Szare istnienie #92

Szare istnienie #92

Laurze odebrało mowę, a Frank chwilowo oderwał się od gniecenia kolorowego pieprzu, kierując wzrok na obie dziewczyny. Brunetka siedziała i na szybkiego przetrawiała pytanie koleżanki, takiego wyskoku zupełnie się nie spodziewała.
– Jak to "weźmiesz”? – wyjechał chłopak. – Przecież ona nie doszła jeszcze do siebie, poza tym ma matkę, brata… Jak to "weźmiesz”? – syknął na Bogu ducha winną Jenny.
– Ok, nieważne, to było głupie pytanie – mruknęła młoda kobieta i wstała, aby uzupełnić braki w swojej szklance. – Zawiozę go do ciotki, tam nikomu nie będzie przeszkadzał – dodała, z wyraźnym rozgoryczeniem.
– Do ciotki? – Laura odzyskała mowę.
– Tak, mieszka na małej farmie, na kompletnym zadupiu. Tam sobie może śpiewać do upadłego, chyba, że w końcu Gloria się wkurzy i weźmie na niego łopatę – zaśmiała się Jenny, bez cienia radości.
Laurę natychmiast naszły wyrzuty sumienia. Wiedziała, że to jej wina, przecież to ją zabrali z ulicy, zaopiekowali się nią i to w ten sposób piesek ją poznał.  
Miko odkleił się od brunetki i położył na podłodze, przy samych jej nogach.
– Skoczę do łazienki, dobrze? – nastolatka spojrzała na Jenny.
– Jasne, co to za pytanie? – odparła gnuśnie dziewczyna.
Laura wolno się podniosła, a Miko oczywiście razem z nią. Uśmiechnęła się. Piesek grzecznie odprowadził ją do toalety, po czym przyprowadził z powrotem i legł w tym samym miejscu, kładąc się plackiem na boku.
– Musiałabym pogadać z matką – rzekła nastolatka i wyraz twarzy Jenny automatycznie się zmienił, Franka również.
– A jeśli się nie zgodzi?
– Zgodzi się. Kiedyś mieliśmy psa, ale wpadł pod samochód. Travis nie domknął bramki w ogródku, wybiegł za nim i tyle. Był wariatem i jak już biegł, to gdzie popadnie, nie patrząc na nic – oznajmiła Laura, smutnym tonem.
– Jak miał na imię? Był duży? – dopytywała Jen.
– Scrap – odparła nastolatka, głośno się zaśmiawszy. – Duży, jak Miko, i cały rudy. Był świetny i tak samo ruchliwy, jak wasz – na twarzy brunetki zakwitł nieznaczny uśmiech. – Travis skądś go przywiózł, ktoś go chyba wyrzucił.  
– A dlaczego takie śmieszne imię? – Jenny się rozpogodziła.
Frank skończył znęcać się nad mięsem i usiadł obok dziewczyn.
– Miał około trzech miesięcy, jak do nas trafił. Był przezabawny i przezabawnie też niszczył wszystko na swojej drodze – zaśmiała się brunetka. – Travis go tak nazwał. Na początku była draka o to imię, bo matka orzekła, że to pośmiewisko, ale mi i Travisowi się podobało, poległa więc z kretesem.
– Może trzeba było nazwać tak też Miko? On także miał skłonności iście destrukcyjne, dywan w salonie to już trzeci z kolei, choć dupek ma dopiero dwa lata – rzekła Jennifer.
– Ja nie rozumiem, dlaczego tak postanowiłaś załatwić sprawę – wtrącił się szorstko Frank, patrząc krzywo na 18-latkę. – No dobrze, załóżmy, że jej matka się zgodzi, ale co dalej? A nie pomyślałaś, że to chwilowe fanaberie? A co będzie, jeśli pobędzie u ciebie dzień, dwa i zacznie wariować, bo będzie tęsknił?
Jenny milczała.
– Dobrze, zobaczymy – odrzekła Laura.
– Mała, ja nie uważam, żeby to był dobry pomysł, przecież nie doszłaś jesz…
– Kurwa, przestań już marudzić!!! – zagrzmiała nagle nastolatka. – Wciąż ci coś nie pasuje, ciągle masz o coś pretensje i bez przerwy jesteś niezadowolony! A to nie mogę wypić drinka, to nie mogę wziąć psa, a niedługo też pewnie nie będę już nawet mogła sama pójść się wysrać! Mam tego powyżej dziurek w nosie, rozumiesz! Zamierzasz już od zawsze decydować o moim życiu?! – darła się diabolicznie, poniosło ją dokładnie.  
