Szare istnienie #123

Szare istnienie #123Na wstępie chciałabym wspomnieć, iż jestem niezmiernie wdzięczna naszej kochanej Katii za zrobienie okładki. Dzięki, dobra kobieto!

UWAGA! Część jest nad wyraz niesympatyczna, brutalna i niesmaczna, czytacie więc na własną odpowiedzialność.  
Pozdrawiam!

***

Miko natychmiast powitał ich radośnie, skacząc w kółeczko i warcząc zabawnie. Laura pierwsza poszła na obstrzał, lecz po chwili zaatakowane zostały również obie nieznajome.  
– Piękny. Twój? – zapytała Zizi, patrząc na bruneta i głaszcząc psa.
– Nie, Laury.
Gdy już piesek został wygłaskany z każdej możliwej strony, postanowił sobie pójść i pozwolić ekipie spokojnie przejść do pokoju. Nie zdążyli nawet postawić stóp w salonie, gdy Zizi, spojrzawszy na Amber, uderzyła głośnym, obłąkanym rechotem. Sue widząc jej radość, także delikatnie zachichotała. Laurze jednak wcale nie było do śmiechu; obserwując manierę nieznajomej zaczęła coraz bardziej obawiać się przebiegu przyszłych wydarzeń. Dziewczyna zachowywała się niemalże jak opętana, co nie wróżyło nic dobrego, a złośliwość wręcz potokiem wylewała się z jej śmiechu.
– O kurwa, kto cię tak urządził?! – zakrzyknęła z zachwytem ruda, skubiąc włosy starszej z brunetek.
Ta milczała, tkwiąc ze spuszczoną głową. Zoe chwilowo dała jej spokój i skierowała wzrok na Emmę, która siedziała już z Billym w sąsiedztwie Amber. Spojrzenie miała bardzo nieprzychylne i zimne, aczkolwiek podobnie, jak w stosunku do Laury, kiwnęła delikatnie głową w stronę pary. Laura nieco się zdziwiła, była pewna, że przybyszka podobnie, jak z pozostałymi, zna się z chłopakiem.
Oboje odpowiedzieli jej jedynie nikłym, niepewnym uśmiechem.
– No co? Gdzie ta wódka? – zapytała Zizi, wciąż zerkając na Amber i namiętnie szczerząc się do Jimmy’ego.
Wciąż milcząca Dori grzecznie przysiadła na jedynym wolnym, stojącym obok Susan krześle, co Laura odebrała jako definitywną ciszę przed burzą. Mina dziewczyny była bardzo trudna do zinterpretowania, ni to obojętna, ni chłodna, nie wiadomo, jaka. Wywoływała lęk, nasuwając mnóstwo spekulacji i znaków zapytania, a odpowiedź tylko jedną: "będą kłopoty”.
Jimmy zniknął w sypialni, z której powrócił po chwili z drugim krzesłem, stawiając go w miejsce połamanego.
– Siadaj – uśmiechnął się do Zoe.
– Nie chcę, tak mi dobrze – odparła radośnie dziewczyna i znów zawisła nad Amber, która zrobiła się już blada, jak ściana. – Ucięli ci język? Zadałam ci pytanie – fuknęła szorstko.  
– Sue – wypaplała natychmiast brunetka, trzęsąc barwą głosu jak dziecięcą grzechotką.
– Co Sue?
– Sue obcięła mi włosy.
Laura od razu zauważyła, że zachowanie Amber, odkąd Zizi pojawiła się na horyzoncie, zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Fakt, przy Susan także była spanikowana i zagubiona, lecz teraz przeszło to w definitywne przerażenie. Głos dygotał coraz bardziej, dzielnie dotrzymując kroku całemu ciału, a odwagi do uniesienia twarzy nadal brakowało.
– Pijemy! – zarządziła Susan, podając spłoszonej Laurze kieliszek i szklankę. – Em, Dori… – po kolei spojrzała na obie panie.
Koleżanka Zizi nie potrzebowała zbytniego zaproszenia, Emma natomiast ani drgnęła; to wszystko zaczęło wyglądać, jakby Zizi wprowadziła jakiś niezrozumiały reżim, całkowicie ostudzając atmosferę.
– Młoda, no co ty? Wymiękasz? Po Laurze bym się tego spodziewała, ale po tobie? – zarechotała Susan, częstując Emmę przyjaznym spojrzeniem.
