Szare istnienie #24

Szare istnienie #24

Po wejściu do sypialni od razu skierowała kroki do szuflady, w której znajdowało się kilka banknotów, które, jak zwykle, dziewczyna rzuciła niechlujnie, gdzie popadnie. Przeliczyła – dwieście czterdzieści dolców, w tym niecałe dziesięć w bilonie. "Na pewno kupię za to telefon...” – warknęła pod nosem, wzięła czyste ciuchy i zniknęła w łazience.
Cały czas gryzło ją to, jakim cudem udało się komuś wejść do szatni, otwierając ją przy tym bezszelestnie. Musiał przecież przejść przez zaplecze, czyli koło biura, jak on to do cholery, zrobił...?!


Odkręciła wodę i weszła pod miły, chłodny strumień. Chwilowo zapomniała o troskach, skupiając się przyjemnej czynności, którą chciałaby w tej chwili wykonywać jak najdłużej. Mając jednak świadomość czekającej zapewne na jej rychły powrót matki, zmuszona była sprężyć ruchy. Gdy skończyła zabiegi dotyczące kąpieli, zbliżała się 18:41. Nie była zbyt zachwycona perspektywą wizyty "kogoś”, lecz starała się wziąć w garść, aby nie narobić lipy i przy okazji nie sprawić przykrości matce. Niestety, fakt kradzieży nie miał litości, zawładnął nią zaraz po zakręceniu kurków. Głowa przestała boleć, lecz złe samopoczucie minęło tylko na chwilę, po ubraniu się i doprowadzeniu do ładu roztrzepanych włosów kac znowu się odezwał. Postanowiła nie pić przez kolejne pół roku, rok, albo nie pić już wcale.
– Młoda, śpisz tam?! – Travis głośno zabębnił w drzwi.
– Chwila, nie...!!!
– Chwila?! Siedzisz tam już pół godziny! – rzucił, dopraszając się swoim surowym tonem o jak najszybsze opuszczenie łazienki.
  – Spierdalaj i daj mi się w spokoju ubrać! Musisz tu łomotać?! – ryknęła, mocno rozdrażniona.
  – Zgęszczaj ruchy, matka czeka!
  Nie odpowiedziała, tylko wyszła z pomieszczenia, głośno trzasnąwszy drzwiami. Bez słowa minęła chłopaka, rzucając w jego stronę demoniczne spojrzenie i migiem schowała się w sypialni, lecz 22-latek nie zszedł na dół, tylko jak na złość, zawisł w progu, w pełnym rozluźnieniu opierając się o framugę. Miała wrażenie, że robi to specjalnie, chcąc albo wyciągnąć jakieś informacje, albo ją po prostu wkurwić. Jakby za mało była jeszcze zdenerwowana...
– Musisz tu sterczeć? – burknęła w końcu, artystycznie udając, że szuka czegoś w szafie.
– Muszę.
– Wyjdź!
Travis ani drgnął, stał tylko, przenikliwie inwigilując zezłoszczoną siostrę podejrzliwym, wrednym wzrokiem.  
– A stój sobie, masz najebane! – huknęła, na powrót chowając głowę w szafie.
– Dzwonił Frank, prosił, żebyś oddzwoniła – poinformował, z wyraźnym zadowoleniem.
Brzmiał tak, jakby przeczuwał, a wręcz wiedział, że ta informacja wywoła u niej popłoch.  
– Coś jeszcze? – mruknęła oschle, lecz w środku chodziła już cała.
Nie odpowiedział, tylko odszedł, nie zamykając drzwi. Laura przez swoje aktorstwo powywalała z szafy wszystko, co było chyba do wywalenia, więc zmuszona była teraz to sprzątnąć. Ani trochę nie miała ochoty na układanie rozbebeszonych ciuchów, zaczęła je więc byle jak skręcać i upychać do szafy. Była już tak poddenerwowana, że nie mogła się skupić, przez co wkładane do środka rzeczy, złośliwie wypadały na zewnątrz.
  – Kurwa! – ryknęła, wściekła, wpychając furiacko nogą ubrania, a stercząca w głowie myśl: "i skąd ja teraz wezmę jego numer?”, tylko podsycała agresję.  
