Szare istnienie #60

Szare istnienie #60UWAGA! ZAWIERA BRUTALNIE I NIECENZURALNE TREŚCI!!!  

Emma zdrętwiała od stóp do głów, totalnie zaskoczona i nie wzięła od niego pałki.
– No dawaj, ona nie może, więc ty ją wyręczysz. Dobra, kieliszek na odwagę i jedziemy – zaśmiał się i za chwilę blondynka otrzymała alkohol. – Kurwa! – ryknął nagle, kucając. – Kurwa, kto sprzątał stół?! Czemu wszystkiego nie zdjęliście i teraz towar wala się po ziemi?! – grzmiał, zły, zbierając z ziemi marihuanę i nastolatkę od razu przeszło gorące mrowienie. – Kurwa, Chris się wkurwi, to jego ulubiona używka – mamrotał, zebrał całość i położył z powrotem na blat. – Kto sprzątał stół, pytałem! – zwrócił twarz w stronę osób na łóżku.
– Ja... przepraszam – wydusiła ciężko Emma, przerażona do granic możliwości.
Łysy wstał i podszedł bardzo blisko.
– To co, kurwa, ślepa jesteś?! – zagrzmiał, zawisając nad jej głową.
– Ej, kurwa, spokojnie! – wtrącił się Jimmy. – Wyluzuj...
Dziewczyna trzęsła się już cała, nie spodziewała się takiego ataku. Olbrzym tylko westchnął, po czym podszedł do "J-a” i huknął go z otwartej ręki w twarz.
– A ty, kurwa, jak widzisz, że coś leży na stole, to patrz, gdzie kładziesz swoje brudne, pedalskie cielsko! – ryknął.  
Spojrzał na Toby’ego, którego natychmiast zmroziło.
– A ty się, kurwa, ubierz, tu są kobiety! Trochę kultury, cwelu! – rozkazał i zaraz wrócił do stołu.
Skręcił blanta, polał ponownie, po czym usiadł na krześle, przysuwając je nieco bliżej dziewczyny. Dygotała już cała po tym jego wyskoku, starając się "ugryźć” choć trochę duszącego jej w tej chwili powietrza.
– Wystraszyłem cię? – zapytał.  
Pokiwała potakująco głową.
– Nie bój się, już wszystko ok, po prostu się trochę wkurwiłem – oznajmił i podał jej kieliszek.
Nastolatce tempo picia było zdecydowanie za szybkie, więc gdy faceci przechylili swoje, zdążyli zagryźć i zapalić, ona nadal siedziała ze szkłem w dłoni. Wyglądała w tej chwili podobnie, jak Laura, ręka latała już na cztery strony świata, gubiąc tym samym z kieliszka kropelki płynu.
– Mała, wyluzuj już – rzekł Łysy, widząc zachowanie jej dłoni, po czym zapytał:
– Nie lubisz wódki? To pij piwo – wskazał białą reklamówkę.
– Nie, po prostu trochę za szybko – starała się uśmiechnąć, lecz ten uśmiech nie wyszedł jej niezbyt zjawiskowo.  
– To nie pij tak szybko, wypijesz, jak nabierzesz ochoty – odparł luźno i dziewczyna odstawiła kieliszek. – Dobra, zapalmy – zaproponował i odpalił trawę.
Spalił trochę ponad pół i podał nastolatce.
– Nie chcę – mruknęła i ku jej zdziwieniu nie namawiał i nie kazał, tylko oddał skręta Billy’emu.
Zadzwonił telefon blondynki i znowu się zdenerwowała, ale wyszła i odebrała.
– Gdzie jesteś? Dochodzi dziesiąta. Zostawiłaś samochód, gdzie jesteś? – usłyszała matkę i natychmiast stanął jej w oczach Billy i niedawna rozmowa.
– Nocuję u Laury – bąknęła, zła.
– Dlaczego nie zadzwoniłaś? Martwiłam się.
– Jeszcze chyba wcześnie, nie? Napisałabym! – rzuciła, podminowana, głos matki nie wypłynął na nią zbyt pozytywnie.  
– Emma, jak ty się odzywasz?  
– Normalnie. Jest dopiero za piętnaście dziesiąta, a ty już wydzwaniasz!
– Wracaj do domu, przenocujesz innym razem – rozkazała kobieta wrednym, zimnym głosem
– Nie, jest późno, nie będę wracać autobusem, a Travisa nie ma!
– To weź taksówkę.
– Mamo, nie, wrócę jutro. O co ci chodzi?!