– Nie – mruknęła nastolatka, niemrawo podnosząc tyłek.
– Zizi, kurwa, usiądź, straszysz małolaty – warknęła Sue, krzywiąc usta w dziwnym grymasie.
– Jaaa? – Zoe zabawnie wytrzeszczyła oczy. – W życiu – wzniosła pocieszny bunt, po chwili jednak zajęła miejsce obok Dori. – Nie boisz się aplikować z dzieciakami? – zapytała.
– Wyluzuj, powiedziałam, małolatki dużo mogą. Nie spinaj się, bez przypału – odparła Sue. – Zapalimy? – uniosła w górę nabitą lufę.
– Nie, czyżbyś nie wiedziała, że nie przepadam? Ale Zapała chętnie zajara, nie? – zaśmiała się, szturchając łokciem kumpelę.
Billy parsknął śmiechem, najwidoczniej rozbawiony przezwiskiem krótkowłosej dziewczyny.
– Jasne – Dori odzyskała mowę i zaraz otrzymała używkę, aby sekundy później puszczać z ust kłęby dymu.
Nie widać było, aby w jakikolwiek sposób przejęła się reakcją chłopaka, a po mrocznej, nieprzystępnej manierze uśmiech w końcu zagościł na jej obliczu.
– A może dropsa? – Zizi dumnie wyszczerzyła zęby.
– Kurwa, nie masz proszku, a masz piguły? Nie mogłaś przy okazji załatwić? – burknęła niezadowolona Sue.
– Dostałam te piguły w ramach długu. Mam je już tydzień i zjadłam dopiero jedną – wyjaśniła Zizi. – Fajne, przytulne, miłe… – wymądrzała się.
Wciąż pałała zadowoleniem, aczkolwiek cały czas spoglądała na Amber z dość zastanawiającym wyrazem twarzy. Wyglądała jak drapieżnik czający się do ataku, Laura miała wrażenie, że w pewnym momencie, ni z tego ni z owego zerwie się z miejsca i rzuci na dziewczynę.
– Mała – szepnął Jimmy, objąwszy nastolatkę. – Co się dzieje?
– Nic.
– Nic? Przecież widzę. Śliczna, wyluzuj, wszystko będzie ok. Zizi to spoko laska, jeśli nie zaleziesz jej za skórę – uspokajał ciepło.
Starał się być przekonującym, lecz Laura nadal czuła się nieswojo. Zoe miała w sobie coś dziwnego, coś tajemniczego i intrygującego, a wręcz demonicznego. W mniemaniu Laury mimo, iż była niska i szczupła i dość krucha, wyglądała nad wyraz groźnie, jeszcze gorzej niż Amber, "J” i Toby razem wzięci.
– To ty ją tak obiłaś? – Zizi zwróciła się do Sue, dotykając swoich ust.
– Przyjebałam jej krzesłem – zarechotała Susan.
– Krzesłem? – usta Zizi ułożyły się w kunsztowne "o”. – I jeszcze chcesz ćpać? I tak już nieźle ci się miesza; poza tym nie szkoda ci było krzesła? – podsumowała, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. – Kto jara, bo więcej nie dam – ironizowała, ucieszona.  
Palący skorzystali z poczęstunku, gdy w tym czasie Sue zdążyła polać już kolejne działki. Laura coraz bardziej odczuwała działanie alkoholu i zaczynała się z lekka rozluźniać, lecz obawy nie zniknęły. Starała się jednak uspokajać i tłumacząc sobie, że jak wypije jeszcze trochę, złe samopoczucie zniknie, nie czekała, tylko sama wstała i szybko wysuszyła kieliszek.
– Oooo, mała załapała smaki – ucieszyła się Susan.
Jimmy wstał, zabrał od Amber pustą szklankę i już chciał robić kolejnego drinka, lecz ku zaskoczeniu jego i wszystkich obecnych Zizi znienacka wyrwała mu naczynie i postawiła na samym końcu stołu.
– Tylko mi nie mów, że zamierzałeś zrobić tej kurwie kolejnego drinka? – zapytała diabolicznie, w okamgnieniu tracąc swój uśmiech.
– Dobra, nie wymyślaj – odburknął Jimmy, ale chyba nieco się pogubił.
– Wiesz co, ruro? – ruda zwróciła się do Amber.
Ta nadal siedziała jak sparaliżowana, w milczeniu przyjmując wszystkie słowa dziewczyny.
– KURWA, SPÓJRZ NA MNIE, JAK DO CIEBIE MÓWIĘ!  