Miko podniósł głowę, ale zaraz położył ją z powrotem. Frank osłupiał, robiąc nadzwyczaj niepojętą minę. Totalnie zaskoczony jej atakiem nie odezwał się ani słowem, patrzył tylko na ukochaną, nie dowierzając w jej zachowanie.  
– Jeszcze jednego? – zapytała Laurę Jenny, chcąc jak najszybciej zmienić klimat.
Frank już nie skomentował. Laura nie odpowiedziała, tylko podsunęła pod nos gospodyni swoja pustą szklankę. Spojrzała na bruneta – nadal miał bardzo osobliwy wyraz twarzy, wyglądał niemal, jakby chciał się gdzieś schować. Jennifer zrobiła dziewczynie kolejnego drinka i usiadła na miejsce, chłopak natomiast wstał.
– Już chcesz te steki? – wymamlał do byłej.
– Laura? – Jen spojrzała nastolatkę.
– Nie jestem głodna.
Brunetce całkowicie przeszła chęć na jedzenie, wkurzyła się na medal.
– Przecież nic nie jadłaś, a bierzesz lekarstwa. Musisz zjeść śniadanie – stwierdziła Jennifer najłagodniej, jak umiała.
– No dobrze, zjem.
– Ok, to rób, a ja zaraz zrobię frytki. Mogą być? – spojrzała kolejno na oboje.
Laura pokiwała głową i znów zamoczyła usta. Mimo, że była jeszcze dość mocno osłabiona, alkohol w tej chwili nie działał na nią ani trochę. Siedziała zła, a krążący po jej głowie lęk o przyjaciółkę tylko wzmagał rozdrażnienie. Nagle zazgrzytał klucz i Miko jak szalony zerwał się z miejsca.
– Znowu? – mruknęła zdziwiona Jennifer.
David pojawił się w kuchni po chwili.
– Cześć – uśmiechnął się szeroko do Laury i podał rękę kumplowi. – Co tam pichcisz? – przelotem spojrzał na mięso, po czym otworzył lodówkę, wyjął z niej puszkę mrożonej herbaty i usiadł obok Laury.
– Znowu wcześniej skończyłeś? – zapytała natychmiast Jenny.
– Nie, mam tylko pół godziny – odparł. – Jak się czujesz? – zapytał nastolatkę.
– Lepiej.
– Widzisz? – wskazał głową psa. – Już stąd nie wyjdziesz – zaśmiał się. – Gadałaś z Jen?
– Tak.
– I co?
– Nie wiem, muszę porozmawiać z matką.
– Laura, jeśli to kłopot, nie było tematu. Nie musisz robić niczego na siłę. Szkoda mi go oddać, bo bardzo go lubię, ale widzisz, co się dzieje. Nie rozumiem, zupełnie nie łapię, co mu się stało – rzekł chłopak.
– Zwierzaki mnie lubią – Laura się uśmiechnęła.
– Dobrze, lubienie, lubieniem, ale on kompletnie sfiksował.  
Nie odniosła się już do tego podsumowania.
– Nie powinnaś pić – David wskazał szklankę. – Brałaś tabletki?
– Tak, jedną. I to tylko jeden – tłumaczyła się nastolatka.
– Mam nadzieję.
– Jeden… – mruknął pod nosem 23-latek, lecz David tego nie słyszał.
– Kotku, zjesz mój? Frank zrobi mi drugi – zapytała Jenny, wskazując steki.
– Nie, zaraz spadam, poza tym przed chwilą jadłem.
Gospodyni włączyła ogromną frytkownicę i wyjęła z zamrażarki czerwono-żółte opakowanie, a Frank właśnie wrzucił mięso na patelnię grillową. Syknęło miłym dla ucha odgłosem.
– Długo się je smaży? – zapytała Jennifer.
– Zależy, jak kto lubi. Mała, jaki chcesz?
– Obojętnie.
– Przecież wolisz wysmażone – stwierdził, dobrze pamiętał imprezę w swoim ogrodzie.
Jego głos nadal nie brzmiał naturalnie, nie patrzył też na dziewczynę.
– Zrób, jaki uważasz, wiem, że i tak będzie smaczny – bąknęła brunetka, z której złość powoli uchodziła.
– Dobra, będą średnio wysmażone, około dziesięciu minut – poinformował byłą.
– Mogę go wziąć dziś – oznajmiła nagle Laura. Myślę, że fakt dokonany powinien zadziałać lepiej, niż proszenie i przekonywanie, poza tym go zobaczy i to też może pomóc.  
Frank natychmiast spojrzał w jej stronę, milczał jednak.
– Jesteś pewna? To chyba zbyt pochopna decyzja – rzekł David.
– Będzie dobrze, moja matka to równa babka. No i też lubi zwierzęta, myślę, że wszystko będzie w porządku. Nie uczę się, do pracy na razie też nie chodzę, dogadam się z nią.
