Szare istnienie #8

Szare istnienie #8– Co się stało? – zapytał Frank, gdy panna wsiadła do auta.
  – Nic. Za mocno się rządzi – syknęła dziewczyna.
  Cały czas chodziła jej po głowie ta niewdzięczna restauracja. Wiedziała, że Frank potrzebuje teraz kasy i nie chciała, aby niepotrzebnie wydawał. Miała pieniądze, lecz była pewna, że nie pozwoli jej zapłacić. Siedziała i dumała, jak się z tego wykręcić...
  – Mała, co jest? – zapytał, bo nastolatka nadal nie ruszyła.
  – Jedźmy na pizzę, restauracja jest za droga.  
  – Nie jest droga, poza tym pizza a hamburger to prawie jedno i to samo. Chcę, żebyś zjadła coś porządnego.
  – To ugotuj coś, będzie porządne – kombinowała.
  – Jak? Nie mam nawet garnka i wątpię, żeby facet zostawił coś w kuchni. Nie wiem nawet, czy mam jakąś pościel, albo chociaż koc, nie rozejrzałem się po chacie.
  – To wracajmy do mnie, tam coś zjemy.
  – Nie, jedź do pierwszej lepszej restauracji – powiedział stanowczo.
  Laura nie miała już siły dyskutować, więc ruszyła i zatrzymała się pod lokalem, o nazwie: "FOREST TASTE”. Udali się do środka i po zajęciu miejsc dostali karty. Gdy 18-latka zobaczyła, jakie są tu ceny, zerwała się z miejsca.
  – Wychodzimy! – rozkazała, starając się nie podnosić głosu.
  – Dlaczego?  
  – Za jedno głupie danie kupisz patelnię, garnek i kupę innych rzeczy.
  – Przestań, za dużo zachodu. Siadaj i mów, co chcesz – mruknął chłopak, apatycznie gapiąc się w kartę. Było mu już chyba wszystko jedno.  
  – Nie, idziemy! – agresywnie pociągnęła go za rękę.
  Zmuszony do wstania, ruszył się z krzesła, kompletnie zaskoczony zachowaniem nastolatki. Ta zawsze spokojna i ugodowa dziewczyna zmieniła się nie do poznania.
  Ciągnęła go dość mocno, w końcu wyprowadziła z lokalu. Wsiedli do auta i Laura zapytała:
  – Gdzie się kupuje rzeczy do kuchni? Ja się nie znam.
  – Jedź do większego sklepu, obojętnie, jakiego.
  Podjechała pod duży market i zaraz byli przy półkach.
  – Co chcesz zjeść? – "entuzjazm” w kwestii konwersacji nie uległ zmianie.
  – Nie wiem, coś szybkiego. Dziś pewnie nie masz ochoty na grzebanie się w kuchni.
  – Zawsze mam ochotę – odparł, nadal jednak nieobecny i kompletnie rozbity. – To co jemy?
  – Ty zdecyduj.
  – Dobra, zrobimy rybę. Jest lekkostrawna, a już późno. W sam raz na noc. Może być?
  – Tak.
  Chłopak włożył do koszyka niewielką patelnię, mały garnek, łopatkę do smażenia, dwa talerze, dwa widelce, trzy noże (w tym jeden kuchenny) i łyżkę. Poszli na żywność i Frank wziął filet z łososia, cytrynę, śmietankę, jakieś zioła, masło, tarty żółty ser, bagietkę, przyprawy i cztery piwa. Udali się do kasy i facet zza lady podał sumę, wynoszącą trochę ponad pięćdziesiąt dolarów.
  – Ja zapłacę! – wyskoczyła Laura.
  – W żadnym wypadku.
  – W takim razie nie jem kolacji.
  – Mała, chociaż ty mnie nie dobijaj, dobrze? – burknął niezadowolony, wyciągając portfel.
  18-latka go jednak uprzedziła i zanim zdążył wygrzebać banknoty, ta już wręczyła kasjerowi stówę.
  – Laura! Dlaczego robisz mi na złość?! – wkurzył się.
  – To nie jest "na złość".
  – A zresztą… jak sobie chcesz – mruknął zrezygnowany i zaraz byli w drodze do wozu.
  W trakcie jazdy chłopak milczał. Za niedługo byli w jego mieszkaniu – dochodziła 20:13. Nie czekał, tylko od razu zajrzał do piekarnika, ale było tam tylko to, czego się spodziewał – pustka. Przewalił szuflady i znalazł kilka sztućców, a w szafce na dole małą patelnię, dwa garnki i mały rondelek. Właściciel chyba czuł, że chłopak będzie nieprzygotowany, albo owe rzeczy nie były mu po prostu potrzebne.
  Chłopak umył znaleziony rondelek, a następnie ręce. Wlał do niego kilka łyżek wody, śmietanę, wsypał szczyptę suszonego czosnku, sól, pieprz, dorzucił garść sera, zamieszał i włączył na mały ogień.
  – Zerknij na niego. Jak zacznie się gotować, krzycz – uśmiechnął się w końcu do nastolatki, która zaraz zawisła nad garnkiem.
