Szare istnienie #15

Szare istnienie #15Zadzwonił telefon – dziewczyna słyszała go, jak przez mgłę.
– Wstań – ktoś poruszał jej ramieniem. – Co ci jest?
Z trudem podniosła powieki.
– Źle się czujesz? – stał nad nastolatka niski, przysadzisty kierowca. – Wszystko w porządku? Koniec trasy, musisz wysiąść.
Poczuła nieopisaną ulgę, widząc przed sobą wnętrze autobusu. Komórka nadal dzwoniła w kieszeni.
– Tak, przepraszam. Już wysiadam – ospale podniosła się z zielonego krzesełka.
Nogi były jakby nie jej, gumowe i puste. Zeszła po trzech srebrnych schodkach i przysiadła na połamanej, obszarpanej ławeczce niewielkiego przystanku. Telefon zamilkł.
Po tej iluzji zamysł pójścia na spotkanie spełzł na niczym. Dziewczyna była przerażona. Postanowiła wrócić tym samym transportem, ale komórka zagrała po raz drugi. Zerknęła – "Jimmy”. Ciarki ją przeszły od góry do dołu, lecz wcisnęła zielona ikonkę i przyłożyła słuchawkę do ucha.
– No co tam, śliczna? Długo zamierzasz siedzieć na tym przystanku? – usłyszała.
Szarpnęło nią od środka i natychmiast przyblokowało próbującą wydostać się z wnętrza odpowiedź.
– Jak wejdziesz na stadion, idź w lewo i na górę – powiedział.
"Wszystko tak samo” – pomyślała od razu i spanikowała jeszcze bardziej. Znów opanowało ją wahanie.
– Laura...! – rzucił nieco głośniej.
– Już idę...  
Szła jak na ścięcie, z każdym krokiem coraz wolniej. Nogi jej drżały i czuła nieprzyjemny chłód zlanego potem ciała. Gdy minęła zimny korytarzyk z łazienkami oraz kasą biletową i zobaczyła zniszczoną murawę boiska, miała wrażenie, że ma Deja vu.  
Skręciła w lewo i znów w lewo, na schodki. To też już widziała – tak jej się przynajmniej wydawało. Mimo lęku, skręcona kostka nie dawała o sobie zapomnieć, kłuła przy każdym stąpnięciu. Chłopak już czekał na górze, przy dwóch dużych lożach. Doczłapała się w końcu na ostatni stopień i stanęła w milczeniu przed brunetem, jak niewolnica przed panem.
– Co się stało? – zapytał, wskazując na dolną kończynę.
– Nic – wydusiła.
– Siadaj.  
Usiadła, wystraszona, mając wrażenie, że drugi raz śni się jej to samo. Ukucnął przed nią.
– Proszę cię, nic mi nie rób! – wyskoczyła od razu, patrząc na chłopaka rozpaczliwym wzrokiem.
– Wyluzuj, nie zamierzałem – uśmiechnął się. – Chcesz drinka, którego piłaś na lotnisku, czy piwo? – zapytał.
Otworzyła szerzej oczy, słysząc o lotnisku, a zwłaszcza o czerwonym trunku. "Skąd wie?" – pomyślała.
– Laura... Odpowiesz mi?– ponaglał.
– Nie chcę nic – wystękała.
– Jak to nic? A Sprite’a?
– Nie.
– Nie gorąco ci? – zaśmiał się głośno, patrząc na jej strój.
– Nie.
– Czemu się tak ubrałaś? Nic ci nie zrobię – chłopak chyba domyślił się, w czym rzecz. – Zdejmij tą bluzę, jest trzydzieści stopni.
– Tak mi dobrze.
– Ściągaj, ugotujesz się!  
Kierowana strachem zdjęła granatowe okrycie Adidasa.
– To co, drinka?
– Nie.
– Boisz się, że cię upiję i coś ci zrobię? A nie sądzisz, że gdybym chciał cię skrzywdzić, nie potrzebowałbym do tego pomocy procentów? – zaśmiał się.
