Szare istnienie - zmiany #9

Szare istnienie  - zmiany #9

– I co zamierzasz, gdzie chcesz leźć? – zapytała niezadowolona Susan, zatrzymując się zaraz za furtką.
– A bo ja wiem? – odparł Jimmy, rozglądając się na boki. – Dawaj tam, coś czuję, że tam polazły – zaproponował i ruszył w kierunku mostów.
– To sprawka tej bandytki, Emmy, jestem tego pewna. Wątpię, aby twoja cnotliwa kruszynka wpadła na taki durny pomysł – oświadczyła złośliwie Sue.
– Cnotliwa? – zaśmiał się fałszywie Jimmy, któremu zrobiło się głupio.
Znał humory i często gorzkie zachowania koleżanki, lecz w tym momencie jej postawa odrobinę go zaskoczyła. Po tym tekście chłopak odniósł wrażenie, że wcześniej dziewczyna okazywała sympatię dla Laury tylko i wyłącznie ze względu na niego, a teraz pokazuje pazury. Domyślał się, że Emmę polubiła bardziej, niemniej jednak nie spodziewał się tego dziwnego ataku.
– A tak w ogóle to co się ciskasz? Masz do ślicznej jakiś problem? – syknął, chcąc szybko wyjaśnić sytuację.
– Ja się ciskam? – Sue zrobiła głupią minę. – Ja tylko stwierdzam fakty. Widzę przecież różnicę między niebem a piekłem – wyszczerzyła zęby. – A tak poza tym to właściwie nie wiem, dlaczego młoda ciąga się z Laurą, nie boi się, że ta ją zamuli? – dodała z zimną manierą.
– Kurwa, o co ci chodzi?! – zagrzmiał chłopak, zatrzymując się i przecinając Susan diabelskim wzrokiem. Wrzasnął tak głośno, że sporo przechodzących obok osób od razu spojrzało na niego spode łba, z wyraźnym zniesmaczeniem. – A ty co się, kurwa, wgapiasz? Idź, jak idziesz – warknął do pierwszego z brzegu mężczyzny, który szybko odwrócił wzrok i skręcił na przejście.
Sue milczała, lecz jej mina była dość oryginalna.
– Kurwa, Cicha, co jest grane? – Jimmy nie odpuszczał.
– Nic, chodź – odparła już grzeczniej blondynka i ruszyła przed siebie, nie patrząc na kumpla.
– Nie! – Jimmy złapał ją za ramię, zmuszając do zatrzymania się. – Kurwa, Cicha, jeśli zamierzasz mieć do niej jakieś kwasy, nigdzie z tobą nie idę, rozumiesz?
– Wyluzuj, już jest ok.
– Jakie, kurwa, ok? Nie, daj mi psa – warknął Jimmy, chcąc zabrać dziewczynie smycz, ale uciekła z ręką.
– Chodź, już będę grzeczna. Ostro się dziś wkurwiłam i stąd chyba moja odjebka – rzekła Sue.
– Tak? Tylko jakoś w stronę Emmy takiej odjebki nie ma. A może ty jesteś o mnie zazdrosna, co? – chłopak uśmiechnął się szeroko, wielce zadowolony ze swojej docinki.
– No pewnie – odparła byle jak dziewczyna. – Jimbo, już będzie spokój, obiecuję. Dzwonił młody i w chacie dzieją się coraz większe cuda. Zjeżyło mnie to maksymalnie, rozumiesz? Nie wiem czemu akurat padło na Laurę, to tylko i wyłącznie czysty zbieg okoliczności – wyjaśniła Susan, która wydawała się być szczera, lecz Jimmy nadal był bardzo nieufny, z wyrazu jej twarzy próbując wyczytać, czy łże. – A może temu, że Emmę polubiłam trochę bardziej, dlatego tak wyszło? Ale to nie to, żebym miała coś do twojej, po prostu jest dla mnie odrobinę za grzeczna – dodała z mdłym uśmiechem.
