Szare istnienie #48

Szare istnienie #48

Siedziała półprzytomna, trzęsąc się z zimna na tylnym siedzeniu i słysząc jednocześnie głosy swoich wybawców, lecz nie rozumiała z nich kompletnie nic, w uszach szumiało, a głowa pękała z każdej możliwej strony. Nie wiedziała, gdzie jedzie, z kim jedzie, ale była szczęśliwa, że nie jest w szpitalu, i nawet, jeśli coś jej grozi, nie będzie to "J”.
  Auto stanęło i chłopak ponownie wziął nastolatkę na ręce, która cicho stęknęła, lecz gdy tylko wyciągnął ją z wozu, skuliła się z zimna jeszcze bardziej.
  – Spokojnie, zaraz będzie ciepło – odezwał się przyjaźnie.
  Nie otwierała oczu, bolały i piekły, lecz mimo to po chwili poznała trzask otwieranego zamka. Od razu poczuła cieplejsze powietrze, ładny, lawendowy zapach i usłyszała psa, który podbiegł i sapiąc zabawnie, skakał chyba koło niosącego ją nieznajomego.
  – Miko, uspokój się, idź do Jenny! – chłopak skarcił pupila i zaraz ułożył nastolatkę na jakimś łóżku. – Nagrzej zupy, może zje – rzekł do ukochanej.
  – Ty nagrzej, a ja poszukam jej jakichś ciuchów. Moje będą za duże, ale zobaczę coś u młodej, są podobnego wzrostu – odparła dziewczyna i zapadła cisza.
  Laura ciężko otworzyła oczy i pierwsze, co zobaczyła, to jasnobrązowa tapeta w stylu 3-d, ozdobiona wzorkami rombów, ogromy, pięćdziesięciocalowy telewizor i czarny stolik ze złotymi akcentami, stojący przed samym jej nosem. Nie pogapiła się długo, gdyż żółty labrador powrócił, doskoczył do nastolatki i machając zamaszyście ogonem, usilnie starał się dać jej ”buziaka”. Zasłoniła twarz, lecz zwierzak nie zamierzał odpuścić, był wyraźnie zadowolony i bardzo przyjazny, ale i natarczywy zarazem.
  – MIKO!!! – zagrzmiał gospodarz i natychmiast odciągnął kudłacza, lecz ten i tak dopiął swego i liznął Laurę kilka razy. – Uciekaj stąd! – chłopak otworzył szafkę i rzucił psu jakiś śmieszny, biały, powykręcany, jadalny gryzak.  
  Usiadł obok brunetki, lecz ta nie czuła już strachu. Miał dziwną minę, gdyż dopiero teraz zobaczył dokładnie jej posiniaczoną twarz i rozciętą wargę.
  – Jestem David, a tamta pani to moja wredna żona Jenny – uśmiechnął się. – Jak masz na imię?
  – Nie wiem – wystękała.
  – Obejrzę to, dobrze? – rzekł na oko trzydziestoletni chłopak i zaczął rozchylać jej włosy.
  Poruszyła się niespokojnie. Wiedziała, że nie zrobi jej krzywdy, lecz mimo wszystko był facetem i jego dotyk był dla niej dość nieprzyjemnym doświadczeniem.
  – Spokojnie, muszę to obejrzeć – uspokajał dziewczynę i w salonie właśnie pojawiła się gospodyni.
  – Mam tylko dresy, koszulkę i bluzę, wszystko pozabierała. Kurde, nie rozumiem, pojechała na dwa tygodnie, a wyczyściła całą szafę, będzie nosić te ciuchy do spółki z koleżankami, czy z Tommym? – rzekła zniesmaczona, lecz słychać było przenikający przez tą irytację śmiech. – I co? – zapytała.
  – Rana to tylko draśnięcie, ale być może uderzyła się dość mocno, więc myślę, że jednak powinien zobaczyć ją lekarz.
   Laura natychmiast uderzyła ponownym płaczem, wprawiając w niemałe osłupienie obu małżonków, była pewna, że tam wróci i znowu ją odwiedzą, pobiją, zgwałcą...
  – Spokojnie, nigdzie nie pojedziemy, zaraz to opatrzymy – Jenny usiadła obok i przytuliła trzęsącą się jak galareta dziewczynę. – Co się stało w szpitalu, ktoś cię skrzywdził?
  Laura milczała, zalewając się łzami.