Towarzystwo natychmiast ucichło. Amber niepewnie podniosła głowę, lecz nadal nie patrzyła na Zoe, desperacko uciekając wzrokiem po każdym zakamarku pomieszczenia.
– Wiesz, że wiedzą o tobie nawet pod celą? Cicha, to wcale nie jest złośliwa plotka, że dziwka się puszcza, ona naprawdę jebie się na potęgę, do tego z cudzymi facetami z tego, co mi wiadomo. Więc nie jesteś jedyna, kurwisko wypina, gdzie tylko może i komu może – stwierdziła sucho dziewczyna.
– Przecież wiem – zaśmiała się Susan. – Chociaż z jednej strony jestem jej wdzięczna, żeby nie nadziała się na jego pałę, do tej pory nie widziałabym, w jak pięknym stylu ta męska kurwa wali mnie po rogach. Dobrze ci chociaż było? – spojrzała na Amber. – Bo w łóżku jest niezły, ale ciebie być może puknął tylko, aby puknąć... Byle jak – zaśmiała się.  
Cisza.
– Co przeskrobała, że tu siedzi? – odezwała się niespodziewanie i zupełnie beznamiętnie Dori, która mimo wypalenia dość sporej ilości trawy znów miała chmurną minę.
Laura natychmiast się spięła, nie chciała, aby Susan mówiła o tym, co się stało; było jej wstyd.
– Zapytaj jej – odparła Sue, wskazując głową Amber.
– I myślisz, że się dowiem? Przecież ona ma już pełno w gaciach…. stąd ten smród – Dori obcięła Amber spode łba.
– Czy Mnich o tym wie? – wtrąciła Zoe.
– Nie wie.
– To nie przejdzie gładko.
– Wiem, ale tym będę martwić się później – zaśmiała się Susan.
– Wiesz, że dziewczyny czekają na ciebie? I nie tylko w karnym, na śledczym też – Zizi wznowiła zabawę. – Jesteś gwiazdą pierdla, myślę, że jak się w końcu powalisz, zrobisz tam nie lada karierę. Lepiej więc, żebyś jednak odzyskała język, przyda się – drwiła wesoło, przywracając ustom szeroki uśmiech.
Amber milczała jak zaklęta, próbując opanować drżenie ciała.
– Kurwo, mam wstać? – syknęła wreszcie gorzko zniecierpliwiona Zizi.
– Nie – mdłe słowo wyszło z ust wystraszonej dziewczyny.
– Sue, polejesz? – zapytała zagubiona Laura, która miała coraz większą ochotę się napić i zagłuszyć niemiłe emocje.
– Jasne.
Chwilę później alkohol zniknął w gardłach imprezowiczów, lecz Zoe nie odpuszczała.
– Co przeskrobałaś, prócz tego, że jebiesz się z cudzymi chujami?
Głucho. Zizi wstała i Amber natychmiast nerwowo się poruszyła, dziewczyna jednak jej nie zaczepiała, tylko minęła obojętnie i zniknęła w kuchni.
– Jimbo, masz coś do żarcia?! – krzyknęła po chwili, więc brunet wstał i poszedł do znajomej.
Podenerwowanie Laury wezbrało na sile, nie czuła się dobrze bez chłopaka. Spojrzała na Emmę, lecz ta jakby odleciała gdzieś myślami, bo siedziała sztywno w objęciu Billy’ego, milcząc i gapiąc się gdzieś w przestrzeń.
– Zjecie coś? – Jimmy wystawił głowę przez próg.  
– Dopiero teraz pytasz, jak już wychlaliśmy na pusto połowę butelki? – syknęła z uśmiechem Sue. – Gospodarz z ciebie pełną gębą.  
Jej mina przybrała już całkowicie inną postać, co znaczyło, że była już w mocno wskazującym stanie, podobnie Emma, której pokazowo błyszczały oczy. Laurę także kręciło coraz bardziej, lecz na tą chwilę było jej to bardzo na rękę.
Zizi wróciła z talerzem wędlin i postawiwszy go na środku stołu, zajęła swoje miejsce.
– Co u Mnicha? – zapytała, kierując wzrok na Amber.
– Dobrze – wystękała natychmiast dziewczyna.
– Ja może być dobrze? Przecież facet nie może godnie żyć, mając siostrę – kurwę.
Cisza.