  Chwycił kupioną patelnię, umył, wytarł, postawił na ogień i wrzucił na nią dwie łyżki masła. Pokroił rybę na cztery części, przyprawił z obu stron i skropił z sokiem cytryny. Zerknął do garnka i zwiększył ogień. Gdy tłuszcz na patelni się rozpuścił, wrzucił filety i potrząsnął delikatnie. Znów spojrzał w rondelek i zamieszał śmietanę. Ogień był spory, więc była już gorąca. Za niedługo przewrócił rybę na drugą stronę, cały czas pilnując garnka.  
  – Przetrzyj talerze i sztućce – poprosił Laurę, która zaraz to zrobiła.
  W śmietanie zaczęły pojawiać się bąbelki. Wymieszał energicznie, podgotował do czasu, aż sos zgęstniał i wyłączył palnik. Spróbował, dodał jeszcze szczyptę soli, po czym zalał łososia, zmniejszając pod nim płomień. Potrząsnął patelnią i cała ryba pokryła się biała mazią. Po chwili zaczęła się gotować. Odciął pół pęczka koperku, w mig pokroił i zostawił na desce. Dziewczyna wpatrywała się w jego działania jak zahipnotyzowana, zrobił to wszystko w niecałe dziesięć minut.  
  – Mógłbym to zapiec z parmezanem, ale nie mam naczynia – mruknął.
  – To i tak ładnie wygląda – odparła.
  Uśmiechnął się.
  – Chcesz piwo? – zapytał.
  – Nie.
  Otworzył więc sobie, a resztę schował do lodówki. Poddusił łososia jeszcze chwilkę i zdjął z ognia. Wyłożył na talerze, polał jeszcze odrobiną sosu i posypał koperkiem. Zaniósł dania do salonu i po chwili pojawiło się przy nich pokrojone pieczywo.
  – Widzisz? Kupiłem piwo, a nic do picia. Wyleciało mi z głowy. Na dole jest sklep, może jeszcze czynny. Bierz się za kolację, a jak skoczę po sok.  
  – Najpierw zjedz.
  – Nie, najpierw sok.
  – To ja poczekam.
  – Nie, jedz, zimne jest do niczego. Smacznego – rozkazał i migiem wyszedł z domu.
  Laura chwyciła widelec i wzięła się za posiłek. Od razu przypadł jej do gustu specyficzny, nadany przez ser smak sosu. Rozpływająca się w ustach ryba i aksamitna polewa bardzo posmakowały nastolatce. Frank za chwilę wrócił z sokiem pomarańczowym, który wlał do szklanki i postawił przed dziewczyną. Gdy zobaczył, że zjadła już ponad połowę, uśmiechnął się
  – Widzisz? Byłaś głodna, szybko poszło.
  – Świetne żarcie! Ten sos jest genialny.
  – Cieszę się.
  – Czemu nie jesz?
  – Nie mam ochoty, zjem rano. A może chcesz dokładkę? To nie była zbyt duża porcja.
  – Nie, dzięki. Wiesz, że nie jem dużo.
  Przy pomocy bagietki maź z talerza została wytarta do sucha, co znowu rozchmurzyło chłopaka.
  – Mam jeszcze sos – zakomunikował z uśmiechem.
  – Nie, już dosyć. Dzięki – wstała, ale ją posadził.
  – Zostaw, zaraz sprzątnę. Pij sok.
  Zaniósł naczynie do zlewu i po powrocie usiadł obok dziewczyny z piwem w dłoni. Chwycił pilot i włączył telewizor, który zostawił właściciel. Spojrzał na zegarek – kilka minut po dziewiątej.
  – Jak zwykle nie ma żadnego filmu – oznajmił, choć raczej nie obchodziło go to zbytnio.
  Po chwili znów zamilkł i zaczął skakać po kanałach. Nagle się zerwał!
  – Mała, wstań na chwilę!
  Laura się podniosła, a on otworzył sofę i zajrzał do środka. Nie znalazł w niej pościeli, ale znalazł miękki, czarno-biały koc, który zaraz wyciągnął.
  – Dobre i to – rzekł i poszedł do sypialni.  
  Tam powtórzył czynność i wygrzebał trzy niewielkie, trochę większe od jaśków poduszki.
  – No widzisz...?! Dam radę! – roześmiał się, rzucając je na koc.
  Dokończył piwo na stojąco i poszedł po następne, chowając przy okazji rybę do lodówki. Klapnął przy brunetce.
  – Na pewno nie chcesz? – pokazał jej butelkę.
  – Nie.
  Otworzył trunek i oparł wygodnie na sofie.
  – A może... – spojrzał na towarzyszkę, ale zaraz się zaciął i na powrót wlepił wzrok w telewizor.  
  Skierowała na niego wzrok – gapił się w ekran.
  – No co...? – spytała.
  – Nic, nieważne – wymruczał, chwycił pilot i ponownie zaczął nim pstrykać.
  – Frank...!
  – Mała, już nic.
  – No mów, jak zacząłeś temat!
  – Chciałem zapytać, czy zostaniesz, ale to głupie. Chodź, odwiozę cię, już późno – znowu humor z niego uszedł.
  Zaskoczył ją trochę, jednakże odpowiedziała:
  – Mogę zostać, tylko zadzwonię do domu.
   Chłopak kompletnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale zaraz dał jej komórkę. Wyszła do kuchni i wykręciła numer.
  – Halo – usłyszała.
  – Nocuję u Emmy, przekaż mamie – poinformowała brata.
  – Frank zmienił imię? – roześmiał się chłopak.
