Szare istnienie #3

Szare istnienie #3

Za chwilę Laura była w kuchni.  
– Co się stało? – zapytał od razu Travis.
– Oparzyłam się.
– I to chyba nieźle? Jak to się stało?
– Sama nie wiem. Łyżka wyślizgnęła mi się z ręki.
– Mówiłem, żebyś dała sobie spokój z tą knajpą.
– Dobra, przestań już. Nic się nie stało – burknęła i poszła na górę.
Usiadła na łóżku i spojrzała na rękę – bała się tego, co zastanie pod opatrunkiem. Po chwili jednak chwyciła za bandaż i zaczęła go odwijać. Gdy już rozwinęła całość, słabo się jej zrobiło – połowę dłoni pokryły bąble i wyglądały tragicznie. Nie mogąc za bardzo ruszać lewą ręką, z trudem odkręciła tubkę. Nałożyła maść, ale gdy chciała ją rozsmarować, tylko jęknęła z bólu. Najlżejsze muśnięcie było jak katorga. W końcu zacisnęła zęby i rozprowadziła lek po całej powierzchni, łkając pod nosem. Pieczenie było przerażające. Rzuciła tubkę na biurko i walnęła się na łóżko.  
Leżała i cierpiała. Po kilku chwilach poczuła wreszcie lekki, kojący chłód maści. Tkwiła na łóżku, wpatrując się w sufit. Zamknęła oczy. Rozmyślała o tym nieszczęsnym grillu, czując okropną tremę, w końcu zasnęła.
  
