Szare istnienie #122

Szare istnienie #122

Sorry za długość, mam zły dzień.  

– Czego? – wywaliła nieznajoma, chyba była podpita.
– Kur… czemu nie odbierasz? Dochodzi siódma, a ty jeszcze śpisz? Czy śpisz już? – zaśmiała się Sue.
– Widziałam, że dzwoniłaś, ale nie bardzo mogę gadać. Co jest, zatęskniłaś? – Zoe także się roześmiała.
– Jasne. Ale mam tu też dziwkę Czarną i chcę, żebyś przyjechała, pomogła mi ją przeorać. Faceci zmiękli i nie chcą, ślimaki.
– Co? – zdziwienie wypłynęło z ust dziewczyny.
– Sro. Zwinęłam sukę spod bloku i czeka na jebanko. Sama nie dam rady, przyjedź na wódkę.
– Nic nie rozumiem, kurwa, możesz jaśniej? – warczała Zizi, śmiejąc się pod nosem.
– Przyjedź, to ci wyjaśnię. I Zizi… są tu z nami dwie małolatki, więc grzecznie, ok?
– Małolatki?
– Dobra, wsadzaj dupę w taksówkę i dawaj do Jimbo. Zapłacę.
– Dobra, ale nie jestem sama. Jestem z Dori, nie znasz.
– W porządku. To ja idę po wódkę. Za ile będziesz?
– Do pół godziny.
– Ok, więc czekam. Suka Czarna też. Już nie może się doczekać, tak ją cipa swędzi. Nie zapychała jeszcze dziś, więc szkoda mi się jej zrobiło i postanowiłam jej pomóc. I Zizi. Przywieź jakąś fetę, jak masz, zapłacę – zachichotała Sue, przecinając Amber perfidnym wzrokiem.  
Ta trzęsła się już cała, za nic nie potrafiąc opanować odruchów swojego organizmu.
– Dobra, to już się zbieram… zbieramy – rzekła Zizi i wyłączyła rozmowę.
– No, wytłuku, będzie ciepło, obiecuję ci. Jimbo, lej, bo potrzebna nam butelka – Sue dołowała Amber coraz bardziej. – Młoda, idziesz ze mną do sklepu? – spojrzała na Laurę.
– Nie wiem – wymamlała nastolatka, była już ewidentnie wystraszona.
Rozmowa sugerowała dosłownie wszystko, do tego głos Zoe wyraźnie mówił, że dziewczyna jest ostra, wredna i chyba zdolna do wszystkiego.
– Dobra, młoda, chodź. Zapalmy jeszcze tylko na drogę – Susan podała brunetce lufę.
– Ale czemu ja? Nie możesz iść z Emmą? – zapytała Laura, która w tym momencie po prostu bała się iść z Sue.
– Nie, nie mogę, poza tym widzisz gdzieś tu Emmę? – cieszyła się Susan. – Pal i idziemy!
– Śliczna, no idź z nią, przecież cię nie zje – wtrącił Jimmy widząc, że Laura spanikowała.
– Nie chcę na razie palić – mruknęła brunetka.
Sue zapaliła sama, stojąc już na nogach, założyła czapkę i kazała Laurze podnosić tyłek. Dziewczyna, chcąc nie chcąc, wstała z miejsca i pokornie ruszyła za blondynką.
– Młoda, co jest? – zapytała Susan, gdy tylko wyszły z domu. – Przejmujesz się tą szmatą?
– No bo… bo ja nie chcę, żeby twojej koleżance odbiło, ona chyba jest porywcza – wywaliła wprost Laura.
– Jest, ale co z tego? Jest porywcza tylko wtedy, kiedy trzeba.
– Ale co wy chcecie jej zrobić? – dopytywała nastolatka.
Sue w odpowiedzi tylko cynicznie się uśmiechnęła. Laura się wyciszyła i w takiej atmosferze doszły do najbliższego marketu.
– Młoda, przestań już, bo zaczynasz mnie denerwować – upomniała Sue widząc, że Laura zrobiła się bardzo niemrawa. – Dwa piwa – zarządziła sprzedawcy.
Po chwili wzięła trunki i usiadły przy jednym z pięciu stolików na zewnątrz.
– Laura, posłuchaj mnie – Susan spoważniała, gapiąc się na nastolatkę matczynym wzrokiem. – Boisz się o nią?
Laura przytaknęła głową.
– Zawsze jesteś taka miękka?