  – Dobrze, nie nalegam, ale jakbyś chciała mi coś powiedzieć, to pamiętaj, że tu jestem i będę. Przyniosę zupy, musisz coś zjeść – oznajmiła i zniknęła w kuchni.
  18-latka ani trochę nie miała ochoty na jedzenie, tylko na ciągłe spanie, plątał jej się w głowie obraz Travisa i domu, lecz nadal nie kapowała, kto to jest i co to za miejsce, chyba jednak dobrze się rąbnęła. I nie kłamała, nie pamiętała także swojego imienia, lecz wszystkie przykre rzeczy zostały w jej głowie. Pamiętała twarz Amber i "J-a” i to, co jej zrobili, ale ich imiona także gdzieś jej umknęły, tak jak wszystkie inne, lecz było jednak coś, co pałętało się w jej świadomości, a dokładnie jakaś Emma... Ale jaka?  
  David wrócił i znów zaczął dobierać się do jej głowy, ale już leżała spokojnie, jęknęła tylko nieprzyjemnie, gdy polał na jej ranę jakiś płyn i zaraz przyłożył do niej coś miękkiego.
  – Spokojnie, ja wiem, ale niestety to musi trochę zapiec, nic na to nie poradzę. Zaraz przejdzie i krew nie będzie się już sączyć – oświadczył ze stoickim spokojem.
  Pies wrócił i zaczął trącać rękę brunetki, która tym razem uniosła dłoń i delikatnie go pogłaskała, więc David nie zareagował.
  – Polubił cię, a uwierz mi – mimo, że to przyjazna rasa, nie wszystkich akceptuje – uśmiechnął się ciemnowłosy chłopak.
  – Która godzina? – zapytała, a raczej wyjęczała nagle "pacjentka".  
  – 5:14. Wstań, zjesz coś – poprosił i pomógł jej usiąść, gdyż Jenny właśnie postawiła na stoliku niewielką miseczkę parującej zupy.
  – Nie chcę jeść – spuściła głowę.
  – Podjadę do szpitala i zaraz wracam, a ty spróbuj chociaż trochę ją nakarmić. Miko, chodź, dotrzymasz mi towarzystwa! – krzyknął i zniknął.
  – Nie, proszę was! – Laura natychmiast wpadła w popłoch i znów się rozpłakała, choć szczerze mówiąc, nie miała już czym.
  – Uspokój się, on jest tam na stażu, pewnie pojechał po coś dla ciebie. Spokojnie, wszystko jest dobrze – Jenny mocno ją przytuliła, prawie jak matka córkę.  
  Poczekała, aż brunetka wywali z siebie cały żal i odsuwając ją delikatnie, chwyciła miskę.
  – Zjedz coś, chociaż trochę, ile dasz radę. Musisz nabrać sił – nalegała, podsuwając Laurze pod nos srebrną łyżkę.
  Wzięła ją do ust, lecz przełknęła z ciężkim bólem, choć ta dziwna, zawierając kawałki mięsa i masę warzyw zupa, była nawet smaczna.
  – Spokojnie, powoli, nikt nas nie goni – rzekła Jenny widząc, że dziewczynie bardzo opornie idzie dziś jedzenie i po chwili dała jej drugą porcję.
  Laurze zrobiło się głupio, że są dla niej tacy mili, a ona jeszcze marudzi, przestała więc się stawiać i powoli zjadła wszystko.
  – Jeszcze? – zapytała jasnowłosa dziewczyna, wielce zadowolona z tego faktu.
  – Nie, dziękuję. Mogę dostać wody?  
  – Jasne, zaraz przyniosę.
  Przyniosła dwie butelki, jedną postawiła na stole, a z drugiej nalała całą szklankę i pomogła brunetce się napić.
  – A może chcesz się wykąpać? Pomogę ci – zaproponowała nagle.
  – Nie – mruknęła Laura, ponownie spuszczając głowę, było się totalnie wstyd.
  – Dlaczego? Nie wstydź się, też jestem kobietą. A może jednak? Lepiej się poczujesz.
  Brunetka milczała. Czuła się bardzo nieswojo, z drugiej strony jednak Jenny miała tak dziwnie przekonująco-nakazujący głos, że głupio jej było zaprotestować.
  – Chodź – gospodyni delikatnie poniosła nastolatkę i obejmując ją w pasie, wolno ruszyła w stronę łazienki.
