Szare istnienie - zmiany #11

Szare istnienie - zmiany #11Miko już ruszał w ich stronę, więc Sue natychmiast skróciła smycz.
– Co jest? – zapytał zaskoczony brunet.
– Co jest? Wisisz mi dwa i pół tysiaka – oznajmił oschle typ.
– Co? – zszokowany Jimmy zupełnie nie zrozumiał, o co chodzi.
– Przecież Rachel wyjaśniła wam, co jest grane i rzekomo jest w porządku – wtrąciła Susan.
– W porządku? – syknął koleś. – Tak, obiecałem, że go nie tyknę, bo nie wiedział, że wjebali go na minę, ale o tym, że daruję mu ponad dwa tysiące, nie wspominałem – wyjaśnił gorzko koleś. – Więc…? – ponownie wgapił się w bruneta.
– Teraz nie mam – rzekł gardłowo Jimmy.  
Na wskroś znał chłopaków, wiedział, na co ich stać, dlatego też obecna sytuacja nie podnosiła go zbytnio na duchu. Pomyślał też o kasie zostawionej w samochodzie. Wiedział, że mógłby w moment spłacić dług, nie chciał się jednak chwalić; znając owych typów bał się, że gdy pokaże im pieniądze, mogą zabrać mu wszystkie.
– No co? – niecierpliwił się koleś.
– Nie mam, przyjedźcie jutro.
– Jutro? Kurwa, jakie jutro? – zirytował się chłopak.
– Przecież mówię, że nie mam. Dobra, to przyjedź wieczorem, załatwię – tłumaczył się Jimmy, nie wiedząc już, co robić, atmosfera wyglądała bardzo nieciekawie.
– Kurwa, wyskakuj z kasy! – ryknął gość, ponownie popychając bruneta do tyłu.
– Spierdalaj – targnięty złością Jimmy także go odepchnął.
Napastnikowi puściły nerwy i chłopak otrzymał cios w twarz. Był na tyle potężny, że Jimmy w moment znalazł się na ziemi.
– Dawaj go! – krzyknął przybysz i w asyście kompanów zaczęli go kopać.
Jedyne, co mógł zrobić Jimmy, to zasłonić głowę.
– Przestańcie, do chuja! – wrzasnęła Sue, ruszając w ich stronę, lecz szybko została przystopowana przez jednego z mężczyzn.
– Kurwa, nie masz?! – ryczał lider grupy, bijąc bruneta raz za razem.
– Przestańcie, oddam wam pieniądze! – wrzasnęła przerażona blondynka.
Zatrzymali się.
– Co? – rozmówca Jimmy’ego odwrócił się na pięcie, z osłupieniem patrząc na dziewczynę.
– Oddam – powtórzyła Sue, wyciągając z tylnej kieszeni plik banknotów.
Jimmy spojrzał na nią tępo, trzymając się za brzuch. Sue odliczyła pożądaną sumę i wręczyła kolesiowi.
– To chyba twój szczęśliwy dzień – burknął do Jimmy’ego napastnik. – Idziemy – skinął na kumpli i ruszył w stronę ulicy. – Aha! I Przekaż J-owi, że ma pozamiatane – dodał i po chwili już ich nie było.
– Wstawaj – nad kumplem zawisła Susan, podając mu rękę.
– Sam wstanę – warknął Jimmy, wyrywając dłoń.
Podniósł się powoli i trzymając się za bok, wolno ruszył w stronę samochodu. Nie patrzył na przyjaciółkę, czuł się jak ciota. Na dziewczynie nie zrobiło to jednak większego wrażenia, bo zaraz ruszyła w ślad za nim.
– Kurwa, zapierdolę tego przypała, jebanego przygłupa, narobił mi pięknego kwasu – syczał wściekły brunet, wygrzebał ze schowka torbę z pieniędzmi, po czym mocno łupał drzwiami i ruszył w stronę domu. – Skoczysz po jakiś alkohol? – zapytał, wyjmując z torby banknoty. Po chwili odliczył dwa i pół tysiąca i podsunął pod nos dziewczyny. – Fajnie, że laska musi ratować mi dupę, dzięki – mruknął do cna skonsternowany.
– Daj spokój – odparła Sue, najwidoczniej jej także udzielił się humor kolegi.  
Po chwili obok pieniędzy pojawiły się zabrane Wiktorowi pistolety.
– Kurwa, skąd to masz? – Sue wybałuszyła oczy.
– Mam – odparł lekceważąco Jimmy.
– Kurwa, człowieku, wozisz się po mieście z klamkami?! – Susan się zdenerwowała.
– Wyluzuj.
Dziewczyna widząc, że gada jak do ściany, ciężko westchnęła i poczłapała do kuchni.
– Nie ma już puchy, przydałoby się kupić – stwierdziła, zaglądając do lodówki. – Kruszynka ostro wali w jajo. Zostawiła psa i łazi chuj wie, gdzie. Czuję, że w końcu obie dostaną w ode mnie pierdol, wtedy się może zastanowią. A tak poza tym to nie rozumiem, co, już nie boi się J-a? Nie wiadomo, czy gdzieś się tu nie plącze – ciągnęła Sue, która nie wiadomo, czy była bardziej zła, czy zaniepokojona.
– Nie plącze się, boi się chłopaków. I szybko się pewnie nie pojawi – rzekł Jimmy.
– Nie? Jakoś niedawno wbił się do domu, więc o czym mówisz? – upierała się Susan. – Przejdę się jeszcze po okolicy, ale to chyba nie ma sensu.
– Kup wódkę i wracaj, i tak ich nie znajdziesz. Zresztą gdzie mogłyby pójść, przecież nikogo tu nie znają. Siedzą pewnie w jakimś miejscu sobie tylko znanym i chlają – Jimmy mdło się uśmiechnął. – Obiecuję, że będzie miała duże, oj, bardzo duuużeee kłopoty – dodał, zły.