  
– Wstawaj!  
Nie kontaktowała zbytnio, więc nie reagowała.
– No rusz się, twój ukochany przyjechał! – poczuła lekkie szarpanie.
To do niej dotarło. Zaspana, podniosła się do pozycji siedzącej.
– Źle to wygląda – oświadczył Travis, podnosząc od spodu dłoń siostry.
– Zostaw! – wyrwała rękę.
Leniwie ruszyła poszła do łazienki. Oparzenie bolało okropnie. Przemyła twarz i wróciła do pokoju. Zegarek wskazywał wpół do siódmej.
– Powiedz, że zaraz zejdę – rzuciła do brata, który po chwili wyszedł.  
Nakładanie spodni jedną kończyną trwało dobre dwie minuty. Koszulki nie zmieniała, uczesała tylko potargane włosy, ponownie nasmarowała ranę i udała się na dół. Travis z Frankiem śmiali się w najlepsze. Dziewczynie wcale nie było do śmiechu, poza tym nie obudziła się jeszcze do końca. Podeszła do nich.
– Przepraszam. Długo czekasz? – zapytała gościa.
– Nie.
– Zaraz wracam.
Poszła do kuchni i wyjęła z apteczki cienki bandaż.
– Travis, chodź tu! – ryknęła na pół domu.
Zaraz do niej przyszedł.
– Zawiń mi rękę.  
– Byłaś z tym u lekarza?
– Tak
– Gdzieś ty wsadziła tą łapę? To nie jest zwykłe oparzenie.
– Mówiłam już! – krzyknęła, poczuwszy bolesny dotyk.
– Przepraszam.
– Dobra, już wystarczy – mruknęła, gdy chłopak zrobił cztery kółka wokół dłoni.
Przykleiła opatrunek i wróciła do salonu.
– Może nie powinnam jechać? Ręka mnie boli – zwróciła się do Franka.
– W domu nie będzie boleć? – szybko ją przytemperował. – Jedziesz z nami? – zapytał Travisa.
– Nie, umówiłem się, ale dzięki.
Wrócił wzrokiem do nastolatki.
– Jesteś gotowa?
– Tak – mruknęła obojętnie.
– Wróć przed 23:00 – rzucił Travis.
– Wróci – odparł Frank.
Za chwilę byli w wozie i chłopak ruszył. Laura siedziała nieobecna, boląca rana nie dawała jej spokoju.
– Może pojedziemy jutro do lekarza, przypisze ci coś od bólu – zaproponował chłopak.
– Nie trzeba.
– Wolisz się męczyć?
– Samo przejdzie. Nie lubię brać tabletek.
– Teraz raczej nie masz za dużego wyboru.
Nastolatka milczała.
– Zresztą jak chcesz...
Dojechali na miejsce. Laura była coraz bardziej zdenerwowana. Frank zamknął Forda i wziął ją za rękę.
– Nie denerwuj się, oni nie gryzą. Poza tym są tylko dwie osoby, reszta nie mogła przyjść.
Udali się na tyły domu. Gdy nastolatka zobaczyła przy grillu Matta, nieco odetchnęła. Stał bez koszulki, w mokrych spodenkach, co świadczyło o tym, że niedawno wylazł z basenu. Zauważywszy nastolatkę, od razu wyszczerzył zęby.  
Becky z chłopakiem, zajęci ważniejszymi sprawami, nie zwracali uwagi na przybyłych. Nieznajoma dwójka to wspomniany Sam i jego dziewczyna Alex, o czym nastolatka dowiedziała się po chwili. Po chwili rozmowy Matt skinął głową do Laury. Podeszła do niego.
– Chcesz krwiste czy wysmażone?
– Nie jestem głodna, ręka mnie męczy.
– Mów!  
– Wolę wysmażone.
– Wedle życzenia. Będzie za kilka minut – rzekł, popijając piwko.
– Miałeś już nie pić – uśmiechnęła się.
– No widzisz...? Zawsze namówią mnie do złego...
Przerwał im Frank, pojawiając się za plecami dziewczyny.
– Czego się napijesz? Polecam zimny browar, ale mogę zrobić ci też drinka. No i mam wino, ale wytrawne.
– Może być piwo.
Za chwilę lodowata butelka znalazła się w dłoni brunetki. Usiedli na drugim końcu kanapy, stojącej w ogrodzie. Siostra chłopaka przestała już obcałowywać ukochanego i wdała się w rozmowę z nieznajomą dwójką. Laura zrobiła mały łyk i zrobiła dość osobliwą minę – piwo było bardzo zimne. Frank się roześmiał.
– Za kilka minut będzie w normie.  
Postanowiła zaczekać, odstawiła więc butelkę. Chłopak znowu chwycił jej dłoń rękę.
– Odprężyłaś się trochę?
– Tak.
– Zaraz będzie żarcie. Jestem głodny jak wilk, ty chyba też?
– Nie za bardzo.
– Jadłaś coś od czasu śniadania?
– Nie, nie mam ochoty.