Zasyczały wrzucane do oleju ziemniaki.
– Dobrze, jak uważasz, ale w razie problemów nie patrz na nic, tylko przywoź go z powrotem, ok? – powiedział David.
– Myślę, że nie będzie takiej potrzeby – oznajmiła z pełnym przekonaniem nastolatka. – Tylko wy... – zablokowała się.
– Co my?  
– No… nie żal wam go oddać? A Miko? Może to tylko zauroczenie i zaraz mu się odwidzi? – zaśmiała się.
– Żal, ale co możemy zrobić? Laura, mówię ci, żebyś widziała, co on wczoraj wyprawiał…? Szkoda mi psa. Tęsknił za tobą, jak wariat, nie chcę, żeby się męczył. Do Glorii na pewno nie pozwolę go zawieźć. Nie, żeby było mu tam źle, bo to świetna osoba i dbałaby o niego, ale on jej nie zna i pewnie byłoby jeszcze gorzej – wyjaśnił David i wstał. – Dobra, muszę spadać. Będę około czwartej – poinformował żonę, dając jej całusa. – Nie żegnam się, może się jeszcze spotkamy – rzekł do gości, uśmiechnąwszy się szeroko i zaraz go nie było.  
"Kurde, on ją tak kocha, a ona…?” – pomyślała od razu Laura. "A Frank? Co za dupek, przecież to jego kumpel” – znów się nakręcała.
Nie dano jej jednak rozwinąć skrzydeł irytacji, gdyż na stół wjechał talerz ze stekiem, frytkami i kolorową sałatką. Nie była zadowolona, ponieważ nie była głodna, nie chcąc jednak robić wstydu wcisnęła jedzenie na siłę, kończą przy okazji swojego drinka.
Zjedli posiłek i zmienili miejsce posiedzenia z kuchni na salon. Zbliżało się wpół do drugiej.
– Frank, możesz przynieść mój telefon? – poprosiła nastolatka.
Chłopak bez słowa wyszedł i za chwilę wręczył jej urządzenie.
– Nie naładował się – burknęła.
– A co chciałaś? Miał się naładować przez pół godziny? – odparł chłopak, dość gorzkim tonem.
Laura nie dyskutowała, tylko po raz enty wybrała oba numery Emmy, lecz i po raz enty nagrodzona została zawodem.
– Co się stało? – zapytała Jenny, widząc osobliwą minę koleżanki.
– Też chciałabym to wiedzieć – wydusiła Laura. – Kumpela od wczoraj nie daje znaku życia, martwię się.
– Może gdzieś zaimprezowała?
– Może, to by mnie nie zdziwiło, ale myślę, że zadzwoniłaby. Wczoraj z nią gadałam i coś jest nie tak, i najgorsze jest to, że nie wiem, co? I to, że nie przyszła do nas, przecież dobrze zna się z moim bratem. Nie rozumiem… – Laurą znów zaczął targać niepokój.
– Wszystko będzie dobrze – pocieszała Jenny, wygiąwszy usta w znikomym uśmiechu.
Nastolatka zamilkła. Kilkanaście minut temu głowa przestała dokuczać, teraz jednak znowu zaczęła pobolewać. Ponownie się zdołowała. Lęk o Emmę stawał się coraz większy, przywołując tym samym coraz mroczniejsze myśli i tysiące wizji, których nie mogła od siebie odpędzić.
– Frank, możemy już jechać? Głowa mnie boli – poprosiła w końcu.
– A co z Miko?
– Zabieramy go.
– Na pewno – dopytywał płochliwie.
– Tak.
Para wstała, więc Miko natychmiast zerwał się na równe nogi. Laura znowu się uśmiechnęła, piesek ewidentnie ją rozbawiał, zaskakując zarazem coraz bardziej.
– Poczekajcie, dam wam smycz i kaganiec – rzekła Jenny.  
– Po co mu kaganiec? – zapytała nastolatka.
– Wiem, nie jest potrzebny, ale tak… w razie czego – oparła blondynka.
Zapakowała rzeczy pieska do reklamówki, podziękowali jej za gościnę i chwilę później stali już przy Toyocie. Laura uchyliła tylne drzwi i Miko bez najmniejszych oporów wskoczył na siedzenie.
– Trzymaj, dzięki – powiedziała Laura, oddając Jenny okulary.
– Nie ma sprawy. Laura, jakby co, pamiętaj – nie czekaj, tylko przywoź go, ok?
– Nie będzie problemu – odrzekła brunetka.
Zamieniły jeszcze dwa słowa, wymieniły uśmiechy, Jenny pogłaskała psa i dopiero wtedy Frank przekręcił kluczyk i wyjechał z posesji Ricksów.