Sue mówiła bardzo łagodnie i z pełnym zrozumieniem, lecz mimo to Laurę bardzo stresowała ta pogadanka.
– Nie wiem, po prostu jestem… spokojna.
– To bardzo źle. Pomyśl, przypomnij sobie. Wiem, to nie jest miłe, ale wywal sobie w głowie calutki obraz tego, co się stało. Czy ona też była spokojna? Młoda, ja ci gwarantuję, że gdybym się w to wszystko nie wpierdoliła, ona nadal utrudniała by ci życie, rozumiesz? Podobno Jimbo wysłał ci film z imprezy na działkach?
Ponowne kiwnięcie głową.
– Więc wiesz, co się działo, poza tym ja widziałam "J-a”, jak wygląda. Chłopcy bardzo się postarali, i co z tego? Widzisz, żeby coś dotarło do pustaka tej tępej kurwy? Dziś do ciebie zadzwoniła, pewnie myślała, że jak chłopaki oberwali, to sprawa jest zamknięta. Laura, posłuchaj mnie. Daję sobie dwie ręce uciąć, dwie nogi i łeb, że gdyby szmata miała ponowną okazję, zrobiłaby ci to samo, rozumiesz? Ona jest nienormalna – Sue popiła piwka. – No… może nie na trzeźwo, bo jednak ma w świadomości to, co zrobiły chłopaki, ale jakby się nachlała, nie miałaby już żadnych zahamowań. Ona nie jest zdrowa, kumasz? Trzeba na oddział, i to jak najszybciej. Pij piwko – dziewczyna się uśmiechnęła i odpaliła papierosa.
Laura chwyciła kufel drżącymi lekko dłońmi. Sue moczyła usta w piwie, lecz ani na moment nie odrywała wzroku od dziewczyny, w końcu rzekła:
– Wiesz co? Muszę cię ostro upić, wtedy olejesz szmatę, przestaniesz się przejmować i jeszcze sama jej najebiesz. A może nawet nam pomożesz? Sama wepchniesz jej tą butelkę w jej brudną srakę i jeszcze będziesz miała z tego radość i satysfakcję – Sue szyderczo się uśmiechnęła. – Będzie feta, mogę ci dać, żebyś nam czasem nie upadła – zachichotała.
– Nie chcę.
– Spokojnie, Jimbo nawet nie załapie.
– Ale ja żartowałam... I nie boję się Jimbo – Laura skromnie wygięła usta.
– Ok, ale jakbyś się namyśliła…
– Na pewno nie omieszkam cię poinformować – uśmiech nabrał wyrazu.
Sue zarżała i zapytała:
– Dochodzie dwadzieścia po siódmej, a ty nadal nieźle wyglądasz. Masz mocną głowę?
– Raczej nie.
– No ale w sumie podliczając wszystko nie wychlałaś aż tak dużo. Choć i też niemało. No i zioło, powinnaś już leżeć i kwiczeć. Naprawdę, godne podziwu.
– Bo jak patrzę na tą sukę, to nic mnie nie rusza. Ona wyprze wszystkie pozytywy, i te psychiczne, i te używkowe – stwierdziła niespodziewanie Laura.
– Łooo! – zapiała Sue, wywalając z orbit świecące wesołością oczy. – I znów ta przemiana… genialne! Młoda, wiesz? Powinnaś zawsze taka być. Jak na tak spokojną duszyczkę to jak chcesz, to masz gadanę i wychodzi z ciebie ostra, wredna suka. Moja krew – podsumowała.
Laura puściła kolorki, cały czas się uśmiechając. Zadzwonił telefon Susan, która po odebraniu rzuciła krótkie: – spoko, już idę – i na tym zakończyła rozmowę.
– Idziemy, laski już są – spojrzała na Laurę.  
Otuliło ją zimno, lecz nie dyskutowała, tylko upiła jeszcze łyk, zostawiła pół pełnego kufla i pośpiesznie wyszła z Susan z knajpy. Zakupiły jeszcze po drodze dwa kolejne litry wódki i gdy dochodziły już do Jimmy’ego, nastolatka zauważyła siedzące na ławce, znajome Susan. Natychmiast się spięła. Widząc je, od razu ogarnęło ją przeczucie, że dzisiejszy dzień nie skończy się ciekawie… co więcej – skończy się bardzo nieciekawie, przynajmniej dla Amber.