Gdy tylko dziewczyna opuściła mieszkanie, Miko zaatakował chłopaka i trącając go nosem, domagał się zainteresowania.
– No i gdzie twoja Laura, powiedz? Mogłaby chociaż zadzwonić, przecież dałem jej numer. No ale znając życie nie ma go przy sobie, ja zawsze roztrzepana – zagadał brunet, głaszcząc zwierzaka po karku. – Kurwa, zaraz szósta, nie ma ich ponad pięć godzin. Dadzą rady tak długo pić? – zaśmiał się niewyraźnie.
Dziewczyn nie było zdecydowanie za długo i Jimmy miał coraz większe przeczucie, że stało się coś złego. Odpychał jednak od siebie te myśli, nie chciał się nakręcać, nie będąc pewnym swoich interpretacji.
Nalał psu wody i chwycił w dłoń rewolwer, który zaczął oglądać z każdej strony.
– Ładny gnat, będzie parę groszy – spojrzał na leżącego obok niego na kanapie Miko.  
Dokładnie obejrzał też glocka, po czym schował kontrabandę głęboko za stojącym w kuchni piecem i znów klapnął na łóżko. Laura nie dawała mu spokoju, przez co miał zupełny mętlik w głowie, do tego przecież mieli jechać, a jej jak nie było, tak nie ma.
Teraz już zaczął się poważnie zastanawiać, gdzie są nastolatki, lecz po chwili zadumę przerwała mu Susan, która pojawiła się w mieszkaniu, mocno łupnąwszy za sobą drzwiami.
– Co jest? – od razu się uśmiechnął, domyślając się, że ktoś już wkurzył dziewczynę.
– Pierdolę, od dziś sam chodzisz do sklepu – warknęła kumpela i zamaszystym ruchem posadziła tyłek przy stole, rzucając na blat torbę z zakupami. – Pijmy!


– No dobra, nie mamy już napitki, Co robimy? – zachichotała Laura.
– Kurde, za mało ci? Już jesteś zadowolona – ironizowała Emma.
– Odwal się, dobra? Zawsze marudzisz, że zawieszam, a sama się teraz pieścisz – wykłócała się brunetka. – Poza tym powiedziałam – jak komuś nie pasuje mój styl życia, od dziś zaczynam ostro przeginać.  
– No dobrze, tylko bardzo mnie ciekawi, jak kupisz alkohol? – Emma uśmiechnęła się złośliwie.
– A mało to facetów łazi po mieście? Przestań piszczeć i zaufaj naszemu urokowi osobistemu – zachichotała Laura, która czuła się już zdecydowanie lepiej i na pełnym luzie. – Idziemy!

608 czyt.
100%12
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1206 słów i 7115 znaków, zaktualizowała 16 lis 2018.

Dodaj komentarz