– Matt robi świetne steki, wkurzy się, jak nie spróbujesz.
Za chwilę przyniósł talerze z jedzeniem.
– Chodź, usiądziemy przy stole.
Ruszyli do stojącego nieopodal, drewnianego stolika i Frank posadził nastolatkę.  
– Pomogę ci – chwycił sztućce i pokroił jej porcję na mniejsze kawałki. Dziewczyna poczuła się jak kompletna idiotka.
– No co...? – zapytał widząc, że się zawstydziła. – Laura, wyluzuj, nikt nie zwraca na to uwagi. Przecież sama tego nie zrobisz.
Faktycznie – nikt z obecnych na nich nie patrzył. Frank poszedł do domu i zaraz postawił przed nosem dziewczyny miseczkę z kolorową sałatką i koszyk z pieczywem.
– Smacznego – rzekł i nachylił się nad swoja porcją.
– Wzajemnie.
Dumała chwilę, w końcu zabrała się za jedzenie. Dopiero, gdy wzięła pierwszy kęs poczuła się głodna. Chłopak szybko zjadł i spojrzał na jej talerz – widniała na nim końcówka steka, a sałatka zniknęła. Uśmiechnął się.
– Chcesz dokładkę? Matt sporo usmażył. Zieleninę też jeszcze mam.
– Nie, dzięki, wystarczy.
– Na pewno? Jak zgłodniejesz, masz mi powiedzieć, rozumiemy się?! – objął ją za ramię.
– Tak.
– Piwo chyba już nie jest takie zimne. Chodź! – wziął ją za rękę i ponownie zajęli miejsce na kanapie.
Laura przyssała się do butelki, wywołując zdziwienie na twarzy kolegi.
– No co…? Lubię czasem wypić zimne piwo – oburzyła się pociesznie.
Podszedł Matt z petem w dłoni. Dziewczyna dobrze wiedziała, co trzyma w dłoni. Ukucnął przed nią.
– Spróbujesz? – wyciągnął rękę z trawką.
– Nie.  
Podał Frankowi.
– Nie dziś.
Matt, nie przejąwszy się wcale, wrócił do towarzystwa obok. Za chwilę dobiegły Laurę donośnie śmiechy.
– Travis nie postarał się z tym opatrunkiem – rzekł brunet, spoglądając na rękę dziewczyny. Bandaż był coraz luźniejszy.  
– Chodź do kuchni, poprawimy to.  
Chłopak znalazł potrzebne rzeczy, chwycił rękę nastolatki i delikatnie odkleił plaster. Syknęła cicho. Powolutku odkręcił materiał i gdy zobaczył ranę, sam oniemiał. Nie sądził, że to tak źle wygląda. Wiedział, jaka zostanie po tym blizna, ale nie uświadamiał koleżanki. Złość targnęła chłopakiem.
– Smarowałaś ją? – zapytał.
– Tak.
– Ok, zawiniemy delikatnie, może trochę zaboleć.
Owinął dłoń bardzo dokładnie, od nadgarstka zaczynając, na połowie palców kończąc, po czym porządnie nakleił plaster. Dziewczyna nawet nie pisnęła, lecz miała grymas bólu na twarzy.
– Teraz będzie dobrze – rzekł Frank.
– Dzięki.
Pochował wszystko z powrotem, po czym stanął naprzeciw nastolatki, chwytając jej obie dłonie. Patrzył na nią przenikliwie, głaszcząc palcem jej dłoń. Stremowana panna rzucała na niego tylko krótkie spojrzenia, co chwila uciekając wzrokiem to na ścianę, to znów na okno, lub w podłogę. Ujął jej twarz.
– Może jednak odpuścisz pracę? Nie chcesz stracić zarobku, tak?
– Potrzebuję kasy – wydukała.
Nadal trzymał brodę dziewczyny, więc już nie miała możliwości uniknięcia jego wzroku.
– Dobrze, jak chcesz. Coś wymyślimy – pogładził palcem jej dłoń, uśmiechając się ciepło. Lubiła ten wyraz twarzy, mimo to nadal była spięta.
Chłopak zauważył zmieszanie koleżanki, więc ją uwolnił i zapytał:
– Może coś obejrzymy? Towarzystwo jest trochę upalone, raczej z nimi nie pogadamy –  
– zaśmiał się.
– Nie wiem.  
– A może chcesz gdzieś pojechać?
– Obejrzyjmy coś – z dwojga "złego” wybrała film.
– Ok, chodź.
Zaprowadził ją do salonu, posadził na kanapie, przyniósł butelki i paczkę chipsów.
– Co mam włączyć?
– Nie mam pojęcia. Lubię dramaty, ale faceci chyba nie – powiedziała, próbując się w końcu rozluźnić, co jak na złość, wychodziło zupełnie na odwrót.
Frank wyjął kilkanaście płyt, które podał dziewczynie.
– Same dramaty. Wybieraj – uśmiechnął się.
Laura wzięła pudełka i zaczęła czytać tytuły. W końcu dała mu jedno.
– Może ten? Nie oglądałam go.