  – Przekażesz jej?!
  – Młoda, uważaj, masz dopiero osiemnaście lat. Przekażę – rzucił chłodno Travis.
  – Na razie – nastolatka wyłączyła rozmowę i wróciła do bruneta.
  – Posłałem ci w sypialni – poinformował Frank.
  – A ty...? Będziesz spał bez nakrycia?  
  – Mała, jest środek lata, w nocy będzie ciepło. Jak chcesz się wykąpać, śmiało, nie będę podglądał – znowu się rozweselił, lecz radość była chwilowa.
  – Nie chcę, zrobię to w domu.
  Nastąpiła cisza. Chłopak objął brunetkę, przysunął do siebie i ponownie zaczął bawić się pilotem. Znalazł jakiś film i zatrzymał się na nim. Nie odzywał się, więc Laura także milczała. Od Franka emanowało przyjemne ciepło i po kilku minutach dziewczyna przysnęła.

  
  – Mała, idź się połóż – poczuła ruszanie za ramię
  Niechętnie podniosła się z objęć bruneta.
  – Która godzina? – wybełkotała,  
  – Dochodzi jedenasta, przespałaś cały film – uśmiechnął się niewyraźnie. – Nasmaruj rękę na noc.
  Po chwili rana była już nasmarowana. Frank ścisnął w ręku stary bandaż.
  – Na noc nie będzie potrzebny, a ten już jest do niczego. Jutro kupimy nowy. Chodź – pociągnął ją do sypialni. – Łóżko wygląda na wygodne, mam nadzieje, że takie będzie. Dobranoc – ucałował ją w policzek i zniknął.
  Nie miała odwagi rozebrać się do bielizny, walnęła się więc w ciuchach. Dziwnie się czuła, będąc nieprzyzwyczajoną do tego łóżka. Po głowie chodziła jej awantura w domu chłopaka, lecz nie dumała długo.
  
  
  Przebudziła się w nocy. Nie miała zegarka, więc nie wiedziała, która godzina. Poszła do łazienki i po powrocie zajrzała do pokoju Franka. Także spał w spodniach, nakryty jednak dresową bluzą. Mimo, iż w tym okresie było gorąco, salon przez większość dnia był zacieniony, dlatego w nocy było nieco chłodno.
  Tkwiła w drzwiach, przyglądając się śpiącemu. Szkoda jej było chłopaka, nie chciała, żeby marzł. W końcu zdobyła się na odwagę, wzięła koc i poduszkę ze swojego pokoju, po czym wróciła do salonu. Zdjęła z chłopaka bluzę, położyła się obok i nakryła ich kocem. Od razu przytulił brunetkę, biorąc ją za prawą rękę, którą przycisnął do jej klatki piersiowej. Przeszło ją miłe uczucie. Przylgnął ściślej do nastolatki. Teraz miała dowód, że zmarzł, bo był nieco zimny, dłoń też miał chłodną. Nie wiedziała, czy teraz się przebudził, czy nie spał w ogóle, ale się nie odzywała. Po kilku minutach chłopak zrobił się cieplejszy i po kilku następnych dziewczyna zasnęła.  

  
  Gdy się ocknęła, od razu otoczył ją przyjemny zapach. Spojrzała na budzik stojący na telewizorze – 8:56. Leniwie wstała i poszła do kuchni.
  – Cześć – mruknęła, zaspana.
  – Wyspałaś się? Zrobiłem ci naleśniki – ucałował ją w policzek, bardzo z siebie zadowolony.
  – Z czego...?
  – Rano byłem w sklepie.
  – O której wstałeś?
  – Przed ósmą – odparł, ale był nieco markotny.
  – Frank! Ty w ogóle spałeś?!
  – Spałem.
  Nie uwierzyła, ale nie pytała więcej. Po szybkiej wizycie w łazience usiadła przy kuchennym stole, na którym stało już śniadanie. Chłopak sączył kawę.  
  – Czemu nie nałożyłeś sobie? – zapytała.
  – Nie ma ochoty.
  – Zjadłeś rybę?
  – Zjem po pracy.
  – Nie denerwuj mnie! Masz zjeść albo rybę, albo naleśniki, inaczej też nie chcę! – brunetka się zirytowała.
  – Mała, nie mam ochoty. Odpuść.
  Migiem odsunęła swój talerz.
  – No dobra, zjem dwa – mruknął, położył dwa placki na pusty talerz, polał syropem i dopiero wtedy Laura nałożyła sobie.
  Męczył posiłek dobre trzy minuty, jakby jadł za karę. W końcu wcisnął ostatni kęs i odsunął naczynie
  – Co to było? Jeszcze dwa – rozkazała dziewczyna.  
  – Laura, nie chcę! – podniósł głos i panna się wyciszyła. – Sorry…
  Siedzieli w ciszy. Dziewczyna zjadła wszystkie naleśniki, w postaci czterech sztuk i Frank zapytał:
  – Dochodzi wpół do dziesiątej. Jedziemy?  
  – Tak.
  Po drodze brunet zatrzymał się przy aptece i kupił bandaż. Laura natychmiast się oburzyła.
  – Będziesz płacił za mnie całe życie?! – zagrzmiała.
  – Przestań, przecież to tylko bandaż – bąknął osowiale.