– Nie rozumiem, jak możesz robić mu tak śmierdzącą opinię. Masz tylko szczęście, że jest poważany i wzbudza respekt, dlatego twój temat nie jest poruszany, choć ja na jego miejscu zamknęłabym cię w piwnicy i wypuszczała tylko w nocy… na siusiu. Naprawdę podziwiam jego cierpliwość.
– Z "J-em” też się puknęłaś? I z Tobym? – zapytała chłodno Sue.
Jimmy pojawił się z pieczywem, które znalazło swoje miejsce obok mięsa i zaraz usiadł obok Laury, ponownie otulając ją w pasie.
– Z Tobym? – Zizi wytrzeszczyła oczy. – Z tym małym, niewartym splunięcia, wątłym pryszczem? No ale w sumie nic dziwnego – jaka panna, taki adorator, cały egzystencjalny syf w jednym worku – warczała także pijana już dziewczyna, nakręcając się coraz bardziej. – A "J”? Chudy, wybacz, ale ten wynalazek ma jeszcze szczęście, że żyje. Wiesz, jakiego kwasu ci narobił, wiesz, że dawał ci lewy towar? Pod celą wieści szybko się rozchodzą, szybciej, niż na wolności. Nie wiem, czy dotarło do ciebie, ale chłopaki chciały cię łamać, masz tego świadomość? Żeby nie Rachel, która wyjaśniła, że proszek należy do "J-a”, już wegetowałbyś na intensywnej terapii. Jeszcze jej chyba miłość nie przeszła – podsumowała.
– Że co? – Jimmy aż otworzył usta. – Jak to lewy?
– Normalnie, dziwne, że się nie zjarałeś. Przecież oboje wiemy, od kogo brał, dlatego wiadomo, że pyłek był dobry, więc skąd ta afera? Jak kurwa zaczęła go chrzcić, bo mu do ćpania było za mało, to tak to się skończyło. I myślę, że naprawdę powinieneś podziękować Rachel, laska uratowała ci dupę. A tak poza tym to gdzie w ogóle jest ”J”?
Laurze powietrze stanęło kołkiem, temat z każdą chwilą robił się coraz bardziej niesympatyczny, nieuchronnie zbliżając się do wyjawienia prawdy, do tego przykry przydomek "J”, powrócił. Spojrzała na Sue – wyglądała bardzo zastanawiająco. Zdenerwowanie zaczęło narastać, lecz bała się odezwać.  
Zaczęły się kombinacje, żeby wziąć Jimmy’ego na stronę i zagadać, aby poprosił Susan o dyskrecję. Lecz i na to brakowało odwagi, nie chciała, aby uznali, że szepcze o czymś za ich plecami. Znajdowała się w towarzystwie, w jakim się znajdowała i obawiała się, że mogliby odebrać to jednoznacznie, co zapewne skończyło by się dość nieprzyjemnie.
– Laura – Jimmy kolejny raz zareagował.
– Wszystko ok.
– Co się dzieje?
Laura spojrzała na nieznajome, lecz te chwilowo zajęte były cichą dyskusją z Susan.
– Jimmy, ja nie chcę, żeby Sue cokolwiek mówiła – przyznała się w końcu, niepewnie kołysząc barwą głosu.
– Śliczna, ja rozumiem, ale co mogę zrobić? – zapytał Jimmy. – Laski jak się do czegoś uczepią, to żeby je powstrzymać, musiałbym je związać. Maleńka, przepraszam cię, ale naprawdę nie miałem pojęcia, że to wszystko wymknie się spod kontroli, że Sue zadzwoni do Zoe. Choć mogłem się domyślić. Jest pijana, nosi ją, powinienem to przewidzieć – tłumaczył się, zakłopotany.  
– Jimmy, chcę jechać do d…  
– CO ZROBILI?! – huknęła nagle Zizi.  
Laura natychmiast spojrzała w tamtą stronę – Zoe wpatrywała się w nią jak w obraz, z totalnym, jak to zinterpretowała, niedowierzaniem.
– To co mówię, za sprawą tej suki oczywiście – Sue także zerknęła na brunetkę, a następnie na Amber.
Laura struchlała, lecz nie miała czasu na zdołowanie się, bo Zizi zerwała się z miejsca i błyskawicznie znalazła przy starszej z brunetek.
– CO, KURWO, ZROBIŁAŚ?! – wydarła się, uderzając dziewczynę z pięści w twarz. – CO. SZMATO. ZRO. BIŁAŚ?! – grzmiała, z każdym wypowiadanym słowem zadając kolejne, soczyste ciosy.