Otworzył napój, na etykiecie którego widniało: " POMAGRANATE COOL DRINK” i ze słowami: " trzymaj”, podał nastolatce. Wzięła go w drżące dłonie. Po chwili usiadł obok.
– Co się stało? – ponowił pytanie odnośnie nogi.
– Skręciłam kostkę – szybko łyknęła drinka, chcąc koniecznie skupić się na jakiejkolwiek czynności.
– Trochę się nagrzał, siedzę tu od wpół do pierwszej – tłumaczył temperaturę trunku.
Laura mimo najszczerszych chęci, nie mogła zdobyć się chociażby na cień konwersacji. Słowa stały pod grzdylem wielką, ciężką bulą. Nie będąc w stanie wydusić słowa, a chcąc jednocześnie zająć czymś wirujące dłonie, znów upiła z butelki. Jimmy się rozradował.
– Czemu dalej się mnie boisz? Wrzuć na luz, ile razy mam powtarzać, że nic ci nie zrobię? Chciałem się z tobą napić, lubię towarzystwo ładnych lasek – gapił się nieustannie.  
Stwierdzenie: "ładnych lasek” wprowadziło jeszcze większy chaos w jej głowie. Była przekonana, że to się dobrze nie skończy. Czuła już wręcz nad sobą jego ciężki oddech i ciało – wyobraźnia szalała.
Napiła się po raz trzeci, kierując wzrok to na ścianę, to na buty, tylko nie na niego. Bardzo chciałaby być już w domu, u Franka, w pracy, gdziekolwiek, aby jak najdalej stąd.
– Laura...! Popatrz na mnie! – wyrwał ją z zaświatów.
Zrobiła to. Wbijał w nią swój wywołujący niepokój, troskliwie wyglądający uśmiech.
– O czym tak myślisz? Uspokój się, nic ci nie grozi – powtórzył po raz enty.
– Wiem, że coś mi zrobisz! – pękła w końcu i uderzyła w płacz.
– Przestań, nie płacz – rzekł łagodnie, głaszcząc jej policzek.
18-latka rozpaczała nadal, mozolnie zaczerpując kęsy powietrza. Jimmy nie reagował, pozwolił jej spokojnie wyrzucić z siebie emocei. Przypalił Marlboro i czekał. Minęło kilka minut i dziewczyna powoli przestawała zawodzić.
– Już ok? – spytał.
– Taaak - brzmiała jak silnik starego rzęcha, który za żadne skarby świata nie chce odpalić
– Więc jak, pogadamy?
– Taaakk.
– Jak już mówiłem, Amber wie o twojej nowej robocie? Jak myślisz, skąd?
– Nie wiem.
– Dziś nie pracowałaś, prawda? Jutro też nie będziesz, o czym jeszcze nie wiesz, brat ci powie. Więc co z tego rozumiesz? – patrzył na nią na wskroś.
– Nic – 18-latka kompletnie zgłupiała.
– Obejrzyj stół w salonie, coś pod nim znajdziesz. Zniszcz to albo wyrzuć. Nie powinienem ci o tym mówić, doszedłem jednak do wniosku, że Amber robi z igły widły. Wiesz, co mi powiedziała?
– Nieee.
– Że przesłuchiwali ją w sprawie pobicia twojego kolegi, bo powiedziałaś im, że miała z nim zatargi. Twierdzi też, że sprzedałaś mnie na psy, jak wszedłem do twojego domu. To prawda? – ton ostygł.
– Nieee! – krzyknęła, spanikowana.
