Szare istnienie #18

Szare istnienie #18– Emma...!!! – wyjechała pytająco nastolatka i Travis natychmiast odsunął się od dziewczyny.
– Ooo... cze eść ćć – wybełkotała zaskoczona przyjaciółka, robiąc większe oczy.
– Co wy robicie?!!!
– No bo...nie wiem.. jakoś tak... – wydusiła zażenowana blondynka, uciekając wzrokiem.
– Młoda, wyluzuj... – mruknął Travis.
– Przecież ty masz faceta... a ty dziewczynę...! – drążyła 18-latka i zerknęła na zegar, który w tej chwili wskazywał 10:23. – Poza tym co tu robisz tak wcześnie? – zwróciła się do kumpeli.
– Dzwoniłam, ale masz wyłączony telefon. Potem dzwoniłam na domowy i dowiedziałam się, że śpisz. Myślałam, że może pojedziemy popływać, więc Travis powiedział, żebym przyjechała, że pewnie zaraz wstaniesz. No to przyjechałam. Po południu nie byłoby sensu już jechać, bo sam dojazd zajmie ponad godzinę – tłumaczyła się Emma, plącząc słowa.  
Laura tylko westchnęła i zajrzała do lodówki zapominając, że wypiła przecież ostatni napój.
– Czemu znowu nie ma nic do picia? Nie mogłeś kupić, jak wcześniej wstałeś? – najechała na brata.
– A skąd mogłem wiedzieć, że wszystko wychlałaś? – warknął 22-latek, lecz nastolatka dobrze widziała zakłopotanie na jego twarzy.
Nie skomentowała, tylko zajrzała do piekarnika, to z niego dochodził miły, słodkawy zapach.
– Robisz kurczaka z samego rana? – zapytała, zdziwiona.
– Matka zaczęła, ale poszła do roboty. Idę do sklepu – oświadczył, najwyraźniej kombinując, jak uciec od tej niezręcznej sytuacji.
Gdy zniknął, Lura spojrzała na stojącą przy ścianie, zagubioną przyjaciółkę.  
– Zrobił ci chociaż kawy? – uśmiechnęła się.
– Przyjechałam dziesięć minut temu.
– Nie mam nic zimnego, więc do wyboru masz kawę albo herbatę.
– Zrób kawę, tylko nie mocną, jedną już wypiłam – rzuciła blondynka, nadal unikając wzroku przyjaciółki.
– Siadaj, nie pobije cię – zaśmiała się gospodyni i Emma zajęła miejsce przy kuchennym stole.
Laura włączyła wodę i zasypała proszek.
– Em... Co to było z tym ślimakiem? – wznowiła temat, siadając obok.
– Nie wiem, jakoś tak...  
– A co z twoim Eloyem? A Travis...?! Co on odpierdala, przecież ma dziewczynę?!  
– Już nie ma "mojego” Eloya – oświadczyła rówieśniczka, ściszając głos.
– Jak to "nie ma”?
– Nie wiem. Jak dzwoniłam, to nie odbierał, a dziś rano napisał, że nie możemy się spotykać i żebym nie pytała, czemu. Więc wiadomo, do czego tylko byłam mu potrzebna – wydusiła podłamana dziewczyna.
– No to szybko się pocieszyłaś – zakomunikowała Laura, kompletnie nie zastanowiwszy się nad tym, co mówi.
W oczach Emmy natychmiast pojawił się błysk i spojrzawszy niezrozumiale na kumpelę, zerwała się i wybiegła z kuchni.
– Em, zaczekaj! – krzyknęła po chwili brunetka ruszając za nią, lecz w odpowiedzi usłyszała tylko trzask wejściowych drzwi.
Migiem znalazła się na zewnątrz, ale Jeep wyjeżdżał już z podjazdu i po chwili odjechał, z donośnym akompaniamentem pisku opon.
  – Kurwa! – wrzasnęła Laura, wykonując zamaszysty ruch rękoma. Stała tam chwilę, gapiąc się na ulicę, lecz przerwał jej Travis, wyłoniwszy się zza rogu z niewielka reklamówką.
– Co się stało, pokłóciłyście się? Czemu pojechała, do tego jak wariatka? – zapytał od razu.
