Szare istnienie - zmiany #14

Szare istnienie  - zmiany #14

– Hej, czarnulka, ależ jesteś ładna, wiesz? Twoja koleżanka, chociaż trochę brzydsza, też niczego sobie, więc nie rozumiem, co tu robicie z tymi frajerami – wypaplał chamsko, obejmując ramię dziewczyny.
Laura mimo strachu natychmiast zdjęła z barku jego rękę. Pozostali właśnie pojawili się obok, z których dwójka dosiadła się do Darrena i Emmy, trzeci natomiast zajął miejsce obok Patricka.  
– Ej, nie wstydź się, jestem miłym facetem – kontynuował koleś, wracając ręką na ramię.
Teraz Laura przestraszyła się już nie na żarty, lecz nagle Patrick, nadal zachowując pełnię spokoju, chwycił kończynę nieznajomego i zdjął ją z dziewczyny. Zupełnie zaskoczony intruz wybałuszył oczy, po czym agresywnie wstał i szarpnąwszy chłopaka za koszulkę, zrzucił go z ławki.
– Lej go – rzucił siedzący obok Emmy, łysy typ.
Pewny siebie napastnik chciał kopnąć Patricka, lecz nagle stało się coś niespodziewanego – chłopak chwycił go za nogę i mocnym szarpnięciem powalił na ziemię, po czym błyskawicznie wstał.
Typek także momentalnie się podniósł i wlepił w Patricka zaskoczony wzrok.
– Nie szukaj zwady – rzekł blondyn, cofając się i wystawiając przed siebie rękę, lecz koleś tylko szyderczo się zaśmiał i ruszył na chłopaka.
Doskoczył do niego jednym susem i wymierzył cios, Patrick jednak zgrabnie się uchylił i po chwili znów stał w pionie, teraz już lekko uśmiechając się pod nosem.
– Kurwa! – poirytowany koleś ponownie rzucił się na blondyna, ten jednak bez najmniejszych problemów wykręcił jego rękę i sekundę później typek znów leżał na ziemi, przyduszony kolanem.
I wtedy rozpętało się piekło. Koledzy widząc, że kumpel sobie nie radzi i zostaje z chwili na chwilę coraz bardziej poniżany, zerwali się z miejsca i we trójkę natarli na Patricka. Laura zamarła, lecz najwidoczniej nie miała powodu do obaw, bo kilka chwil później pozostała trójka także leżała już na ziemi. Wszystko potoczyło się tak szybko, że dziewczyna nie wyłapała nawet, który dostał z pięści, z który z nogi, i tak dalej, blondyn poradził sobie z nimi w okamgnieniu.
Przyjaciółki aż pootwierały usta, zszokowane niespodziewanym obrotem spraw. Laura spojrzała na Darrena – uśmiechał się dyskretnie.
– Chodźmy stąd – nad głową brunetki zawisł Patrick, wyciągając rękę w kierunku nastolatki.
– Dobrze gadasz, zbijajmy stąd, zanim zrobisz komuś krzywdę – zaśmiał się Darren i także wstał.
Dziewczyny bez dyskusji podniosły tyłki i ruszyły z nimi w kierunku pubu, zostawiając za plecami leżących wciąż na ziemi, ogłuszonych agresorów.
„Ciekawe, jakby sobie Jimmy z nim poradził, mądrala?” – pomyślała nagle Laura, radując się do siebie.
– Ej, co to było… to fajne coś? – zaczęła w końcu wesoło Emma, patrząc z niedowierzaniem na Patricka.
– Ostrzegałem – uśmiechnął się chłopak. – Chyba powinniśmy wezwać policję, wy zapewne nie jesteście pierwszymi, które zaczepili. Trzeba zrobić z nimi porządek, bo inne laski mogą nie mieć tyle szczęścia, z takimi gnojami lepiej krótko – rzekł z powagą blondyn.
– Nie! – zaprotestowała natychmiast Laura, lecz zaraz ugryzła się w język zrozumiawszy, że niepotrzebnie krzyknęła.
– Dlaczego? – zapytał zdziwiony Darren.
– Bo nie. Zresztą… musimy już iść. Sorry – wydusiła, chwyciła Emmę pod rękę i zaczęła odciągać od chłopaków.
– Poczekaj! – przyjaciółka po kilku krokach agresywnie się zatrzymała. – Kurde, Skrzacie, co ty odpierdalasz? – syknęła wzburzona.
Laura oniemiała, kumpela ostatnio powiedziała tak do niej dobre cztery lata temu. Laura nigdy nie lubiła tej ksywki. Przydomek powstał od płochliwego, nieśmiałego charakteru dziewczyny, lecz nie przyjął się w towarzystwie, jedynie Emma go używała, zazwyczaj robiąc to, gdy chciała podrażnić się z kumpelą lub zrobić jej na złość.
– Laura – blondynka potrząsnęła przyjaciółką, gdyż ta nie odpowiadała.
– No co, chcesz gadać z policją? – fuknęła Laura. – Jakbyś nie wiedziała, jesteśmy na gigancie… z przestępcami – uśmiechnęła się z przekąsem, określenie, jakiego właśnie użyła, wywołało u niej nie lada radość.
– Nie, ale nie zachowuj się jak nienormalna, dobrze? Pójdę, pogadam z nimi – oznajmiła Emma i poszła, a raczej lekko pokiwała się w stronę chłopaków, którzy zdezorientowani całą sytuacją stali nieopodal i gapili się na przyjaciółki jak na zjawisko.
Laura bacznie ich obserwowała i po chwili poczuła ulgę, widząc, że faceci nie są chyba zniesmaczeni jej zachowaniem, o czym świadczyły przyjazne, kierowane do Emmy uśmiechy. Raz po raz patrzyli też na Laurę, śmiejąc się od czasu do czasu,  w końcu Emma zakończyła rozmowę i ruszyła w drogę powrotną.
– Do zobaczenia, piękna! – krzyknął Patrick. – Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy! Liczę na to! I nie władujcie się w kłopoty! – dodał ciepło, po czym wykręcił się na pięcie i zniknął z kumplem w taksówce, która się przed nimi zatrzymała.
– I co? – zapytała od razu Laura.
– Nic.
– No jak to nic? Nic nie powiedzieli? Gadałaś z nimi pięć minut.
– Nie, na temat policji nie mówili nic, ale widziałam po ich twarzach, że nieźle im dowaliłaś. To było nieco podejrzane, więc powiedziałam, że dlatego tak zareagowałaś, bo jesteś niepełnoletnia, a piłaś. No i podziękowałam za ratunek –zachichotała Emma.
– Moja dzielna, pomysłowa dziewczynka! – zapiała Laura, mocno uściskawszy przyjaciółkę.
Wyluzowała już po niemiłym spotkaniu z opryszkami i durny poalkoholowy humorek powrócił.
– Co robimy? – zapytała Emma.
– Nie wiem, ale może nie stójmy tu, co? – odparła Laura, gdyż znowu sterczały na widoku, choć teraz alkohol nieco zagłuszył obawy.  
– Wracamy?  
– Chyba jestem trochę…. ostro podpita, i co powiemy? Będzie dym – ucieszyła się brunetka.
– A jednak się boisz… Skrzacie – rzuciła radośnie Emma.
– Spierdalaj!
Blondynka głośno się zaśmiała, lecz po chwili chwyciła rękę przyjaciółki.
– Wracajmy, nic tu po nas.
Laura nie protestowała, więc obie ruszyły w kierunku domu Jimmy’ego, trzymając się za ręce jak stare dobre małżeństwo.



