Szare istnienie #62

Szare istnienie #62

Stał w osłupieniu nie wierząc własnym oczom.
– Kurwa, co ty tu robisz?! – zapytał w końcu, ochłonąwszy nieco.
– Wypisałem się – odparł Matt, który jeszcze nie widział brunetki, gdyż zasłaniało ją oparcie kanapy.
Wyglądał nieco blado i dość wolno się poruszał, widać było, że jest jeszcze mocno osłabiony. Laura poznała ten głos oraz jego właściciela i od razu się ożywiła, lecz ta euforia po chwili jej przeszła, ponieważ była pewna, że to sen, przecież on nie mógł tu teraz być, no bo jak... No jak...?!
– Jak to się wypisałeś? – nie dowierzał brunet. – A co na to Kim?
– Burzyła się, ale co ona może? Miałem dość, nawet, kurwa, zajarać nie dadzą – uśmiechnął się.  
– A skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
– Przecież mówiłeś w szpitalu, poza tym spotkałem Becky, jechała gdzieś. Tak zatrąbiła, że mało nie zszedłem na zawał, do tego nieźle mnie opierdoliła za ten szpital – zaśmiał się chłopak. – Poza tym już tu kiedyś byłem, nie pamiętasz?
– No tak, na imprezie... – mruknął Frank.
– Siadaj – wtrąciła Jenny, wskazując mu fotel.
– Za chwilę. Co z młodą?
Frank nie odpowiedział, tylko wskazał głową sofę i 21-latek bez zastanowienia udał się w jej stronę, lecz gdy tylko zobaczył, jak wygląda jego przyjaciółka, nogi mu zmiękły.
Natychmiast poczuł się słabo, lecz twardo stał w miejscu, gapiąc się na brunetkę z niedowierzaniem. Po chwili jednak oprzytomniał, ukucnął i wziął ją za rękę.
– Laura – wydusił, rozżalonym głosem.
Ciężko otworzyła zmęczone oczy, w których pojawiło się niemałe osłupienie.
– Matt...? – wybełkotała.
– Jak się czujesz? – uśmiechnął się, lecz nie był to radosny uśmiech.
– Wyzdrowiałeś... – mruknęła, uwalniając z oczu słone krople.  
Gapiła się na chłopaka, jakby widziała go pierwszy raz w życiu, nie do końca wiedząc, co się dzieje.  
– Daj mi spokój, przecież ciebie tu nie ma – rzuciła nagle, zabrała rękę i ukryła twarz w poduszce.
– Młoda, jestem – nie odpuszczał, spoglądając na stojącego za kanapą kumpla.
– Frank – wydusiła nagle i chłopak zaraz przy niej usiadł. – Muszę do łazienki... ale z Jenny... – sprostowała w popłochu, nie patrząc na chłopaka.
– Jen, pójdziesz z nią do kibla? Mnie się chyba wstydzi – brunet wygiął usta w markotnym i nadal zagubionym przez swój występek uśmiechu.
– Chodź – Jenny powoli, przy pomocy 23-latka podniosła dziewczynę do pionu i ruszyły do toalety.
Matt widząc w całej okazałości, jak wygląda i z jakim trudem porusza się nastolatka, jeszcze bardziej posmutniał, a może i też się wkurzył.
– No kurwa, ale ją urządzili, tego nie można tak zostawić! – wyjechał do przyjaciela, zirytowany do granic i przysiadł z brzegu kanapy, gdyż już zmęczył się tym staniem.
Zadzwonił jego telefon, więc zaraz odebrał.
– Dotarłem – rzucił po chwili.
Głos w słuchawce szumiał kilka sekund i Matt oznajmił:
– Dobrze. Frank mnie podrzuci, albo wezmę taksówkę.
Ponowny, trwający bardzo krótko szmer.
– Dobra, na razie – rzucił chłopak i zakończył połączenie. – Już panikuje, czy dotarłem, jak się czuję, jak wrócę i tym podobne pierdoły – zaśmiał się z wesołą dezaprobatą.
– No kurde, stary, nie mogę uwierzyć, że spierdoliłeś ze szpitala, czy ty jesteś mądry?! Dwa dni temu obudziłeś się po miesięcznym spaniu i już się wypisałeś?! No kurwa, nie wierzę, masz najebane! – zdenerwował się Frank.
– Kurwa, ty też...?! Wypisałem się i tyle, nie będę się tam kisił! – warknął Matt. – Chodź na zewnątrz, zajaram...