– Nieważne – burknęła nastolatka i odwróciwszy się na pięcie, ruszyła w stronę domu.
Podłączyła telefon w salonie, po czym ciężko usiadła na kuchennym stołku, nie mogąc darować sobie, że tak chamsko palnęła.
– Młoda, co tu się stało? – dociekał Travis, stawiając przed siostrą zieloną puszkę.
– Nic, nie umiem trzymać języka za zębami – odparła z wściekłością.  
– No tak...! Musiałaś zahaczyć o ten pocałunek, nie?! I po co?! Wyszło, jak wyszło, sam nie wiem, czemu? Ona zawsze coś w sobie miała i zastanawiam się, czemu wcześniej do niej nie podbiłem? Zawsze latali za nią faceci, więc może myślałem, że mnie oleje...
– A co z twoją Julie?
– Nie wiem, chyba jednak nie jest laską dla mnie. Niby fajna i tak dalej, ale przy koleżankach to całkiem inna dziewczyna. Mam wrażenie, że lubi się popisywać – oznajmił z niemałym rozczarowaniem.
– Nie wyglądała mi na taką.
– No właśnie...
Przerwał im brzęczyk piekarnika i chłopak zajrzał do środka.
– Godzina, czterdzieści pięć. Wystarczy? – spojrzał na siostrę.
– Nie mam pojęcia. A co to w ogóle jest? Dziwny zapach, jak na kurczaka.
– Nie wiem, robiony chyba w miodzie i z jakimiś ziołami. Matka mówiła, że bardzo dobry, ma przepis od jakiejś tam koleżanki. Dzwoń do niej, pojechała jak dzika, trzeba się dowiedzieć, czy nic się nie stało – nakazał odnośnie Emmy, podając Laurze komórkę.
– Zaraz do niej pojadę, podwieziesz mnie?
– A skąd wiesz, że jest do domu?
– Wiem!
– Dobra, zjemy i pojedziemy. To jak z tym pieczeniem? – powtórzył, otwierając przed dziewczyną wrota piekarnika.
– Nie wiem, jest już złoty, to chyba wystarczy. Przydałby się tu Frank – zaśmiała się, lecz natychmiast posmutniała, gdyż właśnie dotarło do niej, że jednak tęskni.
Udała się do salonu, włączyła telefon i po kilkunastu sekundach wybrała numer bruneta.
– No cześć, mała – wyjechał od razu. – Już myślałem, że nie chcesz mnie znać – zaśmiał się.
– Cześć – mruknęła Laura, lecz po tych słowach się zacięła, pomysł na rozmowę gdzieś wyparował.
– Laura, no co jest? Znowu coś nie tak?
– Nie, wszystko ok. Ile czasu piecze się całego kurczaka? – walnęła, gdyż tylko to przyszło jej w tej chwili do głowy.
Brunet głośno się roześmiał, ale zaraz zapytał:
– A ile waży?
– A skąd ja mam wiedzieć? Ale mały nie jest.  
– Oceń na oko – rzucił chłopak, śmiejąc się w najlepsze.
– Oj, chyba ty chcesz w oko – mruknęła Laura, pałając zabawnym wzburzeniem.
– Mała znowu się wkurza, to fajnie – drwił humorystycznie. – No dobra, a teraz bez żartów... ile go już pieczesz?
– Prawie dwie godziny.
– To spokojnie wystarczy.
– Travis, wyłącz już! – krzyknęła Laura, chcąc chyba tym wrzaskiem obudzić umarłych.
– Mała, chcesz mnie zabić?! – napomniał ją Frank.
– Sorry...
– Na 12:30 jadę w sprawie roboty i potem jestem wolny. Spotkamy się?
– Najwyżej później, najpierw muszę zajechać do Emmy, trochę narozrabiałam.
– To bierz ją i przyjeżdżajcie, zrobię coś dobrego.
– Na razie to nie wiem, czy w ogóle zechce ze mną gadać.
– Nie będzie tak źle... – zaśmiał się chłopak.
– Pojadę do niej i potem do ciebie zadzwonię.
– Dobra, to czekam na telefon.  
– To cześć.
  Laura odłożyła telefon i ruszyła do brata, lecz gdy weszła kuchni, zatrzymała się jak wryta i natychmiast uderzyła głośnym, nieposkromionym śmiechem.