– O twoje zachowanie. Ja widzę, że ta dziewczyna nie wpływa na ciebie dobrze – wyjechała, wkurwiając nastolatkę jeszcze bardziej.
– No kur..., to teraz będziesz czepiać się Laury?! – warknęła nastolatka, którą zaczynało już ponosić, ale za wszelką cenę starała się nie wybuchnąć.
– Jak ty się wyrażasz?! Daj mi ją do telefonu!
Emmę przytkało, ale zaraz odparła:
– Kąpie się.
– Mała, chodź! – doszedł ją nagle głos Łysego i dziewczyna spięła się jeszcze bardziej.
– Emma, gdzie ty jesteś, kto tam krzyczał? – matka nie czekała z pytaniami.
– No kurwa, jestem u kumpla na grillu, czy ty musisz wszystko wiedzieć?! Daj mi żyć, kobieto! – blondynka nie wytrzymała.
– Emma, masz zaraz wrócić do domu! – zagrzmiała kobieta, słysząc kolejne przekleństwo.     
– Nie.
– Natychmiast, powiedziałam, bo porozmawiamy inaczej! Nie będzie samochodu, kieszonkowego i wyjścia gdziekolwiek – zagroziła, ostatecznie wyprowadzając nastolatkę z równowagi.
– A odwal się! – huknęła dziewczyna i wyłączyła rozmowę, a następnie telefon.  
Wściekłym krokiem wróciła do domku i usiadła obok Billy’ego, wkurzona.
– Nie musiałeś krzyczeć! – wyjechała nagle nieco strachliwie do Łysego i młodzik postawił oczy w słup, podobnie adresat wygłoszonej pretensji.
Zapadła chwila ciszy, po której Jake zapytał, roześmiawszy się:
– Co się stało?
– Nic.
– Aleś mnie opierdoliła, normalnie jestem w szoku – rechotał i podał dziewczynie kieliszek, który tym razem wypiła.
– No, uważaj, koleś, w łypę dostaniesz! – ironizował mocno upalony już Diablo, który porzucił wódkę i wziął się za piwo.
– Matka? – zapytał Billy.
– A niech spierdala, wkurwia mnie, mam jej dość! – warknęła Emma, pałając gniewem.
Łysy odpalił papierosa i ponownie chwycił pałę.
– Widzę, że teraz masz odpowiedni humor, więc możesz mu już przypierdolić. Wal chuja, gdzie tylko sobie życzysz – kolejny raz skierował do niej dłoń z kijem.  
– Nie chcę – mruknęła, nie patrząc na chłopaka i nie biorąc pałki.
– No przyjeb mu, należy mu się. Przecież kompletnie zeszmacił twoją koleżankę, nie rusza cię to? – polał kolejne kieliszki. – Wyruchał ją jak dziwkę, skopał, kazał jej obciągać i przy tym wszystkim bardzo dobrze się bawił, darujesz mu to? – podburzał dziewczynę.
– Przypomnij sobie filmik, fajny był, nie? – odezwał się nagle Jimmy, który wstał i w końcu napił się wódki.
– Kurwa, no dawaj, nie bój się – nalegał Łysy, wcisnął w jej dłoń kij, podniósł ją za ramię do pozycji stojącej i poprowadził do gwałcicieli. – Wal! – powtórzył.
Emma nadal stała spłoszona, nie kompletnie nie wiedząc, co zrobić.
– No ładuj, mała, nie wkurwiaj mnie! – zagrzmiał, więc dziewczyna w końcu uderzyła "J-a” po udzie, lecz zrobiła to tak lekko, że wszyscy, jak jeden mąż, parsknęli wesołym śmiechem.
– No nie, no piękna, a cóż to miało być?! – zarechotał Diablo. – Może zjedz kanapkę, bo widzę, że nie masz sił – brechał. – Przypierdol mu porządnie, albo ja to zrobię, ale ostrzegam, że jak ja to zrobię, to wtedy może już nie wstać – dodał, natychmiast poważniejąc.
Spanikowana dziewczyna nie dała jednak rady, nadal więc stała w bezruchu.
– No wal, kurwa, bo mnie zdenerwujesz! – ryknął Łysy wprost do jej ucha, aż lekko podskoczyła.
Wystraszona jego agresją wzięła w końcu zamach i najmocniej, jak umiała, huknęła Jacka po prawym ramieniu. Zawył na całe gardło i natychmiast złapał się za kończynę, pochylając się do przodu.