– Zapal w kuchni, w oknie – powiedziała Jenny, która właśnie pojawiła się z Laurą w salonie.
Brunetka lekko podniosła głowę i gdy znowu zobaczyła Matta, cała zbladła, nie mogła uwierzyć, że to wszystko prawda. Na bruneta nadal nie patrzyła. Jenny posadziła ją na kanapie i poszła do kuchni w towarzystwie 21-latka, a Frank usiadł obok nastolatki.
Zerknęła na niego i dopiero teraz ich wzrok się spotkał. Brunet od razu zdrętwiał, spojrzenie, jakim poczęstowała go dziewczyna było mrożące, ni to smutne, ni rozzłoszczone czy rozżalone, nie wiadomo, jakie. Gorąco mu się zrobiło, ale starał się zachowywać normalnie.
– Zjesz coś? – zapytał, biorąc jej rękę i od razu się zdziwił, gdyż nie zabrała dłoni.
– Nie.
– Mała, już po trzeciej, zjedz zupy, jest rzadka. Chociaż trochę.
– Emma tu była? – szybko zmieniła temat.
– Była – kolejne zdziwienie zagościło na obliczu Franka.
– I gdzie jest?
– Nie wiem, pojechała z Travisem.
– Z kim?
– Z twoim bratem.
Dziewczyna nadal nie wiedziała, kto to, więc nie ciągnęła tematu. Matt nieco starczym krokiem wrócił do pokoju i zaraz usiadł obok nastolatki, z drugiej strony łóżka.
– Jak się czujesz? – ponowił pytanie, biorąc jej drugą dłoń.
– Co ty tu robisz? Kiedy się obudziłeś? – wystękała, rozmowa nadal sprawiała jej nieco trudności i męczyła zarazem.
– Dwa dni temu i uciekłem ze szpitala, żeby się z tobą zobaczyć – szeroko wyszczerzył zęby.
Laura się zaśmiała, ale zaraz skrzywiła usta w grymasie bólu połamanego żebra.
– Kurwa, nie rozśmieszaj jej! – wzburzył się Frank.
– Przepraszam, nie wiedziałem – młodszy chłopak nieco spoważniał, lecz uśmieszek nie zniknął.
Frank spojrzał na przyjaciela, wykonał kilka ruchów ręką w kierunku ust i wskazał głową na Laurę.
– Młoda, jadłaś coś? – zapytał Matt.
– Nie chcę.
– Laura, musisz jeść. Mnie też zmuszali, choć nie musieli, bo jak się tylko obudziłem, już żreć mi się chciało. Ale jak jeść coś takiego, to jest potrawa? Dali mi jakąś żółtą papkę, nie wiadomego pochodzenia, takie rozbabrane coś, co to oni nazywają rybą. To dobrze, że Frank kupił mi kanapki, po padłbym z głodu. Jak zobaczyłem to jedzenie to myślałem, że znowu zasnę... z wrażenia. Przecież to nawet nie stało obok jedzenia, tylko pewnie w skupie makulatury, przy starcie starych, zbutwiałych kartonów... choć pewnie i te byłyby zjadliwsze – zaśmiał się chłopak.
Laura ponownie zachichotała, lecz konsekwencje tej wesołości były takie same.
– Kurwa, Matt...! – wkurzył się brunet. – Widzisz, że ją boli!
– Przestań! – burknęła nagle Laura, wprawiając chłopaka w niemałe osłupienie.
– Mała, przecież go nie biję, po prostu nie chcę, żeby cię bolało – zaczął się tłumaczyć, cały czas mając w głowie, że chyba ich jednak słyszała.
Dziewczyna zamilkła.
– Laura, zjedz trochę zupy – Matt wznowił temat.
– Nie chce, nie lubię zup.
– A co lubisz?
– Nic, nie jestem głodna.
Nagle, jak z podziemi wyskoczył Miko, usiadł naprzeciwko nastolatki i od razu położył głowę na jej kolanach. Pogłaskała go.
– No i naprawdę przekabaciła nam psa! – zaśmiała się nagle Jenny, stając obok kanapy. – Idę do sklepu, chcecie coś?  
Laura spojrzała na nią niemrawo i nawet się nie uśmiechnęła. Frank był już maksymalnie zdenerwowany, dobrze odczytał ten wyraz twarzy.
– Młoda, co zjesz? – Matt nie odpuszczał.