  Dała spokój, ale nie była zadowolona. Jak weszli do baru, wzrok 18-latki przykuły dwie dziewczyny, siedzące z Amber przy stoliku. Piły piwo. Laura od razu pomyślała, co to za towarzystwo, jeśli pije od samego rana? Znowu ogarnęło ją zdenerwowanie, tym bardziej, iż Amber spojrzała furiacko widząc, że Frank trzyma ją za rękę. Stało się to, co brunetka przewidziała od samego wejścia do knajpy – Amber zaraz zjawiła się w szatni. W ręku trzymała papierosa.
  – Wiesz co, mała suko? Nie będę się dłużej powtarzać. Od tej chwili radzę bacznie oglądać się za siebie – warknęła, strzeliła niedopałkiem w kierunku nastolatki i wyszła.
  Laurę przeszedł paląco-lodowaty dreszcz. Zadeptała peta, przebrała się i szybko poszła do kuchni. Frank już zasypał drugą kawę i herbatę dla przyjaciółki.  
  – Siadaj, zawiążemy rękę – rzekł, więc przysiadła na stołku.
  Zmienił opatrunek i zalał napoje.
  – Mała. Czy ona nadal cię atakuje? – zapytał znienacka.
  – Nie.
  – Laura, mów prawdę. Przecież wiem, że szlag ją trafia. Już dawno dałem jej do zrozumienia, że to, co było, nigdy nie wróci, ale ona dąży uparcie. Zresztą zawsze była zawzięta. Znam jej charakter i wiem, że łatwo nie odpuszcza. Co ci powiedziała w szatni?
  – Nic, brała coś z szafki.
  – Oj mała... masz mnie za idiotę? Czemu nie chcesz powiedzieć? Nie chcę, żeby cię nagabywała. Nie posłuchała Travisa, to posłucha mnie.
  – Powiedziałam prawdę i skończ już, dobrze?! – panna się zdenerwowała.
  – Nie rozumiem cię… – podsumował i odwrócił się do kubka z kawą.
  

  Do 12:00 wydali tylko sześć porcji kanapek z frytkami i cztery sałatki, resztę czasu spędzili na pogaduszkach.
  – Gdzie jest Matt? – zapytała nagle Laura.
  – Nie mam pojęcia, też się nad tym zastanawiam. I co najdziwniejsze – nie zadzwonił, że nie przyjdzie.
  Po chwili Frank wziął komórkę i wystukał numer przyjaciela. Czekał chwilę.
  – Ma wyłączony telefon, to dość dziwne. – Jack! Czy Matt dzwonił, że nie przyjdzie?! – wrzasnął chłopak przez wnękę.
  – Nie!
  Frank wrócił do Laury i zasypał trzecią kawę.
  – Czy ty nie przesadzasz czasem z tą kawą? – spytała surowo brunetka.
  – Trzecia kawa od ósmej to niedużo. Zrobię słabszą.
  – Zjedz coś.
  – Nie chcę, zjem w domu.
  – Frank. Zjadłeś dwa naleśniki, a wczoraj nie jadłeś kolacji. Mnie zmuszasz do posiłków, a sam ignorujesz moje prośby – zniesmaczyła się.
  – Mała, daj spokój, widzisz, że nie mam przez to wszystko apetytu. Muszę zorganizować jakieś rzeczy do domu i nie mam pojęcia, skąd?
  – Pomogę ci, w chacie mam od groma garów – zaśmiała się.
  – Przestań...
  – Co, przestań? Zajedziemy do mnie i sam zobaczysz, co się dzieje w szafkach. Przecież my nie używamy nawet połowy tych rzeczy.
  – Mała, tak nie wypada...
  – Ale dawać takie drogie prezenty to wypada, tak? – wyjechała, gasząc chłopaka dokumentnie.  
  – Dobrze, zobaczymy… – ponownie zdziwiło go jej zachowanie, nastolatka z dnia na dzień robiła się coraz bardziej nieustępliwa.
  – Widzę, że wychodzi z ciebie diabełek – uśmiechnął się, obejmując dziewczynę.
  – Bo nie lubię, jak ktoś się upiera, zwłaszcza, że ten upór jest całkiem bezpodstawny.
  – A może tobie coś zrobić? Jesteś głodna? Już piętnaście po dwunastej – szybciutko zmienił temat.
  – Zjem hamburgera, jak ty zjesz.
  – No dobra, niech będzie.  
  Włączył grill i wyjął kotlety.
  – Ile chcesz?
  – Jednego.
  – Ty mi zrób! – wyskoczył.
  – Nie wiem, ile trzeba go smażyć.
  – To łatwe, ma się tylko przyrumienić. Chodź – pociągnął ją w stronę płyty.
  Zapaliło się zielone światełko i Frank wrzucił dwa kotlety. Dał Laurze metalową łopatkę i zawisł jej nad głową, gapiąc się na grill. Po minucie – półtorej, rzucił:  
   – Przewracaj.
   Przerzuciła mięso, a chłopak w tym czasie przygotował bułki. Zaraz wyłączył płytę i dokończył kanapki.
  – Ty miałaś mi zrobić – wyjechał z uśmiechem.
  – Nie trzeba się było pchać, wyłączyłabym grill i zrobiła.
  – Jakoś ci nie wierzę.
  – Trudno.