  Nagle ją olśniło! Przypomniała sobie, że przecież Frank dawał jej kiedyś kartkę z numerem, olała więc porządki i biegiem ruszyła do stojącego w łazience kosza z praniem. Wywalanie zawartości niczym nie różniło się od procederu zaistniałego w pokoju i po chwili podłoga łazienki zewsząd usłana była wszelaką garderobą. Nie pamiętała jednak, w które spodnie miała wtedy na sobie, przeszukała więc wszystkie, ale karteczki nie znalazła. Ciuchy wróciły na miejsce, po czym, z resztką nadziei, wzięła się za szufladę biurka, lecz tam pożądanej rzeczy także nie było. Płacz rozpaczy utkwił w gardle, nie wiedziała już, gdzie szukać. Szafie dała spokój, gdyż w tej znajdowały się tylko uprane rzeczy, lecz po chwili zadumy postanowiła jednak sprawdzić. Dla wszystkiego.
– Młoda, długo jeszcze? Zaraz siódma, koleś ma przyjść o siódmej... o ile to koleś – wyskoczył Travis, stanąwszy za siostrą.  
– Jeszcze chwila – odparła, nie odwracając się.  
Czując za plecami oddech brata jeszcze bardziej nerwowo zaczęła przewalać kieszenie, co w rezultacie wyglądało nieco chaotycznie, czego chłopak nie mógł nie zauważyć.
– Czego szukasz? I czemu zrobiłaś tu taki bajzel? – zapytał.
– Niczego – bąknęła i po raz drugi zaczęła chować ubrania.  
Poczucie, że wypadałoby jednak zadzwonić do bruneta, powodował coraz większy lęk, dlatego, nie wiedząc już, co robić, mruknęła, nie patrząc na 22-latka:
– Masz numer do Franka? Zostawiłam telefon u Emmy.
– Mam. I streszczaj się, ja mówię poważnie! Masz dwie minuty – dał jej swoją komórkę i wyszedł.
Nastolatka była bardzo zdziwiona, że dostała ją bez słowa, bez pytań, lecz mała to była pociecha w sytuacji, kiedy zaraz będzie musiała się tłumaczyć. Zamknęła szafę, mocno przyciskając niedomykające się przez natłok ciuchów drzwi, wzięła głęboki wdech i usilnie próbując zapanować nad nerwami, przycisnęła widniejące na ekraniku: "Frank – Laura”. Im dłużej trwały sygnały, tym bardziej wzrastało napięcie, a chłopak, jak na złość, odebrał dopiero po dłuższej chwili, rzucając dziwne, mało wyraźne: ”halo”.
– Cześć, to ja. Dzwonię od Travisa, bo zostawiłam komórkę u Emmy – wystękała ciężko, po czym się zacięła, pomysł na dalszą cześć rozmowy uleciał gdzieś hen, hen, daleko.
– Dzwoniłem na komórkę. Czemu jest wyłączona?
– Nie wiem, może się rozładowała – łgała, modląc się w duchu, aby nie zadawał już więcej pytań.
– Dobra, nieważne. Powiedz lepiej, jak się czujesz? – zaśmiał się czytelnie. – To co, przyjedziesz? Podjadę po ciebie.  
– Na razie nie mogę, ktoś ma do nas przyjść, nie ma pojęcia, kto – odparła, zastanawiając się jednocześnie: "co będzie potem, jutro, jak nadal nie będę mieć telefonu....  
– Mała, słuchasz mnie? – zapytał nieco głośniej.
– Tak... sorry... Co mówiłeś?
– Pytałem, o której będziesz wolna, o ile oczywiście masz ochotę i siłę na spotkanie?
Nacisk, jaki nałożył na słowo "siła” był tak przepięknie ironiczny, że Laurze zrobiło się strasznie głupio i zaraz się nadąsała.
– Nie bądź taki mądry – burknęła byle jak, chcąc ponad wszystko, aby ta rozmowa dobiegła już końca.  