– Nie musiałem pytać – uśmiechnął się. – Dziś rano prosiła mnie, żebym przekazał ci wiadomość w kwestii jej byłego. Wie, że nie należę do chłopców na posyłki, chcąc mnie przekonać, skłamała. A to umie robić, uwierz mi. Obiecałem cię przemaglować, bo to moja kuzynka, ale zmieniłem zdanie. Porządna z ciebie dziewczyna, dlatego nie będę się wtrącać. Lubię spokojne, skromne laski, a przede wszystkim ładne laski. No i żal mi cię trochę. Niestety nie mogę sprawić, żeby się od ciebie odwaliła, ale gwoli ostrzeżenia powiem: nie łaź sama! Jak już wiesz, " Czarna” jest nieźle pojebana, a ciągający się z nią małolaci jeszcze gorsi. Przy mnie nikt cię nie ruszy, ale ja się z nimi raczej nie trzymam, więc miej się na baczności. Nie chcę cię straszyć, po prostu gówniarze mogą zrobić każdą głupotę, podobnie jak jej durne, pijackie koleżanki.
Dziewczyna uważnie słuchała chłopaka, trzęsąc się coraz bardziej. Nadal bała się spojrzeć mu w twarz, lecz starała się wyłapać każdy dźwięk, dochodzący z jego ust.
– Popatrz na mnie – powiedział.
Podniosła głowę. Wyglądała w tej chwili jak menel spod sklepu, który mało co już kontaktuje.
– Wystraszyłem cię?
– Taak.
– To dobrze. To znaczy, że wzięłaś sobie do serca moje słowa. Pewnie dziwi cię moje postępowanie? – wychylił się przed brunetką.  
– Taakkk.
To, że jest moją rodziną, nic nie znaczy. Szczerze mówiąc – w dupie mam jej żale. Co mnie to, kurwa, obchodzi? Przecież to kompletna idiotka, nie...? – roześmiał się na całe gardło.
Nie odpowiedziała.
– Śliczna, znowu milczysz? Pytałem, czy nie uważasz, że to idiotka?
– Nie wiem – bąknęła, nie wiedząc, na jaką odpowiedź czeka.
– Już ty dobrze wiesz... – parsknął śmiechem i odpalił kolejną fajkę. – Boisz się ją obrazić, bo myślisz, że cię podpuszczam, tak?  
Dziewczyna nadal nie puszczała pary z ust, dopiła tylko drinka.
– Szybko ci poszło. Drugiego?
– Nieee.
– Nie lubisz alkoholu?
– Nie przepadam – odpowiedziała cicho.
Chłopak sięgnął pod krzesło i podał jej butelkę Spirte’a.
– To chyba lubisz? Zimny.
– Tak.
– Widzisz...?! Znam cię, nie znając wcale! – zaśmiał się. – Ale miało być coś za coś... – wyjechał nagle. – Interesy Amber to Amber, a moje swoją drogą – oświadczył.
Nastolatka zdrętwiała! Sen powrócił.
– Daj mi już spokój – nie wytrzymała i znowu uderzyła płaczem, kładąc głowę na kolanach.
– Śliczna, nie płacz. Podnieś głowę.
Gdy tylko na niego spojrzała, nachylił się i pocałował ją w usta. Zgroza spłynęła po niej z góry na dół, jak wielki wodospad, a stojące w gardle łzy w połączeniu ze strachem dusiły w przełyku.
Założył prawą rękę na jej drugie ramię i oparł brunetkę o krzesełko. Całował ją coraz głębiej, gładząc palcami jej policzek. Dłoń zjechała w dół, zatrzymując się na plecach, pod koszulką. Laura czuła, jak po kolei zastyga każdy kawałek jej ciała. Tkwiący w gardle ciężar rósł z każdą sekundą, lecz bała się odsunąć chłopaka. Pocałunek trwał dość długo, w końcu brunet się od niej odkleił.
– Wspaniale całujesz – miał zupełnie inny, tym razem o wiele przyjemniejszy wyraz twarzy.
18-latka milczała, zszokowana.
– To była uczciwa rekompensata – rozweselił się.  
Dziewczyna tkwiła jak głaz, marząc o tym żeby uciec... zniknąć... W głowie sterczał jej obraz gwałtu, mieszający się z zapachem jego pachnącego płynu po goleniu.
– Nie bój się, zaraz będziesz w domu – wziął jej dłoń, wywołując u nastolatki cień otuchy.
  