  Zjedli i Laura poszła do łazienki, rozglądając się za Amber. Ta się jednak nie zjawiła. Gdy wróciła, chłopak kończył kawę, ale znowu błądził gdzieś myślami. Dochodziła 13:00.
  – Musimy znaleźć inną robotę, mam dość siedzenia bezczynie… w ogóle mam dość tej knajpy – wyskoczył, biorąc sympatię za rękę.
  – Gdzie...? Ty masz szanse, świetnie gotujesz i masz studia, ja nic nie znajdę.
  – Znajdziesz, trzeba przejrzeć ogłoszenia.
  – Myślisz, że nie przeglądam? Fakt, od czasu pracy tu nie czytałam nic, ale szukałam wcześniej. Mówią, że jestem za młoda, do tego się nie uczę, a oni woleliby studentów...
  Zadzwonił telefon 23-latka.
  – Tak...?  
  W słuchawce przez chwilę szemrał jakiś głos.
  – Co takiego...?!!! Kiedy?! – chłopak zerwał się z miejsca.
  Rozmówca ponownie zabrał głos i trwało to dość długo.
  – Kurwaaa!!! – zaklął chłopak i znów przez chwilę słuchał dzwoniącego. – Kim, uspokój się, bo nic nie rozumiem.  
  Laura bacznie obserwowała ukochanego i sama zaczęła się powoli niepokoić.
  – Dobra, przyjadę od razu po pracy – poinformował brunet i rozmowa się zakończyła.
  Spojrzał na Laurę. Gdy zobaczyła jego porażającą minę, przeszedł ją kłujący dreszcz – chłopak był calutki blady.
  – Pobili Matta. Leży w szpitalu i jest w krytycznym stanie – wyjąkał w końcu.
  Dziewczynie nogi się ugięły i momentalnie stanął jej w głowie tekst: "masz przejebane!”. Sparaliżowana, nie mogła wydusić słowa, podobnie wyglądał chłopak, który przysiadł na stołku.
  – Dzwoniła jego siostra, z którą mieszka. Siedzi w szpitalu od wczoraj.
  Laura milczała, zszokowana. Była pewna, że to Amber go tak urządziła.
  – Policja mówi, że napadli go pod domem, jak wysiadł z samochodu. Było ich trzech. Dwaj faceci zauważyli, jak go kopią, ale kiedy podbiegli, tamci wsiedli do samochodu i zwiali – oznajmił Frank, mozolnie wydobywając słowa.
   To kompletnie dobiło dziewczynę i od razu pomyślała o Travisie. Siedziała w milczeniu, błądząc z zaświatach, w końcu pękła. Zerwała się jak oparzona, wbiegła do łazienki i uderzyła przeraźliwym płaczem. Po chwili usłyszała:
  – Mała, co jest?
  – Nic. Wyjdź stąd!  
  – Laura...!  
  – Zooostaw mniee! – ryknęła.  
  Po chwili trzasnęły drzwi łazienki. Tkwiła tam ponad kwadrans, w końcu Frank ponownie wtargnął do pomieszczenia.
  – Laura, co się dzieje? Wyjdź.    
  – Za chwilę – mruknęła, pociągając nosem.
  Po kilku chwilach wyszła i stanęłą przy zlewie, aby przemyć twarz. Ręce telepały jej się na wszystkie strony, o bólu całkiem zapomniała. Jak wyszła z toalety, zatrzymała ją Amber, która najwyraźniej na nią polowała.
  – Wnioskuję, że już wiesz, co się stało. Radzę nie zwierzać się policji, bo twój brat skończy tak samo – rzuciła beznamiętnie. – A co do naszych spraw...? – jak już powiedziałam – jeszcze porozmawiamy – dodała i odeszła, zostawiając zatrwożoną nastolatkę w korytarzu.
  Przerażona dziewczyna wróciła do kuchni.
  – Co się stało? – zapytał od razu.
  – Nic, musiałam chwilę ochłonąć.
Chłopak dobrze wiedział, co się dzieje, lecz nie zdążył zacząć przesłuchania, bo rozległ się dzwonek przy barze. Zaraz miał kartkę w ręku.
  – Mała, zrobisz frytki? Muszę zrobić sosy w trybie natychmiastowym, choć Matt jest od tego specem – wydusił. Słowa kołkiem stawały w gardle.
  –Tak. Ile?
  – Sześć.
  Włączyła urządzenie i Frank podał jej mrożonkę. Tępo gapiła się w światełko i cały czas nachodziły ją coraz bardziej przerażające myśli – to o bracie, to o skatowanym kumplu. Nie zauważyła nawet, że dioda zmieniła kolor.
  – Mała, obudź się – pogładził ją po policzku
  Chwyciła ziemniaki i naładowała cały kosz. Zawisła nad urządzeniem, starając skupić się na pracy, lecz mimowolnie przychodziły jej do głowy coraz to okropniejsze rzeczy. Oczami wyobraźni widziała już, jak kopią jej brata, który leży nieprzytomny i zalany krwią, i mimo najszczerszych chęci, za nic nie mogła odpędzić od siebie tego uporczywego obrazu. Do tego słowa: "w stanie krytycznym”, totalnie dobiły nastolatkę. Od razu zaczęły się rozmyślania: że Matt nie żyje; że Amber nie żartuje i robi się coraz bardziej nieobliczalna; że zna jej adres, a Travis często wychodzi z domu”. Zrozumiała, że jeśli nasłała na Matta kolegów, którzy o mało go nie zabili, to może posunąć się do wszystkiego. Jeżeli za razy, które dostała, tak skopali chłopaka, to co im każe zrobić z zazdrości o faceta...