– Co się dzieje? – naciskał Jimmy, który sporo wiedział na temat sytuacji w domu kumpeli.
– Nie wiem dokładnie. Tommy mówił, że nie dość, że ekipy przybywa, to lodówka znów jest pusta, gówniarz nie miał nawet co zeżreć po południu. Próbował ich wyjebać, ale sam sobie nie radzi, zresztą znasz pijaka, do którego dociera to, co się do niego mówi? Kurwa, boję się, że młody się wkurwi, zawinie chłopaków i zrobi komuś krzywdę. Może i to menele, ale on jest sam i trzem czy czterem typom na pewno nie da rady, nie zdziwiłabym się więc, gdyby posprzątał z pomocą ekipy. Po południu chciałam jechać, zobaczyć, co jest grane, ale przekonywał mnie, że nie trzeba. Zna mnie i w sumie ma rację, wie, że jak tam wjadę, może być jeszcze bardziej nieciekawie. Rozkazał – Sue zaśmiała się sugestywnie – żebym ochłonęła i wtedy zadzwoniła. Nie rozumiem, więc skoro się boi, czemu zadzwonił i powiedział, że jest cyrk? Kurwa, coś mi tu śmierdzi. No i po drugie to jak miałabym pojechać? A kto zostałby z Miko? Nie wezmę go przecież do tego chlewu – stwierdziła Susan, lecz mówiła już coraz ciszej.
– Dobra, przejdziemy się tu po okolicy, bo daleko pójść nie mogły i podjedziemy do was. Choć czy ja wiem, czy niedaleko? Z nimi nigdy nic nie wiadomo – rzekł brunet, przejęty kłopotami przyjaciółki. – Kurwa, Cicha, czemu się nie wyprowadzisz? Albo nie wypierdolisz w końcu pijaków na zbity pysk?
– Wyprowadzić? Człowieku, nie mogę się wyprowadzić. Tak przynajmniej chociaż trochę rzucę okiem na ich wybryki, wiesz, co to będzie, jak zostaną sami? Poza tym włożyłam tam sporo kasy, nie zamierzam zostawić tego teraz menelom – syknęła Sue.  
– Cicha, sądzę, że już gorzej być nie może, przecież sama widzisz, jak się tobą przejmują i czują jakikolwiek respekt – zripostował Jimmy.
– Wiem, ale jak już nie mogą się pohamować i mają pić, niech lepiej piją w domu. Nie mogę ich olać, w końcu to moi starzy. Zresztą skończmy już ten temat, pomyślę, jak zadzwonię do młodego. Teraz trzeba znaleźć te wariatki, bo Emma raczej zdrowa na głowę nie jest i zaraz pociągnie gdzieś kruszynkę, a to już blisko, żeby wpierdoliły się w jakieś kłopoty – orzekła Sue, operując nieco cieplejszą i weselszą miną.
Przeszli spory kawałek i Miko zaczynał iść coraz wolniej, spowalniając prowadzącą go dziewczynę.
– Pić mu się chce, trzeba kupić wodę. Ale w czym mu damy? – po dłuższym milczeniu Susan pierwsza zabrała głos.
– Czekaj – rzekł chłopak i schował się w pobliskim pubie.
Po chwili wyszedł z blaszaną miską, którą postawił przed pieskiem.
– Nie burczeli? Kurwa, jakaś nowość – ironizowała Sue.
– Łaski nie robią – odparł z dumą Jimmy.



