Szare istnienie #69

Szare istnienie #69– Booożeee!!! – krzyknęła ta sama kobieta, podbiegła do poszkodowanego i przykucnąwszy, natychmiast chwyciła telefon, aby wezwać pogotowie.
Po chwili zjawił się przy niej kierowca feralnego auta i przysiadł obok, w kompletnym szoku. Brunet leżał jak kłoda, uderzenie było tak silne, że chłopak przeleciał dobre pięć czy sześć metrów, wgniatając przy okazji przednią klapę czarnej Hondy i tłukąc prawe światło.
– Wszedł mi prosto pod koła – tłumaczył się wystraszony mężczyzna. – Hej – poklepał 23-latka po policzku, lecz ten nadal się nie ruszał. – Czy ktoś wezwał pogotowie? – zapytał, przerażony, rozejrzawszy się wkoło.
Mimo, iż była już jedenasta wieczór, w miejscu wypadku utworzyło się niemałe zbiegowisko, z którego dochodziło: „Czy on żyje...? Ktoś wezwał pomoc...? Nie ruszajcie go, może mieć jakieś obrażenia...” i tym podobne komentarze. W oddali właśnie rozległ się odgłos syreny, który zbliżał się bardzo szybko i w tym momencie Frank otworzył oczy. Milczał, oszołomiony, kompletnie nie wiedząc, co się dzieje, lecz po kilku chwilach przymierzał się już do powstania.
– Nie ruszaj się! – nakazał grubszy facet z wąsem, pojawiwszy się znikąd, lecz chłopak go nie posłuchał i za moment siedział już na jezdni.
– Co się stało? – wybełkotał, łapiąc się za bolące ramię.
– Potrącił cię samochód. Nie ruszaj się, już jedzie karetka – powtórzył ten sam mężczyzna.
– Nic mi nie jest – odparł brunet, ale usłuchał i już nie ruszał się z miejsca. Nadal był nieco otępiały, ale prócz bólu ręki nie czuł innych dolegliwości.
– To nic pewnego, nie czujesz się źle, bo możesz być jeszcze w szoku. Siedź spokojnie, przyjechało pogotowie – facet bacznie stał na straży.
– Proszę zrobić przejście! – poprosił nagle siwy ratownik, mężczyzna około czterdziestki, lecz jakby mówił do ścian, zaciekawione towarzystwo niechętnie się rozstępowało.
– Rozejdźcie się, tu nie ma nic ciekawego do oglądania! – zagrzmiał idący z tyłu, o wiele młodszy i bardziej stanowczy pracownik pogotowia. – Boli pana coś? – zapytał Franka, ukucnąwszy obok i od razu zaczął macać jego głowę.
– Tylko ręka – odparł brunet, wskazując miejsce powyżej łokcia na lewej kończynie.
– Ile alkoholu pan wypił? – rzucił znienacka sanitariusz, uderzając w chłopaka ganiącym tonem.
– Nie wiem, pół litra, może trochę więcej, czy to zabronione? – wkurzył się Frank.
– Nie, ale sam pan widzi, jak to się skończyło. A głowa? Boli pana głowa, ma pan zawroty, może nudności? – kontynuował, zmieniając miejsce oględzin z czaszki na ramię.
– Nie, nic mi nie jest. Mogę iść do domu? – zapytał Frank.
– Do domu?! – oburzył się sanitariusz. – W żadnym wypadku, musimy zabrać pana do szpitala, zrobić badania.
– Ale po co? Nic mi nie jest – powtarzał się chłopak, który z chwili na chwilę coraz bardziej dochodził do siebie.
– Jeśli wszystko będzie w porządku i lekarz wyrazi zgodę, jutro pewnie pana wypuścimy.
– Co z nim, panowie? – zapytał nagle wysoki, chudy policjant, który jak z podziemi wyrósł nad głową poszkodowanego.
– Raczej nic poważnego, ale musimy go zabrać, żeby się upewnić.
– Gdzie go zawieziecie?
– Do miejskiego.
– Dobrze, to proszę dać nam znać, kiedy będzie można z nim porozmawiać.
– Nie ma problemu, ale myślę, że jutro lub najpóźniej pojutrze, pacjent nie ma raczej poważniejszych obrażeń.
– Czy ma pan jakieś dokumenty? – zwrócił się do Franka.
– Chwila...
Brunet pomacał się po kieszeniach i podał mu plastikowy kartonik. Policjant spisał dane, oddał mu dowód i zapytał:
– Czy powiadomić kogoś z rodziny?
– Nie, sam to zrobię.
– Na pewno? To żaden problem.
– Tak, sam zadzwonię – rzekł zdecydowanie Frank, wkurzony natarczywością faceta.
– Dobrze, to dziękuję, na razie to wszystko – rzekł gliniarz i zniknął.
– Może pan wstać? – zapytał ratownik.
– Jasne – odparł Frank i z pomocą chłopaka podniósł się z ziemi, po czym powoli ruszyli do ambulansu.
– Proszę się położyć – nakazał jasnowłosy sanitariusz.