  – Laaaura!!! – wrzasnął nagle Frank, wyjmując koszyk, w którym ziemniaki wysmażyły się już na ciemny brąz.  
  – Przepraszam – wycedziła zakłopotana brunetka.
  – Idź, napij się czegoś, sam usmażę – oznajmił, wywalił frytki do kosza i wrzucił następne.
  Nie sprzeciwiała się. Szczerze mówiąc – miała wszystko w dupie. Usiadła na krześle z boku stołu, z miną skazańca. W głowę nadal świdrowały te same, niewdzięczne myśli, które z każdą sekundą robiły się coraz brutalniejsze. Potem widziała już pobitego Franka, siebie, matkę, żółty samochód sprzed domu i rozbitą szybę. Do tego przypomniał jej się przyjemny dotyk kumpla z pracy, a po nim słowa: "radzę oglądać się za siebie”. Nie stąd, ni zowąd wymyśliła sobie zdanie, wypowiadane przez matkę: "Travis nie żyje”.  
  Kompletny mętlik opanował jej głowę, jedna myśl goniła drugą, każda gorsza od poprzedniej.  
  – Laura, co z tobą? – ukucnął przed nią. Nie zauważyła nawet, kiedy wydał zamówienie.    
  Nie wytrzymała dłużej.
  – To wszystko przeze mnie! – rzuciła, na powrót uderzając płaczem.
  – Co przez ciebie?
  – Amber przyczepiła się do mnie w szatni i Matt stanął w mojej obronie. Na pewno za to go pobili! – rozpłakała się jeszcze bardziej.
   – Mała, ja dobrze wiem, czyja to sprawka. Nic nie jest przez ciebie. Czy to ty ją zaczepiłaś? Nie widziałem zajścia, ale Matt jest porywczy i być może trochę przesadził. Lecz to nie usprawiedliwia tej wywłoki, za daleko się posunęła. Musisz powiedzieć o tym policji.
   – Nie! – spanikowała. – I ty też nic nie mów!
   – Laura! Ona musi za to odpowiedzieć.
   – Nie, błagam cię, nic nie mów! Boję się o brata! Proszę cię…! – histeryzowała, zapłakana.
   – Dobrze, uspokój się – przytulił do siebie jej twarz. – Nic nie powiem, załatwimy to inaczej.
   – Nie, nic nie załatwiaj!  
   – Spokojnie, nikt się o niczym nie dowie, zwłaszcza Amber. Uspokój się już…  
   Zgrała komórka chłopaka. Laurę natychmiast zmroziło.
   – Słucham…? – rzucił brunet i po krótkim monologu dzwoniącego odparł: – Przyjedź do mnie do pracy, nie mam jak wyjść. I kup mi gazetę.
   Rozmówca wygłosił jeszcze kilka słów i chłopak się rozłączył. Spojrzał na czas – 14:32, po czym ponownie przytulił brunetkę, która nadał szlochała.
   – Mała. Przestań już, bo sam się zaraz rozpłaczę. Mattowi nic nie będzie, to twardy zawodnik. Nie raz już oberwał – uspokajał roztrzęsioną dziewczynę.  
   Włączył wodę i zasypał kawę. Spojrzała na niego karcąco.
   – Frank, ty wcale nie spałeś. Nie piłbyś tyle kawy.
   – Nie spałem, ale zasnąłem, jak przyszłaś w nocy. Było po trzeciej, więc spałem około pięciu godzin. Jesteś cieplutka – uśmiechnął się, ale pannie nie było do śmiechu, nadal siedziała, obojętnie gapiąc się w podłogę.  
   Amber weszła do kuchni i włączyła frytkownicę, po czym obcesowo spojrzała na Laurę. Widoczne było zadowolenie na jej twarzy. Frank natychmiast wstał, chwycił ją za fraki i poprowadził przed siebie.
    – Nie masz wstępu do tej kuchni – oznajmił, wypchnąwszy ją agresywnie przez wyjście na salę.
   Zaraz wychylił się przez wnękę.
   – Ile porcji?!
   – Dwanaście. Cztery sosy paprykowe i osiem czosnkowych!
   Czerwonych było sporo, ale białych tylko dwa, więc musiał dorobić. Rzucił frytki koło urządzenia, chwycił majonez, czosnek i stanął obok frytkownicy.
   – Ja zrobię, nie rozerwiesz się przecież – powiedziała nastolatka, stając przy chłopaku. – Już nie spalę – mruknęła.
    – Ok.
   Starała się wyłączyć i skupić tylko i wyłącznie na urządzeniu. Słowa Franka: "To twardy zawodnik” trochę podniosły dziewczynę na duchu, ale było to znikome pocieszenie. Do do tego głowa zaczęła ją boleć od tego natłoku myśli. Zaświeciło się zielone światełko i Laura wrzuciła ziemniaki, ale zaraz zwróciła się do przyjaciela:  
   – Frank. Tych frytek jest chyba za mało?
   Spojrzał w koszyk.
   – Pewnie, że za mało – uśmiechnął się i przyniósł z chłodni nową torbę, którą otworzył i położył przy 18-latce.