– Nic.
– Dobra, spadam, jak się namyślicie, masz mój numer – oznajmiła blondynka, zerknąwszy na Franka, zawołała psa i już chciała wyjść.
– Czekaj! – krzyknął brunet i zaraz do niej podszedł. – Kup banany i mleko, może wypije chociaż koktajl – poprosił, dając jej kilka banknotów.
Spojrzeli na siebie z bardzo wymownymi wyrazami twarzy, lecz po chwili Jenny odwróciła się na pięcie i wyszła, a chłopak wrócił na miejsce, ponownie chwytając dłoń nastolatki. Teraz już lekko drżała, co tylko wzmogło podenerwowanie 23-latka. Spojrzał na zegarek – 15:01.
– Chcesz coś do picia? – zapytał w końcu kumpla, chcąc w jakikolwiek odbiec od tematu, który zapewne brunetka teraz, sądząc po jej minie, bacznie studiowała.
– Masz piwo?
– Już chcesz chlać piwo?! Pewnie dostałeś jakieś leki, będziesz pić?! – uniósł się Frank.
– Dostałem tylko jakiś malutkie, na wzmocnienie i jakieś czerstwe witaminy, jak wypiję piwo, to może nie wybuchnę – zaśmiał się Matt, ponownie rozbawiając "pacjentkę”, lecz tym razem brunet już go nie opieprzał.  
– Nie wiem, czy to dobry pomysł – mruknął Frank.
– To po co pytasz, jak nie dajesz? – wkurzył się 21-latek i brunet udał się w końcu do kuchni.
– Trzymaj, ale jak będziesz mdlał, lub odwalisz jakiś inny cyrk, ja nie cię będę reanimował, a Davida nie ma – zaśmiał się mdło Frank i dał mu zimną, półlitrową butelkę.
Laura znowu się uśmiechnęła, lecz w tym uśmiechu wyraźnie widniało coś, czego brunet za żadne skarby nie potrafił zinterpretować. 23-latek otworzył też piwo sobie i ponownie usiadł przy ukochanej i chwycił jej dłoń – przestała drżeć. Teraz już miał pewność, że wszystko wie i był totalnie zdołowany, miał świadomość, że przez jedną głupią chwilę zapomnienia może ją stracić. Laura też czuła się bardzo nieswojo, chyba zrozumiała, że go jednak kocha, choć Jimmy mimo, że wrócił, to teraz znowu uleciał z jej pamięci i pewnie dlatego nie miała na chwilę obecną dylematu. Bardzo bolało ją niedawne zdarzenie, choć to może wcale nie miłość, tylko po prostu żal z faktu, że ją zdradził, że jak mógł...?
Zamyślili się oboje, Matt natomiast siedział i bacznie ich obserwował, uśmiechając się od ucha do ucha z ich niezdefiniowanych i w tym momencie dość śmiesznych min.
Zadzwonił telefon bruneta i wyrwał go z tego letargu. Wyszedł do kuchni i odebrał.
– Cześć – rzucił Travis i Frank od razu wyłapał, że jest mocno zdenerwowany.
– Co się stało? – natychmiast zapytał.
– Kurwa, był tu ten koleś, chciał zabrać gdzieś Emmę! – rzucił rozemocjonowany chłopak. – Był też u mnie rano, z jakimś kryminalistą, pytał o młodą, jak się czuje, obejrzał twój film i powiedział, że kogoś tam zajebie. On chyba wie, kto ją zgwałcił! – wrzeszczał 22-latek. – I ona się chyba jednak z nim kumplowała, bo koleś tak się wkurwił, że szok. I chyba zamierza dorwać tego gościa i coś mu zrobić... Nie wiem, kurwa...!
Frank z miejsca się zdenerwował.
– Travis, uspokój się. I co jeszcze mówił?
– Nic nie mówił, tylko, że go zajebie i odjechali. Potem pojawił się na basenie i zaczął zaczepiać Em, żeby z nim szła i żeby nie Chris, nie wiem, co by było. Sam pewnie nie dałbym mu rady i by ją, kurwa, gdzieś zabrał!
– Ale co, nie ma go już?
– Nie ma.
– No to chyba wszystko ok. Jedź z roboty prosto do domu i nie otwieraj nikomu drzwi, albo przyjedźcie tu – rzucił Frank.
– Dobra, po szóstej przyjedziemy. Jak młoda?
