Szare istnienie #55

Szare istnienie #55

– Ja nie zajdę, nie sam – stwierdził Jimmy, gapiąc się pretensjonalnie na Chrisa.  
  – Diablo, idź, zobacz, czy jest – powiedział blondyn, odwracając się do wielkiego, łysego gościa, siedzącego na tylnym siedzeniu czarnego Forda, obok drugiego, podobnej postury typka.
  Typ wysiadł i po chwili pukał do drzwi Jimmy’ego, ale nikt nie otwierał. Zapukał drugi raz, również bez rezultatu, w końcu wrócił do wozu.
  – Nie ma cwela, na pewno kręci się po centrum. Jest po trzynastej, przecież on nie wysiedzi na dupie. Już się pewnie nawalił i szuka kolegów, albo wrażeń.
  Chris poczęstował skrętami towarzyszy i sam odpalił.
  – To jak szuka, to powinien na mnie czekać. Przecież po to przyjechałem, żeby mu tych wrażeń dostarczyć – zaśmiał się chłopak, odpalił silnik i ruszył w kierunku miasta.  
– Spokojnie, cwelu, znajdziemy cię – cieszył się podjarany 30-latek, operując uśmiechem od ucha do ucha.
  Przejechał prawie całe centrum, ale typa nie widać.
  – Jedź do "Trzech diabłów” on często tam siedzi – rzekł Jimmy i Chris udał się w kierunku wspomnianej knajpy.
  – Kto idzie za mną? – zaśmiał się, coraz bardziej rozbawiony i zadowolony, wysiadając zza kierownicy.
  Jimmy wysiadł i udał się z Chrisem w kierunku pubu. Blondyn nie patrzył na gości, na obsługę, tylko na chama wszedł do pubu ze skrętem w dłoni i zaczął rozglądać się za "J-em", ale tego nigdzie nie było. Barman chciał wyjść zza baru, aby zwrócić uwagę chłopakowi, ale stojący obok drugi pracownik szybko przytrzymał go za fraki, gadając coś po cichu. Chris nawet tego nie zauważył.
  – No kurwa, no i gdzie ta ciota? Mój baseball chce poruchać – rżał zadowolony, wciąż rozglądając się za "J-em”, lecz bez rezultatu. – Dobra, spierdalamy stąd – rzekł i wyszli z knajpy. – No, Jimbo, myśl, gdzie ta kurwa mogła pójść? – zniecierpliwił się, wracając za kółko.
  – Nie mam pojęcia, może być wszędzie.
  – Dobra, załatwisz sprawę, a potem pokrążymy, zobaczymy i przy okazji kupimy wódkę – rzekł blondyn i ruszył w kierunku domu Laury.
  Na miejsce dojechali po kwadransie i Jimmy z Chrisem opuścili pojazd.
  – On pracuje, może go nie być – stwierdził brunet, ale po chwili już stali przed drzwiami dziewczyny, do których Jimmy natychmiast zapukał.
  Travis właśnie wybierał się do pracy, więc drzwi otworzyła Emma i gdy zobaczyła Jimmy’ego, do tego w towarzystwie wytatuowanego od stóp do głów chłopaka, natychmiast zbladła, a ręce zaczęły trząść się jej jak galareta.
  – Taaak? – wydusiła.
  – Jest Travis? – rzucił brunet, bez jakichkolwiek emocji.
  – Zaraz go zawołam – oznajmiła i migiem schowała się w środku.
  Biegiem weszła do salonu, gdzie chłopak kończył się ubierać i stanęła przed nim jak zmora, z niezdefiniowaną miną.
  – Travis, to chyba ten gość, do tego z jakimś kryminalistą. Pytają o ciebie, nie wychodź! – panikowała.
  Chłopak postawił oczy w słup, ale zaraz ruszył do drzwi, choć jakby nie było, także odczuwał lęk.
  –Travis, nie idź! – wyskoczyła przed nim, przerażona, widok obu panów totalnie ją rozstroił.