   – Dzięki – bąknęła i dorzuciła ziemniaków, zapełniając cały pojemnik.
   Za niedługo przekąska była już złota i dziewczyna wyciągnęła sitko z tłuszczu. W chwili obecnej wydawało jej się ono wyjątkowo lekkie. Chłopak już przetarł kilka ząbków czosnku, które rozprzestrzeniły się zapachem po całej kuchni. Intensywny aromat, w połączeniu ze zdenerwowaniem sprawiły, że Laurze w końcu zrobiło się niedobrze. Chłopak zauważył jej dziwną minę.
   – Nie lubisz czosnku? Przecież jadłaś sos Matta.  
   – Drażni mnie ten zapach.
   – Nie wiem, jakie byłoby życie kucharza, gdyby czosnek nie istniał. No i smak potraw… nie byłoby go – uśmiechnął się i szerzej pootwierał wszystkie okna. – Idź, usiądź przy oknie, zaraz się wywietrzy – powiedział i zabrał się za zapełnianie pojemniczków.  
  Ulokowała się przy stole.
  – Mała! Włącz jeszcze raz wodę i zalej mi kawę. Zapomniałem o niej! – krzyknął i Laura zaraz to zrobiła.
    W okamgnieniu zamówienie było gotowe – chłopak ruszał się w kuchni błyskawicznie. Nagle rozbrzmiał z wnęki głos barmana:
  – Frank, ktoś do ciebie!
  23-latek wyjrzał na salę i krzyknął:
  – Chodź do kuchni!
  Po chwili w pomieszczeniu pojawiła się Becky, która uścisnąwszy brata, przywitała się z Laurą.
  – Siadaj – 23-latek dał jej krzesło. – Chcesz kawę?
  – Jak masz mleko, to chcę, ale słabszą.
  Po chwili Frank wręczył jej kubek z ciemnym płynem, mleko i cukier.  
  – Jak się czujesz? – zapytała przybyła. – Matka jest wściekła, pożarła się ze starym i spała w salonie. Darli się pół wieczoru.
  – Dobrze. Mam kilka garów i dwie patelnie, – żyć, nie umierać... – zaśmiał się ironicznie. – Jakbym miał jeszcze żaroodporne naczynie lub brytfankę, byłbym w siódmym niebie!
  – Trzymaj. Matka rano mi dała i powiedziała, że masz wziąć – podała bratu kilkanaście studolarowych banknotów. – Mówiła też, że jak będzie w mieście, to przeleje ci a konto trochę kasy, żebyś mógł jako tako urządzić to mieszkanie. O której kończysz? Może pojedziemy razem coś kupić?
  – Po pracy muszę jechać do szpitala, ktoś wczoraj skopał Matta. Kim panikuje, muszę z nią pogadać – znów mu mina zrzedła.
  – Jak to: "skopał”? Za co?  
  – Jest tu jedna zadziorna suka, z którą nie był w najlepszych stosunkach. Prawdopodobnie ona go tak urządziła. Widziałaś ją pewnie przy barze – poinformował chłopak i od razu spojrzał na młodszą z dziewczyn – jej wyraz twarzy prezentował się bardzo unikalnie.
  – Mała, wyluzuj już – wziął ją za rękę.
  – Wszystko ok, po prostu głowa mnie boli – odparła nastolatka i nie kłamała – głowa pękała w szwach.
  Chłopak podniósł się z krzesła i ruszył do apteczki.
  – Nie ma żadnej tabletki! Pójdę, zobaczę na barze! – krzyknął i wyszedł z kuchni.
  – Wszystko w porządku? – zapytała Becky, widząc przybitą minę znajomej.
  – Tak.
  – Mam do ciebie prośbę. Przebywasz z Frankiem prawie cały dzień, jakbyś zauważyła, że coś złego się z nim dzieje, zadzwoń do mnie, ok? – poprosiła, dając Laurze karteczkę z numerem. – Ma doła za tą knajpę, czekał na nią tyle czasu. Martwię się o niego.
  – Nie ma sprawy, zadzwonię – brunetka się uśmiechnęła... siostra chłopaka wpływała na nią bardzo pozytywnie. – Nie rozumiem tylko jednego...? Dlaczego wasz ojciec w ogóle dał na ten remont, jeśli teraz dąży do tego, żeby to wszystko nie wypaliło? – wyjechała bez ogódek.
   – Nie mam pojęcia. Może miał nadzieję, że Frank zmieni zdanie co do pełnienia funkcji w tej restauracji, albo chciał pokazać, że go stać. Nie wiem, co się z nim stało? Jest chirurgiem i odkąd kilka lat temu zmienił szpital, zrobił się strasznie przemądrzały.
   – Widzę, że coraz lepiej się dogadujecie. To miło! – rzucił nagle chłopak i dał Laurze tabletkę. – Nie było w apteczce, skoczyłem do sklepu.
  Nastolatka podziękowała i popiła lek.
  – Na wynos! – zagrzmiał Jack.
  Frank wziął świstek i włączył sprzęty.
  – Chcesz coś zjeść? – zapytał siostrę.
  – A co masz?