– Ale przecież nic mi nie jest, konieczny jest ten szpital? – chłopak bronił się, jak mógł.
– Tak. Proszę się położyć – powtórzył blondyn, więc Frank już nie dyskutował, tylko posłusznie „poległ” na stojących wewnątrz auta noszach i karetka po chwili ruszyła.
Do placówki dojechali bardzo szybko i ratownik nie kazał już chłopakowi wstawać, tylko z pomocą kolegi wnieśli go do środka, po czym przełożyli na drugie łóżko, w pierwszej sali od wejścia.
– Niech pan leży spokojnie, zaraz przyjdzie lekarz. Życzę zdrowia i na przyszłość proszę na siebie uważać – uśmiechnął się młodszy z sanitariuszy i opuścił pomieszczenie.
Lekarz zjawił się po chwili, zadał te same pytania, co ratownicy, obejrzał dokładnie chłopaka i nakazał wieźć na tomografię głowy. Kolegi Davida już nie było, w jego miejscu pracy urzędowała na chwilę obecną wysoka, szczupła, młoda blondynka.
„Pewnie jakaś stażystka” – pomyślał Frank, gdyż kobieta nie miała więcej jak dwadzieścia cztery – pięć lat.
– Proszę się położyć. Pomogę panu – uśmiechnęła się i pomogła mu wstać, choć mógłby bez problemu sam to zrobić, czuł się zadziwiająco dobrze, jak na to dość mocne łomotnięcie.  
– Zaimprezowałeś, co? – zaśmiała się miło. – Masz szczęście, większość ludzi, która trafia tu po potrąceniu nie wygląda tak dobrze.
– Dziękuję – mruknął zawstydzony brunet, gdy już ułożył się na „wehikule”, tylko tyle przyszło mu do głowy w kwestii nawiązania konwersacji, no i nie miał na nią zbytniej ochoty, Laura wróciła.
– Proszę się nie ruszać – rozkazała spokojnie dziewczyna i zamknęła za sobą białe drzwi z obszerną szybą.
Frank świeżo po wypadku obudził się nieco z alkoholowego upojenia, lecz gdy tak leżał i leżał, nudząc się i rozmyślając, znów zaczęło mulić go na spanie. Starał się jednak nie odlecieć, nie chciał narobić sobie wstydu, oczami wyobraźni widząc, jak blondynka uwalnia jego ciało z czeluści tomografu, a on śpi sobie w najlepsze.
Uśmiechnął się pod nosem, ale była to chwilowa radość, gdyż właśnie pożałował, że w tak dziecinny sposób trafił tu, gdzie trafił. Nie wiedział, jak się ma ukochana, czy nie wystraszyła się jego nieobecnością, nie wkurzyła, co robi, jak się czuje, czy obejrzała film i jak zareagowała...? Myśli otoczyły go całego, lecz sen morzył nadal i zaczęło go nieco suszyć.
Nagle decha, na której leżał drgnęła i gładko wyjechała z tuby. Ponownie ujrzał uśmiechniętą Penny (dostrzegł właśnie widniejące na jej plakietce imię), oraz młodego, ciemnowłosego pielęgniarza. Łóżko zniknęło, a w jego miejsce pojawił się wózek, na którym brunet zaraz siedział.
– Życzę zdrowia – rzuciła z uśmiechem sympatyczna blondynka.
– Dziękuję – odparł Frank i obaj faceci zaraz opuścili salę.
Dwie minuty później znaleźli się przy sali RTG, tam prześwietlono chłopaka od stóp do głów i dwadzieścia minut później sanitariusz zawiózł go na izbę przyjęć, do sali numer dwa. Na zegarze ściennym wybiła właśnie 00:21.
– Pomóc ci? – zapytał pielęgniarz, wskazując mu leżącą na łóżku piżamę.
– Poradzę sobie – mruknął zażenowany i wkurzony tym wszystkim brunet. – Możesz kupić mi wodę? – podał mu kilka drobniaków.
– Jasne.
Zanim pracownik szpitala wrócił z niebieska butelką, Frank siedział już przebrany.
– Lekarz przyjdzie pewnie jutro z samego rana. Zdrzemnij się – rzekł, wręczając chłopakowi wodę i wyszedł z sali, targając ze sobą wózek.
Frank zaspokoił pragnienie i walnął się na łóżku. Żebro ponownie zaczęło kłuć, ręka pulsowała dziwnie, do tego zaczynał mieć chyba kaca, bo czuł się dość dziwnie i było mu odrobinę chłodno. Nakrył się kołdrą i zamknął oczy. Od razu pojawił się wizja wkurzonej, wystraszonej lub po prostu zawiedzionej 18-latki, gwałtu, filmu, wściekłego Travisa, przyszłych konsekwencji wypadku, który sam oczywiście spowodował i Becky – wiedział, że rano przydałoby się do niej zadzwonić. Pomyślał także o telefonie do Davida, w końcu tu pracuje i może szybciej załatwiłby mu wypis? Dumał, przysypiając, w końcu odpłynął.