– Chyba lepiej, ale nie chce jeść, a ledwo stoi na nogach.
– A jadła coś w ogóle?
– Trochę zupy i jakieś ciastka z Jen, ale to ma być jedzenie? Już po trzeciej, a ona się zaparła i koniec. Jest tu mój kumpel i myślałem, że chociaż on ja namówi, bo się lubią, ale ni chuja, nie chce jeść i koniec. Może, jak wróci David, to ją przekona, bo ja już nie mam sił.
– Wyluzuj i się nie denerwuj, wiesz, że jak się uprze, to koniec. Zgłodnieje, to zje, nie wciskaj jej na siłę, bo to i tak nic nie da, chyba, że ją zwiążesz i nakarmisz, jak gęś – zaśmiał się ratownik. – Dobra, muszę wracać do roboty, zadzwonię, jak będziemy wychodzić.
– Dobra.
Rozmowa się zakończyła i chłopak wrócił na miejsce.
– Co jest? – zapytał od razu Matt, widząc niewyraźna minę kumpla.
– Nic.
– Frank...!
– Nic, dzwonił Travis, pytał o Laurę.
– Niech tu nie przychodzi, proszę cię – brunetka mocno chwyciła rękę 23-latka. – Frank, proszę cię...
Matt spojrzał z dezorientacją na panikującą dziewczynie, kompletnie nie wiedząc, co się dzieje.
– Mała, to twój brat, czego się boisz? Wiem, że go nie pamiętasz, ale przecież to twój brat, on ci nic nie zrobi – uspokajał ją Frank, ściskając jej dłoń, która na powrót zaczęła drgać.
– Ja nie chcę, proszę cię – powtarzała się uparcie.
– No dobrze, uspokój się już, zadzwonię i powiem, żeby przyjechał innym razem, dobrze?
– Nie, ja nie chcę w ogóle, jedźmy do ciebie... – wyskoczyła.
Chłopak wywalił oczy.
– Laura, jak to do mnie? Za dwa dni idę do pracy, kto się tobą zajmie?
– Matt – wyjechała z kolejną niedorzecznością, wywołując jeszcze większy, jak można by to w tym momencie nazwać, szok.
– Matt...? Przecież on sam ledwo łazi.
– On zna "J-a” i z nim tu przyjdzie, ja nie chcę, proszę cię... – walnęła i się rozpłakała.
– Mała, co ty wygadujesz, on nikogo takiego nie zna. Co to za "J”, o kim ty mówisz? – Frank był coraz bardziej zdumiony jej odchyłami.
Gdy tylko wspomniał ten przydomek, płacz stał się jeszcze intensywniejszy, wyła jak wariatka, skulona, chowając twarz w dłoniach.
Brunet czytelnie spojrzał na Matta, wzruszając ramionami, totalnie się zdziwił i pogubił, był pewny, że to wszystko już minęło. Dziewczyna zaskoczyła go totalnie, zupełnie nie wiedział, co zrobić.
– Laura, już dobrze – wtargnął w to wszystko 21-latek, objąwszy dziewczynę i w tym momencie zaskrzypiał zamek w drzwiach.
Laura natychmiast przestała płakać i skamieniała w bezruchu, bacznie nasłuchując, kto to. Po chwili do salonu wszedł David i od razu podszedł do ekipy.
– Jak tam? – zapytał z miejsca, po czym zapoznał się z Mattem.
– Nie wiem, kurwa, ubzdurała sobie coś, że niby Travis zna jakiegoś "J-a” i znowu panikuje.  
Ponowny płacz.
– Mówiłem, że to trochę potrwa. Przeżyła ostrą traumę i jeszcze jej się nieco plącze, ale to niedługo powinno minąć, poza tym uderzyła się w głowę i nadal jestem za tym, aby zrobię jej jednak tą tomografię. Rana była powierzchowna, ale to o niczym nie świadczy, zawieźmy ją do szpitala i przebadajmy, będę spokojniejszy – rzekł młody lekarz.
– Nieee! – zawyła brunetka.
– Laura, muszę zobaczyć, co się dzieje – blondyn ukucnął przed dziewczyną.
– Ale nie do szpitala, proszę cię... – mamrotała.
– Laura, tylko na chwilę, przecież będziemy z tobą, nie bój się. Musisz zrobić to badanie, rozumiesz?
– Ale ja się boję, proszę cię – mruknęła.