– W porządku, to dobry film.
Chłopak wsadził płytę do odtwarzacza i usadowił się z pilotem obok dziewczyny, podając jej piwo.
– Też lubię dramaty, choć niektóre są totalną porażką. Pójdę, wezmę jeszcze browar, nie będę ci potem przeszkadzał – powiedział i udał się do kuchni.
Po chwili wrócił z trunkami, które postawił pod stolikiem.
– Jak skończysz, powiedz, otworzę ci następne. Chyba, że zażyczysz sobie coś innego.
– Ok.
Klapnął po jej lewej stronie i włączył film. Po kilku minutach seansu spojrzał na 18-latkę – wpatrywała się w ekran. Dość często przyglądał się jej skaleczonej dłoni, wreszcie objął dziewczynę i przysunął do swojego ramienia. Laura zastygła w bezruchu. Siedziała tak kilka chwil, lecz gdy końcu zrobiło jej się niewygodnie, położyła głowę na jego barku. Frank był dość wysokim facetem, jego ręka objęła ją prawie całą.
Oparł swoją twarz o jej głowę. Wpatrywali się w ekran i chłopak powoli przysypiał.
– Ostrzegałam! – wrzasnęła nagle Becky, idąc do kuchni.
Nastolatka się poniosła i wróciła do pozycji siedzącej. Frank wstał.
– Skoczę do łazienki, zaraz wracam – mruknął.
Dziewczyna spojrzała na zegarek – 20:55. Chłopak za chwilę wrócił, ale był jakiś niewyraźny. Piwo nadal stało nieruszone.
– Pojadę do domu, jesteś zmęczony – rzuciła Laura.
– Jeszcze wcześnie. Chodź, przejdziemy się. A może chcesz coś jeszcze wypić? Piwo, drinka...?
– Dziękuję, wystarczy.
– Jak chcesz, nie musimy nigdzie iść.
– Nie, możemy się przejść.
– Poczekaj chwilę…
Podszedł do drzwi prowadzących do ogrodu.
– Becky, wychodzę! Pilnuj chaty! – wrzasnął.
Gdy już opuścili dom, Frank tradycyjnie chwycił jej prawą rękę i dziewczyna zaczęła dochodzić do wniosku, że Becky miała rację. Po chwili skręcili w lewo i poszli w kierunku końca zabudowań.  
– Nudna okolica, prawda? Twoja bardziej mi się podoba – powiedział chłopak.
– Nie nudna, tylko spokojna.
– Bez różnicy, nie lubię jej. Tu są tylko sami nadziani pozerzy, usiłujący wywyższyć się nad drugiego. Jak widzę typa, który po trzech miesiącach zmienia samochód, bo sąsiad kupił droższy, rzygać mi się chce. A ja mieszkam wśród tych snobów i pewnie jestem tak samo postrzegany przez ludzi z innych stron.
– Na pewno nie – powiedziała dziewczyna, zaskoczona jego słowami.
– Jak znajdę jakieś odpowiednie mieszkanie, spadam stąd. Tylko, że to może potrwać. Cały czas szukam, ale nic mi się nie podoba. Widzisz...? Też jestem bogatym dupkiem, bo wybrzydzam – rzucił, podirytowany.
– Przestań...!  
– No co...? Przecież szukam od roku, już powinienem coś znaleźć.
– Ja też zawsze wydziwiam, a nie jestem bogatym dupkiem – uśmiechnęła się.
Frank zarechotał tak głośno, że aż się zakaszlał. Śmiał się chyba z pół minuty – rozbroiła go tym tekstem.
– Jesteś świetna! – rzucił, ochłonąwszy trochę.
Doszli do niewielkiego zalewu, naokoło którego stało mnóstwo ławeczek.
– Byłaś tu kiedyś?  
– Być może, choć sobie nie przypominam.
Stanęli nad brzegiem. Objął nastolatkę, przez co znowu odczuła lekkie onieśmielenie. Faceci, wśród których się obracała byli jeszcze nieco roztrzepani. Frank należał już raczej do tych bardziej rozgarniętych, więc chyba dlatego panna czuła przy nim takie skrępowanie.  
Milczała, gapiąc się na wodę.  
– Mała, co jest? Znowu ręka ci dokucza? – zapytał, bo cisza już chwilę trwała.
– Trochę.
– Posmaruj ją jeszcze przed snem i odwiąż na noc.
– Wiem.
Znowu zapadło milczenie, lecz nagle Frank wyskoczył, strasząc pannę:
– Kiedyś się tu kąpałem, gdy miałem jakieś dziesięć lat! Nikt mnie nie uprzedził, że woda jest brudna. Potem dostałem czerwonej wysypki. Cholernie swędziało, ale miałem rekompensatę – nie musiałem chodzić do szkoły przez kilka dni! – roześmiał się.
Laura rozradowała się po tym wyznaniu i chwilowo przestała zwracać uwagę na uścisk chłopaka.