Przerażona Amber mogła tylko zasłonić głowę.
– Chodź tu, kurwa! – Zizi chwyciła ją za włosy, ściągnęła z kanapy i mocnym pchnięciem powaliła na ziemię. – Trzymajcie ją! – nakazała koleżankom, które już stały obok.
Dziewczyny się nie patyczkowały; Dori w okamgnieniu przycisnęła kolanem głowę ofiary, a Susan ręce.
– Puszczajcie mnie! – krzyknęła spanikowana Amber, nieporadnie wierzgając na ziemi.
– Trzymaj jej nogi – rzuciła Zoe, zupełnie ignorując leżącą i gdy Sue zmieniła miejsce uchwytu, ruda bez ceregieli zaczęła rozpinać jej spodnie.
– KURWA, PUSZCZAJCIE! – powtarzała się Amber, lecz przyblokowana już nie wiła się tak mocno, jedyne, na co było ją stać to zabawne machnie rękoma.
Zizi w okamgnieniu rozpięła jeansy dziewczyny, które sekundę później z gracją znalazły się przy kostkach, po czym wstała i wzięła ze stołu swoją pustą butelkę po piwie.
– Kurwa, zostawcie mnie! – Amber nie odpuszczała, wtedy Zoe zdjęła jej adidasa, a następnie skarpetkę.
– Kurwa, zamknij się – warknęła, wpychając materiał w usta brunetki. – Zobaczymy – zaśmiała się, unosząc w górę brązowe opakowanie.
– Jimmy – wydusiła zszokowana Laura, delikatnie szturchając chłopaka.
– Mała, nie wpierdalaj się, proszę, dobrze ci radzę – mruknął ozięble, choć sam wyglądał na nie lada zaskoczonego.  
Laura natychmiast zrozumiała, że jeśli on, chłopak spod ciemnej gwiazdy nie chce się w to mieszać, to widocznie ma ku temu dobry powód. Spojrzała na przyjaciółkę – siedziała jak posąg, nie odrywając wzroku od dziewczyn. Zatrwożona już nie reagowała, patrzyła tylko z niedowierzaniem w to, co się dzieje. Amber nadal próbowała się uwolnić, wypychając z zatkanych ust niewyraźne pomruki, ale im bardzie się rzucała, tym mocniej Dori przyciskała jej głowę.
Zizi nie czekała długo, po chwili mocno ścisnęła butelkę i wepchnęła, a raczej usiłowała wepchnąć ją w dziewczynę, lecz naszpikowane stresem, spięte ciało Amber uporczywie nie przyjmowało intruza.  
Zizi jednak nie odpuszczała, lecz w dalszym ciągu nic nie wskórała, ponieważ butelka zniknęła w środku jedynie nieco poniżej szyjki. Wyglądało to dość komicznie, bo mimo, iż schowała się tylko trochę, to teraz zabawnie sterczała na baczność w ciele ofiary.  
Laura był przerażona, lecz nadal patrzyła na to wszystko, jakby coś hipnotycznie przykuwało jej wzrok. Zoe spróbowała kolejny raz i gdy ponownie nie uzyskała rezultatów, drapieżnie zerwała się z miejsca
– Kurwaaa! – ryknęła wściekle, po czym mocno kopnęła w dno butelki, mijając się nogą o centymetry od twarzy Susan. Wyglądała, jakby opętał ją diabeł.
Teraz butelka już nie stawiała oporu i weszła prawie cała. Targnięta bólem Amber wydała z siebie dziki, stłumiony ryk i wygięła się na ziemi jak struna, uwalniając z oczu wielkie jak grochy łzy. Zszokowana Laura tylko zakryła rękoma usta i natychmiast odwróciła głowę.
– Kurwa, Zizi! – zagrzmiał Jimmy.
– Zamknij mordę – odwarknęła dziewczyna, po czym przykucnęła przy Amber i łapiąc ją za twarz, wykręciła jej głowę, niemalże przekręcając ją na drugą stronę.
– Taka rozjebana dziunia i nie przyjmuję po piwku? – zaśmiała się.
Brunetka nie reagowała, zalewając się łzami.