– Czego się boisz, szpitala? Przecież nic ci się tam nie stanie. Pojedziesz ze mną i z Frankiem, wszystko będzie ok.
– Ale będziecie cały czas ze mną?  
– Tak, będziemy. Przecież ja tam pracuję, wszystko będzie dobrze – David spojrzał na Franka, mówiąc tym samym, że chyba się jednak uda.
– Ale nie zostanę tam...? – drążyła uparcie.
– Nie, zrobimy tylko tomografię i wrócimy. Badanie trwa piętnaście minut, potem przyjedziemy z powrotem.
Dziewczyna zamilkła.
– Dobra, jedziemy, niech jedzie w tych ciuchach, zresztą innych nie mamy. Chodź – rzucił do Laury, podnieśli ja za oba ramiona i ruszyli do wyjścia.
Dziewczyna trzęsła się jak osika, ale już nie protestowała. Doszli do drzwi i gdy tylko David je otworzył, zderzył się w progu z żoną.
– Kurde, David, chcesz, żebym dostała zawału?! – zagrzmiała, śmiejąc się. – Co robisz w domu, dopiero wpół do czwartej?
– Skończyłem o trzeciej.
– Gdzie idziecie?
– Jedziemy do szpitala, za godzinę będziemy, zrób coś do żarcia, jestem głodny jak wilk.
– To może posiedź z Jenny, dopóki nie wrócimy, przecież ciężko ci łazić – rzekł Frank, spojrzawszy na Matta.
Ten nie wiedział, jak się zachować, więc milczał, robiąc wyobcowaną minę.
– No pewnie, chodź – dziewczyna uchyliła szerzej drzwi.
– Ile czasu to zajmie? – zapytał 21-latek.
– Do godziny powinniśmy obrócić – odparł David.
– No dobra, mogę poczekać.
– Albo kotku, wiesz co...? Może jednak nic nie rób, kupię coś – rzekł blondyn.
– Dobrze, jak chcesz – mruknęła dziewczyna, raz po raz delikatnie spoglądając na Franka, było jej chyba niewyobrażalnie głupio.
– Dobra, idziemy – zarządził David, wyminął żonę i ruszyli w kierunku terenówki.
– Nie dawaj mu piwa!!! – krzyknął jeszcze Frank i 26-latka schowała się z Mattem w domu.
Auto było dość wysokie, więc Frank podsadził nastolatkę na tylne siedzenie i zaraz klapnął obok. Gdy silnik głośno zagrzmiał i David ruszył, brunet objął dziewczynę – trzęsła się cała.
– Mała, uspokój się – ściskał ją mocno.
Milczała.
– Co jest z tym kolesiem? Nie wygląda za dobrze – odezwał się nagle kierowca.
– Dwa dni temu wybudził się ze śpiączki i dziś się, dureń, wypisał – zaśmiał się Frank.
– Poważnie?! No to nieźle, mocny jest. Tylko nie wiem, czy on ma świadomość, że organizm jeszcze nie oswoił się z ruchem i może mdleć raz za razem.
– David, ale jemu nie przetłumaczysz, zresztą... on zawsze był świrem – oświadczył brunet.  
– Może zjemy pizzę? Tu mają zajebistą i robią własne sosy, są genialne – rzekła nagle blondyn, pokazując kumplowi knajpę, obok której właśnie przejeżdżali.
– Spoko.
David jechał bardzo dziarsko, więc za chwilę zakręcił już przy szpitalu i zaparkował na swoim, zarezerwowanym miejscu, z tyłu budynku. Laura mocno ścisnęła rękę bruneta, trzęsąc się coraz bardziej, lecz nie otwierała ust.
– Mała, wyluzuj, nic ci nie grozi – wychylił twarz przed jej nosem.
Gdy kierowca wysiadł, Frank pomógł nastolatce opuścić pojazd i zaraz weszli do placówki, także wejściem znajdującym się z tyłu szpitala. David nie nakładał fartucha, ale zawiesił swoja plakietkę i ruszyli w głąb jasnobeżowego korytarza.
– Czekaj! – rzucił młody lekarz i zniknął za jakimiś drzwiami, z których po chwili wyszedł z wózkiem.
– Zawieziemy ją, to na drugim końcu budynku – oznajmił. – Młoda, pakuj się – nakazał i Laura bez sprzeciwu usiadła.