– Kurwa, jebana suka – wymruczał, płaczliwym głosem.
– Co, kurwa?! – zagrzmiał Jake, natychmiast powalił "J-a” na ziemię i mocno przycisnął butem jego twarz. – Co powiedziałeś?!  
  – Nic – wycharczał przerażony chłopak, który bardzo szybko pożałował swoich słów.
– Jak to nic?! Powtórz, śmieciu! – huczał kolos, depcząc mu policzek z całej siły, co "J” zapewne odczuł bardzo dotkliwie, gdyż po pokoju ponownie rozszedł się niewyraźny pomruk cierpienia.
Cisza.
– Kurwa, zatłukę cię chyba, jebana gnido! – wrzasnął Łysy, przyklęknął i bezdusznie wykręcił mu do tyłu połamaną rękę.
"J” zawył tak maniakalnie, że Emmie skrzywiła się twarz, dźwięk wręcz aż palił w uszy.
– Słucham! – warczał Jake, trzymając na plecach kończynę ofiary.
– Jee eba aana su uu uuka – zapłakał chłopak.
– Co się mówi?
– Przeeepraszaam, kurwaaa! – wyjąkał, zalewając się łzami i wtedy Łysy go puścił.
– Kurwo, wstawaj, twoja kolej – zarządził, spojrzawszy na Toby’ego. – Ty też – skierował wzrok na Jacka.
Billy już chciał wstawać i zbierać wszystko ze stołu.
– Zostaw! – rozkazał i spojrzał na płaczącego ”J-a”, który wciąż siedział w miejscu.  
– No wstawaj, powiedziałem, nie rozumiesz, kurwo, co się do ciebie mówi?!
Zmuszony do powstania chłopak ciężko podniósł się z podłogi, stękając i jęcząc z bólu, co chyba bardzo wkurwiało Jake’a, sądząc po jego krzywej, kwaśniej minie.
  Toby właśnie stanął obok olbrzyma ze spuszczoną głową, wyglądając w tej chwili jak skazaniec, oczekujący na wyrok.
– Rozbieraj się! – nakazał kolos i młodzik bez dyskusji spuścił spodnie.
Łysy mocno chwycił go za szyję i wygiął wpół, twarzą do podłogi, a Jimmy znowu włączył kamerę.
– Dawaj! – rzucił do "J-a”.
– Nie, Łysy, proszę cię, mogę obciągnąć... proooszę cięęę! – wyjechał nagle spanikowany Toby, chaotycznie ratując się przed gwałtem.
– Patrz, jaki chętny do ciągania, a niedawno rzygał! – krzyknął radośnie Diablo, popijając piwko.
– No posuwaj go, nie będę tak stał do rana! – zawył do "J-a” oprawca, kompletnie ignorując słowa młodzika i Jack po chwili wszedł w Toby’ego szybkim, mocnym pchnięciem.
Chłopak ryknął przeraźliwie i chciał wygiąć się do góry, aby zmniejszyć ból, lecz trzymająca go sztywno ręka olbrzyma nie pozwoliła mu ruszyć się nawet na centymetr. "J” zaczął agresywnie, lecz po chwili już delikatniej ruszał się w koledze, słysząc jego donośny skowyt.
– No dawaj, dawaj, przecież umiesz ostro rżnąć! – warknął Diablo. – No... chyba, że sam wolisz być rżnięty, to zawsze możemy zrobić zmianę – dodał radośnie.
"J” panicznie bojąc się kolejnego rozrywającego bólem seksu natychmiast przyśpieszył, wciskając się w kumpla, na ile tylko się dało, a Toby, stojąc w bolesnej, pół zgiętej pozycji, płakał rzewnymi łzami, jęcząc głośno, w przepełnionym katorgą, ciężkim oddechu.
Po kilku minutach, gdy "J” zaczął sapać już coraz głośniej, co świadczyło o tym, że będzie kończył, Jimmy rzucił:
– Nie wali na ryj – po czym zaśmiał się cynicznie.  
Łysy natychmiast wykręcił Toby'ego, stawiając go na kolanach i po chwili Jack ozdobił całą jego twarz, wydając z siebie cichy jęk. Młodzik tylko zmrużył oczy.
– No...! Jak zawodowe kurwy! – drwi brunet, który chyba nieco lepiej się poczuł.
Emma była już kompletnie zszokowana brutalnością tych wszystkich akcji i już nawet nie patrzyła, wzrok miała spuszczony.