– Laura, co znowu? Tylko nie kłam, dobrze? I nie rób mnie w chuja, za duży jestem na takie gierki. Co się dzieje? – wyjechał, wiejąc grozą, która dziewczyna odczuła tak, jakby stał przed nią, nie siedział na drugim końcu miasta.
– Frank, przestań, nie wymyślaj, ma przyjść do nas jakiś "ktoś”. Travis twierdzi, że matka ma faceta, a ja niezbyt dobrze się czuję i nie mam ochoty na pogaduszki z jakimiś typkami, to się dzieje – oświadczyła w pośpiechu, przez co wyszło to dość niezrozumiale.
  – Spotkamy się? Dostałem pracę, musimy to oblać... chociaż nie wiem, czy jest tu coś do oblewania – poinformował, wyraźnie niezadowolony. – Trafiłem do podobnego syfu, jaki był u Bena, ale nie mam wyboru, nic innego n...  
– Młoda, chodź! – huknął nagle Travis, wtargnąwszy do pokoju.
– Już! – odwróciła się, wystraszona.
– No to już! Nie będę tysiąc razy cię wołał! – zagrzmiał i zniknął za drzwiami.
– Muszę iść, chodź wcale mi się nie chce – oznajmiła i nie chcąc wzbudzać podejrzeń, dodała: – dobra, posiedzę trochę z nimi i zadzwonię... ale może przyjadę sama, nie chcę, abyś znowu marnował paliwo, wciąż po mnie przyjeżdżasz...
– Mała, nie marudź! Dobrze, to czekam na telefon, tylko mam nadzieję, że nie o północy. Do zobaczenia – zaśmiał się i na tym rozmowa się zakończyła.
Brunetka odetchnęła z ulgą, lecz co z tego: ”przecież to nie koniec, to na pewno dopiero początek...”. Zerknęła na budzik – 19:01, szybko spisała numer ukochanego i z niechęcią, lecz niemała też ciekawością ruszyła w końcu w kierunku schodów.  
– Laura, chodź tu! – doszło z kuchni, skierowała więc do niej swe kroki.  
Travis już tam był. Oddała mu telefon i niepewnie podeszła do mieszającej sałatkę pani Anderson. Mina 22-latka nie podnosiła jej zbytnio na duchu, do tego te tajemnice, chciałaby już wiedzieć, co się tu, do cholery, dzieje, .
– Ma na imię Charles, ma czterdzieści osiem lat i jest właścicielem sieci perfumerii. Wiem, powinnam powiedzieć wam wcześniej, nastawilibyście się na to spotkanie, ale jakoś nie było okazji. Non-stop jestem zabiegana, wy też, więc sami rozumiecie... – rzekła kobieta, wyglądając na nieco wyobcowaną.
– No widzisz...?! Wiedziałem! Ja wszystko wiem! – ogłosił uroczyście Travis, podjadając warzywa z miski.
44-latka wymownie spojrzała na córkę, gdyż ta nie odezwała się ani słowem, wykazując totalną obojętność.
– Spoko, że masz faceta, mam nadzieję, że jest w porządku – wystękała w końcu, aby tylko cokolwiek powiedzieć i mieć to z głowy.  
Spojrzała na brata – jego mimika nie uległa zmianie. Dziewczyna czuła przed nim niemały respekt i miała cichą nadzieję, że się do niej nie uczepi, jak to często miał w zwyczaju.
– Zanieście sałatkę i pieczywo – poprosiła kobieta, zaglądając do piekarnika, z którego po uchyleniu drzwiczek wyłonił się piękny, ziołowy zapach.
  Laura nie czekała, chwyciła miskę i z gracją zasiadła za stołem, stawiając naczynie na środku. Starała się uciekać od brata, otaczało ją dziwne przeczucie, że nie mimo wszystko nie obejdzie się dziś bez jakiejś smętnej gadki. Jego mina była dość sugestywna, wprowadzając niepewność i strach w dziewczynie. Chłopak zaraz pojawił się z koszyczkiem z chlebem i usiadł na końcu stołu, bokiem do siostry.
– Jak będę dzwonił, powiem, żeby przywiozła twój telefon – rzekł w temacie Emmy.