   – Oni nic mi nie zrobią... tak myślę. Czegoś chcą, wyjdę, pogadam, dowiem się, o co chodzi. Uspokój się – odsunął dziewczynę.
  – Nie idź!!! – zawyła, ponownie łapiąc 22-latka.
  – Emma, puść mnie! – zdenerwował się. – Wszystko będzie ok, przecież i tak chciałem z nim pogadać.
  – Ale nie dziś, nie teraz, jest ich dwóch. Proszę cię! – apelowała.
  – Będzie dobrze – uwolnił się i ponownie ruszył do drzwi.
  Już go nie zatrzymywała. Gdy wyszedł, Jimmy od razu wyskoczył:
  – Ile można na ciebie czekać?
  – Szykuję się do pracy – odparł Travis, próbując być opanowanym, ale lęk momentalnie wzrósł.
  – Co z Laurą?  
  – Źle.
  – Kurwa, co to znaczy: "źle”? Nic mi to nie mówi. Może coś więcej? Co jej zrobili?
  – A co, nie wiesz? Przecież byłeś w szpitalu – 22-latek się zirytował i mimo strachu, poniosło go trochę.
  – Kurwa, a skąd mam wiedzieć?! Mów, kurwa, bo nie mam czasu! – ryknął Jimmy, chwytając chłopaka za fraki i przyciskając do ściany.
  – Zostaw! – huknął Chris i natychmiast odciągnął kumpla od ratownika. – Co z nią? – zapytał o wiele spokojniej.
  – Zgwałcili ją dwa razy, pobili i chuj wie, co jeszcze! Zadowolony?!
  – Jak się czuje? – wznowił Jimmy, z nieco większym opanowaniem.
  – A jak może się czuć? Nic nie pamięta, wszystkiego się boi, jest źle.
  – Pokaż mi jej telefon.
  – Po co?
  – Pokaż, kurwa i nie dyskutuj! – brunet znów chciał ruszać na chłopaka, ale blondyn mu nie pozwolił.
  – Poczekaj – rzekł 22-latek i schował się w domu.  
  Od razu zaatakowała go Emma, z milionem pytań w oczach. Ratownik wziął z regału komórkę i ze słowami: "spokojnie, zaraz wracam” wyszedł do chłopaków. Dał telefon Jimmy’emu, który szybko znalazł film i natychmiast go włączył. Stał jak słup, gapiąc się w ekranik, a jego mina z chwili na chwilę stawała się coraz bardziej niepojęta, w końcu film się skończył.
  – Zajebię tą kurwę!!! – ryknął, wcisnął komórkę w dłoń Travisa i szybkim krokiem ruszył do wozu. – Kurwę zajebię, zapierdolę, kurwaaa! – klął jak szewc, ze łzami złości, a może żalu w oczach, po czym wsiadł i z całej siły trzasnął drzwiami wozu. – Szukaj tego cwela, kurwa, szukaj jebanej dziwki! – darł się.
  – Spokojnie, znajdziemy go. Kupmy jakąś wódkę – rzekł Chris i ruszył.
  – Kurwa, jebana suka, widziałeś ten film?! – ryknął Jimmy. – Nie, no ja go, kurwa, zostawię w tym lesie, albo rozbiorę, wypiję wódkę, wyrucham tą samą, pobitą butelką, aż mu dupę rozchlasta, a potem wywiozę do miasta i wypierdolę na środku ulicy, ale przedtem wyjebię mu na czole: "jestem pierdolonym gwałcicielem”! – grzmiał wściekły, aż Chris z niedowierzaniem spojrzał w jego stronę. – Ja mu, kurwie, pokażę, co to znaczy jebać w dupę, kurwa, tak mu się słodko zrobi, że do końca życia zapamięta, co to anal! Kurwaaa! – brunet nie mógł darować. – Czemu jej, kurwa, stamtąd nie zabrałeś?! – zaatakował kierowcę.  
  – A skąd mogłem wiedzieć, że była z tobą, a nie że ją tam skądś przywlekli?!
  – Zatrzymaj się, jest sklep – poprosił, a raczej zawarczał Jimmy i szybko wysiadł z auta.