– Co robimy? Jimbo, to nie ma sensu, nie znajdziemy ich – stwierdziła Susan, gdyż spacer trwał już ponad godzinę.
– Kurwa, mogłem kupić jej jakiś telefon – burknął chłopak. – No dobra, masz rację, ale co teraz? Chcesz zajechać do domu?
– Tak, zajedźmy. Zostaniesz z Miko, a ja tylko zerknę, co jest grane i przy okazji trochę się odświeżę. Zajmie mi to chwilę, jasne? – rzekła z przyjazną władczością Sue.
Jimmy nie odpowiedział, tylko wykręcił numer taksówki i dwadzieścia minut później wysiedli pod blokiem dziewczyny.
– A ty gdzie? – zapytała zdziwiona Susan, widząc, że chłopak ruszył za nią.
– Idę z tobą.
– Nie, chcesz prowadzić psa do tego syfu? Kurwa, człowieku, ja nie mam pojęcia, co się tam dzieje, rozumiesz?
– Idę z tobą! – powtórzył bezkompromisowo Jimmy.
Dziewczyna widząc, że nie wygra, przestała dyskutować, Jimmy już wcześniej zauważył, że im bliżej jej osiedla byli, tym jej stanowczość traciła na sile. Zdziwiło go to, nie znał jej jeszcze z tej strony.
Weszli do klatki i już na pierwszym piętrze doszły do nich odgłosy libacji. Chłopak spojrzał na przyjaciółkę – nie wyglądała na szczęśliwą.
– Tylko spokojnie, nerwami nic nie zdziałasz – uprzedził, zdając sobie sprawę, że dziewczyna w sekundę z aniołka może zmienić się w demona.
Milczała, nadal wyglądając na opanowaną, co nie było dobrym znakiem. Jimmy bardzo dobrze znał jej obecny stan i szczerze wolał, aby się w tej chwili nabuzowała, wiedział, że ten diaboliczny spokój może oznaczać tylko jedno – ogólną katastrofę.
– Trzymaj go, wiesz, że do wszystkich podbija – poprosiła Sue, gdy przestąpili próg.
Drzwi do salonu jak zawsze były przymknięte, lecz dziewczyna szybko je otworzyła, robiąc to tak mocno, że z hukiem uderzyły o ścianę. W pokoju siedzieli rodzice blondynki, których Jimmy dobrze znał, dwie baby z dwoma jakimiś wyglądającymi na kryminalistów facetami i, co dziwne, jakaś młoda, najwyżej dwudziestoparoletnia dziewczyna. Wszyscy, poza jednym z kolesi byli już w stanie mocnego upojenia i imprezowali w najlepsze, pieprząc do siebie głupoty w otoczeniu kompletnego, panującego w pokoju chlewu. Na podłodze walały się puste butelki i puszki, pełno niedopałków, oraz kawałki niedojedzonego,  wyschniętego już na wiór chleba i jakiejś innej, niezidentyfikowanej żywności.
– Ooo, Susi, jesteś. Daj papieroska – zapiał kretyńsko ojciec, wyciągając do córki ręce w idiotycznym geście powitania.
– Idźcie do domu, koniec imprezy – rzekła spokojnie Susan, zupełnie ignorując mężczyznę.
Nieznajomi kolesie natychmiast spojrzeli po sobie, wyglądali na kompletnie zaskoczonych.
– Aaaa, to moja córeczka Susi – wyjaśnił z, jak zdawałoby się, dumą ojciec, niewyraźnie plącząc słowa.
– Jimmy, a ciebie co przygnało? Dawno cię nie było – z nieukrywaną sympatią wtrąciła matka dziewczyny, szeroko się uśmiechając.
Jimmy jedynie skromnie wygiął usta, nie zamierzając wdawać się w dyskusję.
– Dobra, Ozzi, wstawaj – wyższy z kolesi nagle szturchnął kolegę i podniósł się z miejsca.
– No tak – wybełkotał typ, także wstał i bez słowa ruszył z kumplem w stronę korytarza.
– Wybacz – trzeźwiejszy z mężczyzn położył rękę na ramieniu Susan, przechodząc obok i sekundę później obaj zamknęli za sobą drzwi.
Jimmy aż odwrócił się za nimi, zaskoczony, że tak szybko poszło i że w tym domu pojawiają się jeszcze jakiekolwiek namiastki kultury.
– Ale Sue, czemu się den… – zaczął znów ojciec, lecz nie dokończył, bo Susan wtargnęła do pokoju i zawisła nad imprezowiczami.
– Chyba powiedziałam wypad, nie?! Nie macie, kurwa, gdzie chlać?! To nie pijalnia! Wypierdalać, kurwa, macie pięć minut! – zagrzmiała. – Rozumiesz?! – diabelsko spojrzała na ojca.
– No dobrze już, dobrze, po co… – ojciec próbował uspokoić sytuację, dziewczyna jednak nie zamierzała go słuchać, tylko wykręciła się na pięcie i wyszła, pociągając Jimmy’ego w stronę kuchni.

461 czyt.
100%82
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1732 słów i 10182 znaków, zaktualizowała 21 paź 2018

Komentarze (2)

 
  • zabka815

    zabka815 22 paź 2018

    Jak na Ciebie to spokojny rozdzialik

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 21 paź 2018

    Super!