i chichocząc pod nosem. Nastolatce wydawało się, że jest tak głodna, że zjadłaby całość, lecz już po połowie drugiego kawałka miała dość i odsunęła opakowanie.
– To już...?!!! Specjalnie ci nie podjadaliśmy, żebyś zaspokoiła swoje żądze, a tu tak mizernie?!!! Oj, mała, słaba z ciebie zawodniczka! – podśmiewał się 23-latek, ściskając w pasie dziewczynę.
– Spadaj, leszczu. Poza tym gdzie było powiedziane, że wszystko na raz? Powiedziane było tylko, że całą, a nie, że na raz, więc nie fikaj, malutki – pyskowała, upalona już do granic możliwości brunetka.
– Ok, zobaczymy. Postawa bojowa widzę jest, ale musisz się postarać. Nawet po paleniu pokonanie tego placka nie należy raczej do wykonalnych, a ty, taka drobna kruszynka...?
– Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Śmiesz w to wątpić?! – warknęła, z trudem tłumiąc śmiech.  
Czuła się znakomicie. Humor dopisywał, do tego zapomniała o wszystkich dołujących ją rzeczach. Obecny stan ducha bardzo jej odpowiadał, nie spodziewała się, że marihuana ma tak fajne działanie. Zerknęła na brata, ale do niego, podobnie do Emmy jakby nic nie docierało, siedzieli roześmiani, gadając do siebie zapewne niezbyt mądre rzeczy, i a na nią i Franka kompletnie nie zwracali uwagi. Zerknęła na bruneta – gapił się na nią, wyszczerzając zęby.
– Fajnie wyglądasz upalona... Zjawiskowo! – zarechotał.
– Spójrz na siebie i na swoje oczy, potem wciskaj mi tu opinie. Wypiłeś? – sięgnęła po jego butelkę – okazała się pusta.
Swój trunek także skończyła, nie wiedząc nawet, kiedy i jak to się stało.
– Kto chce piwo? – zapytała, wstając z miejsca.
– Nie ma już – poinformował Travis i spojrzał na zegarek. – Lipa. Żebym wiedział, że wyjdzie tu imprezka, kupiłbym więcej. Już po jedenastej, sklep zamknięty, a do miasta po dwóch browarach nie pojadę. I co...? – spojrzał na Franka.
– Zadzwoń po taksówkę, niech przywiezie...
– Sklep jest do dwunastej – wtrąciła Laura. – Takiś mądry, a co do czego, gówno wiesz – burknęła, wielce zadowolona z faktu dogadania 22-latkowi.  
Nie otrzymała riposty, w zamian za to Travis zniknął i wrócił po chwili w butach.
– Przejdzie się ktoś ze mną? To pięć minut drogi – zapytał.
– Ja! – wrzasnęła Emma, wywołując niezadowolenie koleżanki.
Wypalenie dość sporych czterech chmurek sprawiło, że radość z używki zamieniła się w ogromny niepokój, do tego to przecież właśnie ona ów niepokój wywołała, o czym niedoświadczona 18-latka nie mogła wiedzieć. Natychmiast zrobiło jej się duszno i coraz ciężej zaczynała łapać powietrze. Przestraszona faktem, że coś jest nie tak, rzuciła szybko:  
– Pójdę do łazienki. Zaraz wracam – po czym migiem schowała się w toalecie.
  Gdy zamknęła za sobą drzwi, zobaczyła, ze ręce trzęsą jej się jak galareta, do tego czuła łomoczące w piersi serce. Strach przed Frankiem zmienił się w strach przed dziwnymi objawami, nie wiedziała, że się z nią dzieje. Przemyła twarz lodowatą wodą, ale nie mając pojęcia, że to używka podniosła jej ciśnienie, bała się wyjść z łazienki. Siedziała tam dłuższą chwilę i samopoczucie powoli wracało do normy, lecz nadal miała obawy co do bruneta, czy nie przyjdzie mu na myśl zacząć ponownego przesłuchania.