  
– Skinny! – doszło nagle z dołu.
Brunet się odwrócił, dziewczyna także. Przy barierkach pojawił się ciemny blondyn, którego widziała w sklepie, jak kupowała z bratem napoje. Momentalnie struchlała.
– Spokojnie... – rzucił Jimmy, popijając piwo.
Typek ruszył po schodkach i zaraz zjawił się naprzeciw pary. Zrobił dość zastanawiającą minę, widząc Laurę.
Co ona tu robi? Zmieniasz klimaty, czy kolekcjonujesz odpadki? – spytał kolegę, obcinając 18-latkę jadowitym spojrzeniem.
– Nie interesuj się. Gdzie reszta? – zapytał brunet.
– Zaraz przyjdą? Czemu ją tu przywlokłeś? Swędzi ją?
– A co, nie mogę...?! A ciebie swędzi?! – wzrok starszego chłopaka dawał dużo do myślenia.
– Możesz, tylko zaraz wpadnie tu "Czarna" i wtedy będzie zabawa...! – zaśmiał się, lecz ton głosu nieco mu zbladł.
Stado parzących mrówek przewędrowało po nastolatce. Nie do końca odzyskany jeszcze spokój, zniknął. Już widziała tłukące ją gdzie popadnie Amber i jej koleżanki.
– Jaka zabawa? – zapytał Jimmy z kwaśną powagą, wyraźnie dając przybyszowi do zrozumienia, że żadnej zabawy nie będzie.
– Nie wiem... – zachichotał koleś i otworzył piwo.
Laura coraz niespokojniej kręciła się na krzesełku.  
– Spokojnie... – powtórzył brunet.
Młodszy chłopak usiadł obok kumpla, spoglądając raz po raz na nastolatkę. Nic nie rozumiał z zachowania kolegi, tym bardziej widząc, że trzyma ją za rękę.
– Dobra, spadam – rzekł Jimmy i wstał z krzesła.
Nie puścił dziewczyny, więc także się podniosła.
– Do której będziecie? – zapytał gówniarza.
– Długo. Jak chcesz ją posunąć, mam wolną chatę – oświadczył blondyn, bardzo zadowolony.
Laura ponownie ogarnął lęk. Jimmy tego nie skomentował, tylko dokończył swoje niedopite piwo i ruszył przed siebie, prowadząc brunetkę. Nadal kulała, ale już nieznacznie. Wziął ją na ręce, zniósł na dół, do końca trybun i już na płaskiej powierzchni postawił na ziemi.
– Jesteś strasznie lekka – powiedział wesoło.
Nastolatkę wciąż drążył niepokój i zamyślenie. Oddałaby wszystko, żeby być już w domu, nawet za cenę karcąco-umoralniającej, rodzinnej gadki. Amber z koleżankami stały jej przed nosem, co w połączeniu ze zmartwionym Travisem i coraz bardziej zastanawiającym zachowaniem Jimmy’ego dawało niezłego, mózgowego kopa.
– O kurwa, chyba padnę! – usłyszała nagle dochodzący z daleka, dobrze znany jej głos.
Amber szła z dwiema starszymi od siebie dziewczynami i jakimś łysym, wytatuowanym od stóp do głów, ponad 24-letnim typem. Momentalnie wpadła w popłoch, a nogi zaczęły pracować niezależnie od siebie, stawiając dość dziwnie wyglądające kroki. Ręce zachowywały się podobnie. Serce znowu zabiło łomoczącym echem. Nie patrzyła na towarzystwo, wzrok utkwił w szarych, betonowych płytach chodnika.  
Stanęli naprzeciw siebie.
– No kurwa, Chudy, co tu jest grane?! – wrzasnęła 21-latka, śmiejąc się. – Co tu robisz, szmato?! To nie miejsce dla dzieci! – ryknęła i mocno odepchnęła nastolatkę, która przewróciła się na ziemię.
– Spokój! – brunet odsunął napastniczkę do tyłu.
Laura wstała.  
– Zajebię cię, dziwko! – wrzasnęła Amber i znów chciała ruszyć na dziewczynę.
– Zostaw ją! – Jimmy ponownie zatrzymał znajomą, wyciągając do przodu prawą rękę.
– A ty co...?! Lecisz na nią?! Zmieniasz towarzystwo?! – darła się Amber. – I tak ją chwycę prędzej czy później, i obiję jak psa!
– Ale nie przy mnie.  