  – Ja sama... – mruknęła w końcu Laura, totalnie zażenowana całą sytuacją.
  – Sama...?! Dziewczyno, przecież ty ledwo stoisz na nogach, poza tym w ogóle się dziwię, jak ty w tym stanie doszłaś do centrum? – wzburzyła się blondynka i zaraz wprowadziła ją do pięknej, wyłożonej czarnymi kafelkami łazienki.
  Nie pytała, nie prosiła, tylko odkręciła prysznic i szybko pomogła Laurze wyskoczyć z ciuchów i pozbyć się bandaża, lecz gdy tylko zobaczyła jej ciało, o mało sama nie upadła. Nogi tylko gdzieniegdzie zmieniły kolor, lecz brzuch był już cały w siniakach, owocach ostrego kopania, lewa stopa lekko spuchła, a w okolicach bioder i pośladków widoczne były niewielkie otarcia skóry, zapewne od padania na ziemię, bez spodni oczywiście.
  Jenny była w szoku, nie mogła uwierzyć, jak można kogoś tak skatować, zwłaszcza taką drobną i niepozorną dziewczynę, jaką jest Laura.
  – Dobra, chodź – chwyciła dziewczynę pod rękę i zaraz wsadziła do kabiny.
  Uwinęła się dość szybko, mocząc przy tym całe swoje ubranie, ale olała to i gdy brunetka była już czysta, pomogła jej wyjść, posadziła na brązowym stołeczku i wręczając jej żółty ręcznik, oznajmiła:
  – Trzymaj, zaraz wracam.
  Laura była kompletnie zażenowana, czuła się jak niedołężny dziad, do tego miała świadomość, jak wygląda, co tylko wzmagało konsternację. Po chwili Jenny wróciła i wręczyła dziewczynie czystą bieliznę. Brunetka, w okowach cierpienia, zdążyła się już wytrzeć i ze słowami: ”Dziękuję” wzięła ciuchy, nie patrząc na wybawczynię. Czuła się jak kretynka.
  Udały się z powrotem do salonu i tam blondynka ubrała dziewczynę w szare, bawełniane dresy, koszulkę i czarną, przytulną bluzę.
  – Dziękuję – mruknęła speszona i kompletnie upokorzona nastolatka, ponownie spuściwszy głowę.
  – Hej, co się dzieje? – Jenny w mig wyłapała jej zagubienie i znów objęła brunetkę, zaglądając jej w oczy z szerokim jak księżyc uśmiechem. – Daj spokój, przecież to nic takiego – dodawała otuchy skrępowanej dziewczynie, masując jej lewe ramię, lecz Laura nadal czuła się bardzo źle. – Zjesz coś jeszcze? Może jakieś mięcho, albo owoce? – zapytała.
  – Nie, dzięki.
  Zazgrzytał zamek i Miko wbiegł jak szalony do salonu, migiem doskakując do nastolatki, a za nim mąż blondynki. Piesek znowu zaczął szturchać nosem brunetkę i ponownie został pogłaskany, Laura dobrze się czuła w towarzystwie zwierzaka, które, notabene, bardzo lubiła.
  – No i widzisz?! Przekabaciła nam psa! – zaśmiał się David, stawiając na stole dużą torbę. – O, widzę, że wzięłyście kąpiel, to super. Mam wszystko, czego mi trzeba, ale zdobycie tego nie było łatwe. Gdyby Jerry nie miał dziś zmiany, gówno był załatwił. I też się pruł, nie bardzo chciał pomóc, ale jakoś go uprosiłem. Zjadła coś?
  – Tak.
  – To dobrze. To może się teraz prześpij? – ukucnął przed Laurą.
  – Mogę jeszcze chwilę posiedzieć? – wydusiła, po kąpieli senność trochę jej przeszła, no i jak siedziała, żebra bolały nieco mniej.
  – Jasne, posiedźmy.  
  – Kotku, ona ma chyba coś z żebrem, bo miała na sobie bandaż uciskowy. Zdjęłam go, co jest oczywiste, ale nie umiem go teraz zawinąć tak, jak powinien być – Jenny szybko poskarżyła się mężowi.
  – Gdzie on jest?
  – W łazience.
  David wyszedł i zaraz wrócił.
  – To nawet ciężko było ci go skręcić?! No tak, najlepiej jebnąć na pralkę i tak zostawić! – rzucił zły, usiadł obok Laury i zaczął zwijać wymiętolony opatrunek.