Czuła się strasznie głupio, że jedzie tym nieszczęsnym "środkiem transportu”, ale było jej tak słabo, że nie protestowała, nie miała siły leźć tak daleko. Po przejechaniu "tysiąca jeden” korytarzy dojechali w końcu pod salę z tomografem, przy której siedziały trzy osoby i David otworzył drzwi.
– Tu jest kolejka – wzburzył się jakiś dziadek, nie zauważywszy chyba identyfikatora chłopaka.
– A ja jestem lekarzem, a to jest pacjent powypadkowy, który ma pierwszeństwo – fuknął blondyn i zaraz wszedł do sali, A Frank z Laurą za nim.  
W środku, przy biurku, siedział jakiś trzydziestokilkuletni koleś, który natychmiast wstał, widząc Davida.
– Cześć, Chris – młody lekarz podał mu rękę. – Wehikuł wolny? – zaśmiał się.
– Masz wyczucie, już miałem wołać następną osobę – odparł typek. – A co się dzieje? – spojrzał na Laurę, która siedziała, ciężko przestraszona marząc tylko o tym, aby już opuścić to miejsce.
– Uderzyła się, chcę to sprawdzić.
– Dobra, chodźcie.
Wjechali do drugiego pomieszczenia, gdzie stał tomograf, wyglądający naprawdę jak jakiś wehikuł i Laura się nieco wystraszyła.
– Nie bój się, przecież to nie boli! – roześmiał się David, kompletnie nie rozumiejąc jej obaw.
– Dobra, kładź się – Chris spojrzał na pacjentkę i zaraz Frank pomógł jej doczłapać się do urządzenia, po czym ułożył ją na nim.
– Nie ruszaj się, leż spokojnie, to nie potrwa długo – rzekł operator tomografu, wcisnął guzik i głowa nastolatki wjechała do wnętrza białej tuby.
Wrócili do biurka, na którym stał komputer i Chris od razu zaczął coś w nim klikać. Po chwili pojawiło się kilka zdjęć, więc chłopak usiadł na obrotowym krześle, a pozostali zawiśli nad jego głową. Milczeli, nie chcieli mu przeszkadzać, zresztą Chris także się nie odzywał, tylko bacznie przyglądał się obrazom na monitorze.
Minęło już dziesięć minut, w końcu chłopak rzekł, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Ja tu nic nie widzę.
– Czyli wszystko ok? – zapytał David.
– Tak.
– Słuchaj, laska ma lekką amnezję, ale raz coś pamięta, za kilka godzin zapomina, potem znowu sobie przypomina, co jest grane? Wiem, że takie coś się zdarza, ale może coś przeoczyłem? – kontynuował blondyn.
– Od kiedy to się dzieje?
– Od dwóch dni. Zemdlała i rozwaliła głowę, pewnie dlatego, ale kiedy jej to minie? Ja jej daję do trzech, czterech dni, ale mogę się mylić.
– Widziałeś tą głowę? Mocno się uderzyła? Bo jej oko nie wygląda dobrze.
– Nie sądzę, miała tylko niewielkie rozcięcie, no ale poza głową to jest jeszcze w szoku, bo przeżyła dość silny wstrząs i teraz trochę świruje.
– A co się stało?
– David spojrzał na Franka, który pokiwał głową na "tak”.
– Zgwałcili ją i to dość ostro, no i pobili, zresztą sam widzisz...
– Monitor nic nie pokazuje, więc wszystko w porządku, a szok...? Daj jej trochę czasu, "obudzi się” – uśmiechnął się Chris. – Dobra, David, gadka gadką, ale mam jeszcze trzech pacjentów, a nie chcę to siedzieć do szóstej – uśmiechnął się starszy z lekarzy.
– Frank, zabieramy ją i spadamy – rzekł blondyn i po chwili Laura siedziała na wózku, a moment później byli już w drodze powrotnej.
Dziewczyna w czasie "podróży” cały czas w popłochu rozglądała się po placówce, z widoczną oznaką przerażenia na twarzy, faceci natomiast obserwowali ją, w końcu David się odezwał:
– Laura, uspokój się w końcu, przecież nic ci nie grozi. Ile razy mam powtarzać? – uśmiechnął się, ale był już chyba nieco zmęczony tą jej paniką.
– Przepraszam – mruknęła, lecz chcąc nie chcąc, nadal inwigilowała wzrokiem każdy centymetr wnętrza budynku.