– Masz najebane!!! Co wy widzicie w tej gówniarze?! Rzuciło ci się na mózg, debilu! – zagrzmiała wściekle i wyminąwszy bruneta, ruszyła w stronę boiska, ciągnąc za sobą ogonek znajomych. – Masz szczęście! Teraz uratował ci dupę, ale dzień się jeszcze nie skończył! – wrzasnęła jeszcze do Laury, i zniknęła za zakrętem.
Konwulsje targnęły dziewczyną. Teraz wiedziała, że sprawa jest już poważna. Miała przeświadczenie, że wstawiennictwo chłopaka jeszcze bardziej podburzyło Amber.
– Hej...! - szarpnął ją za ramię. – Nie bój się, nie będziesz miała żadnych gości – uspokajał 18-latkę.
Cisza. Marzenia o powrocie o domu przeistoczyły się w strach przed nim. W głowie układał się już plan działań "koleżanki”. Perspektywy wiły się jak w kalejdoskopie: dochodzący do jej sypialni dźwięk sypiącego się w salonie lub kuchni szkła; wlatujący do jej pokoju kamień lub inny, ciężki przedmiot; głuche telefony, lub te z pogróżkami, włamanie, pobicie, wykorzystanie seksualne, wchodząca w środku nocy przez okno przerażająca, nieznana postać; podpalenie; splądrowanie mieszkania; kradzież, zniszczenie samochodu Travisa...” i wiele, wiele innych, dołujących rzeczy.
Spojrzała na bruneta – szedł w milczeniu, cały czas trzymając jej prawą dłoń. Doszli do żółtego samochodu, który już znała i chłopak otworzył drzwi.  
– Wskakuj, odwiozę cię.
– Nie, pojadę autobusem.
– Nadal się boisz? – już się nie uśmiechał, wyglądał tak, jakby zmieniło go to spotkanie.
– Wolę jechać sama.
– Jak chcesz... – mruknął. Coś dziwnego nagle stało się z tym pewnym siebie łobuzem.  
Nie wyglądał na przestraszonego, raczej na smutnego. Po chwili usiedli na przystanku.
– Spotkamy się jeszcze? – zapytał.
Nie uzyskał odpowiedzi, ale nie kontynuował.
– Jakby jednak coś się działo, nie bój się i zadzwoń do mnie. Podjadę tam – powiedział, przypalając papierosa.
– Dobrze – wyszeptała, potrzebując jednak jego pomocy.
Nie czekali długo, za niecałą minutę stojący na pętli autobus ruszył w stronę przystanku.
– Zadzwonisz? – zapytał.  
– Nie wiem....
Otworzyły się drzwi.
– Miłego dnia, śliczna – pocałował ją w usta, odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem na stadion.
Dopiero, gdy zajęła miejsce w środku, przy oknie, poczuła niesamowitą ulgę. Była totalnie skołowana, nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć. Zachowanie chłopaka nasuwało coraz więcej spekulacji. Do tego jego przyjemny zapach i dziwnie przyciągający, miły uśmiech, uporczywie stały jej w głowie.
Rozmyślanie o Jimmym, przerywane osobą Amber doprowadziły ją w końcu do bólu głowy. Dopiero załapała, że zostawiła bluzę, ale w tej chwili było to najmniej ważne. Tęskniła za chłodnym, miękkim łóżkiem, w duchu błagając losu o spokojny dzień, wieczór i noc. Gapiła się obojętnie na uciekające budynki i ospałych, zmęczonych upałem ludzi. Widziała dzieci, bawiące się przy stojących w centrum fontannach i te, zachłannie jedzące lody obok siedzących na ławeczkach matek. Biegały beztrosko. Obserwowała ich, dziwiąc się, jak jedni ważą się być szczęśliwi, gdy drudzy mają tak przesrane w życiu.  
Powieki robiły się coraz cięższe i znów morzyło ją na sen. Powietrze spływało uciążliwym żarem, do tego poczuła skaleczona rękę, która ni z tego, ni z owego zaczęła piec.  
Nie chcąc zasnąć wstała i stanęła przy barierce, obok drzwi. Do końca trasy zostało jej pięć przystanków. Podobnie jak w tamtą stronę, czuła lęk, lecz Jimmy zmienił się teraz w Travisa. Wiedziała, że gadka jest nieunikniona, nie miała tylko pojęcia, jak będzie ona wyglądać. Szarpały ją też wyrzuty sumienia względem Franka. Była na siebie wściekła faktem, iż chłopak, z którym spędziła dzisiejsze popołudnie, ciągle łazi po jej głowie. Nie wiedziała, co jest grane: "przecież się, do diabła, nie zakochała!”.  