  Zamaszystym krokiem wszedł do środka i podszedł do lady.
  – Sześć razy litrową Skyy i dwie paczki Marlboro – burknął, zły.
  Facet mu zapakował, chłopak zapłacił pozostałością z kasy, którą ukradł gogusiowi i zaraz opuścił sklep, natychmiast wsadzając fajkę w zęby. Wsiadł do auta z taką samą złością, z jaką wysiadł i od razu poczęstował papierosem towarzyszy. Chwilę później już ciągnął z butelki, po czym podał ją Chrisowi.
   – Prowadzę – rzekł, ale wziął niewielkiego łyka, po czym oddał mu szkło.
  – Trzymajcie – odwrócił się i wręczył całą butelkę chłopakom z tylnego siedzenia. – A ta kurwa, Toby, to co?! Też, dziwka, oberwie. Amber jest w domu? – spojrzał na Chrisa.
  – Nie ma.
  – Czyli są na stadionie, jedź tam!
  Blondyn ruszył i po kilkunastu minutach dojechali na miejsce. Brama była wyłamana, więc chłopak wjechał do wewnątrz i zaparkował przy samych schodkach do trybun. Już z auta słyszeli wesołe śmiechy, które tylko podnosiły brunetowi ciśnienie.
  – Idziecie? – zapytał pasażerów z tyłu. – Możecie poczekać i popić, zaraz wrócimy – dodał i wysiadł z Chrisem z wozu.
  Od razu zauważyli na górze Amber z dwiema koleżankami, Toby’ego i jakiegoś gościa, którego nie znali. Jimmy z wódką w ręku wściekle ruszył po schodach, a Chris w milczeniu za nim, uśmiechając się pod nosem. Brunet szaleńczo wpadł na górę i z całej siły trzasnął Toby’ego butelką w twarz, aż mu wykręciło głowę.
  – Co, kurwo?! Znalazłeś sobie kumpla?! – zawył.
  Chris stanął przy schodkach, oparł się o barierkę i spokojnie odpalił papierosa.
  – Jimmy, no co ty? – młodzik był kompletnie zszokowany.
  – Gadaj, kurwa, bo zatłukę cię jak psa! – wrzasnął Jimmy i znów się zamachnął.
  Toby schował głowę, ale chłopak już go nie uderzył, wisiał tylko nad nim, oddychając szybko.
  – Chudy... – wtrąciła Amber.
  – Nie wpierdalaj się – warknął Chris i dziewczyna zrobił totalnie ogłupiałą minę.
  – On mnie poprosił, żebym z nim pojechał.
  – I co, kurwa, fajnie było patrzeć, jak mnie napierdala?! – pociągnął z butelki, którą zaraz zakręcił, ponownie chwytając za szyjkę, jakby zamierzał drugi raz uderzyć młodzika.
  – A co miałem zrobić? – miauknął małolat, totalnie wystraszony.
  – A po co z nim jechałeś?
  – Kurwa, boję się go, co miałem zrobić?
  W tym momencie dostał w twarz.
  – Taaak, boisz się? Ale jakoś potem bardzo dobrze się z nim bawiłeś, nie wygląda mi to na strach.
  Młodzik zamilkł, już chyba nie wiedział, co powiedzieć.
  – No co, kurwa, milczysz?! Przecież taki z ciebie bohater i twardziel... do kobiet, a teraz co?! Nie masz nic do powiedzenia?!
  Cisza.
  – Dobrze się bawiłeś, jak ją biłeś i gwałciłeś?
  Koleś siedzący obok kręcił się i kręcił, w końcu już chciał wstać i chyba się ulotnić.
  – Siedź – mruknął Chris i chłopak migiem wrócił na miejsce. – Jimbo, daj mi się napić.
  Pociągnął łyk i oddał kumplowi butelkę, a siostrze dał papierosa, o którego poprosiła.
  – Pytałem o coś! – zagrzmiał Jimmy i małolat znów oberwał, tym razem z pięści.
  – Nie – powiedział cichutko.
