Szare istnienie #102

Szare istnienie #102– Cześć – wydusiła z siebie po krótkiej obserwacji niebyt ładnie wyglądającego bruneta.
– Cześć – mruknął.
Starał się być miły, lecz mimo chęci, jego powitanie było suche, jak pieprz.
– Co ci się stało? – zapytała, zupełnie ignorując jego ton.
– No jak to co?! Wlazł tam, gdzie nie powinien! A mówiłem…! – wtrącił wkurzony Matt. – Wielki bohater, kurwa! – dodał, krzywiąc usta w grymasie niezadowolenia.  
– To nieźle. Chyba słaby z ciebie bokser, co? – Ashley się uśmiechnęła, napinając Frankowi i tak naciągniętą już żyłkę, po czym podeszła, ukucnęła przed chłopakiem i delikatnie chwyciła w dłonie jego twarz. – Trzeba jechać z tym do chirurga, masz połamany nos – stwierdziła, oglądając go bardzo ostrożnie.
Nie uśmiechała się już, była poważna, jak Sąd Najwyższy, a jej mina mogłaby sugerować, że dobrze się na tym zna.
– Już mu to mówiłam, ale mi nie wierzy – burknęła Kim.
– Jutro – odparł spokojnie chłopak.
– Mogę ci go nastawić, ale to nie będzie miłe doświadczenie – zaproponowała brunetka, na usta której powrócił tym razem szeroki jak banan uśmiech.
Frank spojrzał jej w oczy, zadając milion bezgłośnych pytań – był kompletnie zaskoczony, podobnie Kim. Matt jednak nie okazywał żadnych emocji, był zimny, jak głaz.
– Ty? – zapytał w końcu, zdumiały.
– Możesz jej zaufać, wie, co robi – wtrącił Matt.
Frank spojrzał na kumpla, oczekując natychmiastowych wyjaśnień, gdyż zaczynała go już drażnić ta gra półsłówek.
– Spokojnie, robiłam to już – wyjaśniła Ashley, wstając z przysiadu.  
Starszy z kumpli siedział w milczeniu, niezdecydowany. Za nic w świecie nie chciało mu się jechać do szpitala, chciał pić wódkę, z drugiej strony jednak nie był małym dzieckiem i zdawał sobie sprawę, jak będzie wyglądał jego nos, gdy go nie nastawią.
– Mój ojciec jest… był lekarzem i nauczył mnie kiedyś, jak jeszcze trenowałam. Mego znajomego potraktowali podobnie i jakoś przypadkiem weszłam z tatą na rozmowę w kwestii złamanych nosów – zaśmiała się dziewczyna. – No a potem tak wyszło, że się uparłam, więc mnie nauczył, praktykując na moim drugim kumplu zresztą. To łatwiejsze, niż może ci się wydawać – dodała.
– Trenowałaś? – Frank nie bardzo pojął.
– Nic, nieważne, stare dzieje – mruknęła zawstydzona brunetka.  
– Przykro mi z powodu twojego ojca – rzekł grzecznie chłopak.
– Nieee, nie umarł, ale już nie pracuje, bo… po prostu, bo tak wyszło – oświadczyła Ashley, roześmiawszy się wymuszenie.
– No dobra, dość tego. Mała, chcesz drinka? – zareagował w końcu Matt widząc, że dziewczyna przygasła i czuje się zakłopotana. – I czemu ty w ogóle stoisz? Siadaj – rozkazał, wskazując głową miejsce obok Franka. – Kto chce drinka?
– Chuj w te drinki – fuknął oschle brunet. – Sorry – spojrzał na Ashley. – Dawaj kieliszki, będę pił drinki, jak jakaś baba? No i nos… na trzeźwo nie przejdzie – warczał, lecz po chwili wreszcie luźno się zaśmiał, zarażając swą radością wszystkich obecnych.
– Przejdzie, ale znieczulenie się przyda, na pewno nie zaszkodzi – podsumowała Ashley, zachichotawszy już nieco bardziej wiarygodnie.
– Ej, nie pij! – huknęła Kim, widząc, że brat już szpera w kredensie.
– Dobra, nie przeżywaj, z kumplem nie mogę wypić? Poza tym ma tylko półtora litra, więc jakie to picie? Żarty jakieś – odparł spokojnie Matt. – Ale to nic, sklep jest niedaleko – dorzucił z zaczepnym uśmieszkiem, stawiając kieliszki na stole.
– Matt, ja nie żartuję! – wkurzyła się Kimberly.
– Dobra, milcz, nie rób mi wstydu przed kobietą! – krzyknął już z kuchni, śmiejąc się.
Zaciekawiony tymi słowami Frank wstał i bez słowa poszedł za przyjacielem, widać było, że czuje się jak u siebie w domu.
– Ty – szturchnął go natychmiast. – Ty z nią ten…?
– A co? – odparł Matt, ciesząc się od ucha do ucha.
– Nic, pytam tylko. Ładna dziewczyna, tylko, czy w porządku? Ostatnio same suki – fuknął, przypomniawszy sobie kłótnię, a żal targał nim od środka.
