Szare istnienie #127 - ostatni

Szare istnienie #127 - ostatniCzekała trzy, cztery sygnały, lecz chłopak nie odbierał. Z coraz większym smakiem popijała piwko i odczekawszy chwilę, zadzwoniła ponownie, lecz teraz numer był już zajęty. Natychmiast się zdenerwowała, zadając sobie pytanie: "dlaczego Jimmy, widząc jej numer, nie odebrał? Przecież skoro teraz rozmawia, musiał spojrzeć na ekranik”.
U Laury, jak to u Laury, od razu zaczęły się spekulacje i jak zwykle, niekoniecznie te na plus. Zaraz wymyśliła sobie, że może się rozmyślił i zostawi ją w domu, do tego akurat wtedy, kiedy cała rodzina się na nią uwzięła. Drugą opcją było, że przecież wczoraj był już nieźle zakręcony i może wlazł tam, gdzie nie powinien, wpakował się w kłopoty; albo znowu coś z "J-em”, który od czasu gwałtu nie dawał dziewczynie spokoju. Pomyślała też o Franku i wyobrażając sobie jego pobitą twarz, zrobiło jej się przykro i poczuła wyrzuty sumienia. Nie były one jednak tak duże, aby zagłuszyć obecną złość, aczkolwiek były i dziewczyna nie czuła się dobrze. Wiedziała, że cały szum zrobił się o nią. Postanowiła, że przed wyjazdem napisze do niego, aby rozejść się – chociaż w jakimkolwiek stopniu – w pokojowej atmosferze; lecz nie było to twarde postanowienie, jedynie krucha możliwość.
Zadzwonił telefon i wyrwał Laurę z zamyślenia. W okamgnieniu spojrzała na wyświetlacz, lecz numer był jej nieznany. "A zresztą, w dupie to mam; przecież przez telefon nic mi nie zrobią, poza tym nic gorszego, jak to, co dotychczas, raczej spotkać mnie nie może” – pomyślała i wcisnęła ikonkę.
– Laura? – usłyszała beztroski śmiech i mimo swej udawanej odwagi, odetchnęła z ulgą. – Jak tam w domu, miałaś imprezę? – cieszyła się Emma.
– Czyj to numer?  
– Billy’ego.
– Kurwa, kobieto, wiesz, że nie lubię odbierać niewiadomych połączeń i wywalasz taki numer? – Laura, którą nerwy nadal trzymały w swoich szponach, natychmiast naskoczyła na przyjaciółkę,  
– Wyluzuj, dobra? – zachichotała blondynka, nic sobie nie robiąc z pyskówek koleżanki.
– Em, paliłaś już coś, piłaś? Jest wpół do jedenastej RANO – Laura z ostrą pretensją od razu dała przyjaciółce do zrozumienia, że na wylot zna jej barwę głosu i poszczególne zachowania.
– Bujaj się, moja sprawa – chichotała Emma.
– Jesteście u Jimmy’ego? – brunetka zmieniła temat, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, co się dzieje; przecież i tak nic nie wskóra w kwestii postępowania przyjaciółki.
– Nie, u Billy’ego.
– Zapytaj go, czemu Jimmy nie odbiera telefonu.
– Bo już pojechał – Emma nagle spoważniała.
– COOO?! – zszokowana Laura nie wierzyła w to, co słyszy.
– No tak. Doszedł do wniosku, że mimo, iż poza tobą świata nie widzi, nie powinien i nie chce cię narażać. Kazał cię przeprosić i przekazać, że się odezwie. Nas też nie zabrał.
Laurze łzy ciężkim, bolesnym kołkiem stanęły w gardle, a słowa gdzieś utkwiły. Na początku, gdy chłopak zaproponował jej wyjazd, była totalnie zaskoczona, jak nie zszokowana i z obawy na policję i rodzinę za nic by się na to nie zgodziła; w tej chwili jednak, wciąż mając przed oczyma obie kłótnie i wertując przy okazji perspektywę wolności, wyszłaby z domu już teraz.  
Zrobiło jej się bardzo dziwnie i niewiarygodnie głupio. Poczuła się zawiedziona, oszukana i porzucona, potraktowana po prostu jak zero.
– Laura! – Emma roześmiała się na całe gardło. – Przestań, żartowałam – dodała, słysząc, że przyjaciółka "zniknęła”.
– Spierdalaj! – wkurzona jej głupią zabawą Laura wyłączyła rozmowę.