  – Hamburger, cheeseburger, frytki, kiełbaska z grilla, stek, sałatka z kurczaka, kurczak w panierce, kulki ziemniaczane. Nie za duży wybór, ale sama widzisz, co to za miejsce.... – żałosne! Kupiłaś mi gazetę? – zapytał, wyciągając bułki z szafki.
  – Tak, ale zapomniałam wziąć z samochodu. To zrób mi kanapkę z serem i frytki, ale nie dużo. Będę miała lunch z głowy – uśmiechnęła się.
  Laura się podniosła i podeszła do bruneta.
  – Ja zrobię frytki.
  – Posiedź, pogadaj z Becky, niech głowa przestanie boleć. To tylko cztery porcje. Też  
coś zjesz?
  – Nie.
  – Siadaj, raz dwa to zrobię – powiedział, wrzucając kotlety na płytę.
  Operację z kanapkami wykonał w trybie natychmiastowym i po chwili odezwały się zanurzane w oleju frytki.
  – Szybko mu to idzie – oznajmiła Becky.
  – Wiem – 18-latka wreszcie się uśmiechnęła.
  – Jak twoja ręka?
  – Trochę lepiej, ale boli.  
  – Zagoi się. A co z Mattem, wiecie coś więcej? – zapytała i Laura znowu się zdołowała.
  – Nie wiemy, Frank się potem dowie.
  – Co się stało? – spytała Becky, zauważywszy minę koleżanki.
  – Nie, głowa mi doku...
  Nagle rozległ się brzdęk tłuczonego naczynia.
  – Kuuur...! – wrzasnął chłopak.  
  Jeden z talerzy spadł na ziemię i pękł na trzy większe części i kilka drobnych odłamków. Brunet zapakował jedzenie, zaniósł na bar i wziął nowy talerz. Po chwili postawił przed siostrą cheeseburgera i sporą garść frytek.
  – Dzięki, braciszku. Ile się należy?
  – Wszystko już zapłacone – mruknął i ruszył sprzątnąć pobite naczynie.
  Amber weszła do kuchni.
  – Chyba ci powiedziałem, że nie masz tu wstępu! – huknął Frank, nie odrywając się od zamiatania.
  – Spieprzaj!
  Chłopak wstał i ponownie wyprowadził ją za fraki, trzymając prawie w powietrzu.
  – Widzę, że też chcesz się doigrać – zagroziła i zniknęła.
  Brunet się tylko uśmiechnął i wznowił przerwaną pracę. Laura momentalnie zdenerwowała się tekstem oponentki. Frank skończył porządki i usiadł koło dziewczyn.
  – Czemu ją zaczepiasz?! Nie odzywaj się do niej! – wyskoczyła rozgorączkowana nastolatka.
  – Spokojnie. Ona mnie nie ruszy, zapewniam cię – chwycił jej za rękę i spojrzał na siostrę. – Pamiętasz laskę, o której opowiadałem ci, jak byłaś we Włoszech? Właśnie ją poznałaś – oznajmił, wskazując głową wyjście z kuchni.
  – Nieciekawie wyglądająca panienka – zaśmiała się Becky, przeżuwając kanapkę.
  Frank spojrzał na zegarek – 16:02.  
  – Idź po tą gazetę – poprosił siostrę.
  Przyniosła prasę i oznajmiła:
  – Spadam. Jak będziesz chciał jechać po jakieś zakupy, dzwoń. Dzięki za żarcie – ucałowała go w policzek.
   – Trzymaj się – uśmiechnęła się do Laury i zaraz jej nie było.
   Frank wyjął pieniądze, które mu dała i przeliczył – tysiąc dwieście dolarów.
   – Skąd ta pewność, że cię nie ruszy? Widzisz, na co ją stać – Laura od razu wznowiła temat.
   – Stąd, że nadal mnie kocha. Do kogo będzie wzdychać, jak położy mnie do szpitala? – zaśmiał się chłopak.
   – Jasne, śmiej się! – zagrzmiała brunetka, pałając gniewem.  
   – Mała, czemu się tak denerwujesz? Nic się nie stanie, obiecuję – przytulił ją mocno, po czym chwycił gazetę. – Zobaczmy – otworzył ją i zaczął szukać strony z ogłoszeniami.
   – Ile ty w ogóle tu zarabiasz? – zapytał.
   – Sto sześćdziesiąt dolców tygodniowo.
   – To jeszcze nie najgorzej, bo praca nie jest ciężka, ale szkoda twoich nerwów na tak śmieszną sumę. Ja dostaję dwieście czterdzieści tygodniowo, ale odliczając teraz mieszkanie, zostaje trzysta sześćdziesiąt na życie; opłacę rachunki, zatankuję, to może stówa na żarcie mi zostanie. W końcu schudnę – roześmiał się z rezygnacją w głosie.
   – I jeszcze chciałeś jeść w restauracji!  
   – Jakbyśmy raz zjedli, świat by się nie zawalił. Poza tym matka mi pomoże – odparł i wrócił do ogłoszeń.

2 406 czyt.
100%82
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 5854 słów i 34470 znaków, zaktualizowała 5 lut o 12:53.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 6 lutego

    Niedobrze, Matt tak pobity, oj Amber zaczyna przekraczać granice. Frank się nie martwi, dziwnie spokojny o siebie.

  • Lili797

    Lili797 · 3 cze 2016

    Cudo. Szkoda mi Mata mam nadzieję że wyliże się i da popalić tej suce????