  – Nie? Nie przejmuj się, widziałem ten film. W sumie dobrze, że go nagrała, będę wiedział, za co mam tłuc i jak tłuc – brunet się uśmiechnął.
  Toby’emu ręce latały już na wszystkie strony zwłaszcza, że obok stał Chris, którego chłopak panicznie się bał.
  – No to co? Fajnie poznęcać się nad bezbronną dziewczyną, zgwałcić ją, pokopać, co? Mów, kurwo! – znów dostał z pięści.
  – Nie.
  – No to co, jedziemy? Dziś też ci pokażę, że gwałt to dobra zabawa, tylko od tej drugiej strony, dla twego przyjaciela też. A z resztą po co ja mam wam pokazywać, skoro macie siebie? – uśmiechnął się i w tym momencie Chris głośno się roześmiał. – No to co, wstawaj, jedziemy – rzekł radośnie, ponownie popijając z butelki.
  – Przepraszam – jęczał młodzik, totalnie przerażony.
  – No wstawaj, wstawaj – rzucił Chris.
   Toby nie ruszał się z miejsca, trząsł się tylko cały.
  – No wstawaj, kurwa, nie mam czasu! – ryknął blondyn i dopiero wtedy młokos podniósł się z krzesełka.
  – Proszę was, przepraszam – próbował jeszcze, malutki już teraz bohater.
  – Idziemy – nakazał Chris i Toby ruszył po schodkach, a chłopaki za nim. – O której będziesz w domu, bo nie mam klucza? – zapytał jeszcze siostrę.
  – Nie wiem.
  – Dobra, zadzwonię.
  Po chwili, przy akompaniamencie jeszcze trzech bezowocnych próśb doszli w końcu do Forda i Chris otworzył tylne drzwi.
  – Diablo... – machnął głową i chłopak wysiadł. – Wskakuj – spojrzał na młodzika, który totalnie spanikowany wsiadł do auta i wtedy dryblas wrócił na miejsce.
  – Masz, napij się – Diablo podał mu flaszkę, więc chłopak, bojąc się przeciwstawić, napił się odrobinę. – Umyłeś dziś zęby? – zapytał.
  Tony nie odpowiedział, pewnie i tak słowa kołkiem stały mu w gardle.
  – Bo nie mam gumki, więc wolę, żebyś miał czystą mordę – oświadczył i Jimmy do spółki z Chrisem i typkiem z tyłu ryknęli głośnym śmiechem. Auto stało nadal.
  – Daj jeszcze – poprosił Chris i zaraz otrzymał porządnego łyka, a po nim oczywiście w ruch poszła fajka.
  – Pal! – rzucił paczkę Toby’emu, który ledwo przypalił używkę, tak mu się ręce trzęsły.
  – I co, boisz się? – zapytał Jimmy.
  – Taaak – wykrztusił, a raczej wystękał młodzik.
  – No i widzisz? Ona też się bała, ale miałeś to w dupie, nie? I i co, miło być teraz na jej miejscu?
  – Nieee.
  – No pewnie, że nie, bo z tobą zabawimy się trzy razy cieplej – rzucił brunet, dołując chłopaka coraz bardziej. – Też ją zgwałciłeś, czy "J” dwa razy?  
  Cisza.
  – No mów, kurwa! – ryknął Diablo, klepiąc młodzika po policzku.
  – Tak.
  – No, cenię sobie szczerość – zaśmiał się Jimmy. – A ty czemu stoisz? – zapytał kierowcę.
  – Zaraz pojedziemy, jeszcze wcześnie, około trzeciej szybciej dorwiemy go w mieście.
  – Ale to był jego pomysł, ja w ogóle nie chciałem – rzucił małolat i teraz już się rozpłakał.
  – Przestań pierdolić, bo rzygać mi się chce – warknął Jimmy, po raz kolejny popijając.
  – Ja mam gumy. Nie dużo, z sześć sztuk, ale mam – rzekł nagle do mięśniaka Chris.
  – Spoko.
  – Dobra, jedziemy – rzucił kierowca i odpalił silnik.