"Kretynka” – warknęła w duchu, wściekła, aczkolwiek kamień spadł jej z serca. Przystawiła butelkę do ust, lecz ta była pusta. Uśmiechnęła się złośliwie pod nosem i zaraz ruszyła po kolejną, tłumacząc sobie, że na pewno zdąży opuścić mieszkanie, zanim wróci Travis.  
Po wypiciu kolejnego pół piwa miły szumek zagościł w jej głowie, z wolna zaczęło zmieniać się myślenie, a odwaga wzrosła. Ponownie wykręciła do Jimmy’ego, ale ten wciąż się nie odzywał i dziewczyna zaczęła się poważnie martwić. "Przecież tak mnie kocha, dlaczego nie odbiera? – męczyło ją pytanie.
Zatrzeszczał klucz w zamku i Laura myśląc, o dziwo, przytomnie, błyskawicznie zerwała się z miejsca i schowała butelkę za zasłonę. Ta sięgała samej ziemi, więc trunek był zupełnie niewidoczny. Migiem wróciła na kanapę i włączyła telewizor. Czuła się o niebo lepiej, kac mijał, aczkolwiek nie była ani trochę pijana i przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz – wiedziała, jaka burza zaraz się rozpęta.
Chłopak szmerał chwilę przy drzwiach, po czym bez słowa przemknął przez salon i schował się w kuchni. U trzeźwej Laury strach wzrósł, gdy usłyszała dźwięk otwieranej, a następnie zamykanej lodówki.
– Gdzie się wybierasz? – zapytał chmurnie Travis, zawisając nad głową siostry.
– Gówno cię obchodzi – syknęła dziewczyna, starając się strugać bohaterkę.
– Dzwoniła matka i mówiła, że zamierzasz zostawić otwartą chatę. Wiesz…? – chłopak zrobił kwaśną minę – jeszcze miesiąc temu olałbym to, ale teraz widząc, że mózg już całkowicie ci wysechł, postanowiłem przyjechać i sprawdzić. Gdzie się wybierasz, pytam?
Cisza.
– Młoda, nie pogrywaj ze mną, bo zaraz muszę wracać do pracy.
– A odwal się, dobra? Moja sprawa. Mam osiemnaście lat i nie jestem już dzieckiem, żebyś mi tu tatusiował, tatusiować to możesz swoim kolegom – zniecierpliwiła się nastolatka, która mimo strachu przed bratem, znów zaczęła się denerwować i chciała, aby się od niej odwalił.
– Co ci mówiłem w kwestii piwa? Widzę, że nie dość, że jesteś psychopatką, to teraz już także alkoholiczką. Nie, nie martw się, nie zamierzam wrzeszczeć, bo do twego pustego łba i tak już nic nie dotrze, ale pamiętaj, że jeżeli wyjdziesz i zostawisz otwarte którekolwiek z okien, kolejny raz dostaniesz w łeb.
– A odpierdol się, dobra?! Spróbuj, powiedziałam ci, to zobaczymy! – wrzasnęła i zerwawszy się z miejsca, chciała uciec.  
Zatrzymał ją jednak, chichocząc pogardliwie.
– Co, znów będziesz mnie straszyć swoimi kolegami? Widzę, dobrze ci z nimi, tylko pamiętaj – jak znów cię ktoś puknie, nie płacz, ok? – drwił ratownik.
– Puszczaj mnie! – krzyknęła płaczliwie dziewczyna, próbując przedostać się do korytarza, lecz poniosła kolejną klęskę.
– Gdzie jest drugie piwo? – zapytał beznamiętnie chłopak, któremu, wydawałoby się, dokuczanie siostrze sprawiało w tej chwili nie lada przyjemność.
– Pocałuj mnie w dupę.
– Kurwa jego mać, dziewczyno, czy ty chcesz naprawdę się doigrać?! – zagrzmiał Travis, chwytając nastolatkę za fraki i potrząsając nią jak lalką.
– Puszczaj!
– Pijaczko, ćpunko, wiesz, co? Może wyjść, możesz wypierdalać, ale dopiero, jak wrócę, rozumiesz? Tylko pamiętaj – jak matka to zgłosi, od razu pojedziesz na oddział… zamknięty. A swemu Jimusiowi tylko narobisz syfu, bo też pojedzie… za uprowadzenie nieletniej – zagroził wkurzony chłopak.
Laura głośno się roześmiała.
– Uprowadzenie? Jakie, kurwa, uprowadzenie? Jeżeli wychodzę z własnej woli, nie ma żadnego uprowadzenia, więc mi tu nie pierdol i mnie nie strasz, jeśli się nie znasz – wymądrzała się. – A tak poza tym kto powiedział, że jadę z Jimmym? Nie jadę z nim i odpierdol się od niego.