– O kurwa, coś ty z tym zrobił?! – rżała, wlepiając wzrok w rozbabranego niechlujnie kurczaka, którego dość spora część leżała porozwalana naokoło talerza.
– Kurwa, chciałem to poporcjować i jakoś mi nie wyszło. Poza tym jest gorący – wyjaśnił zdeprymowany Travis, zbierając porozrzucane kawałki.  
– Matka ci da! – oświadczyła Laura. – Oj, żeby Frank to zobaczył...!!! – szydziła i śmiejąc się coraz mocniej, z niknęła z pomieszczenia.
Po chwili wróciła z komórką w ręku, skierowała ją na potrawę i wcisnęła guzik. Z cichym szmerem mignął flesz i Laura na powrót uderzyła upiorną radością.
– Ale przecież może zobaczyć!!! – rzuciła kąśliwie, machając z zadowoleniem telefonem.  
– Młoda, uważaj! – burknął poirytowany chłopak.
Dziewczyna na powrót podłączyła iPhona, po czym podeszła do 22-latka.  
– Dobra, zostaw już to, wystarczająco go już zmaltretowałeś – rozkazała, zabierając mu pieczeń.  
Nałożyła po trochu na dwa talerze, postawiła obok pieczywo i zasiadła naprzeciw brata. Specyficzny smak kurczaka od razu przypadł jej do gustu, lecz gdy w tej chwili spojrzała na stojącą obok, rozszarpaną pozostałość, na powrót uderzyła śmiechem, wypluwając przy okazji cząsteczki przeżutego jedzenia.
– Zamordowałeś go ponownie! Jak mogłeś?! – oznajmiła wesoło, łapiąc uciekające przez radość kęsy powietrza.
– Laura, nie przeginaj! – burknął, zły już 22-latek.
– Sorry... no ale nie mogę! – zakomunikowała, rechocząc na całego.
– Spierdalaj! – wkurzył się chłopak, zabrał talerz i zniknął z pomieszczenia.
Laura chichotała nadal, lecz za niedługo się uspokoiła. Szybko zjadła, wstawiła naczynie do zmywarki i udała się na górę. Z bratem spotkała się w korytarzu.
– To co, zawieziesz mnie? – zapytała.
– Najpierw zadzwoń, czy jest w domu. Albo nie, i tak muszę podjechać w jedno miejsce. Idź do samochodu, zaraz przyjdę – mruknął, z widoczną jeszcze oznaką wzburzenia, wciskając kluczyki w dłoń siostry.
Dochodziła 12:17. Siedząc już w aucie obejrzała sobie zrobione niedawno zdjęcie, lecz przy okazji zauważyła też, że poza nim i ty, zrobionym w restauracji, w komórce są jakieś inne zdjęcia. "Nie skasował?” – pomyślała i bez namysłu otworzyła folder. Ukazał jej się ewidentnie pijany, uśmiechnięty od ucha do ucha Frank, siedzący na dziecięcej zjeżdżalni, za jego plecami zaś stali nie mniej rozradowani Becky i Matt. Uśmiechnęła się krzywo, widząc wyszczerzającego zęby 21-latka, ale zaraz zawładnął nią widok leżącego bezwładnie kumpla i uśmiech zamienił się w stojącą w przełyku, dławiącą gulę. Markotny półuśmieszek jednak powrócił, gdy zobaczyła następne cztery, dość pomysłowo zrobione fotki.  
Na pierwszej figurował Frank, duszący obiema rękoma Matta, na drugiej podobnie, w tym, że obaj panowie znajdowali się już na kolanach, w dziwnej, pół wygiętej pozycji. Trzecia przedstawiała leżącego na ziemi 21-latka, z nawalonym na niego brunetem, ostatnia zaś samego Franka, stojącego na baczność, z wyciągniętymi w geście zwycięstwa rękoma.
Kilkanaście następnych fotek przedstawiało to samo towarzystwo, a na pozostałych kilku widnieli rodzice bliźniaków i dwie starsze osoby, chyba dziadkowie rodzeństwa.