Jedna, mniej więcej jej wzrostu, farbowana na kolor ciemnej miedzi, szczupła, długowłosa dziewczyna siedziała na ławce i popijała piwo, natomiast druga, o pół głowy od niej wyższa, ścięta na jeżyka blondynka stała i rozmawiała przez telefon. Nastolatka od razu zadała sobie pytanie: "która to Zizi?”.
Podeszły bliżej i gdy "chłopczyca” je zauważyła, od razu zakończyła rozmowę. Ruda siedziała niewzruszona, uśmiechając się szeroko do Sue, więc Laura dostała właśnie odpowiedź.
– Kurwa, umawiasz się i spóźniasz? Co to ma być? – dziewczyna ruszyła tyłek.
– Cześć – mruknęła miło Sue, uścisnęła kumpelę i przedstawiła się z drugą z dziewczyn.  
– Co ty, zatrudniłaś się jako opiekunka? Od kiedy to zadajesz się z dziećmi? – zaśmiała się Zizi, stresując Laurę jeszcze bardziej.
– Ziz, wyluzuj, małolatka jest w porzo. Bądź grzeczna – fuknęła z sympatią Susan. – Poza tym to dupa Chudego, więc uważaj, bo złoi ci skórę – dodała wesoło.
Laura stała jak na szpilkach, sparaliżowana. Dopiero z bliska przekonała się, że nawet, gdyby nie wiedziała, iż są to dziewczyny z marginesu, ich wygląd od razu by ją o tym poinformował. Dori całą szyję wytatuowaną miała w różne, niezrozumiałe motywy, do tego dochodziły oczywiście dziwnie ścięte włosy, a dzieła dopełniały kolczyki, których miała chyba z tuzin. Zizi prezentowała się mniej zjawiskowo, aczkolwiek pokryta tatuażami, cała lewa ręka i dwie, "wymalowane” pod lewym okiem, czarne łezki mówiły bardzo dużo, a bujane, cwaniackie ruchy oraz bardzo pewny siebie wyraz twarzy stawiały kropkę nad "i”. Jedyne, co należało do rzeczy normalnych była malutka, wetknięta w nos dziewczyny, srebrna kuleczka.
– Młoda – szturchnęła ją Susan i Laura podskoczyła, zaskoczona. – To Dori, a to wariatka Zizi – wyszczerzyła się skrupulatnie.
Dziewczyny nie podały nastolatce ręki, lecz machnęły w jej stronę głowami.
– Masz białe? – zapytała Sue.
– Nie mam, pusto.
– Kurwa…
– Ej, no co tam?! – z drzwi wyłoniła się nagle głowa Jimmy’ego i po Laurze spłynęła nieopisana ulga.
– Jimbo, kurwa, tysiąc lat! – wrzasnęła Zizi, zerwawszy się z miejsca i zaraz wisiała na szyi chłopaka.
– Dobra, chodźmy, wóda się grzeje – Sue spojrzała na Laurę. – Zapraszam – wskazała Dori ręką drzwi i zaraz cała trója skryła się we wnętrzu domu.

867 czyt.
100%136
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1690 słów i 9554 znaków, zaktualizowała 16 kwi 2018

Komentarze (6)

 
  • Marida

    Marida 24 kwi 2018 ip:21376164

    Jak tam? Nie zapomniałaś chyba o nas    

  • aKubek

    aKubek 16 kwi 2018

    Krótkie ale treściwe Ale następna część powinno się dziać już  

  • Black

    Black 14 kwi 2018

    A ja bym chętnie poczytała jak Laura koksuje Narkotyki, alkohol i przemoc, czuję się tu jak w domu

  • Marida

    Marida 14 kwi 2018 ip:21376164

    Zły dzień, Amber też będzie miała zły dzień

  • KatiaZula

    KatiaZula 14 kwi 2018

    Czekam na akcję   jak zawsze wciagam nosem I nie mogę się doczekać kolejnej. Laura się może w końcu trochę rozkręci. No i oczywiście, ciekawa jestem, co dziewczyny zrobią z Amber

  • zabka815

    zabka815 14 kwi 2018

    Zaczyna się bardzo ciekawie więc czekam na więcej   i to szybciutko