Szare istnienie #80

Szare istnienie #80

Po kilkunastu minutach butelka się skończyła i mimo, iż Emma nie piła z nimi każdego kieliszka, alkohol w połączeniu z trawą dość odczuwalnie nią zakręcił. Zadzwonił telefon Susan, która nie ruszając się z miejsca, odebrała połączenie.
– U Chudego – zachichotała po chwili w słuchawkę. – Palę trawkę, popijam gorzałę i biję ludzi. Niestety, mój drogi, wódeczka właśnie nam się skończyła, co mnie bardzo rozczarowuje i będę zmuszona wyruszyć w ten skwar do sklepu. Masz kaca?
Dzwoniący szumiał coś przez moment, po którym starsza z dziewczyna rzuciła:
– Dobra, to czekam. Tylko szybko, seksu mi się chce! – rozradowała się, po czym zakończyła konwersację.
– David? – zapytał Jimmy.
Sue pokiwała potwierdzająco głową.
– Przyjedzie?
– Tak. Ma kaca, nie ma co zapalić i jest ostro wkurwiony, do tego nie ma kasy, czego nie rozumiem, rzadko mu się to zdarza. Przepił wczoraj wszystko? – zachichotała. – Ten chuj narobił mu kwasu, podbijają do niego jacyś gówniarze z zapytaniem o towar, masz pojęcie? I że się nie boją...?! – chichot zniknął. – I kurwa, jak na złość, nie może go dorwać, a tak, to konfident łazi po całym osiedlu! – warczała.  
– Kto, gruby? On by nie sprzedał, pojebało cię? – oznajmił Jimmy.
Emma bacznie przysłuchiwała się rozmowie, patrząc na wkurzoną już w tej chwili Susan, lecz strach nie wracał, czuła się totalnie rozluźniona.
– No kurwa, jak to nie? Nawalił się i zaczął kłapać dziobem, być może teraz nawet już tego nie pamięta…
Nagle ktoś głośno załomotał w drzwi i usłyszeli Chrisa:
– Jimbo, otwieraj!
Wydawał się być bardzo zniecierpliwiony. Brunet wstał i wpuścił przyjaciela do środka. Po chwili 30-latek pojawił się w pokoju w towarzystwie Łysego, dzierżąc w dłoniach dwa wielkie, czarne worki, podobnie olbrzym. Jake wybałuszył oczy, widząc dziewczynę, lecz nie komentował, machnął tylko głową w geście powitania, uśmiechnąwszy się szeroko.  
Odwzajemniła gest.
– Oooo, jesteś jeszcze, żono moja niedoszła, nie uciekłaś! – rozradował się Chris, kolejny raz ściskając nastolatkę, na policzku której zaraz wylądował całus, jednak po tych formalnościach blondyn uwolnił dziewczynę i odpalił papierosa. – Jimbo, musisz to przetrzymać do wieczora, nieś do piwnicy. Diablo potem zabierze – oznajmił brunetowi.
– Co to jest?  
– Łysy, zamknij drzwi – nakazał, obrócił jeden z pakunków i wywalił całą jego zawartość na podłogę. Z brzdękiem powypadały ze środka dobre jakościowo dezodoranty, kremy, perfumy, płyny po goleniu, firmowe żele pod prysznic, szampony i tego typu rzeczy, dekorując sobą dość duży obszar drewnianej posadzki.
– O kurwa, Mikołaj przyjechał!!! – rozkrzyczała się zadowolona Susan, wyciągając do góry obie ręce.
Chris się uśmiechnął, wziął drugi worek, z którym postąpił podobnie i po chwili obok kosmetyków pojawiła się wielka góra papierosów, po części w kartonach, po części w oddzielnych paczkach.
– O kurwa, skąd to macie?!!! – Jimmy wytrzeszczył oczy. – A to? – wskazał pozostałe worki.
– To samo. Chłopaki piznęli hurtownię, potem Diablo to zabierze i zawiezie do Glorii, do sklepu – wyjaśnił 30-latek.
Emma siedziała w niemałym szoku, dość sporo było tego wszystkiego.
– A nie mogli zrobić takiej z alkoholem? Wódka nam się skończyła! – pyskowała Susan, pałając pociesznym smutkiem.
Chris się zaśmiał i rzucił brunetowi dwa kartony czerwonych Marlboro, które ten zaraz schował do szuflady.
– Dzięki – wyszczerzył zęby.
– Cicha, jakie chcesz fajki? – zapytał blondyn, kierując wzrok na starszą Sue.
"Cicha…?!” – pomyślała od razu Emma, wielce zdziwiona tym przydomkiem, dziewczynę raczej ciężko byłoby zaliczyć do tejże grupy ludzi.