– Zaraz trzeba wracać. Twoja rodzinka mnie udusi – odwrócił pannę twarzą do siebie.
Ręce cały czas trzymał na jej talii. Miała krótką koszulkę, więc palce dotykały skóry. Wpatrywał się przez chwilę w oczy nastolatce, po czym się nachylił i delikatnie ją pocałował. Tą przeszły dziwne dreszcze. Przycisnął ją lekko do siebie. Czuł, że dziewczyna jest bardzo ostrożna w swoich poczynaniach, mimo tego nie przerywał.
Stali tak dłuższą chwilę, w końcu jednak zażenowanie wzięło górę i Laura oderwała się od jego ust.
– W porządku? – zapytał.
– Tak. Wracajmy – wydusiła.
– Ok.
W drodze powrotnej zamienili tylko kilka słów, jakby coś nagle zmieniło atmosferę. Po piętnastu minutach doszli do auta.
– Wejdziemy jeszcze do środka? – Frank wskazał głową na swój dom.
– Nie, jedźmy.
– Poczekaj, pójdę po kluczyki.
Po chwili byli już w drodze. Laura nadal się nie odzywała, rzucała tylko na towarzysza krótkie spojrzenia. On także milczał. Pędzili kilka minut, w końcu chłopak nie wytrzymał:
– Mała, o co chodzi? O ten pocałunek?
– Nie, źle się czuję.
– Na pewno…?
– Tak.
– Weź coś przeciwbólowego, w nocy ręka będzie dokuczać.
– Dobrze, zobaczę.
Dojechali na miejsce i Laura wysiadła z wozu. Chłopak także opuścił auto.
– Mogę cię odprowadzić?
– Jasne.
Dziewczyna nadal była jakaś nieobecna. Gdy dotarli do drzwi, chwycił jej ręce.
– Na pewno wszystko gra? – usiłował cokolwiek z niej wyciągnąć.
– Tak.
– Ok, pojadę już. Przyjadę po ciebie o wpół do dziesiątej. Śpij dobrze – ucałował ją w policzek.
Nie zdążyła nawet zaprotestować, bo szybko się oddalił. Weszła do domu.
– Laura, to ty?! – usłyszała z kuchni.
– Tak.
– Przyjdź do mnie!
Niechętnie szła do matki, wiedziała, że będą pytania. W końcu stanęła obok.
– Pokaż tą rękę – nakazała kobieta.
– Po co?
– Laura…!
Nastolatka strachliwie wyciągnęła do niej dłoń. Matka odwinęła bandaż i zamarła!
– Boże, dziecko?! Gdzieś ty wlazła?!
– To nic takiego.
– Jak to nic?! Czy ty siebie słyszysz?!  
– Mamo, przestań już… Zagoi się.
– Byłaś u lekarza?
– Tak.
– I co?
– Przypisał mi maść.
– Gdzie ona jest?
– U mnie w pokoju.
– Posmaruj na noc.
– Dobrze.
Za chwilę matka położyła przed nią niewielką tabletkę.
– Popij to przed snem.
– Ok.
– Co to za chłopak? – wyskoczyła nagle.
– Kolega z pracy.
– Tylko kolega...?
– Tak.
– Jest sporo starszy, wiesz o tym?
– Mamo, wiem, daj już spokój. Dochodzi jedenasta, muszę iść spać. Rano muszę wstać  
– chciała uwolnić się w końcu od tych pytań.
– Dobrze, idź.
– Dobranoc – nastolatka chwyciła tabletkę i szybko zniknęła.
Znowu w bólach i jękach smarowała dłoń. Popiła pigułkę, przebrała się, przestawiła budzik na ósmą i legła na łóżku.
Nie mogła usnąć, ręka bolała coraz bardziej. Pochlipywała na poduszce, nie wiedząc już, co ze sobą zrobić. Miała tylko nadzieję, że matczyna tabletka trochę pomoże.
Leżała, rozmyślała, i pewnym momencie naszło ją pytanie: ”A gdyby Amber w napadzie złości naprawdę walnęła mi tym tłuszczem po oczach...?”. Przeraziła się, nie chciała nawet myśleć, że tak mogłoby się stać. Potem mimowolnie zaczęła wyobrażać sobie inne, dziwne rzeczy, wszystkie dotyczące Amber i Franka. Dumała i dumała, nie mogąc się od nich uwolnić. Starsza dziewczyna nie dawała jej spokoju. Rozmyślała bardzo długo, w końcu jednak zasnęła.
Obudziła się w o 3:20. Tabletka pomogła na ból, ale już przestała działać. Do tego przez sen dziewczyna położyła się chyba na chorej ręce, bo ta zaczęła rwać jeszcze gorzej. Przekręciła się na drugi bok i zamknęła oczy. Spała półsnem, czując jednocześnie palącą dłoń. Kręciła się w tym letargu, aż zaczęło świtać. Spojrzała na zegarek – 4:55. Skręciła się w kłębek, usilnie próbując odpłynąć. Średnio jej się to udało, nadal spała bardzo płytko...  
  