– Tak? To zobaczymy. A zresztą… mam to w dupie, chcesz, to jedź. Jedź, kurwa, pij, ćpaj i ruchaj się po kątach, skoro tak to polubiłaś – rzekł obcesowo chłopak i w tym momencie dostał w twarz.
– Dziwka – dodał, zaśmiawszy się tylko, jego postawa wyraźnie sugerowała, że dziewczyna w ciągu ostatnich dni nieźle zalazła mu za skórę.
Laura tego słowa już nie przełknęła i rzuciła się na brata z pięściami.
– Kurwa, sam jesteś dziwką, zamulony maminsynku! – rozdarła się, próbując pobić chłopaka, ten jednak znów zablokował ją w uścisku, śmiejąc się złośliwie. – Puszczaj, pedale! – wrzeszczała, rzucając się jak opętana.
– Uspokój się. Co, prawda w oczy kole? – Travis nie odpuszczał, widząc, że działa na siostrę jak płachta na byka.
– Puszczaj mnie!
Bez reakcji, jedynie kolejna salwa śmiechu.  
Targana ogromnym rozdrażnieniem Laura nadal próbowała się uwolnić i kopnąć brata, wciąż jednak bez powodzenia, zmęczyła się tylko. I nagle, kompletnie wyprowadzona już z równowagi, w napadzie szału wpadła na inny, "genialny” pomysł; zamachnęła się porządnie i trzasnęła chłopaka potylicą prosto w twarz. Natychmiast ją odepchnął i teraz to ona oberwała z liścia. Travisowi całkowicie puścił nerwy, gdyż cios był tak potężny, że dziewczyna w okamgnieniu znalazła się na dywanie.  
– DOŚĆ TEGO, ROZUMIESZ?! – zagrzmiał, wycierając nos, z którego wysączyła się strużka krwi.
To jeszcze bardziej nakręciło rozjuszoną nastolatkę, która już o mało nie płacząc, z głośnym: – ty jebany chuju! – zerwała się na równe nogi i znów rzuciła na chłopaka.
Nie zdążyli się jednak ponownie szczepić, bo właśnie zadzwonił telefon dziewczyny. Migiem do niego dopadła i zerknąwszy przelotnie na ekranik, szybko odebrała.
– Śliczna, przep…
– Kurwa, zabierz mnie stąd! – krzyknęła, nie dając brunetowi dojść do słowa.
– Piękna, co się dz…? – tylko tyle usłyszała, bo Travis wyrwał jej komórkę z ręki.
– Kurwa, dawaj to! Jimmy, zabierz mnie stąd! – wrzeszczała, rozhisteryzowana, próbując odebrać bratu urządzenie, ten jednak wyłączył rozmowę i schował telefon do kieszeni. – Kurwa, oddawaj! – znów podjęła walkę, ale chłopak agresywnie ją odepchnął, błyskawicznie zbiegł po schodach i nim zdążyła dopaść do drzwi, on już zamknął je z tamtej strony. – Otwieraj, kurwa, oddawaj mój telefon! – zdzierała gardło, waląc pięściami w drzwi, lecz po chwili w odpowiedzi usłyszała jedynie silnik Nissana.  
Targana niemalże białą gorączką kopnęła jeszcze brązowe skrzydło i jak strzała ruszyła do sypialni matki – brandy stała na miejscu. "Dobrze, kurwa, skoro tak, to zobaczymy” – wygrażała w myślach, dzierżąc w dłoni prawie pełną butelkę i płacząc ze złości.
Zadzwonił domowy telefon i Laura domyślając się, kto to, tak szybko zaczęła pokonywać schody, że o mały włos nie zjechała po nich twarzą w dół.  
– Halo? – wypaplała niewyraźnie, starając się opanować uciekające emocje, wstydziła się płakać przy chłopaku.
– Śliczna, kurwa, co tam się dzieje, co się stało? Mała, ty płaczesz? – pokapował od razu.
To wystarczyło, żeby znowu się rozbeczała.
– Laura… – ponaglał zdenerwowany brunet.
– Chuj zajebał mi telefon i znów mi przyjebał – poskarżyła się, rozżalona, urywając niewyraźne słowa. – Czemu nie odbierasz?
– Piękna, uspokój się, ok? Kto cię uderzył? Twój młody?
– Nic… już nieważne… – mruknęła, pociągając nosem. – Chcę stąd wyjść, rozumiesz, chcę wyjść – naciskała, zaczerpnąwszy łyk alkoholu.  
