Szare istnienie #124

Szare istnienie #124

Wybaczcie długość, ale naprawdę nie idzie, poza tym poprzednia była dłuższa, niż zazwyczaj, czyli mam usprawiedliwione   
Pozdrawiam


Umęczona Amber błyskawicznie naciągnęła spodnie i posłusznie usiadła pod oknem.
– Miałaś się rozbierać, nie ubierać – stwierdziła złośliwie Zizi.
– Dobra, daj już spokój, widzisz przecież, że mało nie płacze – rzekła Sue.
– Kurwa, nie płacze?! – krzyknęła Zoe, zerwawszy się z miejsca, ale Jimmy był czujny i natychmiast do niej doskoczył, zatrzymując ją w miejscu.
– Puszczaj – buntowała się, próbując przejść.
– Kurwa, Zizi, dosyć już, rozumiesz?! Straszysz mi kobietę! – zagrzmiał.
– To daj jej więcej wódki – odparowała kąśliwie ruda, zerknąwszy na Laurę, lecz nie było to już chłodne spojrzenie, teraz dziewczyna szczerzyła zęby na całą szerokość twarzy.
– Zizi… – brunet nie dawał za wygraną.
– Dobra, puść mnie, będę grzeczna… raczej.
– Taaak – Jimmy się uśmiechnął
– Obiecuję.
Puścił dziewczynę, która zgodnie z deklaracją usiadła na swoje miejsce, obcinając przy okazji Amber gorzkim spojrzeniem.  
– Młoda, wystraszyłam cię? – zwróciła się do Laury.
Ta nie miała pojęcia, co powiedzieć, więc milczała.
– Ok, nie napinaj się już, napijmy się lepiej – postanowiła Zizi i sama napełniła kieliszki.
Miko wyszedł z pokoju i człapiąc noga za nogą, zaraz znalazł się obok Laury.
– Co mu jest? – zapytała nastolatka, patrząc na bruneta, który pojawił się obok.
– Nic, jest zaspany. Widzisz? Chyba jednak nie dobrze, tylko bardzo dobrze mu u mnie, bo nie wyskoczył nawet, jak laski odstawiały cyrk – stwierdził luźno.
– Jimmy, a może on jest głodny? Pojdę, kupię mu coś – zaproponowała Laura, natychmiast wyczuwając szasnę wyrwania się choć na chwilę z imprezy i uspokojenia zszarganych nerwów.
– Ze mną? – zapytała niespodziewanie Zizi i Laura natychmiast się spięła.
Nie rozumiała, dlaczego najpierw Susan, a teraz ona tak się do niej kleją, wcale jej nie znając. "Na pewno mają z tego niezły ubaw” – zinterpretowała na biegu, wkurzona, że robią sobie z niej zabawkę.
– Nie, ze mną – wcisnął się Jimmy, widząc minę ukochanej.
– Dlaczego? Muszę iść po fajki – Zizi nie ustępowała.
Zagubiona Laura wstała i szybko wypiła wódkę; mimo dużego stresu także była już mocno podcięta.
– Młoda, idziemy – ruda podniosła się z miejsca.
– Nie! – rzucił stanowczo Jimmy.
– Kurwa, wyluzuj, człowieku, nie pobiję jej przecież, nie pogryzę. Chcę z nią pogadać, bo niepotrzebnie panikuje – odparowała wkurzona Zoe.
– Dobra, ale idę z wami.
– Nie.
– Dobrze, pójdę z nią – rzekła niespodziewanie Laura i ku zaskoczeniu chłopaka, podniosła się z miejsca.
Machnęło nią nieznacznie.
– Na pewno? – zapytał zdziwiony Jimmy, dziewczyna częstowała go dziś coraz to innymi niespodziankami.
– Tak.
– Zizi, uważaj na nią, jest już ostro podpita. No i rozglądaj się za tą kurwą, "J-em”, bo już raz zrobił tu wjazd – powiedziała Sue.
– Nie boję się "J-a” – odparła beznamiętnie Zoe, sugestywnie pokazując koleżance duży, srebrny scyzoryk.
– Tak? I co, ożenisz mu kosę? Pierdolisz – warknęła cierpko Sue, lecz Zizi już nie odpowiedziała, tylko stała i liczyła pogięte, wyciągnięte z kieszeni banknoty.
Laura wcale nie przejęła się widokiem noża, od kiedy wstała i lekko wzrosło ciśnienie, wódka uderzyła mocniej, ale i przyjemniej.  
Zadzwonił telefon. Wiedziała, a przynajmniej domyślała się, kto to, więc nawet nie spojrzała na urządzenie. To jednak grało i grało, w końcu, zniecierpliwiona, rzucając do Jimmy’ego: – trzymaj psa – wyszła na zewnątrz i wcisnęła zieloną słuchawkę.
– Kurwa, młoda, dochodzi wpół do dziesiątej. Gdzie jesteś? – wyjechał z wyrzutem Travis i nie wiedzieć, czemu, jego pretensjonalny głos wydał się w tej chwili Laurze tak zabawny, że nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
Po zakończeniu akcji w domu i wyjściu na zewnątrz nerwy z wolna zaczęły uchodzić.
– Młoda, jesteś pijana?
– Nie, jestem naćpana – odparła, samej nie wiedząc, dlaczego to powiedziała.