– Co, kurwo, miło? – zapytała wściekle Zoe, dusząc dłonią policzki dziewczyny. – Miło, szmato? Rozumiesz, dziwko, czym jest gwałt? Zgwałcił cię ktoś?! Nie?! A mnie tak, rozumiesz, więc dobrze wiem, co czuje wtedy kobieta! Szmato skurwiała, powinnaś mi jeszcze podziękować za moje miłosierdzie, mogłam wsadzić ci tą butelkę w dupę, tak, jak załatwiłaś tą dziewczynę. To znaczy nie tą, tamtą – wskazała opakowanie po wódce. – To jedynie za względu na Mnicha, tylko i wyłącznie, kumasz? – katowała ofiarę, bezlitośnie wykręcając jej twarz. – A może jednak powinnam ci pokazać – stwierdziła nagle, po czym sprawnie wyjęła szkło z ciała Amber i szybkim, płynnym ruchem przekręciła ją z pleców na brzuch.
Ta zaczęła panikować już na całego, rzucając się histerycznie i tak mocno, na ile tylko było ją stać.
– Kurwa, laski! – Jimmy w końcu poderwał się z miejsca i migiem doskoczył do dziewczyn, wyrastając wprost przed nosem rudej.
– Odwal się! – burknęła ostrzegawczo Zizi.
– Kurwa, Zizi, już wystarczy, opanuj się – brunet nie odpuszczał, łapiąc ramiona dziewczyny. – Pomyśl o Mnichu… POMYŚL.
– Dobra, może faktycznie wystarczy, dziwka chyba zrozumiała – wtrąciła Sue, podnosząc się z podłogi.
Zizi chyba jednak nie zamierzała dać za wygraną, bo zgrabnie wyminęła Jimmy’ego i za sekundę znów kucała przy Amber, trzymając w uścisku jej szyję.
– Wstawaj, szmato.
– Zizi – Jimmy ponowił próbę, próbując odizolować ją od brunetki.
– Kurwa, odpierdol się w końcu! – zagrzmiała Zoe, agresywnie odpychając chłopaka. – Wstawaj, powiedziałam – ponowiła rozkaz, zaglądając w oczy przerażonej 22-latce.
Targnięta bólem i strachem Amber wykrzywiając usta w łapiącym za serce grymasie, niezgrabnie podniosła się z podłogi. Zizi zupełnie olała jej cierpienie i szarpnąwszy ją za szyję, poprowadziła ledwo idącą dziewczynę w stronę Laury.
– Na kolana, suko – warknęła i popchnąwszy ją mocno, rzuciła jak lalkę przed nastolatką.
Umordowana Amber miała niemałe problemy z wykonaniem polecenia, po chwili jednak udało jej się uklęknąć przed Laurą. Ta była już kompletnie skołowana, a teraz, widząc przed sobą Zizi i zupełnie poniżoną prześladowczynię, spłoszyła się totalnie.
– No? Na co czekasz? – fuknęła Zizi, schylając głowę Amber do samego dołu.
– Przepraszam – wydusiła poszkodowana.
– To wszystko?
– Przepraszam – powtórzyła starsza z brunetek, nie mając chyba pojęcia, o co chodzi Zizi i co robić.
– Całuj, kurwo.
Laura siedziała jak na szpilkach, zdrętwiała od stóp do głów, bojąc się chociażby poruszyć palcem.
Amber bez sprzeciwu w okamgnieniu ucałowała oba adidasy nastolatki, po czym strachliwie wyprostowała się na kolanach.  
– No! Pięknie teraz wyglądasz – rzekł znienacka Billy, ryknąwszy śmiechem.
– To wszystko? – kontynuowała Zizi, lecz już puściła dziewczynę i stanęła równo na nogach.
– Przepraszam. Wybaczysz mi? – wystękała Amber, lecz słychać było, że ciężko przechodzą jej przez gardło te słowa.
– Może wypijemy? – wtrąciła niecierpliwiona Sue.
– Młoda? – zapytała wymownie Zizi, wgapiając się w Laurę.
– Dobrze, wybaczę, ale skończmy już to, proszę – wymamlała spłoszona nastolatka, nie wiedząc już, jak inaczej zakończyć tą chorą akcję.
– Do kąta, suko, i rozbieraj się – Zizi pchnęła nogą Amber i spokojnie ruszyła w stronę stołu. – No nie wierzę, nie wierzę – mamrotała wkurzona, siadając obok Susan.
– Rozbieraj się? – Sue pytająco spojrzała na znajomą.
– Rozbiorę kurwę i wywalę na ulicę – wyjaśniła sucho Zoe.
– Co? Nie ma takiej opcji, zaraz dzwonię do Tony’ego – oznajmiła zadowolona blondynka.
– Dobra, nieważne, muszę się napić – rzekła byle jak Zizi i opierając się luźno na krześle, chwyciła w dłoń swój kieliszek...