Laura zamarła, nie spodziewała się, że na to wpadnie. Zdenerwowanie natychmiast wzrosło, czego, mimo usilnych prób, nie udało jej się raczej ukryć.
– Jak nie zapomni – mruknęła. – Znasz ją...
22-latek raz po raz spoglądał na siostrę, miała wrażenie, że coś wie, coś podejrzewa, aczkolwiek pewna jeszcze nie była. Travis milczał, więc także się nie odzywała, chciałaby w tej chwili, aby nieznajomy już przyszedł i rozwiał tą wkurzająca atmosferę. Jak na życzenie właśnie zadzwonił dzwonek i pani Anderson przemknęła do drzwi. Rodzeństwo jak jeden mąż skierowało głowy w stronę wejścia do salonu, nasłuchując pomruków dochodzących z korytarza. Kobieta wróciła po chwili w towarzystwie o głowę od niej wyższego, nieco siwiejącego typa, z lekkim, ładnie przyciętym zarostem, można by nawet powiedzieć – krótka brodą, oraz dwiema srebrnymi torebkami i winem w dłoni. Uśmiechający się od ucha do ucha mężczyzna na pierwszy rzut oka wydał się Laurze bardzo sympatyczny.  
– Wejdź, oni nie gryzą – zaśmiała się 44-latka, wskazując facetowi salon.
Wyluzowany chyba nie do końca koleś na pierwszy ogień podszedł do Laury.
– Cześć. Charles... a raczej Charlie – uśmiechnął się, podając jej dłoń oraz jedną z torebek. – Miło mi cię w końcu poznać – oświadczył miłym, ciepłym tonem i po nieco markotnym: "wzajemnie”, identyczne gesty wykonał w kierunku Travisa.  
– Usiądź i daj mi chwilę – nakazała kobieta, wskazując mu krzesło, wstawiła otrzymany bukiet róż do wody i zniknęła w kuchni. – Travis, pomożesz mi?! – krzyknęła i chłopak udał się za nią.
Brunetka nie wiedziała, o czym gadać z gościem, siedziała więc w milczeniu. Trwało ono jednak tylko chwilę, gdyż koleś nie miał podobnych do niej zahamowań i zaraz wszczął rozmowę.
– Otwórz – wskazał ręką prezent. – Starałem się wybrać jak najlepiej, lecz to, co jest ładne dla mnie, nie musi być ładne dla ciebie, prawa? Jeśli ci się nie spodoba, podobnie twojemu bratu, odwiedzicie któryś z moich sklepów i wybierzecie sobie odpowiednie – ponownie się uśmiechnął i zaczerpnął łyk wody ze stojącej przed nim szklanki.
Dziewczyna otworzyła znajdujące się w torebce, różowe pudełeczko i wydobyła z niego pięćdziesięciomililitrowy flakonik z zawartością firmy Dior. Od razu przeszło jej przez głowę, czy facet jest bogaty, czy tylko chciał zrobić dobre wrażenie? Wiedziała, że perfumy do najtańszych nie należały, no, ale przecież miał perfumerie, więc wszytko jasne...
Kwiatowy, z nutą "czegoś” zapach, nie wydawał się być zbytnio wyszukany, lecz jego delikatność i dodatek tego "czegoś” właśnie sprawiał, że zachęcał do natychmiastowego użycia, notabene, był bardzo ładny. Laura skropiła delikatnie nadgarstki i schowała buteleczkę na miejsce.  
– Bardzo ładny, dziękuję – uśmiechnęła się delikatnie, myśląc przy okazji: "co oni robią w tej kuchni?”
– Nie ma za co. Niech ci dobrze służy...
Nie zdążył rozwinąć myśli, bo właśnie, przy pomocy Travisa, na stół wjechała niewielka pieczeń i dwa różne sosy, a obok talerzy, ku zdziwieniu Laury, postawione zostały nie trzy, a cztery kieliszki do wina.
– Nalejesz? – zapytała kobieta, podając znajomemu butelkę.
– Jasne.
– Tylko jedną lampkę – poinformowała 44-latka, spojrzawszy na córkę i wzięła się za krojenie mięsa.