– Laura, matka chce wzywać policję – ostrzegł chłopak.
Teraz Laura już nie zachichotała, lecz roześmiała się jak nienormalna; znów zaczęło jej odbijać.
– Co jest? – Zizi założyła rękę na ramię dziewczyny.
– Nic – brechała nastolatka.
– Młoda, kurwa, nie przeginaj tylko wracaj, rozumiesz? – kontynuował chłopak, który był już ewidentnie wściekły.
– Kurwa, jaką policję? Nie ma dwudziestej drugiej, więc se może – pyskowała Laura.
– Laura, ja nie żartuję. Narobisz kłopotów i sobie, i swojemu Jimmy’emu.
– Kurwa, spierdalaj, dobra?! I niech tylko spróbuje kogokolwiek wezwać, to nie wrócę w ogóle, rozumiesz?! – dziewczyna się zdenerwowała. – Możesz jej to przekazać! I ja też nie żartuję!
– Mł…
Nie dokończył jednak, bo nastolatka wyłączyła rozmowę, a następnie telefon.
– Tak to jest z facetami – podsumowała natychmiast Zizi, która cały czas trzymała rękę na barku brunetki, po chwili ją jednak uwolniła i odpaliła papierosa.
– Chodź – machnęła głową i skierowała się w stronę furtki.
Laura ruszyła za nią, lecz o dziwo, od chwili wyjścia z domu stres i lęk przed dziewczyną jakby zmalał, czego zupełnie nie umiała wytłumaczyć. Być może powodem była sama Zoe, której także, gdy opuściła domek, całkowicie zmieniła się maniera. Teraz dziewczyna wydawała się być ciepłą, miłą i zupełnie niegroźną osobą.
– Czy matka zna adres Jimbo? – zapytała Zizi.
– Nie zna – odparła Laura, której wyluzowanie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odpłynęło w siną dal. Pytanie było bardzo wymowne i wywołało kolejną niepewność, dziewczyna znów się pogubiła.
– Może wezwać pały? – kontynuowała ruda.
– Wątpię – wystękała Laura, spojrzawszy dziwnie na nieznajomą.
– No co? – Zizi głośno się roześmiała. – Krzyczał tak, że nie dało się nie usłyszeć, ty zresztą też.
– W dupie go mam – warknęła nastolatka, pieczołowicie próbując pokazać swoje rozluźnienie.  
– Jak wy, młode, spokojne dziewczyny znalazłyście się u Chudego, do tego w towarzystwie tej psychopatki, Cichej? – zapytała luźno Zoe. – A może nie jesteście takie spokojne, co? – zaśmiała się.
"Psychopatki? I kto to mówi” – pomyślała natychmiast nastolatka, która w tyle głowy wciąż miała obraz kopiącej butelkę dziewczyny.
– Nie wiem, jakoś tak wyszło – mruknęła.  
– Jesteś z Chudym?
– Nie… nie wiem – Laura zaczęła się plątać.
– Stwierdzam co innego – podsumowała ruda. Ale chuj, olać to, wasza sprawa, nie wpierdol go tylko, młoda, w kłopoty – dodała, lecz nadal była bardzo spokojna i przyjemna. – To jak to było z tym gwałtem? – wyjechała nagle, waląc Laurę tym pytaniem niczym prawym sierpowym.
– Nie chcę o tym mówić – mruknęła dziewczyna zgodnie z prawdą.
Doszły do sklepu, Zizi szybko kupiła papierosy, kilka zimnych piw, Laura puszkę dla pieska i minutę później były już w drodze powrotnej.
– A jak się teraz czujesz? – zapytała.
– Dobrze
– Wiesz…? – bąknęła Zoe. – Może ci się wydawać, zwłaszcza po tym, co dziś widziałaś, że jestem zimną, wredną suką, ale wierz mi, że tak nie jest. To znaczy teraz pewnie już jest, ale wcześniej tak nie było. To ten chuj do tego doprowadził, ten cwel zrobił z łobuza bandytkę. Nie przeczę, od zawsze byłam niegrzeczna, ale pewne wydarzania, a potem kryminał wychowują, więc sama rozumiesz.
Dziewczyna mówiła bardzo dziwnie, jej głos stał się łamliwy i nieco cichszy, przez co Laura poczuła się bardzo niezręcznie, będąc jakoby przymuszoną do wysłuchania tych zwierzeń.  
Weszły na podwórko Jimmy’ego i Zizi nie pytając, otworzyła piwo i wręczyła nastolatce, biorąc po chwili drugie.
– Nie będę wnikać, za co siedziałam – Zoe wznowiła temat – bo to nieistotne, ale wiedz, że to tylko i wyłącznie zasługa tego gnoja, mojego byłego i jego trzech kolegów, którzy się schowali i od tamtej pory za chuja nie mogę ich namierzyć. Ale nadal są na mojej liście "do wyłapania” i będą, póki ich nie dorwę. Wiem, młoda, co czujesz, bardzo dobrze wiem. Mnie złapali w środku centrum i siłą wepchnęli do samochodu. Były tam dziesiątki ludzie i nikt, kurwa, nikt nie zareagował. Potem był już tylko las, z dwóch kolegów zrobiło się trzech, potem czterech, a dalej, pomijając fakt, że na pożegnanie skopali mnie jak psa, to już wiesz – wywaliła Zizi, jak na spowiedzi.