– Dziwnie cicho – szepnęła, a raczej zachichotała Laura, przystawiając ucho do drzwi.
Nie postały długo, po chwili z drugiej strony rozległo się piszczenie i drapanie. Piesek już wyczuł dziewczynę i zaczął wariować, wydając kosmiczne dźwięki.
– Miko! – usłyszeli w głębi domu i za moment drzwi się otworzyły i stanął w nich gospodarz.
Dziewczyny spojrzały na niego i jego dziwną minę, po czym spojrzały po sobie i parsknęły głośnym, debilnym śmiechem.
Miko wszczął atak i gdyby Laura nie zareagowała i w porę nie zaparła się nogami, zjechałaby po schodkach plecami.
– Miko, no… już – rżała, starając się uwolnić od psa, który skacząc w górę, usiłował ją "uściskać". – Jimmy, weź go – ledwo wydusiła, targana niepohamowaną radością.
Chłopak jednak nie zareagował, tylko odwrócił się na pięcie i zniknął we wnętrzu domu, zostawiając otwarte drzwi.
– Patrz, obraził się – zapiała Laura, chwytając w końcu psa za obrożę i sprowadzając do parteru.
– Masz pozamiatane – oznajmiła Emma, nie ustępując przyjaciółce w wesołości.
Widząc minę bruneta dziewczyny ogarnęła olbrzymia radość, której za nic nie mogły opanować.
– Długo będziecie tam stały na przypał?! – usłyszały nagle kwaśny głos Susan, lecz i to nie wpłynęło na ich zachowanie, rżały nadal.
– Uspokój się, idiotko, rozśmieszasz mnie – Laura odepchnęła koleżankę.
– Chodźmy.