  Do centrum dojechali bardzo szybko i Jimmy z Chrisem ponownie skierowali się do wcześniejszego pubu, ale i tym razem brata bruneta w nim nie było.
  – Co robimy? – zapytał blondyn.
  – On tu będzie przed szesnastą – rzucił nagle młodzik, myśląc chyba, że to mu w czymś pomoże.
  – O kurwa, ale konfident z ciebie! Czekaj, "J" ci da, niech tylko się tylko dowie! – zarechotał kierowca i Toby zdołował się jeszcze bardziej.
   – Dobra, poczekamy. Ale to jeszcze godzina, nie chce mi się tu stać tyle czasu, jedź jeszcze raz do mnie.
  Podjechali pod dom bruneta, ale i tym razem nikogo nie było, wrócili więc pod knajpę.
Jimmy coraz szybciej osuszał butelkę i był już lekko podcięty, co tylko wzmagało jego nienawiść i gniew.
  – Wiesz, jak teraz wygląda ta dziewczyna? – znów uczepił się młodego. – Jak żeście ją skatowali, na świeżo, nie wyglądała jeszcze tak. A teraz...? Czy ty, kurwa, nie masz sumienia, żeby tak bić kobietę, ty kurwo zajebana?! – uniósł się, znów popijając.
  Milczenie.
  – No mów, gnoju, bo zaraz się przesiądę i będziesz się modlił, żeby Diablo tam wrócił! – zagrzmiał.
  – Ja nie chciałem, byłem pijany, przepraszam, naprawdę – mamrotał Toby.
  – Pijany...? Co ty mi tu pierdolisz, tłumaczysz się wódką?!
  – Nie.
  – Co jeszcze robiliście? Bo nie wierzę, że przez tyle czasu tylko raz ją zgwałciliście, prócz notorycznego kopania oczywiście.
  – Nic.
  – Gadaj, kurwa, pókim dobry, bo naprawdę zaraz skończy się moja cierpliwość – warknął i otworzył następną butelkę. – Łysy, wypiliście? – zwrócił się do drugiego z typów.
  – Już dawno – zaśmiał się koleś.
  – Trzymaj – podał mu butelkę. – Przeszło ci już? – teraz brunet uderzył w śmiech.
  – No po tej flaszce trochę mi lepiej – odparł naćpany jeszcze nieco typek, co wyjaśnia jego wcześniejsze milczenie. – A to to co? – spojrzał na Toby’ego.
  – To nasz dziwka na dziś – Tylko nie chce powiedzieć, czy mył zęby, ale Christopher ma gumy, więc nie ma biedy – roześmiał się Diablo. – Ty... masz jeszcze palenie? – szturchnął kierowcę, który pisał chyba sma-a.
   – Kurwa, co mnie tykasz, nie widzisz, co robię?!!! – rozdarł się Chris, jakby zawalił się świat. – Są w schowku.
  Jimmy zaraz podał im trawę, sam też nie omieszkał zapalić.
  – Dajcie trochę dziwce, przyjemniej będzie jej się pracować – zarechotał.
  Toby chcąc nie chcąc zaraz zapalił kilka chmur, przez co jeszcze bardziej się zdołował.
  – Wiesz co? – brunet wznowił temat. – Żeby była zdrowa, wziąłbym ją dziś z nami, żeby popatrzyła sobie, jak jej oprawcy stają się ofiarami, ale niestety... doprowadziliście ją do takiego stanu, że chuj wie kiedy dojdzie do siebie – warknął. – Oj, dziwko, obiecuję ci, że dziś będziesz przeklinał ten dzień, w którym dotknąłeś tą dziewczynę, rozumiesz?
  – Jimbo! – ryknął nagle Łysy i Jimmy się obejrzał. – Jest twój braciszek – wskazał głową na wprost.
  Niczego nie świadom "J” szedł sobie spokojnie drugą stroną ulicy.
  – Mnichu, jedź! – rzucił Jimmy i Chris zaraz zakręcił na przeciwległą stronę, po czym podjechał do chłopaka.
  Szybko wysiedli z brunetem z auta i przestąpili mu drogę, a Diablo wysiadł i otworzył tylne drzwi.
  – Wsiadaj – rozkazał blondyn, wskazując Forda.
  – Nie – "J” natychmiast się zląkł i chyba myślał, że jak jest wśród masy przechodniów, to nic mu nie grozi.
  – Na razie grzecznie proszę – warknął Chris, popalając papierosa.
  – O co ci chodzi, o tamtą sprzeczkę? – panikował typek.
  – Kurwa, wsiadaj, do chuja ciężkiego – Diablo chwycił go za fraki i zaraz wepchnął do auta, po czym sam wsiadł, ledwie się już mieszcząc. – Mnichu, jedź gdzieś blisko, gdzie nie ma ludzi, trzeba tą kurwę przekwaterować do bagażnika, ciasno tu.
   – Chris, o co chodzi? – dopytywał się spłoszony "J”, a strach tylko wzmagał fakt, że Toby także siedział w tym samochodzie.
  Jimmy nie wytrzymał.
   – Jeszcze się kurwo pytasz, o co chodzi?! – chciał go uderzyć, ale nie dosięgnął. – Ja ci kurwa dziś pokażę, o co chodzi.
   Nagle auto zatrzymało się miedzy dwiema kamienicami i Chris już otworzył klapę. Diablo wyciągnął "J-a” za fraki i po chwili pchnął w stronę bagażnika.
  – Właź, kurwa! – ryknął i chłopak schował nogi i ręce, wtedy dryblas zatrzasnął klapę.
  Wrócili na miejsca i samochód ruszył.

2 007 czyt.
100%173
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2933 słów i 17718 znaków, zaktualizowała 26 sty 2017

Komentarze (3)

 
  • Mlody1

    Mlody1 26 sty 2017

    A tak to fajnie się czyta, liczę na jeszcze ostrzejsze akcje. Może więcej dialogów?

  • Mlody1

    Mlody1 26 sty 2017

    Ja to czekam aż Amber dostanie za swoje.

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 26 sty 2017

    Rewelacja