Gdy otworzyła oczy, świtało. Była jeszcze mocno zaspana, lecz gdy obraz się ustabilizował, połapała, że nadal jest w salonie. Zdziwiła się, lecz nie zastanawiała się nad tym, gdyż poczuła, że chyba zaczyna być głodna, co także ją zdumiało, ale i ucieszyło zarazem, ponieważ oznaczało to, że organizm w końcu zaczynał działać normalnie.
– Frank – mruknęła, ale odpowiedzią był jedynie Miko, który podniósł się z podłogi, poszturchał nosem jej dłoń i po chwili na powrót zwinął się w kłębek obok mebla. – Frank! – powtórzyła nieco głośniej, lecz cisza trwała nadal. Natychmiast się poddenerwowała, gdyż wnioskując, że przecież nie zostawił by jej tu samej, od razu pomyślała, że na pewno coś się stało.  
Wspomnienia wróciły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przypomniała sobie wszystko: matkę, Amber, J-a, Jimmy’ego i seks, zrozumiawszy przy okazji, że to on był w szpitalu; oraz inne rzeczy, które jej umknęły. Żebro i brzuch ponownie zaczęły ćmić, lecz nie był to jeszcze mocny ból, nie wołała więc o pomoc, poza tym i tak zapewne by tego nie zrobiła, nie chciała robić zamieszania w cudzym domu nad ranem. Niezgrabnie wyjęła spod poduszki telefon i wcisnęła guziczek z boku obudowy – 4:20. Chciało jej się do toalety, lecz czuła dziwne osłabienie, zapewne przez to, że ostatnio miała tak wielki apetyt. Leżała, mobilizując się do powstania, wreszcie powoli się podniosła, odczuwszy kolejne ukłucie i usiadła, opierając łokcie na nogach. Tkwiła tak dobre pięć minut, a pęcherz coraz mocniej dawał jej do zrozumienia, że musi iść do tego cholernego kibla, więc chcąc nie chcąc przytrzymała się kanapy i wstała do pionu. Z miejsca zawirowało w głowie, skutkiem czego ponownie oparła się o mebel, mając wrażenie, że zaraz się przewróci. Po kilku chwilach jednak zawroty minęły, ruszyła więc do łazienki, stąpając anemicznie. Szła jak stara babcia, ciężko stawiając kolejne kroki. Brzuch bolał przy każdym napięciu mięśni, do tego nogi były jak z waty, jednak powolnym spacerkiem dotarła wreszcie do celu i najciszej, jak umiała, starała się załatwić sprawę. Nie chciała zbudzić gospodarzy.
„Impreza” w kiblu trwała dłuższą chwilę, ponieważ każdy ruch sprawiał nieprzyjemny ból, w końcu udało się załatwić sprawę i szczęśliwa do granic dziewczyna opuściła toaletę. Ruszyła w drogę powrotną, lecz nagle przystanęła, zastanawiając się, czemu śpi w salonie i że może brunet jednak jest w domu. Zawróciła. Podeszła do drzwi sypialni, w której ostatnio spała i cicho uchyliła drzwi, lecz bardzo się zawiodła, Franka w niej nie było. „Co, do chuja, gdzie on jest?”  – pomyślała, ogarnięta kompletną dezorientacją. Od razu przeszło jej przez myśl, że zniknął z powodu tego, co się stało, choć niestety, sama do końca w to nie wierzyła, dlatego też nerwówka wzrosła.  
Wróciła na kanapę. Połamane żebro od ciągłego leżenia wkurzało coraz bardziej, mając więc nadzieję, że jak posiedzi, dolegliwość będzie mniejsza, nie kładła się już, tylko oparła o kanapę, podkulając nieco nogi.