  Brunetka z uśmiechem obserwowała goszczącego na większości fotografii 23-latka, lecz zadowolenie zniknęło, gdy klikając którąś z kolei, zobaczyła chłopaka, czule obejmującego Amber. Oboje wyglądali na rozbawionych i bezgranicznie szczęśliwych. Kolejne cztery praktycznie niczym się nie różniły, zmieniało się tylko otoczenie.  
Pliki się skończyły, więc Laura schowała telefon. Pogubiła się nieco po obejrzeniu ostatnich zdjęć, nie wiedziała, co myśleć, czemu je trzyma? Otrząsnęła się jednak po chwili, zauważywszy w końcu, że Tarvisa nie ma już dość długo. Widniejące na zatopionym w desce rozdzielczej wyświetlaczu, świecące cyferki, wskazywały właśnie 12:30, więc Laura nachyliła się do fotela kierowcy i dwa razy wcisnęła klakson. Po dłuższym, bezowocnym oczekiwaniu chciała zatrąbić ponownie, ale 22-latek akurat wyszedł z domu.
– Co tam robiłeś?! – warknęła, patrząc spode łba na brata.
– Musiałem zadzwonić.
– Tyle czasu?! Mogłeś krzyknąć z okna!
– Dobra, przestań jęczeć! Sama nie trafisz?! – burknął, trzasnąwszy mocno drzwiami wozu.
– Co się stało? – zapytała, gdyż już od momentu pojawienia się chłopaka na werandzie zauważyła, że coś jest nie tak.
– Nic.
– Mów!
– Kurwa, myślałem, że kupię inny samochód, a tu chuj z tego wyszło. Typ chce szóstkę, a mi brakuje ośmiu stów. Szczerze wkurwiający koleś, strasznie mu się śpieszy. Mógłby poczekać, w piątek mam wypłatę, ale nie... musi być dziś!!! Fajny wózek, do tego kabriolet, przydałby się na taką pogodę. Zadbany i niedużo pali, wkręcił mi się trochę. Mógłbym sprzedać ten, ale myślałem, że może będziesz jeździć... – spojrzał na siostrę. – W sumie mogłem cię zapytać – mruknął.
– Jeździłabym, ale jak musisz, to sprzedaj. Żyłam bez samochodu, wiec będę żyć dalej. Za dziesięć lat na pewno coś kupię – ironizowała z uśmiechem dziewczyna. – Poza tym jeśli nie sprzedasz, to nie kupisz tamtego, więc i tak nic się nie zmieni... nadal będę bez auta.
– Za ten dostanę najwyżej półtora tysiąca i nie jestem pewny, czy mi się to opłaca. Nieważne, że ma dziesięć lat, jest w bardzo dobrym stanie, bezwypadkowy i z regularnym przeglądem. Żebym chciał kupić taki za tyle, gówno bym kupił. Kombinują jak mogą, żeby tylko łyknąć za grosze – fuknął wkurzony chłopak.
  – Nie możesz od kogoś pożyczyć? Nie wiem, ile dokładnie mam, ale jak poszperam myślę, że około trzech stów wyszperam. Mogę ci oddać, jeśli cię to ratuje – poinformowała nastolatka.
– Dzięki, młoda, ale co z tego? A gdzie jeszcze pięć? Nie pożyczę, każdy, tak jak ja, czeka na wypłatę. A olać to, znajdę coś innego – odparł Travis, nieszczególnie zadowolony.
– Jak chcesz, ale jak coś, mogę cię poratować... póki jeszcze mam – rzuciła ze śmiechem brunetka, zapinając pas. – Ruszysz w końcu? Stoimy tu już dziesięć minut.  
Travis przekręcił kluczyk i wyjechał spod domu. Po kilku chwilach zapytał:
– To co, jedziecie nad tą wodę? Też bym popływał.
– Na razie to nie wiem, czy w ogóle zechce ze mną gadać.
– Co jej powiedziałaś? – mruknął oschle, nie odrywając wzroku od drogi.
– A czy to ważne? Powiedziałam i już.
– To musiałaś dobrze powiedzieć, bo dziwne, że tak szybko zniknęła, ona raczej nie ma w zwyczaju tak szybko unosić się dumą.
– Dobra, skończ już! Poza tym to nie powinno cię interesować?! – fuknęła Laura, mając serdecznie dość jego sztywnej gadki.  