– Kurwa, Mnichu! – zagrzmiała blondynka, karcąc chłopaka lodowatym spojrzeniem.
– Sorry, wymknęło mi się.  
– Daj L’M-y, tych chyba jest najwięcej. Niebieskie – mruknęła, wkurzona i także otrzymała dwa kartony, które po chwili schowała do torby z kosmetykami.  
Łysy usiadł obok nastolatki.
– A ty skąd się tu wzięłaś? Imprezujesz, widzę – mocno wygiął usta, objąwszy dziewczynę w pasie. Miał wyraźny, poalkoholowy chuch.
– Trochę… – mruknęła Emma, nieco onieśmielona.
– Jak twoja koleżanka?
– Nie wiem.
– Dobra, laski, wybierajcie, bo trzeba to stąd wynieść – przerwał mu Chris, wskazując łup.
– A jednak już gwiazdka! – ucieszyła się Susan i bez zbędnej zwłoki przykucnęła przy kosmetykach, po czym zaczęła w nich grzebać. Złość na Chrisa szybko jej przeszła, marihuana należycie wykonywała swoje obowiązki.
– Mała, szukaj czegoś dla siebie, to nie może tu tak leżeć – ponaglał 30-latek widząc, że nastolatka nie rusza się z miejsca.
Dziewczyna poczuła się strasznie głupio, nie miała odwagi niczego wziąć.  
– Ale ja niczego nie potrzebuję – wybąkała.
– Młoda, chodź! – zawołała Sue. – Jak dają…?! No dawaj!  
Emma po przełknięciu stojącej w gardle guli konsternacji przykucnęła w końcu przy nowej znajomej i także zaczęła oglądać produkty, nie robiła tego jednak ze zbyt wielkim zaangażowaniem.
– Te są fajnie. Może nie jakieś firmowe, ale bardzo ładne – powiedziała nagle Susan, podając nastolatce niebieską buteleczkę z perfumami.
– Fajne – oznajmiła Emma, powąchawszy kosmetyk i operując niemrawym uśmiechem, odstawiła zapach na bok.
– Weź też coś swojej koleżance, dużo tego mamy – wtrącił Chris, który już aplikował do nosa. – Jimbo, daj im jakieś torebki – poprosił kumpla, gdy już wciągnął proszek.
Chłopak wykonał prośbę i wręczył dziewczynom dwie duże, białe reklamówki. Chris przykucnął przy Emmie i też zaczął przewalać towar.
– Kurwa, gdzieś tu widziałem Adidasa Dive, a teraz go nie ma – burknął, niezadowolony. – Łysy, zobacz w drugiej torbie.
Kolos się nie cackał, tylko wywalił kolejny wór, którego zawartość w kwestii ilości niczym się nie różniła. Przyklęknął przy kosmetykach w towarzystwie bruneta i teraz już cała piątka sumiennie grzebała się w towarach, wyglądając w tej chwili niemalże jak poszukiwacze skarbów na wysypisku śmieci. Łysy odszukał pożądaną przez przyjaciela wodę po goleniu, sobie wziął taką samą i wstał.
– Jimbo, ruchy, pomożesz zapakować mi to z powrotem.
– Żono, to już wszystko? – zapytał zdziwiony Chris widząc, że Emma wzięła jedynie dwie buteleczki perfum i dwa żele pod prysznic.
– Wystarczy – mruknęła nastolatka, wciąż zawstydzona.
– Emma, nie krępuj się, tylko bierz, czego potrzebujesz, zaoszczędzisz trochę kasy. Nie patrz na nic, tylko ładuj, mamy tego jeszcze sześć takich worów, wystarczy dla każdego – uśmiechnął się.
Był bardzo ciepły i przekonujący, więc dziewczyna w rezultacie ponabierała całą torbę różności, wszystkiego po parze, podobnie Susan. Chłopcy spakowali już fajki i jeden worek kosmetyków i w tym właśnie momencie ekipa zakończyła czynności.
– A ty co? Też masz koleżankę? – zapytał Chris, wgapiwszy się w starszą z dziewczyn z jadowitym półuśmieszkiem.
Spojrzała na niego, lekko zdezorientowana.
– No co? Z twoim charakterkiem? Nie pobiłaś jej jeszcze? – drwił, coś go nagle naszło.
– O co ci chodzi? – warknęła Sue, gubiąc gdzieś swój narkotyczny uśmiech.
– O nic…
– Spadaj, nie wkręcisz mi! – fuknęła.
Wstała z pozycji: "na jedno kolano” i usiadła na krześle, z nieokreślonym wyrazem twarzy.
– No dobra, ale tak na poważnie to mogłabyś dać już spokój, swoje dostała – wznowił dyskusję blondyn.