Brandy była bardzo mocna, a że dziewczyna wypiła bez napoju, natychmiast zakaszlała się i zaprychała, wykrzywiając usta we wszystkie strony świata.
– Śliczna, pijesz wódkę? – roześmiał się Jimmy. – Pijaku mój mały, nie pij teraz, zostaw trochę dla mnie – brechał, zmuszając Laurę do chichotu.
– Spieprzaj! I nie wódkę, tylko brandy – oznajmiła trochę luźniej; słysząc głos chłopaka nieco się uspokoiła.
– Bez różnicy, procent tyle samo – cieszył się brunet. – Mała, widziałem, że dzwonisz, ale nie mogłem odebrać, no i nie mogę jeszcze przyjechać, najwcześniej za dwie godziny – wyjaśnił.
– ZA DWIE GODZINY?! – natychmiast wzniosła sprzeciw. – Jimmy, on może wrócić i wtedy nigdzie nie wyjdę, rozumiesz? Poza tym zamknęli mnie jak przestępcę, wypuść mnie stąd, mam ich wszystkich dość – domagała się uparcie, po incydencie z bratem była już bardziej niż pewna swego postanowienia.
– Zamknęli? Ale mała, jak mam przyjechać? Muszę jeszcze podjechać w jedno miejsce i muszę być… sam.
– Dobra, jak chcesz, więc na razie. Jak ten chuj zwolni się z pracy, nigdzie nie wyjdę, rozumiesz?
– Nie wyjdziesz? – zaśmiał się chłopak. – A co on ma do gadania? Dostanie strzała i po bólu.
– Dobra, na razie – rzuciła Laura, znowu pochlipując, chłopak swoją ignorancją tylko podkręcił jej nerwówkę.
Miała już serdecznie dość, a fakt, że Jimmy nie chce przyjechać, kiedy go prosi, jeszcze bardziej ją zdołowało.  
Już chciała odkładać słuchawkę.
– Mała, czekaj! – krzyknął. – Dobra, zaraz przyjadę, ok?
– Gówno – warczała.
– Śliczna, przyjadę – zachichotał Jimmy, rozbawiony jej słownictwem. – Tylko mała, jesteś pewna, że matka nie wpadnie? Twój młokos to młokos, ale matka to matka, nie chcę się na nią natknąć, bo nie chcę zrobić jej przykrości, rozumiesz? Na pewno będzie cię zatrzymywać, więc wiesz, co mam na myśli…
– Mniej gadaj, więcej rób, ok? Matka pracuje do szóstej.
– Dobrze, piękna, to zadzwonię tylko i przełożę spotkanie o godzinę i już jadę, a potem coś wymyślimy. Nie bierz za dużo, tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ok? Jutro kupimy, czego będziesz potrzebować.
– Za ile będziesz? – dopytywała, gdyż mimo wszystko bała się, żeby matka rzeczywiście nie wpadła i nie narobiła zamieszania.
– Za dwadzieścia minut.
– Za dziesięć!
– Dobrze, za dziesięć – zaśmiał się chłopak.
– Jestem zamknięta – przypomniała Laura.
– Zaraz będę – rzucił Jimmy i zakończył rozmowę.
Odetchnęła. W tej chwili nie miała już żadnych obiekcji w kwestii wyjazdu, chciała być jak najszybciej, jak najdalej stąd, i przy okazji dać nauczkę rodzinie. Migiem pomknęła na górę i chwyciwszy plecak, przemknęła przez pokój i łazienkę, wrzucając do niego jedynie kilka ulubionych ciuchów z bielizną włącznie, niebieskie sandały i szczoteczkę do zębów. "Kazał najpotrzebniejsze” – pomyślała, poza tym wiedziała, że nie ma czasu na pakowanie się, jakby się przeprowadzała. Spojrzała na stojącą na biurku butelkę, która po krótkim zastanowieniu także znalazła swoje miejsce w sąsiedztwie ubrań. Minutę później była już na dole i wlepiwszy nos w okno, chwyciła swoje piwo.
Minęło dziesięć, piętnaście minut, a chłopaka nie widać. Dziewczyna zaczęła się denerwować, zwłaszcza, że ogarniało ją coraz większe przeczucie, że zaraz ktoś przyjedzie i pokrzyżuje im plany. Piwo się skończyło, odstawiła więc butelkę pod zlew i znów zawisła na parapecie. Zerknęła na zegarek – 11:32. Nerwówka była coraz większa i zaczęła dochodzić do wniosku, że chłopakowi nie udało się przełożyć spotkania i przyjedzie nie wiadomo, o której. Nie wiedząc, co robić, postanowiła napisać kartkę.