Jimmy i wydarzenia w domku powróciły, dlatego też od razu poczuła się bardzo nieswojo. W tej chwili spowodowane zdradą bruneta uczucie rozgoryczenia zmieniło się w wielką ulgę, dziewczyna od razu wytłumaczyła sobie głupio, że już nie musi martwić się konsekwencjami, skoro zrobił to samo. Nagle coś ją tknęło! Szybko sięgnęła po telefon i zaczęła w nim grzebać. Nie znalazła żadnych połączeń, ale przecież wyraźnie słyszała wczoraj dźwięk sms-a i to w wiadomości po chwili weszła.
Znalazła dwa filmy od Jimmy’ego – jeden wysłany o 20:23, drugi natomiast kilka minut po północy. Gorące dreszcze przeszyły ją na wskroś, a na ciele zagościł zimny pot. Trzymała telefon w dłoni, bojąc się otworzyć którykolwiek z plików, miała wyraźne przeczucie, że nie zawierają one nic dobrego. Ręce mocno drżały. Siedziała, główkowała, kombinowała, mając nieodparte wrażenie, że owe filmy na bank mają związek z jej krzywdą, o czym świadczyła dedykacja bruneta  przy pierwszym, dlatego miała obawy co do ich obejrzenia. Korciło ją jednak coraz bardziej, a że ciekawość była równie duża jak strach, po dalszych kilku chwilach zadumy i wzięciu wszystkich „za” i „przeciw” ściszyła dźwięk i uruchomiła pierwszy plik.  
Źrenice dziewczyny natychmiast zrobiły się wielkie jak talerze, gdy zobaczyła wrzeszczącego, poniewieranego na stole J-a, a oczy w mig zaszły łzami. Wszelaki ból zniknął, a ręce zaczęły latać jak po tygodniowej popijawie. Obejrzała tylko kilka sekund i wyłączyła video, nie mogła dłużej... Ale przecież jest jeszcze jeden!  
Kolejne przemyślenia i niezdecydowanie, wreszcie po dojściu do wniosku, że gorzej być nie może, już chciała uruchamiać kolejny plik, lecz nagle za plecami usłyszała:
– Dlaczego nie śpisz?
Podskoczyła, wystraszona, natomiast Miko zerwał się i ruszył jak szalony przed siebie. Schowała telefon.
– Boli cię? – zapytał David, kucając przed nią.
– Troszkę.
– Wstawię kawę do parzenia i zaraz wracam, ok?
Pokiwała potakująco głową, więc chłopak zniknął w kuchni, a Miko wrócił do dziewczyny.  
„Skąd wie...? – wróciły przemyślenia w kwestii osoby Jimmy'ego. „A jednak dotrzymał słowa, więc chyba naprawdę coś do mnie ma. I kto tam był, co oni mu zrobili?” – kalkulowała, zżerana ciekawością, a zarazem zszokowana tym, co zobaczyła. Ponownie ujrzała prześladowcę, przez co w okamgnieniu przypomniał jej się gwałt. Z chwili na chwilę uczucie żalu rosło w przytkanym gardle, boląc wręcz, lecz ze względu na to, że David już nie śpi, starała się jak umie powstrzymać płacz, jednak mimo wielkich chęci łzy i tak mimowolnie cisnęły się do oczu.
– Laura, płaczesz? – znów ją wystraszył, siadając obok.
– Nie.
– No jak to nie, przecież widzę. Tak mocno boli?
– Trochę.
– Co się stało? – nie odpuszczał. – I czemu nie śpisz?
– Śniło mi się coś i musiałam do łazienki –  mruknęła, lecz chłopak dobrze słyszał jej płaczliwy głos.
– Laura, jak mocno boli, to mów, jak nie, też powiedz, nie chce bez potrzeby dawać ci zastrzyków, to bardzo silne leki.
– Nie mocno.
– Ok, poczekaj – rzekł chłopak i ponownie zniknął w kuchni.
Nie było go około pięciu minut, po których wrócił z wielkim, czarnym kubkiem kawy, takim samym, szarym, w którym gościła herbata z cytryną i talerzem kanapek. Postawił wszystko na stole i wręczył dziewczynie dwie pigułki, oraz odkręconą butelkę wody.
– Wypij, pomogą, ale gdyby później bolało bardzo mocno, powiesz Jenny, ok?