Po chwili szkła były już pełne, podobnie talerze. Brunetka niechętnie patrzyła na widniejąca przed nią porcję, kompletnie nie miała ochoty na jedzenie, lecz na wino i owszem. Lubiła wino, tym bardziej wytrawne i takie właśnie stało przed jej nosem. Lecz niestety, głupio jej było złapać od razu za kieliszek, spojrzała więc przelotem na towarzystwo i niezbyt entuzjastycznie ukroiła pierwszy kawałek mięsa. Ręka zapiekła odrobinę i mimo, iż nie był to już dający się we znaki ból, to jednak drażnił nieco. "Głupia, pojebana suka” – pomyślała o Amber, z wyrazem wielkiej sympatii na twarzy.
– Słyszałem, że jesteś ratownikiem? – jej zacietrzewienie przerwał Charlie, upijający właśnie łyk alkoholu.
Laura, widząc to, szybko poszła w jego ślady. "Teraz już chyba nie tak głupio...?” – wnioskowała, zerkając bądź co bądź znad kieliszka na wszystkie reakcje i miny matki.  
Ta nie dawała jednak powodu do niepokoju, więc Laura wypiła dość sporo i najchętniej wychlałaby wszystko, lecz myśląc jeszcze racjonalnie, zaraz odstawiła kieliszek.  
–...Lubię tą pracę – kontynuował rozmowę Travis, patrząc przy okazji na niezbyt subtelne zachowanie siostry, która dłubała widelcem pieczeń, nastawiając się psychicznie do pokonania drugiego kawałka.
  Jego spojrzenie było tak nieprzychylne, że brunetkę przeszedł cierpki dreszcz, ale zaraz oderwała od niego wzrok, udając, że nie zwraca na to uwagi. Z ciężkim sercem drugi kęs wylądował w jej ustach, a po nim następny łyk. Zaszumiało przyjemnie, lecz w kieliszku ubyło już pół, co nie napawało brunetki zadowoleniem. Gdyby mogła, wypiłaby zapewne całą butlę, poza tym... pomagało na kaca.  
Nie wiedzieć, czemu, nagle przypomniała sobie o Jimmym, o tym, że miał być, a jednak go nie było. Zastanawiała się, dlaczego? I czy może naprawdę się z nim skontaktować, poprosić o pomoc w sprawie telefonu, ale skąd wziąć jego numer...?
Odruchowo upiła kolejny łyk i od razu spojrzała na matkę – teraz już i ona nie miała zbyt przyjacielskiej miny. "Przepraszam” – poruszyła bezdźwięcznie ustami i skierowała uwagę na rozbabraną w talerzu potrawę. Nie wyłapała nawet, kiedy ją tak zdeformowała. Zdawała sobie sprawę, co siedzący obok mogą sobie w tej chwili myśleć o jej zachowaniu i zrobiło jej się totalnie głupio. Chciałaby już opuścić to niefortunne posiedzenie i najchętniej napić się jeszcze wina, lub nawet piwa, zresztą... czegokolwiek. "Musiał przyjść akurat dzisiaj, kiedy chujowo się czuję?” – warczała w środku, zła, że musi jeszcze siedzieć tu nie wiadomo, ile. Do tego telefon wkurwiał ją nieustannie i myśl, co powie Emma, kiedy Travis poprosi ją o jego przywiezienie? A Frank? Do jutra przejdzie, to nie będzie trudne, ale co potem? Co jutro? Powie, że znów zapomniała? To już na pewno nie przejdzie...
– Laura! – doszedł ją matczyny, surowy ton.
Spojrzała tępo, nie różniąc się w tej chwili prezencją od ćpuna na głodzie. Wiedziała, że nie wygląda kwitnąco, nie wiedząc więc, co zrobić z rękoma, ponownie zaczerpnęła ze szkła.  
– Co ci jest? Mówi się do ciebie – rzuciła kobieta, zawstydzona, ale i najwyraźniej przejęta obecną prezencją córki.
– Nic, sorry, zamyśliłam się – rzuciła poddenerwowana i ponownie chwytając swój kieliszek, wysuszyła całą jego zawartość, jeszcze bardziej zwracając na siebie uwagę podejrzliwej i tak już w stosunku do niej rodziny.  