– Spokój?! Ten kurwiszon nigdy nie zazna spokoju, jak tylko będzie stawać na mojej drodze, rozumiesz?! Dla mnie to już samo dno, bo niżej się nie da! – oznajmiła Susan, kompletnie tracąc swój dobry humor, a raczej jego resztki.
– Nie broń jej, wiesz, jaka jest – wtrącił do kumpla Jimmy, wstając z miejsca – Chcesz piwko? – spojrzał na nastolatkę, której radosna mimika twarzy także zniknęła.
Pomachała potakująco głową, wręczył jej więc po chwili otwartą butelkę, drugą dał siedzącemu cały czas obok niej Jake’owi, a dwie kolejne postawił na stole.
– Tak, wiem, ale to kurwa, moja siostra, i ona się raczej nie zmieni – burczał Chris.
– To cały czas będzie dostawać w łypę, jak nie ode mnie, to od tego, komu akurat nastąpi na odcisk. Wydymała pół osiedla, trafi jeszcze na kogoś, to więcej, niż prawdopodobne. Już dawno by oberwała, ale że jest twoją siostra, to jej nie ruszają. Ale do czasu… – Sue nie ustępowała.
– Dobra, skończcie już, olać ją! – wtargnął w końcu to wszystko Łysy, podniósł tyłek i chwycił jednego z leżących na stole skrętów. – Zapalmy Fajkę Pokoju!!! – rzucił niemalże uroczyście, odpalił używkę i podał Susan. – Kobietom pierwszeństwo – wyszczerzył się i natychmiast zajął swoje miejsce.
Emma już się go nie bała, poza tym, pomijając piwny aromat, bardzo ładnie pachniał.  
Chris spojrzał na zegarek – 12:32. Skręt zrobił kółeczko i gdy tylko Jimmy go zagasił, Susan wstała z miejsca.
– Idę do sklepu. Młoda, chodź – kiwnęła głową na Emmę.
Dziewczyna z miejsca się zestresowała, nie była jeszcze gotowa na pozostanie z nieznajomą sam na sam, zwłaszcza, że miała ona w tej chwili zbyt dobrego humoru.
– No wstawaj, szybko obrócimy – ponaglała, patrząc na Emmę rozkazującym wzrokiem.
Nastolatce zioło zakotłowało w głowie, wstała jednak z miejsca.
– Idę po wódkę i jakieś żarcie. Co mam kupić? – zapytała Sue, kierując uwagę na gospodarza.
– Nie wiem, co chcesz.
– Nic nie kupuj, przed drugą podjedziemy do "Diabłów” i tam coś zjemy – rzekł Chris.
– Idziemy – dziewczyna nałożyła czapkę i ruszyła do wyjścia, więc Emma także.
Gdy tylko opuściły domek, uderzył w nie palący, ostry zaduch, temperatura była bardzo wysoka.
– Też, widzę, ubrałaś się jak na zimę – zaśmiała się starsza dziewczyna, patrząc na jasne jeansy nastolatki.
– Nie wiem, czemu – odparła Emma, nadal lekko spięta.
– Ale cię szarpie, nieźle – Sue wesoło podsumowała wygląd oczu towarzyszki, które były już tak czerwone, jakby dziewczyna piła co najmniej przez tydzień. – Chyba rzadko palisz, co?
– Różnie…
– Ale to nie kwestia ilości, po prostu ten towar jest wywalający, sama nie wiedziałam, że dostanę taki odpał. Mogłabym mieszać z majerankiem i sprzedawać większe ilości – ironizowała Susan, której powoli wracało zadowolenie.
Zatrzymały się przed ulicą, na której słowo: "cisza” nie miało w tej chwili prawa bytu, jeżdżące tabunami samochody szumiały i trąbiły wściekle, ich właściciele byli wyraźne zbulwersowani, zwłaszcza ci w starych, nie posiadających klimatyzacji wrakach.
– No kurwa, ile czasu będziemy tu stały?! – warknęła wzburzona Sue, gdyż tkwiły przy krawężniku już dobrą minutę, a chociażby najmniejszej luki w ulicznym tłoku brak.
– Godziny szczytu, może chodźmy na przejście? – Emma wskazała głową znajdujące się pięćdziesiąt metrów od nich pasy.
– Masz rację, idziemy.
Dotarły tam po chwili, trafiając na czerwone światło.
– Kurde, jak gorąco, może szarpnąć facetów i pojechać gdzieś popływać? – zaproponowała Sue, patrząc na Emmę.
– Nie wiem, nie mam stroju – mruknęła nastolatka.