  
Zadzwonił budzik, ale dziewczyna nie miała ochoty ruszać się z łóżka. Leżąc bez ruchu znów przysypiała, ale wyrwał ją z tego dźwięk telefonu. Zmuszona do powstania, leniwie zeszła na dół, lecz póki się tam dotelepała, urządzenie zamilkło. Po chwili zadzwoniło ponownie. Podniosła słuchawkę.
– Cześć mała.
– Cześć – mruknęła, półprzytomna.
– Przepraszam, ale nie będę mógł po ciebie przyjechać. Mam sprawę do załatwienia. W pracy też będę godzinę później, powiedz Mattowi.
– Dobrze.
– Poradzisz sobie?
– Tak.
– Do zobaczenia o 11:00.
Laura zastanawiała się, skąd ma ich numer, ale zaraz sobie przypomniała, że przecież znają się z Travisem. Po szybkim prysznicu wzięła się za opatrunek. Robiony jedną ręką nie wyszedł zbyt porządnie, ale przynajmniej rana nie była widoczna. Kąpiel nieco ją obudziła, ale gdy wyszła z domu na gorące powietrze, znów poczuła się senna. Uczciwy sen trwał tylko trochę ponad cztery godziny, reszta to była jedna wielka męczarnia.  
Szła na przystanek dość wolno, ręka ją bolała, do tego czuła niepokój, gdyż nie wiedziała, czy Matt już będzie. Panicznie bała się znaleźć sam na sam w pracy z Amber. W autobusie zmęczenie ogarnęło ją jeszcze bardziej. Palące przez szybę słońce kompletnie wykańczało dziewczynę. Po wyjściu z pojazdu i podejściu kilku metrów poczuła przyjemny chłód, gdyż do baru szło się przy budynkach, które o tej godzinie rzucały cień na cały chodnik. Zegarek wskazywał 9:25, a do knajpy tylko kilkadziesiąt metrów. Mocno zdenerwowana przedłużała jak mogła dojście do miejsca zatrudnienia, więc tempo marszu robiło się coraz wolniejsze.  
– Widzę, że bardzo śpieszy ci się do pracy! – rzucił Jack, minąwszy ją przy lokalu.
Dziewczyna, nie mając już wyjścia, weszła za nim do środka. Amber kończyła wycierać podłogę.
– Oooo... przyprowadziłeś księżniczkę! – krzyknęła do barmana z uśmiechem.
Laura nie patrząc na dziewczynę, szybko zniknęła za barem. Ponownie spojrzała na zegarek – 9:33.
Przebierała się równie opornie. Przez stres kompletnie zapomniała o senności i bólu. Coraz częściej sprawdzała godzinę, w końcu usłyszała zza drzwi szatni:
– Długo jeszcze będziesz tu siedzieć?! Bierz się za zmywanie naczyń z baru! – huknął Jack.
Dziewczyna wyszła i udała się do kuchni. We wnęce stała taca, a na niej kilkanaście szklanek. Mimo, iż rana rwała coraz bardziej, zignorowała to i wzięła wszystko w obie ręce. Za wszelką cenę chciała zabrać naczynia i mieć święty spokój.
Ruszyła na zmywak. Gdy była w połowie drogi, ktoś tak mocno szturchnął ją w ramię, że dwanaście szklanek z tacy znalazło się na ziemi i rozbiło na drobne kawałeczki.
– Uważaj, jak chodzisz! – syknęła Amber i poszła w stronę czajnika.
Jack usłyszał odgłos padającego szkła i zajrzał przez wnękę.
– Nawet tego nie umiesz zrobić?! Ben odliczy ci za te szklanki! I sprzątaj to, za trzy minuty chcę widzieć tu porządek! – krzyknął.  
Nastolatka milczała, czuła tylko napływające do oczu łzy. Była już na skraju wyczerpania. Poszła po miotłę i wzięła się za zamiatanie. Nie mogła porządnie chwycić sprzętu w lewą dłoń, więc trzymała go bardzo delikatnie, przez co praca szła bardzo ślamazarnie.
– Masz to zamieść dokładnie! Nie chcesz chyba, żeby ktoś się skaleczył?! – ironizowała Amber, zalewając kawę.
– Amber, choć tu! – dobiegło z baru.
Wstała i ruszyła w stronę wyjścia. Idąc, znów szturchnęła 18-latkę.
– Nie stój na drodze! – warknęła.
Laura nie wytrzymała.
– Odwal się w końcu ode mnie!
Napastniczka odwróciła się na pięcie i mocno pchnęła dziewczynę.
– Masz jakiś problem?!
Laura milczała, zrozumiała, że niepotrzebnie się odezwała. Amber znowu ją popchnęła.
– No co...?! Nagle straciłaś odwagę?!
Trzasnęły wejściowe drzwi i dręczycielka momentalnie odeszła od dziewczyny.
– Pogadamy jeszcze! – fuknęła, opuszczając kuchnię.
Brunetka wróciła do pracy.. Mimo bólu, zamiatała podłogę o wiele szybciej, przełykając stojące w gardle łzy. Po chwili Matt pojawił się w kuchni.
– Cześć młoda! Co tu się stało? – zatrzymał się przy dziewczynie.
– Cześć. Nic.
– Jak to nic? Skąd to szkło?
Laura milczała, starając się powstrzymać płacz, który uparcie próbował opuścić jej wnętrze.
– Młoda...? – powtórzył chłopak.
– Przepraszam… – wykrztusiła ciężko, puściła kij i szybko wyszła z kuchni.