  Jenny uśmiechnęła się pod nosem, 18-latka także, ponieważ spojrzawszy delikatnie na chłopaka zobaczyła, że ma bardzo zabawnie wzburzoną minę. Skręcił połowę, odłożył i wstał. Poszedł do kuchni i zaraz wrócił z otwartą butelką piwa, z której natychmiast zaczerpnął.
  – Nie idziesz dziś do pracy? – zapytała Jenny.
  – Nie, ale muszę podjechać w jedno miejsce.
  – I pijesz piwo?! Poza tym jest szósta rano – wkurzyła się.
  – No widzisz...? Niektórzy o tej godzinie kończą picie, a ja dopiero zaczynam, więc nie jestem takim wielkim pijakiem – uśmiechnął się.
  Laurze humor nieco się poprawił, zwłaszcza, że "kłótnia” obu kochanków była dość pocieszna.
  – Zaparzę jej melisy, będzie lepiej spać – oznajmiła poirytowana blondynka i udała się do kuchni, a David właśnie skończył zwijać bandaż i wstał.
   Poszedł za ukochaną i po chwili wrócił z dużą, brązową tubką.
  – Chodź tu! – krzyknął do Jenny, która zaraz się zjawiła. – Przytrzymaj jej bluzę, samej będzie jej ciężko, żebro to wkurzająca dolegliwość – poprosił.
  Jenny podciągnęła jej ciuchy poniżej piersi i chłopak nasmarował maścią okolice żeber, po czym szybko i zgrabnie owinął je bandażem. Pies cały czas siedział przy nastolatce, z głową na jej nogach. Wciąż go głaskała, był miękki i ciepły.
  – Dobra, nieznajoma, ale teraz musisz się jednak położyć, podłączymy kroplówkę – rzekł David, wyjmując z torby foliowy worek z lekiem, oraz resztę asortymentu.
  Laura był totalnie skołowana, ale posłuchała chłopaka, który za chwilę pomógł jej ułożyć się na kanapie. Jenny powróciła z parującymi ziołami, które postawiła na stole, natomiast David otworzył szafę i wyciągnął z niej metalowy stojak, który znalazł swoje miejsce przy prawej stronie tego samego mebla. Laura bacznie obserwowała chłopaka, nie wiedząc, czy mu zaufać, ale słowa: "ma tam staż” dużo jej wyjaśniły, więc niepokój nie był duży, choc nie zniknął.
  – Najlepiej, gdyby zdjęła tą bluzę, ten koc jest ciepły – spojrzał na żonę, która po chwili pozbyła się górnej części ubioru nastolatki.
  David rozpakował niebieski motylek i szybko przemył zgięcie ręki dziewczyny.
  – Spokojnie – uśmiechnął się widząc, że Laura ma dość dziwaczny wyraz twarzy.
  Po chwili wbił igłę w jej ciało i dokręcił do niej kroplówkę, którą zawiesił na stojaku.
  – Bardzo mocno cię boli? – zapytał.
  Gdy kiwnęła głową na "tak” wstał, zaczerpnął do strzykawki bezbarwną ciecz z małej buteleczki i wstrzyknął ją do woreczka, po czym pokręcił pokrętłem przy kroplówce, ustawiając tym samym szybkość jej aplikacji.
  – Zaraz będzie lepiej – pozytywny wyraz twarzy powrócił i chłopak wyszedł z pokoju, a jego miejsce zajęła Jenny, ze szklanką w dłoni.
  – Wypij wszystko, trochę się uspokoisz – poprosiła, podnosząc brunetkę, która bez sprzeciwu wypiła całą zawartość szkła, po czym ułożyła się na miejsce.
  – Frank White – mruknęła nagle i blondynka wywaliła oczy.
  – Co?!
  – Nie wiem, tak mi się nasunęło.
  – Na pewno White?
  – Nie wiem, chyba tak... Nie wiem.
  – Słyszałeś?! – spojrzała na męża, który właśnie wrócił do pomieszczenia.
  – Nie.
  – Ona zna Franka! – oznajmiła Jenny, w totalnym, jak można sądzić, zaskoczeniu.

1 810 czyt.
100%92
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2476 słów i 14322 znaków, zaktualizowała 20 sty 2017

Komentarze (2)

 
  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 8 sty 2017

    No i nareszcie się doczekałam