Zerknęła na matkę – miała niepojęty wyraz twarzy, co od razu zmroziło nastolatkę. Zdała sobie sprawę, że jej bezmyślne zachowanie mocno już zdenerwowało kobietę, powtórzyła więc gest z przeprosinami i uciekła od niej wzrokiem. Nie wiedząc, jak się zachować po swoim wybryku, wzięła widelec i na siłę zaczęła kończyć napoczętą potrawę.  
Zapadła cisza. Laura, mimo bólów, zjadła cały posiłek i znów spojrzała na 44-latkę – jej wyraz twarzy stał się nieco luźniejszy. Na Travisa wolała nie patrzeć, rzucała tylko krótkie spojrzenia to na gościa, to znów na stół, lub w talerz, usilnie chcąc udowodnić swoje wyluzowanie, co wychodziło jej raczej niezbyt wiarygodnie.  
– Źle się czujesz? – zapytała w końcu kobieta.
– Trochę boli mnie głowa.
– Pewnie dlatego, że mało zjadłaś, o ile cię znam. I teraz, jak widzę, też marnie ci idzie...  
– Dajmy jej spokój, może po prostu ma dziś zły dzień – wtrącił z uśmiechem Charles, kierując wzrok na kobietę.
– Jak chcesz, to weź tabletkę i połóż się na trochę – zaproponowała, ku wielkiej uciesze brunetki, 44-latka.
– Może masz rację, pośpię godzinę – mruknęła Laura i wstała od stołu.  
Z ogromnym podziękowaniem spojrzała na mężczyznę, który puścił do niej oczko i uśmiechnięty, odprowadził wzrokiem w stronę kuchni.
Dziewczyna nie kłamała, głowa na powrót zaczynała dokuczać. Miłe uczucie po winie tkwiło w środku, napiłaby się jeszcze, więc gdy tylko weszła do kuchni, korzystając z tego, iż rozmowa w salonie trwa w najlepsze, podkradła z lodówki piwo, szybko schowała w spodnie, zakrywając koszulką i wziąwszy z szafki tabletkę, z napojem w dłoni ruszyła z powrotem. Wciągając brzuch w celu niezauważenia kontrabandy, migiem przebyła salon, rzucając fałszywy uśmiech i chwilę później, odetchnąwszy z ulgą, skryła się w sypialni.
Zadowolona z kwestii przemycenia alkoholu usiadła dumnie na łóżku, zapomniała jednak o problemie, dotyczącym jego otwarcia. Przeleciała wzrokiem po szklanym opakowaniu i gdy okazało się, że kapsel jest odkręcany, radość zagościła na jej twarzy. Szybko otworzyła trunek i popiła nim tabletkę, wysuszając połowę jego zawartości. Ona, nie lubiąca zbytnio chmielowego specjału, w tej chwili stwierdziła, że bardzo jej on smakuje, do tego jest wielce pomocny. Nasłuchując bacznie, czy zza drzwi nie dochodzi jakieś zagrożenie, w okamgnieniu dokończyła piwo, butelkę schowała pod łóżko i położyła się na nim bokiem, lekko podkulając kolana.  
Zbliżała się 20: 00, a łeb pękał coraz bardziej, do tego senność ogarniała dziewczynę. Wino i piwko zrobiły swoje i mimo, że brunetka czuła się o niebo lepiej, temat kradzieży nie zniknął. Nie dumała jednak nad nim zbyt długo, chwilę później odpłynęła.

1 997 czyt.
100%74
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3556 słów i 20451 znaków, zaktualizowała 17 cze 2017

Komentarze (4)

 
  • x

    x 6 wrz 2016 ip:37248155

    Bardzo fajne, czekam na dalsze wątki i na rozwój tych, co już się pojawiły, pozdrawiam.

  • violet

    violet 22 sie 2016

    Nie zawodzisz, dobrze mi się czyta, szkoda tylko, że tak krotko.

  • Misiaa14

    Misiaa14 21 sie 2016

    Świetne

  • Lovcia

    Lovcia 21 sie 2016

    Kiedy kolejna?