Starała się być naturalna, ale kompletnie jej to nie wyszło, na kilometr słychać było, że nadal ją to boli, a nawet, jeśli już nie boli, to kolosalnie wkurwia.
– Dlatego nie rozumiem, dlaczego żal ci tej suki. No nie, w sumie z jednej strony to rozumiem, bo jaka krzywda by się nie stała, charakteru nie zmienisz, ale osobiście uważam, że także powinnaś zmienić się w sopel lodu, napierdolić się nawet w trupa, jeśli to miałby pomóc i tak ją, kurwę, przetrzepać, żeby klękała za każdym razem, gdy będę cię widzieć. Zdaję sobie sprawę że to, co widziałaś, nie było miłe, ale temat gwałtu jest to dla mnie bardzo drażliwy i zawsze będę tępić każde ludzkie ścierwo, które się do niego przyczyni. I tak, dziwka, za mało oberwała, ale to tylko dzięki Chudemu. No i wy… nie chciałam już was dłużej straszyć – skwitowała Zizi i teraz już się roześmiała.
Laura stała jak posąg i zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć. Szczerość dziewczyny totalnie ją zaskoczyła, tym bardziej, że wiedziała, że tacy ludzie, ludzie z marginesu zawsze starają się unikać zwierzeń.
– Trzymaj – ruda wyciągnęła do nastolatki dłoń z oderwanym kawałkiem kartki. – To jest numer do Jessicy, mojego psychologa. Jak zapyta, powiesz jej, od kogo go dostałaś. Wiem, młoda, że się wstydzisz i nie chcesz o tym mówić, do tego myślisz sobie, że pogadanka nic nie da, ale zapewniam cię, że się mylisz. W pierdlu widziałam się z nią co tydzień i uwierz mi – laska naprawdę potrafi zmienić ci fazę i podnieść na duchu. I wyluzuj, dziewczyna jest młoda, ma zaledwie dwadzieścia sześć lat, jest kurewsko luźna i ciepła, nie musisz się więc obwiać zrzędzenia starej torby, która tylko pierdoli, aby popierdolić i odwalić godzinę – zarażała Zizi i przykleiła usta do butelki.
– Dzięki – mruknęła Laura, chowając kartkę, choć nie zamierzała do nikogo dzwonić i z nikim gadać.
– Młoda, a jak matka zgłosi? Nie boisz się? Bo Jimbo sobie poradzi – zachichotała Zizi. – Piwo ci się kończy, szybka jesteś – dodała, wskazując nastolatce resztki w jej butelce, Laura nie załapała nawet, kiedy je wypiła.
Zizi otworzyła i dała Laurze kolejne piwo, kończąc swoje. Wzięła je bez sprzeciwu, smakowało jej o wiele bardziej, niż wódka. Jimmy wychylił się przez drzwi, ale gdy zobaczył dziewczyny stojące z pełnymi butelkami, uśmiechnął się i bez słowa schował z powrotem.
– Pilnuje cię – stwierdziła ze śmiechem ruda.
Laura się uśmiechnęła, nie odpowiadając.
– A może dropsa? – ożywiła się nagle Zizi i migiem wyjęła z kieszeni plastikowy pakiecik. – Fajne, ale jakieś nowe, nie znam nazwy – wyjaśniła, podsuwając zawierającą kilkanaście brzoskwiniowych pigułek torebkę pod nos Laury.
– Dzięki, nie biorę prochów – odparła nieco bardziej wyluzowana nastolatka, coraz większa ilość alkoholu i całkowita zmiana zachowania Zoe sprawiły, że bardzo się rozluźniła.
Z domu dobiegła właśnie muzyka, co świadczyło o tym, że impreza nabiera coraz bardziej zawrotnego tempa.
– Wcale? Ale trawkę palisz – stwierdziła rozweselona Zizi.
– Czasami. A co z Amber? – zapytała nagle brunetka.
– Nie rozumiem.
– No… ta butelka…
– Wyluzuj, nic jej nie będzie, wiem, co robię. Połazi co najwyżej kilka dni, jakby tydzień jeździła na oklep, no i nie porucha raczej. O, właśnie, nie będzie dała rady się pieprzyć, to dopiero kara, co? – rozradowała się ruda, szturchając Laurę łokciem. – Puszczalska, zryta nimfomanka i zero seksu, jak ona to przeżyje? – rżała.  
Laura się roześmiała, dziewczyna robiła totalnie komiczne miny.
– Jebana suka, powinnam była wsadzić jej tą butelkę w dupę – skwitowała Zizi, gubiąc swoją radość.
– Daj już spokój – poprosiła łagodnie Laura, której język plątał się już na całego.
Nagle brzdęknęła, a raczej trzasnęła agresywnie otwierana furtka. Dziewczyny spojrzały w tamtą stronę i obie, jak jeden mąż… zamarły!