Jake z totalną ignorancją pchnął małolata na glebę i w tym momencie do domku wtargnął Chris, z dość dziwną miną.
– Musimy jechać – oznajmił, patrząc na Diablo.
– Gdzie? – chłopak wytrzeszczył zdziwione oczy.
– Mike namierzył tych typków, ale musimy się zgęszczać, bo nam spierdolą.
– Ilu ich jest?
– Trzech.
– A co z nimi? – Łysy wskazał siedzących pod ścianą "więźniów”.
– Zawieziemy ich do piwnicy Mike’a, a jutro pomyślimy, co z nimi zrobić. Będą mieli trochę czasu, żeby przemyśleć swoje kurewskie zachowanie, no i w spokoju się pobzykają – zaśmiał się 30-latek.
– Ja myślę, że oni dzisiaj już chyba wystarczająco się wyżyli, choć mogę się mylić, takie suki są przecież wiecznie głodne – zaśmiał się Diablo. – Ale żeś zamulił, akurat teraz? Pan "pała” też chciał poruchać, a tu co...? – szydził wesoło, pokazując Chrisowi kij. – Oj, koleś on nie będzie zadowolony, pogniewa się na ciebie – zaśmiał się.  
– Porucha jutro. Dobra, dawajcie, Mike czeka w samochodzie – ponaglał blondyn i oba olbrzymy wstały z miejsca, Jimmy także. – Mała, chodź, podrzucę cię do centrum – Chris skinął głową, spoglądając na nastolatkę.
Spłoszona dziewczyna nie miała pojęcia, co zrobić, więc nie ruszała się z miejsca.
– Ona zostaje z Małym – oświadczył brunet widząc, że blondynka się pogubiła i Chris bez dyskusji opuścił pomieszczenie, a za nim Diablo.
Łysy podszedł do stołu i zaczął zgarniać z niego trawę.
– Zostaw na skręta – poprosił Jimmy i chłopak pozostawił niewielką ilość, po czym zacisnął resztę w garści ruszył za kumplami. – Poczekajcie na mnie chwilę, zaraz przyjdę – rzekł brunet.
Łysy rozkazał ofiarom wstać i zaraz opuścił z nimi pomieszczenie, a Jimmy zwrócił się do przyjaciela:
– Pojadę z nimi, zdrzemnę się, łeb mi pęka. Nie będzie w domu tej kurwy, to się w spokoju prześpię. Nie zamykaj, może jutro zechcą kontynuować zabawę, zamek wymienisz przy okazji – poprosił i ruszył w stronę drzwi. – To dla was – dodał, wskazując marihuanę i zaraz go nie było.
Emma natychmiast odetchnęła z ulgą. Siedziała w milczeniu, Billy także, ponieważ, gdy panowie wyszli, sytuacja zrobiła się nagle strasznie niezręczna.
– Wypijemy? – zapytał w końcu chłopak, wstając z miejsca, gdyż cisza trwała już dobre dwie minuty.
– Nie wiem – bąknęła zagubiona dziewczyna.
Kompletnie nie miała pomysłu na rozmowę, zwłaszcza, że w głowie cały czas stał jej obraz spławiającej chłopaka matki i co w tamtej chwili myślał, jak zareagował? Nie mogła darować, że tak łatwo odpuścił, nic jej nie powiedział, nie porozmawiał, nie walczył... Nienawidziła rodzicielki, jak nigdy wcześniej, przecież to przez nią wylała tyle łez...
– Em – zaczepił ją za ramię.
Spojrzała maślanym wzrokiem – przed jej nosem wisiał kieliszek i napój. Wypiła natychmiast.
– Wlej jeszcze jednego – mruknęła, gdyż przez te przykre wspomnienia powoli zbierało jej się na płacz.
Chłopak podał jej drugą działkę i chwycił trawę, ale zaraz ją odłożył.
– Kurwa, nie zostawił ani jednej bibułki, i jak ja mam skręcić ?! – warknął i poszedł do kuchni.
Po chwili Emma usłyszała jakieś dziwne szmery przewalanych rzeczy i donośny, metaliczny stukot.
– No kurwa! – ryknął chłopak i za moment z kuchni wyleciał stary garnek, który z hukiem odbił się od ściany i wylądował niedaleko stołu. – No kurwa jego mać, zawsze musi robić swoje porządki i napierdolić tu tysiąc garów, jakby były one komuś do czegokolwiek potrzebne! – przeklinał, wściekły, łomocząc rzeczami coraz głośniej.