Poszła do łazienki, zamknęła się w kabinie i dopiero teraz dała upust swoim emocjom. Płakała kilka minut, w końcu ktoś wszedł do toalety.
– Laura. Co jest grane? – spytał Matt zza drzwi.
– Nic, odejdź.
– Młoda, otwórz!
– Zostaw mnie w spokoju.
Chłopak odpuścił i wyszedł. Laura spojrzała na zegarek – trzy po dziesiątej. W końcu po upływie ponad dziesięciu minut opanowała się trochę, spłukała twarz i wróciła do kuchni. Szkło już było zamiecione. Podeszła pijącego kawę Matta.
– Frank kazał ci przekazać, że będzie po 11:00.
– Dzięki.
– Co mam robić?
– Nic, siadaj, na razie nikogo nie ma. Zrób sobie coś do picia.
– Nie chcę – mruknęła i usiadła obok, nie patrząc na chłopaka.
– Czy coś się wydarzyło przed moim przyjściem? – zapytał.
– Nie.
– Laura, nie kłam!
– Nie kłamię, ręka nie daje mi żyć. Pół nocy nie spałam.
– Napij się kawy. Zrobię ci w ekspresie. Nie łupie tak mocno, ale pomaga.
– Nie, dzięki, nie lubię kawy.
Z baru dochodziły donośne śmiechy. Dziewczyna zauważyła, że to bardzo irytuje chłopaka.
– Dobrali się…. złamas i suka – podsumował, zniesmaczony.
Laura milczała. Nadwyrężyła skaleczoną rękę, która teraz bolała już dokumentnie, do tego pojawienie się Matta trochę uspokoiło nastolatkę i znów chciało jej się spać. Czuła się paskudnie.
– Zrobię kawę, najwyżej zostawisz, jak nie będzie ci smakować. Ale gwarantuję, że tak się nie stanie – rzekł Matt i poszedł do baru.
Dziewczyna spojrzała na bandaż – był coraz luźniejszy. Po chwili starsza dziewczyna weszła do kuchni i włączyła frytkownicę. Podeszła do brunetki.
– Widzę, że nie lubisz się skarżyć. Lepiej dla ciebie, żeby tak zostało – zagroziła nastolatce palcem i odeszła.
Zajęła się pracą, stukając głośno, czym popadnie. Raz po raz spoglądała na Laurę, która siedziała jak na szpilkach prosząc losu, żeby Matt już wrócił. Gdy się pojawił, Amber akurat kończyła smażenie.
– Z wanilią i mlekiem – postawił napój przed koleżanką. Nie słodziłem, bo nie wiem, ile. Posłodź sobie.
– Dziękuję.
Starsza z dziewczyn zapakowała zamówienie i wyszła.
– Nie spaliła…? Dziwne? – szydził Matt.
Laura niemrawo się uśmiechnęła. Młody facet bacznie przyglądał się koleżance.  
– Sama zawijałaś rękę?
– Tak.
– Widać – roześmiał się.
Poszedł na drugi koniec kuchni i wrócił z apteczką.
– Zaraz to poprawimy.
Wyjął wszystkie potrzebne rzeczy i zabrał się za zmianę opatrunku. Zrobił to bardzo szybko i dokładnie.
– Teraz przetrwa do wieczora... mam nadzieję – mruknął
– Dzięki.
– Pij kawę, zimna jest do niczego.
Sięgnęła po filiżankę. Chłopak nadal wpatrywał się w dziewczynę, wreszcie wstał i włączył grill.
– Zjesz hamburgera? – zapytał.
– Nie jestem głodna.
– Jadłaś śniadanie?
– Tak – kłamanie dobrze jej szło, bo od razu ustąpił.
Jadł w ciszy, więc Laura także milczała. Powoli dopiła kawę, chwyciła filiżankę i chciała iść do zlewu, lecz ją zatrzymał, zrywając się z krzesła.
– Zostaw! – złapał jej ramię.
Stał chwilę przed brunetką, po czym nachylił się i pocałował ją w usta. Trwało to moment, bo Laura zaraz się odsunęła.
– Przepraszam... Nie wiem, co mi odbiło – wycedził, mocno zmieszany i posadził tyłek przy ścianie, odpalając papierosa.
Laura była kompletnie oszołomiona. Nie miała pojęcia, co w tej dziwnej sytuacji zrobić. Matt spojrzał na zegarek – 10:50.
– Znowu nie ma ludzi. Po pierwszej zapewne będzie ruch, ale też na krótko. Ta knajpa długo nie pociągnie – próbował zmienić temat.
Przyniósł z lodówki dwa napoje i jeden wręczył dziewczynie.
– Na wynos! – rozbrzmiało z baru.  
Chłopak poszedł po kartkę i za chwilę zabrał się do pracy. Wszystko robił w milczeniu, nie patrzył na koleżankę. Podeszła do niego.
– Pomogę ci. Co mam robić?
– Przygotuj dziesięć pudełek, tylko tych większych.
Panna otworzyła szafkę i wyjęła opakowania.
– Poradzisz sobie z frytkami? – zapytał.
– Tak.
– Usmaż dwa kosze.
Matt wrzucił mięso na grill i wyjął dwadzieścia bułek, które szybko porozkładał na blacie obok. Po niedługim czasie wyłączył płytę i przełożył hamburgery na bok. Zrobił kanapki błyskawicznie.