1 033 czyt.
100%1511
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3820 słów i 22244 znaków, zaktualizowała 1 maj 2018.

11 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka · 31 maj 2018

    Przyłączam się do komentarzy że gwałt na Laurze był "mocniej" opisany...Ale część świetna !

  • mariplosa

    mariplosa · 3 maj 2018

    Po wstępie  zastanawiałam się czy czytać. A po przeczytaniu stwierdzam że  jak na Ciebie to bardzo delikatnie było. Gwałt  na Laurze opisałaś tak że bebechy wywracało  a tą Amber delikatnie potraktowałaś. Zmiękłaś?

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 3 maj 2018

  • Black

    Black · 2 maj 2018

    Super, piona

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 2 maj 2018

    Noooo jestem z Ciebie dumna    

  • AlexAthame

    AlexAthame · 2 maj 2018

    Kiedy będzie mile i smaczne  

  • KatiaZula

    KatiaZula · 2 maj 2018

    Nie ma za co szczerze mówiąc, po informacji na początku, obawiałam się trochę czytania, ale można ja już taka degeneratka, że mnie to nie rusza? Bo chyba ten gwałt na Laurze ruszył mnie bardziej. A to... No myślałam, że będzie ostrzej

  • Gaba

    Gaba · 1 maj 2018

    Frapuje mnie ta "definitywna cisza".. hmmm, ciekawe! Do rzeczy: Agnes jak Agnes - czarno, mroczno, bezduszne okrucieństwo...
    Napisane bardzo dobrze, że swadą i dużym wyczuciem i zabrzmi to dziwacznie ale nie rzucają się w oczy wulgaryzmy!! Tutaj Autorka dała popis swojej pisarskiej dyplomacji i "chwalić gospodynię" za to właśnie! Resumé- ok'! bdb+!, Czyli jest dobrze! Ciekawy jestem, jak długo Autorka to pociągnie, to raz i kiedy cdn???? Pozdrawiam Cię

  • Marida

    Marida · 1 maj 2018 · 214488610

    Komunikat o 18 jest, więc spokojnie. No warto było czekać, nadal kocham Susan a Zizi też wydaje się być całkiem spoko    Mam tylko nadzieję, że kolejna (tak samo dobra jak zawsze) pojawi się dość szybko  

  • aKubek

    aKubek · 1 maj 2018

      Ty zła i nie dobra    
    Pociągnęłaś, ale myślałem że to będzie koniec a ty dalej ciągniesz?
    Zuzi rządzi i dobrze niech s.ka wie do czego sama doprowadziła.    Dla takich nie ma litości

  • AnonimS

    AnonimS · 1 maj 2018

    "Na wstępie chciałbym wspomnieć," czyżby rozdwojenie jaźni? Poza tym ostre ale uprzedziłaś więc jest OK.