Emma uśmiechnęła się pod nosem, dawno nie słyszała tej jego zabawnej złości, którą notabene, zawsze bardzo lubiła.  
Billy wrócił do pokoiku, jeszcze bardziej zły.
– No kurwa, w kuchni miałem szkło, leżało na piecyku i kurwa, zniknęło! No ja pierdolę! – fuknął i skierował się do małej, stojącej w rogu ściany, za łóżkiem, szafeczki.
Ukucnął i zaczął w niej grzebać, robiąc to z niemałym rozdrażnieniem.
– No ja pierdolę, co to jest?! – zawył po chwili, rzucając na środek pokoju stary, dziurawy, różowy szalik w czerwone serduszka, a za nim jakaś starą szmatę i dziurawy but. – No, kurwa, po co jej te śmieci?! – grzmiał, wkurzony, wywołując u Emmy jeszcze większą falę radości, uśmiechała się już od ucha do ucha. – No, kurwa...! – spojrzał na nią i także uderzył śmiechem. – No po co to komu, no powiedz?! – rechotał jak wariat, po czym wstał, zebrał porozwalane rzeczy i niechlujnie władował z powrotem do szafki, po czym odsunął ją od ściany i zajrzał za nią.  
Po chwili wyjął coś ze środka i zasunął mebel.
– Mam drugą, wiedziałem, że gdzieś skitrałem – pokazał dziewczynie używaną już dość często, szklaną fifkę. – Zajaramy?
– Nie, już po jedenastej, pojadę do domu – nastolatka wstała z miejsca.
Natychmiast przed nią wyrósł, łapiąc jej ręce.
– Nie jedź, zostań – spojrzał maślanym wzrokiem, kompletnie zaskoczony jej zrywem.
– Billy, to nie ma sensu, nie chcę, żeby znowu było to samo. Odprowadź mnie na przystanek – poprosiła i znów chciała ruszać, lecz jej nie puszczał.
– Em, proszę cię... Pojedziesz rano, zostań... – gapił się na nią na wskroś, ze łzami w oczach.
– Billy, mówiłam, że to nie ma sensu, poza tym Travis się martwi... i matka.
Chłopaka jakby ktoś trzepnął w łeb, ale nie odpuszczał.
– To napisz do niego, ale nie jedź, proszę cię...
Dziewczyna się pogubiła. Wcale nie chciała jechać, ale nie chciała też rozdrapywać starych ran, podobnie jej uczuć względem chłopaka, które i tak, niestety, powoli zaczynały "wyłazić na wierzch”.
  Stał przed nią w milczeniu, czekając na decyzję, podobnie nastolatka, która tkwiła w bezruchu, biorąc wszystkie "za” i "przeciw” i nie mogąc się zdecydować, co robić.
– No dobrze, ale wracam z samego rana – ogłosiła w końcu, choć miała świadomość, że to nie będzie takie łatwe i nie wiedziała też, czy aby na pewno dobrze robi.
Usiadła na miejsce, a chłopak polał następne kieliszki i jeden z nich zaraz otrzymała. Zniknął w okamgnieniu, więc Billy polał po raz czwarty i nabił trawy do szkła, po czym usiadł przy dziewczynie. Po usłyszeniu imienia "Travis” jego mina była dość dziwna, a dobry humor gdzieś zniknął. Emma też nie wyglądała lepiej, kompletnie nie miała pomysłu na rozmowę, do tego zadawała sobie pytanie, dlaczego, mimo, że "chyba” jest z Travisem, jednak została?
Nastąpiły kolejne, ciche minuty, w końcu chłopak, dręczony chyba tym do głębi, w końcu zapytał
– Masz kogoś?...

2 124 czyt.
100%142
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2996 słów i 17986 znaków, zaktualizowała 31 sty 2017.

2 komentarze

 
  • Łukasz

    Łukasz · 1 lut 2017 · 287358626

    no, kobieto... pojechałaś!

  • Mlody1

    Mlody1 · 31 sty 2017

    hmmm,  jak dla mnie troszkę za dużo tej przemocy już.  

    Ale sam nie wiem,  jeszcze raz na spokojnie muszę przeczytać.