Dziewczyna akurat skończyła pierwszą porcję ziemniaków. Kosz był dość ciężki, więc z trudem odwiesiła go wyżej. Chłopak delikatnie odsunął nastolatkę, wstrząsnął nim porządnie i przesypał całą zawartość na blat obok, po czym oddał jej koszyk. Zanim Laura ponownie go napełniła, wszystkie frytki były już w pojemnikach, do których chłopak dołożył po dwie kanapki. Do zrobienia zostały cztery porcje.
– Długo jeszcze?! Koleś czeka! – krzyknęła Amber z baru.
– Trzy, cztery minuty! – wrzasnął Matt, wlepiwszy wzrok we frytkownicę. Po niedługim czasie frytki były gotowe.
– Dokończę. Idź, zagotuj wodę – poprosił Laurę.
Brzmiał dziwnie, chyba było mu głupio. Dziewczyna napełniła czajnik i włączyła w nim guzik. Matt dokończył zamówienie i zaniósł do baru. Po powrocie zasypał kawę i usiadł, odpalając fajkę.
– Jak ręka? – mruknął.
– Tak sobie.
– Zrobić ci coś do jedzenia?
– Nie, dzięki.
– Nie wstydź się. Jak jesteś głodna, mów.
– Nie wstydzę się.
– Jak zgłodniejesz, powiedz, coś ci przygotuję.
– Ok.
– Może załatw sobie jakieś prochy, taki ból jest bardzo dokuczliwy. Wiem po sobie.
– Nie chcę. Tabletka i tak krótko działa.
– Ale działa... – uśmiechnął się anemicznie.
Laura odwzajemniła uśmiech. Spojrzała na zegar – 11:21, a Franka nie widać.
– Nie śpieszy się, bo wie, że sobie radzimy – stwierdził Matt i zalał kawę. – Zrób sobie coś, jak masz chęć.
– Nie chcę, jest za gorąco.
– Mamy klimę, ale jest do dupy, jak zresztą wszystko w tym chlewie. Tu jest ze czterdzieści stopni, oszaleć można!  
Wstał i otworzył srebrną skrzynkę na ścianie.
– Nawiew jest włączony, ale prawie go nie czuć.
Amber pojawiła się w kuchni i dała Mattowi jakiś świstek.
– Na 14:00.  
Nie omieszkała jeszcze upiornie zmierzyć Laurę wzrokiem, zanim wyszła.
– Czy ta suka cię zaczepia? – chłopak nie czekał z pytaniami.
– Nie.
– Na pewno...? Bo czuję, że coś tu śmierdzi.
– Na pewno. Może jest po prostu zła za to zmywanie.
– Czy ten płacz w łazience to na pewno była zasługa bolącej ręki?  
– Tak, poza tym jestem niewyspana – dziewczyna zaczęła się lekko denerwować, do tego wypita kawa nieźle podniosła jej ciśnienie.
– Laura, nie kłam. Myślisz, że urodziłem się wczoraj? Frank kręci się koło ciebie, a ta szmata jest o niego zazdrosna. Nie zdziwiłbym się, gdyby zaczęła cię atakować – powiem więcej – zdziwiłbym się, gdyby tak nie było.  
– Matt, daj spokój. Gdyby mnie zaczepiała, nie przychodziłabym tu – ściemniała jak mogła.  
– Oni byli kiedyś razem, jak Frank był jeszcze młody i głupi. Szmata nadal ma na niego parcie. Widzi, że koleś ma ją w głębokim poważaniu, mimo to nie odpuszcza. No cóż, nic nie poradzisz, takie dziwki zawsze swędzi! – chłopak się zdenerwował. – A te szklanki? Też niechcący upadły? – przeszył nastolatkę spojrzeniem mówiącym: "przecież nie jestem głupi...".  
"Uderzona" pytaniem, natychmiast się spłoszyła, szukając wzrokiem drogi ucieczki.  
– Laura... – naciskał.
– Tak. Niepotrzebnie wzięłam tacę w obie ręce. Dłoń mnie zabolała, dlatego upuściłam – tłumaczyła się chaotycznie.
Nie uwierzył w ani jedno słowo, ale widząc zagubienie koleżanki, dał spokój. Zamieszał kawę i usiadł obok.
– To, co się dziś stało... mam nadzieję, że się nie gniewasz? – wykrztusił przez zęby.
– Nie – uśmiechnęła się, ale chłopak nadal był bardzo zażenowany.
– Jesteś bardzo ładna, a ja jestem facetem i jakoś tak wyszło... Sorry...
– W porządku.
C.D.N.

2 878 czyt.
100%156
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 5187 słów i 30416 znaków, zaktualizowała 12 sie 2017.

6 komentarzy

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 25 stycznia

    Coraz więcej informacji na temat bohaterów. Masz fajny styl pisania, ponad 30000 znaków a czyta się z ciekawości co będzie za chwilę. Nie ma przynudzania.

  • Obca

    Obca · 24 maj 2018 · 201233482

    Ach ten Matt! Niewinny całus a jak miło się o nim czytało

  • DanaScully

    DanaScully · 18 mar 2017

    Zastanawiam sie przed czym Becky ostrzega Laurę.. Ja juz sobie utkałam na ten temat teorię. Jesli chodzi o Amber... jest bardzo negatywna i o ile czarne charaktery da sie polubić, tak jej za cholerę.

  • moli

    moli · 25 lut 2017 · 193893634

    ale badziew

  • ktos111

    ktos111 · 9 lut 2017 · 287366670

    Dotarłem do połowy. Nie da się czytać! Zenujace

  • Lili797

    Lili797 · 30 maj 2016

    Bardzo podoba mi się to opowiadanie czekam na next