Teraz zaczęła żałować, że zostawiła go w szafce Travisa.
– To co z tego, jak też nie – zachichotała Susan. – Idziemy.
Chwilę później były już po drugiej stronie i skierowały się w prawo, do znajdujących się jeden przy drugim sklepów i lokali gastronomicznych.
– Mnich do ciebie nie podbija? To bardzo do niego niepodobne, zwłaszcza, że na ciebie leci, nie mając raczej w zwyczaju podkochiwania się – zaśmiała się starsza z blondynek.
– Mam faceta – odparła Emma, już trochę bardziej wyluzowana.
– Oj, gdyby się uparł, nie przeszkadzało by mu to, uwierz mi… Dawaj tu, nie ma ludzi.
Weszły do miłego, klimatyzowanego marketu, którego wnętrze otuliło je kojącym chłodem.
– Może popijemy tu? Zobacz, jak chłodno… i są stoliki! – rozradowała się Susan, wskazując cztery liche mebelki, szerokości około metra na metr.
– Jasne… – Emma szeroko się uśmiechnęła.
– Chodź, poszukamy czegoś chrupiącego.
Udały się w stronę stojących na długim regale, kolorowych paczek, których jak na tak mały sklep było dosyć sporo.
– Wybieraj, ja biorę cebulowe – ucieszyła się jak dziecko, widząc ten raj różnorakich przeróżnych przekąsek.
Emma nie chcąc robić z siebie drugiej Laury, wzięła opakowanie śmietankowych "Pringles", wrzuciła do koszyka, znajoma dołożyła do nich największą, jaką znalazła paczkę, a raczej pakę "Lay’s Onion” i ruszyły do kasy.
– Litrowego Smirnoffa i dwa małe Carlsbergi… Zimne! – rzuciła do wysokiej, chudej jak patyk dziewczyny. – Wódkę też macie z lodówki?
– Zaraz zobaczę – odparła ekspedientka i za moment postawiła na ladzie mocno oszronioną butelkę.
– Ma pani szczęście, ostatnia – uśmiechnęła się, lecz Susan znowu miała grobową minę, co nieco zaskoczyło Emmę, jej nagłe zmiany nastroju były nieco dziwne.
– I poproszę dwa soki, też zimne, jak są – dodała kupująca i zaczęła grzebać się po kieszeniach,  z których wyjęła po chwili złożone na pół banknoty.
Nastolatka aż postawiła oczy w słup – był ich tam cały plik, grubości co najmniej trzech, jak nie czterech centymetrów, na dodatek w dwudziestodolarowych nominałach. "No tak, przecież handluje…” – pomyślała i nie chcąc wyjść na idiotkę, natychmiast zmieniła punkt obserwacyjny z banknotów na sprzedawczynię. Pogodny wyraz twarzy ekspedientki gdzieś uleciał, Emma odniosła wrażenie, że to kwaśna, zimna mina klientki tak na nią podziałała – była bardzo wymowna.
Sue oddzieliła od pliku dwie dwudziestki, rzuciła na ladę i spojrzała na towarzyszkę.
– Może coś jeszcze? Masz chęć coś zjeść? – uśmiechnęła się.
– Nie, dzięki – mruknęła Emma, na powrót czując się bardzo nieswojo.
Susan swoim zachowaniem sprawiała, że Emmą z chwili na chwilę targały nią coraz to inne emocje, raz była rozluźniona, raz wręcz przeciwnie, starsza dziewczyna miała dość ekscentryczną manierę.

Zakupy zostały spakowane i kupujące opuściły sklep, kierując się od razu na pasy, gdyż ruch na ulicy nic a nic się nie zmienił. Pięć minut później były już przy domu bruneta i Susan rzuciła:
– Dawaj na ławkę, wypijemy zimne piwko – po czym uśmiechnęła się od ucha do ucha i posadziła tyłek na drewnianym siedzisku...

1 481 czyt.
100%194
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2526 słów i 15083 znaków, zaktualizowała 10 maj 2017

Komentarze (4)

 
  • aKubek

    aKubek 10 maj 2017

    Żono moja niedoszła przyszła Co takie krótkie ?

  • zabka815

    zabka815 10 maj 2017

    Super i znowu trzeba czekać .... zapowiada się ciekawie

  • Black

    Black 10 maj 2017

    Taka cisza przed burzą czekam na więcej, liczę na ciebie

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 10 maj 2017

    ???? Super. Widzę, że nieźle Ci to idzie ????