– Mała, co tam robisz?! Jakieś sprośne rzeczy?! Beze mnie?! – zarechotał przez drzwi i po Laurze, ni z tego, ni z owego, spłynęła przyjemna ulga, a dziwne samopoczucie natychmiast zniknęło.  
Nie miała pojęcia, co jest grane, ale miała wrażenie, że nie to nie dający powodów do niepokoju brunet sprawił, że lęk zniknął. Po jego głupkowatym zachowaniu wywnioskowała, że w tej to nie zadawanie pytań chodzi mu po głowie, opuściła więc łazienkę i odepchnąwszy zaczepnie stojącego pod drzwiami chłopaka, szybko usiadła na kanapie. Natychmiast się przy niej znalazł i powalając do pozycji leżącej, zaczął ją bezlitośnie łaskotać. Wyła na całe gardło, rzucając różnorakimi pogróżkami, lecz chłopak był niewzruszony.
  – Frank, przestań, udusisz mnie! – wydarła się, nie mogąc już oddychać przez coraz intensywniejszy śmiech.  
– Sama mnie sprowokowałaś – wybełkotał, lecz widząc, że jest już cała czerwona, przestał ją atakować.
  Po chwili trwali już złączeni ustami, lecz tym razem nastolatka nie miała najmniejszych oporów, z sekundy na sekundę pocałunek stawał się coraz szybszy i głębszy. Po chwili ręka chłopaka zawędrowała pod bluzkę dziewczyny, zatrzymując się na lewej piersi, lecz nie zdążyła podjąć żadnych działań, gdyż właśnie trzasnęły wejściowe drzwi i brunet jak oparzony zerwał się z ukochanej. W milczeniu usiadł obok, chwyciwszy jej dłoń. Wydawał się być nieco rozczarowany. Laura, widząc jego minę, uśmiechała się z przekąsem, lecz zaraz oznajmiła:
– Założę się, że pijak wykupił pół sklepu – zaśmiała się.
– Kupiłem szesnaście, po cztery na łebka! Akurat! – rozdarł się Travis, wchodząc do sypialni z dwiema wielkimi torbami i para jak jeden mąż, uderzyła donośnym, maniakalnym śmiechem.
Dziewczynie humor znowu dopisywał, a złe samopoczucie pozostało tylko wspomnieniem. Cztery piwa trafiły na stół, a pozostałe do lodówki, po czym 22-latek zapytał Franka:
– Masz coś jeszcze zajarać?  
– Nie mam, miałem jednego.
Travis wykrzywił twarz w niezadowoleniu, ale zaraz otworzył trunki i podał towarzyszom.
– A ty młoda nie chlaj, jutro do roboty – oświadczył.
– Spadaj!
– To co robimy? Może jakiś film?
– Dawaj, i tak nie ma nic lepszego do roboty. Zresztą już późno, jeden film i lulu Poza tym muszę jeszcze dojechać do domu – zaśmiał się Frank.
22-latek włączył płytę, górne światło zmienił na lampkę i towarzystwo rozsiadło się po dwóch stronach kanapy.
– Do domu? O tej godzinie? Nigdzie nie pojedziesz – szepnęła Laura i zaraz ułożyła głowę na ramieniu bruneta.
Trawka kręciła przyjemnie, lecz pomieszane z używką, wypite piwko i bijące od bruneta, przytulne ciepło już po kilku minutach sprawiło, że dziewczyna przysnęła w jego objęciu.

2 293 czyt.
100%124
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4353 słów i 25703 znaków, zaktualizowała 28 lut 2017.

4 komentarze

 
  • Lovcia

    Lovcia · 8 wrz 2016

  • violet

    violet · 8 wrz 2016

    Dzięki!   Z przyjemnością przeczytałam na dzień dobry. Pozdrawiam

  • Misiaa14

    Misiaa14 · 7 wrz 2016

    Kocham

  • kaktus

    kaktus · 7 wrz 2016

    Dziwnie zapętlone, to jej życie. Ale muszę przeczytać w całości, a nie od końca i początek. Fajnie napisane. Nie zauważyłem błędów, więc do poprawki, chyba będzie niewiele. Dla mnie, bomba. Podoba się mnie.