959 czyt.
100%175
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2241 słów i 13002 znaków, zaktualizowała 4 maj 2018.

5 komentarzy

 
  • zabka815

    zabka815 · 4 maj 2018

    dwie świetne część I, ale myślałam że Amber oberwie mocniej A tu tak lajtowo ją potraktowałaś eh...
    . Czekam na kolejną część    

  • AnonimS

    AnonimS · 4 maj 2018

    Długość odcinka wg mnie w sam raz. Trudno się nie powtarzać w komentarzach bo sporo tych odcinków ale zauważyłem że w każdej postaci starasz się znaleźć coś dobrego. kiedyś pisałem tak o Susan że budzi sympatię , teraz groźna Zizi też pokazuje ludzkie oblicze próbując pomóc obcej dla niej Laurze. ( Kartka z telefonem do psychologa). Ciekawe czy znajdziesz jakiś pozytyw w osobowości Amber. A może do końca pozostanie czarnym charakterem? Chwyt marketingowy z przerwaniem relacji  takim momencie, udany choć wg mnie i bez tego ludzie to czytają. Pozdrawiam . P.S. miałem odpuścić komentowanie ale jako starszy muszę dawać dobry przykład .

  • Gaba

    Gaba · 4 maj 2018

    Dobre na bdb. Do szóstki trochę brakuje, bo: zasłucha tego cwela - literówka, chyba zasługa ; szczerość dziewczyny totalnie ją zaskoczyła - po co to totalnie? bez lepiej by brzmiało ; i ostatnie zdanie: obie jak jeden mąż ... zamarły - przecież były tylko dwie, więc obie zamarły.  Myślę, że bez tych potknięć zasługujesz na  szóstkę!  Ale to jest moje zdanie, szarego ludka który lubi czytać. Jest więc dobrze, z przyjemnością czytam tę story tylko jakoś tak dziwnie szybko się czyta obojętnie jak długi jest odcinek!!! POZDRAWIAM CIĘ SERDECZNIE

  • mariplosa

    mariplosa · 3 maj 2018

    No    
    Ciekawe kto przyszedł?
    część  świetna  

  • Black

    Black · 3 maj 2018

    Kto przyszedł? Czyżby to był... Czekam na więcej!