"Mamo, tak, jak mówiłam wczoraj – wyjechałam, ale obiecuję, przysięgam, że jestem BEZPIECZNA. Zrozum, że muszę odetchnąć i wszystko przemyśleć. I proszę cię – nie powiadamiaj policji!, bo jeśli to zgłosisz, ucieknę znowu i nie wrócę już nigdy.
Przepraszam. L.”

Wielce zadowolona, że udało jej się – jak mniemała – napisać dość przemawiającą wiadomość, położyła świstek na stole i już chciała wracać na posterunek, gdy odezwał się telefon. Szybciej niż odrzutowiec znalazła się przy urządzeniu.
– Śliczna? Bezpiecznie? – zapytał krótko.
W oddali słychać było chichot i Laura od razu poznała, do kogo należy.
– Tak. I powiedz jej, niech się zamknie.
– Spakowałaś się?
– Tak.
– Dobra, podejdź pod drzwi – nakazał brunet i odłożył słuchawkę.
Sekundy później Laura usłyszała szperanie w zamku i po chwili zatrzask puścił.
– Mówiłem, żebyście zmienili zamki – wyszczerzył się Jimmy, gapiąc się na dziewczynę.
– Idziemy – Laura go zignorowała i zarzuciła plecak na ramię.
– Ale piękna, zostawisz otwarte? Otworzyć to nie problem, zamknąć, niestety, się nie da. Gdyby zamek był nowszy, zatrzasnąłby się, z tym nie ma szans.
– Nic się nie stanie – odparła zniecierpliwiona dziewczyna, bacznie zaglądając w stronę jezdni, czy nie nadjeżdża zagrożenie.  
– Dobra, zaraz zadzwonię i postawię tu jakiegoś frajera; postoi do powrotu kogoś z twoich i przypilnuje.
– Ok, idziemy.
– Śliczna, ale jesteś pewna? – zapytał jeszcze chłopak.
– Tak, chodźmy już – mruknęła Laura, poprawiła plecak, po czym obejrzała się jeszcze w stronę korytarza i zamknęła za sobą drzwi.

***

Dzięki wszystkim, który byli z bohaterami do końca i tym, którzy wpadli tylko na chwilę. Pozdrawiam!

1 586 czyt.
86%226
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2901 słów i 17152 znaków, zaktualizowała 28 sie 2018.

6 komentarzy

 
  • Żywek0

    Żywek0 · 12 cze 2018 · 201934491

    Beznadziejnie się to skończyło. Zwaliłaś to po całości

  • Fanka

    Fanka · 31 maj 2018

    To nie może być koniec "Szarego"  
    Zacznę od początku   
    Ale Kochana pomyśl nad drugą częścią

  • Zuza

    Zuza · 27 maj 2018 · 272317636

    Serce mi krwawi bo to koniec   ale to nic poprostu zaczne od poczatku  

  • zabka815

    zabka815 · 23 maj 2018

    Szkoda,że już koniec ale kochana pomyśl nad drugą częścią   Jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Laury     . Wiesz, że kocham SZARE  

  • Gaba

    Gaba · 23 maj 2018

    She's leaving home, bye, bye...... The Beatles, Sgt.Pepper's, 1967...
    .............. I tak jak wszystko ma początek, tak wszystko ma koniec..... Szkoda! A jednocześnie niech to będzie szpila motywacyjna do napisania przez Szanowaną Autorkę następnej opowieści!!! I nie czekamy zbyt długo! Pozdrawiam   

  • Marida

    Marida · 23 maj 2018

    Nie mogę uwierzyć, że to już koniec