Szare istnienie #98

Szare istnienie #98PRZEPRASZAM ZA DŁUGOŚĆ, ALE TO JUŻ KOŃCÓWKA I STARAM SIĘ TO JAKOŚ SENSOWNIE PODZIELIĆ.

Była wściekła. Wkurzało ją, że ostatnio wszystko wszystkim przeszkadza, lecz nie patrzyła na to, że sama do tego doprowadziła. Nie brała takiej okoliczności pod uwagę, przecież ona w niczym tu nie zawiniła, przypieprzali się pewnie dlatego, bo pasuje im zrobienie z niej grzecznej, posłusznej dziewczynki. Jej złość obróciła się w kierunku rodziny, wszędzie widziała winnych, ich denerwującą czepliwość i wyszukiwanie nieistniejących problemów. Jej zdaniem fakty mówiły same za siebie: jak nie ma jej w domu, to źle; jak jest, ale wypiła sobie piwko, to też niedobrze, najlepiej chyba byłoby, gdyby siedziała na dupie i zawieszała się życiowo.
Pałała złością na Travisa, matkę, Franka i cały świat, a męcząca ją psychicznie Emma tylko napinała tą żyłkę.  
Piknął telefon informując, iż bateria umiera, podłączyła go więc do ładowania i spojrzała na siedzącego przed nią jak posąg psa. Patrzył na nią maślanymi oczyma, mówiąc bezgłośne, lecz bardzo czytelne: "kobieto, dasz mi w końcu jeść?!”. Wstała niechętnie i otworzyła szufladę, lecz z miejsca spotkało ją rozczarowanie, a po niej kolejna fala złości – pieniądze, które były w niej schowane, rozpłynęły się w powietrzu. Nie pamiętała, jaka sumę dokładnie miała, ale wiedziała, że na pewno coś około stu dolarów.  
Travis, czym do bólu ją zaskoczył, wciąż nie pojawiał się na górze, więc odrobinę niestabilnym krokiem ruszyła na dół, pałając gniewem. Miko znowu pałętał się pod jej nogami, przez co o mało nie zeszła po schodach "ruchem kołowym”. Udało jej się jednak uniknąć obrażeń i po chwili była już na parterze.  
– Kurwa, gdzie są moje pieniądze?! – bez skrupułów wydarła twarz do siedzącego do niej plecami chłopaka.
Odwrócił się, zaskoczony, lecz jego twarz od razu poinformowała ją, iż nie przejmuje się zbytnio jej wrzaskiem.
– Pytałam o coś!!! – huknęła jak niezrównoważona psychicznie.
– A skąd ja mam wiedzieć? Nie szperam w twoich rzeczach – odparł spokojnie i odwrócił twarz w stronę ekranu, złośliwie ignorując siostrę.
– A kto ma wiedzieć?! Matka nigdy nie zagląda do moich szafek, więc…?!
Cisza.
– Travis?  
Frustracja narastała, lecz przytemperowała nieco ton głosu, wiedziała, że krzykiem niczego nie wskóra. W ciszy usiadła obok brata, czekając na jakiekolwiek odpowiedzi.
– No co? – spojrzał na nią zauważywszy, że wgapia się w niego, jak w obraz.
– Gdzie jest moja kasa?
– Młoda, nie wiem, po co mi twoja kasa? Założę się, że zabrała ją matka, zapewne dzięki twoim ostatnim wybrykom.
Dziewczyna była zmuszona uwierzyć chłopakowi, poza tym miała świadomość, że on raczej nie wziąłby nieswoich pieniędzy.
– Kupisz mu co do jedzenia? – zapytała zadziwiająco potulnie. – Jest głodny.
– Co powiesz matce? – 22-latek chwycił pilot, wyłączył telewizor i obrócił się na kanapie, siadając twarzą do dziewczyny – I na temat tego, że jesteś wycięta?
Wzruszyła bezradnie ramionami. Piwo, które jeszcze przed chwilą dawało jej pozytywnego kopa i niewyparzony język, teraz zaczynało ją powoli mulić i dziewczyna nie czuła się dobrze.
– Co mam kupić? – Travis podniósł się z miejsca.
– Nie wiem, może jakąś puszkę?
Z góry do ich uszu doszedł dźwięk telefonu brunetki, ale nie miała zamiaru wstawać, tym bardziej, że znowu zaczęła bać się tych połączeń. Chłopak spojrzał na nią pytająco, lecz Laura się nie odzywała. Znów poczuła się niepewnie. Szybko dochodziła do zdrowia i coraz wyraźniej ruszały ją szargające jej nerwy bodźce.
– Sprawdzić? – zapytał.
– Nie, potem sama zobaczę.
Teatrzyk udał się aż nadto, dziewczyna w swej obojętności była bardzo wiarygodna i mimo, że niepokój dotykał ją od środka, starała się nie odlatywać i całą swoją uwagę skupić na osobie brata. Nie chciała i bała się kolejnej fali niewygodnych pytań, które niewątpliwie zaczęłyby wypływać z jego ust. Chłopak jednak nie pytał, lecz Laura wciąż miała obawy, tym razem dotyczące tego, czy nie wpadnie przypadkiem na pomysł, aby pójść pod jakimś pretekstem na górę i zajrzeć w jej telefon. Przecież nie będzie garnąć przypału i biec za nim, to nie wyglądałby raczej normalnie.
Travis powędrował do kuchni.
– Kupić coś jeszcze? Jadłaś coś? – zapytał, wróciwszy do salonu.
– Nie chcę jeść.
– Dobra, wrócę, to coś zamówimy, dam sobie dwie ręce uciąć, że łazisz głodna. Co to za rzeczy, które leżą w lodówce?
– Frank kupił – odparła, a raczej fuknęła, wspomnienie chłopaka nadal wzburzało ją do głębi. – Możesz to wywalić – dodała złośliwie.
– Młoda, co się stało? – ponowił pytanie. – Znowu pewnie nawywijałaś, co?