Piknął sms. "Wrócę dopiero po 22:00. Przyjechać po ciebie? – napisał Frank.  
Nie chciała, aby był obecny w razie jakichś problemów. Wiedziała, że wtedy nie obejdzie się już bez interwencji policji lub innych osób, że tym razem chłopak nie odpuści. Ciężko jej to przyszło, ale odpisała: "Rano idę do pracy, zadzwonię jutro”.  
Poczuła się jak kompletna idiotka, było jej strasznie wstyd. W tej chwili nienawidziła siebie bardziej, niż kogokolwiek. Jimmy nie zniknął, ale tęsknota za młodszym z brunetów już dawała o sobie znać. Za chwilę pomyślała jednak: "Że może zrobiła źle? U Franka byłaby bezpieczna. Nie znają w końcu jego adresu (chyba), poza tym jest stróż. Ale Travis, matka... Tamci poszli na ten stadion pić. A jak im odwali...? Ten łysy koleś wyglądał jak rasowy recydywista. Taki może wszystko...” – spojrzała w tym momencie przez szybę drzwi.
Przejechała właśnie swój przystanek i musiała się nieco cofnąć, choć odcinek był mniej więcej taki sam. Im bliżej domu była, tym bardziej obawiała się brata. Wiedząc, że się martwi nie wiedziała, czy na nią nawrzeszczy, czy podejdzie do tego na spokojnie. Wychodząc zza zakrętu, gdzie był sklep, w którym poznała Jimmy’ego, ujrzała już swój dom. Samochód Travisa stał na podjeździe.
Pojawił się dreszczyk niepewności. Gdy podeszła do drzwi, przyłożyła doń ucho, ale nic nie usłyszała. Stała pod nimi, nie mogąc zdecydować się na wejście. W końcu wzięła się w garść i przekręciła klamkę – były otwarte. W środku panowała głucha, niepokojąca cisza. Weszła bezszelestnie, po czym wychyliła lekko głowę i zajrzała do dużego pokoju. Był pusty. Okazja była przednia, więc szybko podeszła do stołu i przejechała dłonią pod blatem, nie spuszczając wzroku z wejścia do pomieszczenia. Na środku, dość daleko od brzegu, wymacała malutką, srebrną pluskwę. Spodziewała się tego. Oderwała ją i ścisnęła w dłoni – zapiszczała cicho. Od razu przeraziła ją kwestia: "Ile wie Amber?”. Schowała podsłuch do kieszeni i cichutko ruszyła na górę. Doszła do swoich drzwi, zauważywszy przy okazji, że pokój Travisa jest niedomknięty. Zajrzała cichutko – spał w najlepsze. Ulga spłynęła po nastolatce, choć marna to była pociecha. Schowała się w sypialni, zawinęła urządzenie w jakiś stary łach i wepchnęła w głąb szafy, pod stertę niechlujnie rzuconych ciuchów. Nadal szarpały ją nerwy na myśl o rozmowie z kolesiem zza ściany, ale koniecznie chciała się przespać. Spoczęła się na miłym, chłodnym łóżku i zamknęła oczy.

2 659 czyt.
100%95
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3503 słów i 20282 znaków, zaktualizowała 6 cze 2017.

5 komentarzy

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 29 marca

    A więc tak to było, wcześniej to tylko sen. Potrafisz świetnie zaskakiwać. Jimmy to ciekawa postać, wciąż wciągające, czyta się jednym tchem.

  • ~Davina

    ~Davina · 14 cze 2016 · 194896056

    Super.... wciągnęła mnie ta historia i chcę więcej

  • Mlody1

    Mlody1 · 8 cze 2016 · 193944639

    Niech Frank bierze się za nią ostro ????

  • Angell

    Angell · 8 cze 2016

    Zbyt brutalne.Niech tan cały Jimmie postara się o nią,do cholery!

  • Misiaa14

    Misiaa14 · 6 cze 2016

    Cudowne *-*