Gdy byli już w aucie, Frank ponownie przytulił dziewczynę, lecz cały czas stał mu w oczach ten nieszczęsny seks, więc i pomysłów na rozmowę za bardzo nie było, zwłaszcza, że miał świadomość, że wpadł. Po kilku chwilach David zatrzymał się pod pizzerią i zapytał:
– Jaką wziąć?
– Obojętnie, może być jakaś pikantna – rzucił Frank i chciał dać mu pieniądze.
– Przecież dałeś mi stówę, uspokój się już! – zaśmiał się kierowca. – Laura, co zjesz? zerknął na pasażerkę.
– Nic.
– Młoda, nie denerwuj mnie, dobra?! Nie dam ci więcej leków na głodnego, bo i tak nie będą działać, jak należy, więc nie ma sensu ich marnować – wkurzył się chłopak, lecz miał uśmieszek pod nosem.
– Nie wiem, wszystko jedno – dziewczyna się nieco zlękła.
– Kup jej sałatkę z kurczakiem, to powinna zjeść, lubi sałatki – rzekł Frank i David opuścił pojazd.
Brunetka siedziała zestresowana, ani trochę nie miała ochoty na jedzenie, a wręcz przeciwnie – na samą myśl, że ma coś zjeść, robiło jej się słabo, gdyż nie uśmiechało jej się katorżnicze wciskanie na siłę, lecz strach, że leki naprawdę mogą nie działać i ból znowu będzie ją katował, mobilizował ją nieco na wmuszenie w siebie jednak czegokolwiek. Ale jak to zrobić, jeśli nie włazi, a wręcz odpycha?
– Mała, co jest? – mocniej ją przytulił, nachyliwszy się naprzeciw jej twarzy.
– Nic.
– Zjesz, ile będziesz dała rady, nikt cię przecież nie będzie zmuszał do wciskania wszystkiego, ale musisz zjeść, zro...
– Dobrze, przestań już – warknęła nagle, wkurzona.
Frank się pogubił i zamilkł, podobnie dziewczyna i milczenie to trwało do powrotu Davida, który wręczył kumplowi torbę z zamówieniami i ruszył w dalszą drogę.
Na miejsce dojechali bardzo szybko i gdy tylko przestąpili próg, zza ściany wyskoczył Miko i natychmiast zaatakował idącą w objęciu bruneta nastolatkę, skacząc jak wariat w koło i nie dając im przejść.
– Kurwa, Miko, wypad stąd! – wydarł się David, podnosząc do góry torby, gdyż piesek swoim szaleństwem zaraz podarłby je w drobny mak.
– Miko!!! – doszło z salonu i kudłacz pobiegł do właścicielki.
Weszli do salonu, Laura wróciła na swoje miejsce, w Frank wziął z kuchni piwo i przysiadł obok, wręczając dziewczynie sałatkę i widelec, a David postawił na stole otwarte pudło z wielkim plackiem.
– Mała, chociaż trochę.... musisz – oznajmił brunet, patrząc na Laurę, a następnie zwrócił twarz w kierunku foteli. – Miałaś nie dawać mu piwa – uśmiechnął się widząc, że Matt ma butelkę w dłoni, a na stole stoją już dwie puste.
– Przestań, nic mu nie będzie – zaśmiała się Jenny.  
Wyglądała na trochę bardziej rozluźnioną, co świadczyło o tym, że ten krótki pobyt z jakby nie było, nie do końca poważnym 21-latkiem, wpłynął na nią dość pozytywnie.
– Frank, jest dwadzieścia po czwartej, zdążymy jeszcze do chlewu? – zapytał nagle Matt i brunet zrobił duże oczy.
– A po co chcesz tam jechać?! – nie dowierzał.
– Kurwa, chuj jest mi winny siedemset dwadzieścia dolców, co, mam odpuścić?! – wzburzył się chłopak.
– Nie wiem, czy zdążymy, zamykają o piątej, o ile jeszcze nie padli – zarechotał 23-latek. – Zjemy i zobaczymy, jak będzie jeszcze czas, to podjedziemy – dodał i wstał, chwytając w garść kawałki pizzy, które złożył ze sobą w rodzaj kanapki i wrócił na miejsce.

1 907 czyt.
100%152
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4366 słów i 25629 znaków, zaktualizowała 5 lut 2017

Komentarze (2)

 
  • Mlody1

    Mlody1 4 lut 2017

    może być

  • aKubek

    aKubek 4 lut 2017

    Hmm..ciekaw jestem co z Emmą