Zacisnęła usta w geście zniecierpliwienia.
– Idziesz po to jedzenie? – burknęła.
Travis westchnął z rezygnacją i nie chcąc zaczynać ponownej kłótni, odstąpił od tematu.
– Wziąć go na spacer? – wskazał głową psa.
Miko natychmiast zrozumiał, bo od razu zaczął skakać wokół chłopaka, szturchając go nosem w obie nogi.
– Nie mam smyczy.
Chłopak odwrócił się na pięcie i zniknął w małym korytarzyku przy drzwiach. Obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, zerkając na wejście do salonu i po chwili rozległy się odgłosy przewalania szafki.
– Kurwa, co za burdel, co tu się dzieje?! – usłyszała.
Uśmiechnęła się i za moment Travis powrócił, trzymając w dłoni czarną smycz, pozostałość po Scrapie. Miko, widząc pasek, z miejsca skoczył na chłopaka, kładąc obie łapy na jego klatce piersiowej.  
– Młoda, czy te stare buty, które nie są już nawet butami, muszą nadal stać w szafce? – zaszumiał, niezgrabnie uwalniając się od zwierzaka. – Matka chyba tam nie zagląda, bo szybko zrobiłaby z tym porządek, a ty miałabyś ostro pozamiatane. Kurwa, cała szafka zajebana jest badziewiem, masz coś z tym zrobić! – zarządził stanowczo, naburmuszony.
– Dobrze, jak tylko dojdę do siebie, na razie nie mogę, jak widzisz. Poza tym lekarz kazał mi się oszczędzać, więc pewnie zrobi to za mnie starszy brat – wygięła usta w zaczepnym półuśmieszku.
– Zobaczymy, jaka będziesz mądra, jak wróci matka i zobaczy cię podpitą. Powinna być około ósmej, więc mam nadzieję, że do tej pory twój szpanerski humorek cię nie opuści – warknął, zapinając psa.
Uśmiechała się nadal w milczeniu, lecz podświadomie czuła obawę przed tą konfrontacją. Nie wiedziała, jak zareaguje kobieta, czy nie będzie kazała oddać Miko, a być może będzie też krzyczeć? Nie miała pojęcia, jakiego obrotu nabiorą sprawy, aczkolwiek przez to, co się ostatnio wydarzyło, widziała spore szanse na powodzenie w postawieniu na swoim. Przewidywała, że ze względu na jej obecny stan zdrowia matka nie będzie chciała chciała jej denerwować i być może odpuści. Miała też nadzieję, że będzie się wręcz bała zrobić cokolwiek wbrew jej woli, co byłoby jej w tej chwili bardzo na rękę.  
Na stałe zakodowała sobie w głowie ową perspektywę, ta wersja ją uspokajała i tej wersji postanowiła się trzymać.  
Spojrzała na zegarek – 19:09.
– Laura, słuchasz mnie? – zapytał zniecierpliwiony Travis. – Co tym masz z tym zawieszaniem? Mówię coś, a ty w ogóle mnie nie słuchasz, trzeba było wychlać jeszcze więcej piwa – fuknął, zniesmaczony.
– Sorry, zamyśliłam się. Nie wiem, co powiedzieć matce – mruknęła niezadowolona z faktu, że musi przyznać się do swoich słabości.
– Naprawdę? – uniósł brwi, robiąc wybitnie zabawną minę. – To wręcz niewiarygodne. Ty nie wiesz, co powiedzieć? No kto, jak kto, ale ty? Taka mądra dziewczynka, najmądrzejsza na świecie bohaterka, i nie wie, co powie…
– Dobra, skończ już, ok?! Z tego, co wiem, miałeś iść do sklepu? – napuszyła się, lecz jej niedawna złość powoli się zacierała, jej miejsce zajął lęk przed nieuniknioną rozmową i tłumaczeniem się. Przydałby jej się w tej chwili Frank.
– No co? Powiedziałem coś nie tak? – ironizował 22-latek, artystycznie wyszczerzając zęby.
– Kup coś do picia – poprosiła sucho i ułożyła się na kanapie, nie chcąc wdawać się w dyskusję, która prędzej czy później na pewno znowu podniosłaby jej ciśnienie.
Komórka zadzwoniła po raz drugi. Na myśl od razu przyszedł jej Frank, ale przy okazji iJimmy. Rozpalił ją nieprzyjemny, gorący dreszczyk.
– Przynieść ci telefon? – zapytał chłopak, który już chyba dawno zorientował się, że dziewczyna się czegoś boi.
Nie dziwiło go to jednak, przecież wiedział już niemal wszystko i nie widział potrzeby zadawania zbędnych pytań, na które i tak pewnie nie udzieliłaby odpowiedzi.
– Nie, ładuje się, potem zobaczę – wymamlała, jej obecne samopoczucie wyraźnie odbiło się na barwie jej głosu.
– Ok, to idę. A może kupię mrożoną pizzę, upieczemy sobie? Albo kurczaka, naszło mnie na niego? Tylko że o tej godzinie już raczej nic nie kupię.
– Nie wiem, jak chcesz. Może coś zjem, ale kup też jakąś sałatkę.
– Frank na pewno zrobiłby dobre żarcie i teraz byłoby jak znalazł, ale nie! Musiałaś przecież pokazać swoje ja, prawda? – orzekł, będąc już za ścianą, nie zdążyła jednak odpysknąć, bo szybko trzasnął wejściowymi drzwiami.