Jechali już kilka minut, w końcu Laura przerwała ciszę.
– Frank, przepraszam cię. Nie chciałam się tak wydrzeć, ale czasem jesteś tak upierdliwy, że nawet święty straciłby cierpliwość – rzekła.
– W porządku.
– Nie, nie w porządku, widzę przecież – nie dawała za wygraną, widząc jak na dłoni jego nadal dziwną minę.
– Mała, już ok, każdy ma prawo czasem się wkurzyć.
Wiedziała, że wcale nie jest ok, widząc jednak, że ciągnięcie tej rozmowy na chwilę obecną nie ma sensu, zamilkła. Postanowiła pogadać z nim później.

Jechali w ciszy, dlatego też nie było innej opcji, jak tylko powrót Emmy. I znów pytania: "Gdzie jest, dlaczego nie zadzwoniła, czy jest w domu?”  oraz obawa, czy naprawdę jej nie odbiło i czegoś sobie nie zrobiła.  
– Frank… – mruknęła cichutko, zaczynając czuć się głupio z powodu swojego popisu.
– Tak?
– Przejedźmy się jeszcze raz… ostatni… po mieście, a potem zajedziemy do niej – poprosiła łagodnie.
– W porządku.
Przejechali centrum, kolejny raz sprawdzili skatepark, po czym Frank podjechał pod dom blondynki. Tym razem zaszedł sam, dziewczyna nie chciała zostawiać Miko. Niestety, ponownie zastał zamknięte drzwi.
– To niemożliwe, żeby przez tyle czasu nie wróciła do domu – rzekła Laura, gdy brunet wrócił za kółko. – Zawsze, nawet jak się ostro pożarły, wracała na drugi dzień, a jeśli teraz nie chciała, lub gdzieś baluje, zadzwoniłaby.
– Mała, poczekajmy do wieczora i pojedziemy na policję – uspokajał ją chłopak, którego głos powoli wracał do normy.
– Frank, ale ja naprawdę mam dziwne wrażenie, że ona jest w domu. A jeśli naprawdę coś się stało? – denerwowała się coraz bardziej, przez co ręce zaczęły już lekko drżeć.
– Laura, przestań. Nic jej nie jest, uspokój się – Frank starał się, jak mógł, lecz jego słowa na nic się zdały, dziewczyna była wręcz przekonana, że coś jest nie tak.
Zamilkła i wlepiwszy wzrok w szybę, znów zaczęła wmawiać sobie wszelkie głupoty. Teraz w oczach stanął jej już obraz obraz leżącej w łazience kumpeli, z nadgarstków której strumieniem leje się krew, lub walającej się obok, pustej fiolki, lub jakiegoś innego, koszmarnego narzędzia autodestrukcji. Nie fantazjowała jednak bez powodu, niepokój był całkowicie uzasadniony. Dziewczyna znikała już trzy razy, lecz Laura zawsze wiedziała gdzie jest, lub też Emma znajdowała sposób, aby do niej zadzwonić. A teraz…? Brunetka była już wręcz przekonana, że przyjaciółka mogła zrobić coś bardzo głupiego, w czym tylko utwierdzał ją fakt słyszanego w słuchawce, jej roztrzęsionego głosu. Kumpela kłóciła się z matką od zawsze, lecz nigdy jeszcze nie była aż tak przybita, Laurze do tej pory grzmiał wręcz w uszach jej rozedrgany głos i rozpaczliwy płacz.
– Aaaaaa!!! – krzyknęła nagle na całe gardło i złapała się za głowę, kuląc się na fotelu. Palący, koszmarny ból, który nagle w nią uderzył, niemal rozrywał jej czaszkę. Zawirował cały świat, a duszność w płucach zatkała jej dopływ powietrza.
– Mała, co się dzieje?! – zareagował natychmiast Frank, w mig zatrzymał samochód i nachylił się nad dziewczyną.
Nie dała rady wydusić słowa, rozpłakała się tylko, aby po chwili opuścić ręce i opaść bezwładnie na drzwi.
–Laaaauraaa!!!

1 292 czyt.
100%144
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2595 słów i 15284 znaków, zaktualizowała 23 cze 2017

Komentarze (4)

 
  • aKubek

    aKubek 24 cze 2017

    No Laurka w końcu się pokazała   Tylko co Ty chcesz jej zrobić??

  • zabka815

    zabka815 24 cze 2017

    Świetna część. Wyrobiła się Laura   Czekam na kolejną  

  • Black

    Black 23 cze 2017

    Że co??? Że jak???

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 23 cze 2017

    – Frank, przepraszam cię. Nie chciałam tak się wydrzeć, ale po prostu czasem jesteś tak upierdliwy, że nawet święty straciłby cierpliwość – rzekła

    Czemu ona go przeprasza?! To on ją i Davida powinien na klęczkach błagać o wybaczenie. Ta zdrada mi kurde cały czas w głowie siedzi       

    No i kurde znowu narzekam :/ Ale część mi się podobała, tylko niech Laura w końcu wygarnie Frankowi i Jennifer