Travis zamilkł i skręcił na stację benzynową. Wyłączył silnik i spojrzał na siostrę.
– Idę zatankować i do sklepu. Idziesz?
– Nie.
Gdy tylko chłopak zniknął, brunetce od razu stanęło w głowie zdjęcie, które dziś zobaczyła. Dręczyło ją to, czemu go nie skasował. "Może zapomniał” – pomyślała, choć nie bardzo w to wierzyła. Otworzyła szybę i wyjrzała przez okno, kierując wzrok w prawo. Denerwowała się coraz bardziej, gdyż do domu przyjaciółki został już bardzo krótki odcinek. Mimo, iż znała ja jak siebie samą, w tej chwili nie wiedziała, co jej powiedzieć.  
Do głowy przy okazji wszedł też Jimmy i leżący w szpitalu przyjaciel. Miała powyżej uszu kolejnego rozmyślania, co było już chyba jej nałogiem, wysiadła więc z auta i zaczęła rozglądać się po okolicy. Mimo, iż przejeżdżała tędy setki razy, na tej stacji była pierwszy raz. Nie zdążyła "pozwiedzać”, bo 22-latek zaraz pojawił się przy dystrybutorze.
– Masz jakąś kasę? – zapytał. – Za tyle, co mam, za dużo nie naleję. Oddam ci potem.
Laura dała mu około pięćdziesięciu dolarów, które miała w kieszeni.
– Za dużo tego nie ma – mruknął chłopak, biorąc gotówkę. – No i co ty robisz z tą kasą?! Kup sobie w końcu jakiś portfel – wykrzywił twarz, prostując zmiętolone, skręcone w imitację kulki banknoty.  
– Nie pasuje, to oddawaj – warknęła Laura.
Chłopak tylko westchnął, dokończył tankowanie, poszedł zapłacić i po chwili wznowili podróż.  
– Trzeba było zadzwonić. A jak jej nie będzie? Jechałem na darmo? – zagadnął 22-latek.
– Będzie, a jak nie, wtedy zadzwonię.
– Nagadałaś głupot, a teraz się boisz? – stwierdził pretensjonalnie, wyginając usta w ironicznym uśmieszku.
– A odwal się w końcu. Coś się tak uczepił, to chyba nie twoja sprawa?! – zagrzmiała nastolatka, marszcząc brwi.
– Lubię laskę, więc trochę moja. Ponadto to ja ją zaprosiłem, a ty zachowałaś się jak chamka. Pocałowałem ją i co...? To jakieś przestępstwo? Wlazłaś do kuchni, wyjeżdżając od razu z pouczeniami. Nie mogłaś nie otwierać gęby?  
– Zakochałeś się czy jak? Nigdy nie interesowały cię nasze sprawy, a tu nagle robisz za adwokata?! – patrzyła na brata błyszczącymi oczyma, nie wierząc, że ta dziwna rozmowa w ogóle ma miejsce.
– Nie wyjeżdżaj mi tu z żałosnym; "zakochałeś się”, bo to nie zmieni faktu, że jak chcesz, to potrafisz być świnią – orzekł Travis, zatrzymując wóz za Jeepem blondynki.
– Spierdalaj! – fuknęła Laura, zamaszyście otwierając drzwi.
– Iść z tobą? – zapytał.
Nie odpowiedziała, tylko szybko oddaliła się od samochodu.
– Poczekam! – krzyknął za nią, ale nawet się nie odwróciła.
Szła jak na szpilkach, z każdym krokiem czując coraz większą niepewność i zdenerwowanie. "Przecież nie pierwszy raz” – pomyślała, lecz teraz nie była to przecież sprzeczka przez jakąś drobnostkę, więc dodawanie sobie otuchy nic nie dało.  
Pełna obaw stanęła w końcu przed drzwiami, obejrzała się jeszcze na pickupa, po czym nacisnęła dzwonek, który rozbrzmiał wesołą melodyjką we wnętrzu domu.

2 679 czyt.
100%91
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2956 słów i 17288 znaków, zaktualizowała 22 sty 2017.

1 komentarz

 
  • Misiaa14

    Misiaa14 · 8 lip 2016

    Świetna część