Westchnęła ciężko, lecz nie odczuwała już irytacji, była coraz bardziej zmęczona. Telefon zagrał po raz trzeci, wywołując kolejny napad lęku. Bała się, nie chciała z nikim rozmawiać, niemniej jednak targana ciekawością i niepewnością, wstała i poczłapała do sypialni. Póki doszła na górę, przez głowę przewinął jej się tłum ludzi, od Franka zaczynając, na "J-u” kończąc. Strach wzrósł, gdy spojrzała na wyświetlacz i zobaczyła nieznany jej numer. Usiadła na łóżku, zastanawiając się, co zrobić. Ręce już drżały, lecz nie podejmowała żadnych kroków, nie wiedziała, czy oddzwonić.  
Siedziała tak dobre kilka minut, grzebiąc w zakłócających jej spokój opcjach, w końcu doszła do wniosku, że jeśli nie sprawdzi, będzie się coraz mocniej denerwować. "A może to jednak nic złego?” – pomyślała i zdecydowała się w końcu wcisnąć zieloną słuchawkę. Wsłuchiwała się już w trzeci sygnał, które z każdym kolejnym coraz bardziej dławiły jej przełyk, w końcu usłyszała odrobinę zasapany, damski głos, którego absolutnie nie poznała.
– Laura? Dlaczego nie odbierasz? – fuknęła dziewczyna i Laura odetchnęła z ulgą.
– Sorry, byłam na dole, a telefon leżał na górze – wysiliła się na spokojny ton, lecz Jenny nie dała się nabrać.
– Laura, coś się stało? Płakałaś? Znów coś ci dokucza? – zapytała, wydawała się być bardzo przejęta.
– Nie, jestem trochę zmęczona. Skąd masz mój numer?
– Frank mi dał, mam nadzieję, że na niego nie nakrzyczysz – zaśmiała się 26-latka.
Natychmiast rozdrażniło to brunetkę, lecz dzielnie starała się zachować spokój. Prawdę mówiąc nie była zła na Jenny, a tylko i wyłącznie na Franka, ale to nie zmieniało faktu, że było jej przykro i także czuła się nieswojo wtrakcie tej rozmowy. – Nie dałam ci kasy na psa, zupełnie zapomniałam – kontynuowała rozmówczyni.
– To nic, nie pozwolę mu umrzeć z głodu, możesz być spokojna – zażartowała Laura, zdobywając się na sztuczny śmiech.
– Dziś już późno, ale jutro może do ciebie podjadę, co? Albo dam pieniądze Frankowi?
– Nie! – wrzasnęła nastolatka, krzyk mimowolnie wydobył się z jej ust.
– Co nie? – zapytała zdumiona blondynka.
– Pokłóciłam się z nim, nie chcę go widzieć – stwierdziła otwarcie Laura.
26-latka natychmiast zaniemówiła, na pewno w tej chwil pomyślała dokładnie o tym samym, o czym Laura.
– Jenny – ponagliła nastolatka.
– Przepraszam, mam tu trochę zamieszania – mruknęła Jennifer, której głos nagle diametralnie się zmienił.
Laura dobrze wiedziała, co się w tej chwili z nią dzieje, nie zamierzała jej jednak dołować, nie czuła takiej potrzeby.
– Nie wiem, co będzie jutro, poza tym stać mnie na to, aby nakarmić psa – powiedziała wesoło, chcąc nieco rozluźnić atmosferę.
W żadnym stopniu nie zamierzała być cyniczna, lecz wyszło to chyba zupełnie na odwrót, gdyż Jenny znowu zamilkła. Laura zdawała sobie sprawę, że chęć przekazania przez dziewczynę pieniędzy zmienił się teraz w przykry przymus, dziewczyna radośnie powiedziała: "A”, a teraz nie wie, jak powiedzieć: "B”.
– Jenny! – zaśmiała się nastolatka. – Ćpałaś coś?
– Przepraszam, zadzwonię później, dobrze? – wycedziła przez zęby blondynka i szybko się rozłączyła.
Zdziwiona Laura odrobinę się pogubiła i nie wiedzieć, czemu, zrobiło jej się głupio, gdy usłyszała zakłopotanie starszej koleżanki. Miała dziwne, niewytłumaczlne wyrzuty sumienia.
Myślała chwilę i ponownie wcisnęła zieloną ikonkę, lecz Jenny nie odbierała. Nie odpuszczała jednak, zadzwoniła po raz drugi i tym razem odniosła sukces.
– Dlaczego się rozłączyłaś? – natychmiast zapytała, emanując totalnie wyluzowaną barwą głosu.
Była nieco zdziwiona postawą Jennifer, przecież jakby nie było, należała ona raczej do gatunku twardych lasek.
– Nie wiem, chyba samo rozłączyło – wydusiła Jenny.
– Nie musisz dawać mi pieniędzy, ale jak chcesz, możesz jutro wpaść – powiedziała Laura, która nagle poczuła dziwną, niewyjaśnioną potrzebę zobaczenia się z dziewczyną.  
Fakt zdrady wciąż siedział w jej głowie, ale olewała to, chyba naprawdę bardzo polubiła koleżankę.
– Ale… Laura, ... ale ja nie wiem, o której. A może niech David ci podrzuci, będzie miał po drodze?
– Nie rozumiem, przecież sama zadzwoniłaś z propozycją – rzekła brunetka, dołując Jenny jeszcze bardziej, choć wcale nie miała tego na celu.
– Ale młoda, ja zapomniałam, że… ja zapomniałam, że muszę jechać jutro do rodziców, kompletnie wypadło mi z głowy – paplała Jennifer, robiąc sobie totalny przypał.  
Brzmiała jak mała, zagubiona dziewczynka.
– Co się stało? – zapytała Laura, choć nie miała pojęcia, po co to zrobiła, wiedziała przecież, że nie uzyska odpowiedzi.
– Nic, ja po prostu zapomniałam…
– To dobrze, więc przyjedź po wizycie, albo przed – brunetka nie odpuszczała.
– Ale Lau…
– Jenny, przestań kręcić i się denerwować, tylko po prostu przyjedź i pogadaj ze mną – nakazała twardo nastolatka, która miała już dość tej zabawy. – Przecież ja wszystko wiem…