– No przecież… To było do przewidzenia – rzuciła Sue, która nie potrafiła jednak utrzymać powagi i lekko wygięła usta. – Mówiłam, że chlają? – spojrzała na Jimmy’ego.
Przyjaciółki zastygły w progu i milczały, dusząc się w środku ze śmiechu. Miko już odpuścił i legł obok Susan. Jimmy polał po kolejce i szybko wypił swoją.
– Gdzie byłyście? – zapytał wreszcie; dało się wyczuć w jego głosie niemały gniew, ale i ulgę.
– W knajpie, spotkałyśmy znajomych ze szkoły – zachichotała Emma.
– I co? Długo tak będziecie stać? – zapytała Sue.
Obie natychmiast usiadły. Cieszyły się nadal, lecz starały się unikać wzroku starszych znajomych.
– Kurwa, Em, masz do mnie numer, nie mogłyście zadzwonić? – zbeształ Jimmy, lecz z wolna zaczynał wrzucać na luz.
– Zapomniałyśmy – odparła nastolatka, robiąc głupią minę.
– Kurwa, zapomniałyście?! – Jimmy nagle podniósł głos. – Do chuja ciężkiego, ten gnój łazi nie wiadomo, gdzie, a wy zapomniałyście? Laura, co z tobą?! – grzmiał, wgapiwszy się w ukochaną.
– Opanuj się – wtrąciła szorstko Susan.
Laurze humor przeszedł w okamgnieniu.
– Sorry, byłyśmy tu, niedaleko, nie pomyślałyśmy – mruknęła brunetka.
– Tak, nie pomyślałyście, jasne. Już zapomniałaś? – warczał nadal Jimmy, który odpalił się na amen.
– Jimbo! – uniosła się zniesmaczona Sue.
– Co, nagle sobie spacerujesz? – kontynuował cierpko chłopak, jego zachowanie było dość zaskakujące.
– Kurwa, o co ci chodzi? – poirytowana, wspomagana procentami Laura nagle zerwała się z miejsca. – Zresztą wiesz co?! Odpierdol się!
Wściekła się na jego słowa, wertując fakt, że przecież sam zaciągnął ją na te nieszczęsne działki, a teraz zachowuje się, jakby wcale nie był winny, i jeszcze ma jakieś chore pretensje o to, że wyszła sobie na miasto.  
– I jeśli masz się tak zachowywać, to nie zamierzam nigdzie z tobą jechać, rozumiesz?! – wrzeszczała.
– No i dobrze, spierdalaj! – fuknął nabuzowany Jimmy, polewając kolejne kieliszki.  
Kompletnie zaskoczone Sue z Emmą aż otworzyły usta. Laura również osłupiała, migiem się jednak pozbierała i chwyciła smycz.
– Miko, idziemy – syknęła, zapięła psa i szybko skierowała się do wyjścia.
– Młoda! – krzyknęła zdezorientowana Susan, lecz odpowiedzią było jedynie głośne trzaśnięcie drzwiami.
– Łap ją – warknęła do przyjaciela.
– Nie!

510 czyt.
100%82
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1758 słów i 10427 znaków, zaktualizowała 10 sty o 11:07

Komentarze (2)

 
  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 10 stycznia

    Wooow, to się porobiło  

  • AnonimS

    AnonimS 10 stycznia

    "Goń ją.." ech masz Ty pomysły. Od razu mi przyszło do głowy sama/sam się goń.   . W sumie małolata idzie na całość, ciekawe dokąd to.ją zaprowadzi..