Ponownie kiwnęła głową i popiła lekarstwa, lecz nie byłą zadowolona. Po tym, co się wydarzyło pozostanie sam na sam z dziewczyną nie było miłą perspektywą. Gdy David wspomniał o żonie, nie wiadomo, czemu, Laura natychmiast przypomniała sobie, co zrobiła z Jimmym. Zaczęły targać nią wyrzuty sumienia i złość na siebie za swoje szaleństwa, miała pewność, że gdyby nie rozkręciła się w używkach, nie zrobiłaby tego. Czuła się z tym okropnie, lecz mimo tego, iż sama nie była wobec chłopaka uczciwa, to nie mogła darować i zrozumieć, jak mógł ją zdradzić,. Kto jak kto, ale Frank...? Przecież zawsze był „dla niej”...
– Laura! – potarmosił ją blondyn. Co się stało?  
Spojrzała na niego – przyglądał jej się z dość dziwną miną.
– Nic, przepraszam.
– Chcesz pogadać?
– Nie
– Na pewno –  przeszywał ją wzrokiem.
– Tak.
– Ok, nie nalegam, ale jak coś, wal jak w dym – rzekł, uśmiechając się szeroko.  
– Gdzie Frank? – zapytała w końcu, ponieważ wciąż nie dawało jej spokoju.
– Nie wiem, coś tam z matką, przyjedzie dziś. Zrobiłem ci herbatę, zjesz coś?
– Nie – odparła cicho. Przez zniknięcie bruneta, obie zdrady, film i całą resztę niedawny głód odszedł w zapomnienie.
– Na pewno? Z łososiem, rybka zawsze dobrze wchodzi. Są też z szynką, jak wolisz, może jednak jedną? Laura, zjedź, tabletki lepiej zadziałają – nie odpuszczał.
Zamilkła, więc uznał to za zgodę i podsunął jej talerz pod nos. Wzięła kromkę z  łososiem i niemrawo ugryzła, lecz gdy poczuła miły smak ryby, szczęka zaczęła pracować, jak się należy. Chłopak szeroko wygiął usta.
– Ile słodzisz? – zapytał, wskazując herbatę.
– Jedną.
– Ale to półlitrowy kubek, czyli dwie – zaśmiał się, wyjął z barku cukier i posłodził napar, który podał dziewczynie. – Nie robiłem wrzątku, dolałem trochę chłodnej wody, jest w sam raz do picia.
– Dzięki – mruknęła, nieco zawstydzona i przyssała się do szklanki, David natomiast chwycił swoją kawę i w milczeniu zabrał się za śniadanie.  
Zjadła bardzo szybko, wywołując kolejna falę radości na twarzy młodego lekarza.     
– Jeszcze jedną? – szczerzył się jak najęty.
– Nie, dzięki, może później.
– Dobra, zostawię tu – oznajmił, lecz po chwili zerwał się i chwycił talerz, na której widniały jeszcze dwie kanapki. – Albo nie, postawię w kuchni, bo zaraz Miko ci podpieprzy! – rozweselił się głośno i zabrał śniadanie.  
Odwzajemniła uśmiech, lecz był on dość niewyraźny, po tym mizernym posiłku i zapewne po lekach znowu zaczęło ją mulić.
– Kładź się, i tak już wychodzę do pracy – rzekł David, wgapiwszy się w jej coraz mniejsze, maślane oczy. – Niech Jenny nasmaruje ci brzuch, maść leży w reklamówce na stole. Mówiłem jej wczoraj, ale to zapominalska, więc jej przypomnij, ok?
– Dobrze – odparła cicho brunetka, lecz wcale nie miała zamiaru o niczym jej przypominać.
Była zła za jej wyskok no i wstydziła się też o cokolwiek prosić.
– Dobra, młoda, spadam. Jakby co, mów Jenny, ok? – nakazał, tym razem dość surowo.
– Dobrze.
– To do zobaczenia – uśmiechnął się i zaraz go nie było.
Dziewczyna położyła się na drugi bok i lada moment odpłynęła.

1 982 czyt.
100%112
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3253 słów i 18880 znaków.

2 komentarze

 
  • aKubek

    aKubek · 19 mar 2017

    Powoli prostujesz widzę...

  • zabka815

    zabka815 · 17 mar 2017

    Czekam na dalsze części