1 229 czyt.
100%145
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2619 słów i 14983 znaków, zaktualizowała 25 lis 2017.

5 komentarzy

 
  • aKubek

    aKubek · 22 lis 2017

    I kto tam Cię naciskał??? Nie patrz na tych niecierpliwców  Złagodniałaś ślicznotko...pazurki Ci tam spiłowali czy jak??  
    Zrobisz z Laurki niegrzeczną dziewczynkę w końcu? Bo teraz to widzę brak zdecydowania u ciebie...

  • Marida

    Marida · 20 lis 2017 · 214488610

    No doczekałam sie, mam tylko nadzieję że nie będę musiała czekać kolejnych 2 miesięcy  

  • violet

    violet · 19 lis 2017

    No, nadrobiłam! No i muszę Cię opie.....ć!   Rozhisteryzowałaś towarzystwo, weź w garść niektórych za ryj i przywołaj do porządku, a poza tym całkiem nieźle. Brakuje mi trochę pazura, tego charakterystycznego dla Ciebie, odnoszę wrażenie, że autorka zmiękła. Coś tam pieprzysz o jakimś kończeniu?! Zapomnij!
      Nie pogrywaj ze mną, absolutnie NIE!
    No, to tyle mam do powiedzenia!  
    Pozdrawiam.

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 18 lis 2017

    Jak można nie być złym na Jenny? Część to petarda! Czekam na ciąg dalszy

  • Black

    Black · 18 lis 2017

    W końcu   A kiedy można spodziewać się kolejnej części  ?