– Zajebista, jest tak luźna, że wymiękam. Nie jakaś tam lalunia z rozpartym ego, pusta jak powojenna studnia, tylko taka… no nie wiem, jak ci to powiedzieć… po prostu taka... O, taka dziewczyna – kumpel! – zaśmiał się Matt, który rozgadał się na całego, przeżywając, jak dziecko Świętego Mikołaja. – A jaka ostra – szepnął konspiracyjnie, oglądając się za siebie, czy przypadkiem nie nadchodzi jakieś zagrożenie.
– Że co? – Frank wywalił oczy. – Już? Pierdolisz…  
– Cicho, kurwa – warknął Matt, dźgając go łokciem w bok, co wypchnęło natychmiastowy, ciężki wydech z ust poszkodowanego. – Co jest? Po żebrach też oberwałeś? – wzburzył się gospodarz.
– Nie bardzo, ale i tak miałem przecież pęknięte, zresztą… nic mi nie będzie.
– Dziś piłeś, ale jutro pojedziemy, trzeba to prześwietlić.
– Dobra, zobaczymy.  
– Powiedziałem! – skwitował bezkompromisowo Matt i wrócił do robienia kanapek.
– Cieniu, ty już z nią? Kiedy? – Frank jednak nie odpuszczał. – Dziwna sprawa, nie wygląda na taką…
– Ty, kurwa! To, że luźno podchodzi do seksu nie znaczy, że robi to z każdym. Nie obrażaj jej i mnie nie wkurwiaj, dobra?! – wkurzył się 21-latek, lecz nadal mówił bardzo cicho.  
– Wyluzuj, nic takiego nie powiedziałem – mruknął nieco speszony Frank, nie spodziewał się zapewne, że przyjaciel obróci się przeciw niemu, zwłaszcza, aby bronić osoby, którą poznał zaledwie dwa dni temu.
– Ja już dobrze wiem, co powiedziałaś, a przynajmniej zasugerowałeś – bąknął Matt.
– Dobra, nie napinaj się, ok? – teraz i Frank odrobinę się nastroszył. – Ale, że jak? Kiedy? – znów zaczął naciskać, zachowując się, jak wścibski gówniarz.
Matt ponownie się obejrzał.  
– Normalnie, coś taki ciekawski? Jak, jak... srak! Poza tym to ona zaczęła – szepnął.
– No to ładnie – zaśmiał się Frank. – Ona coś tre…
– Pomóc ci? – zapytała nagle wesoło Ashley, stając za plecami Matta i kładąc ręce na jego ramionach, wyjrzała zza pleców chłopaka chcąc sprawdzić, co robi.
Obaj podskoczyli, wystraszeni, co wywołało u dziewczyny jeszcze większą radość.
– Nie, już kończę – odparł niepewnie Matt, nie wiedząc, czy słyszała ich rozmowę.
– Wiecie, że nieładnie tak obgadywać, a w tym wieku to już nawet nie wypada? Obgaduje się albo w szkole, albo jak się jest już staruszkiem – ironizowała Ashley, bawiąc się coraz lepiej i zaraz objęła Matta w pasie.  
– A wiesz, że straszenie, a potem rozpraszanie człowieka trzymającego w ręku nóż jest niebezpieczne – odparł 21-latek.
– Przepraszam – zaświergotała Ashley i ucałowawszy go w policzek, uwolniła chłopaka z uścisku i stanęła obok.
Frank natychmiast zmył się do salonu.
– Kurwa, ma laskę i nawet mi nie powiedział – z miejsca poskarżył się Kim, dopijając swojego drinka.
– Nie miał czasu, oni od czasu jej noclegu praktycznie się nie rozstają – odparła dziewczyna.
– No to ładnie, najlepszy kumpel dowiaduje się ostatni – napuszył się brunet.
– Wyluzuj, daj mu się nacieszyć. Po prostu zapomniał, ona chyba zupełnie zawróciła mu w głowie. Ale wcale mu się nie dziwię, jest naprawdę bardzo sympatyczną, miłą i grzeczną dziewczyną, bardzo w porządku, nie taki motłoch, który przyprowadzał do nas kiedyś – stwierdziła kwaśno Kim.
Franka wcale to nie zdziwiło, zwłaszcza, gdy zobaczył, jak ubrana jest nowa znajoma. Matt nigdy nie lubił, a nawet nienawidził typowych "lalek Barbie”, a Ashley zupełnie przeczyła takiemu wizerunkowi. Nie była wystrojona jak typowe, buszujące całymi dniami po mieście w poszukiwaniu frajerów "landryneczki”, wręcz przeciwnie – miała na sobie podarte z przodu, jasne jeansy, najzwyklejszą pod słońcem, białą koszulkę na ramiączkach i szarą, rozpinaną bluzę z kapturem.  
– Dobra, mamy kanapki z szynką, z wędzonym pstrągiem i koperkiem, do tego sos czosnkowy i koreczki z serem, ziołami i oliwą z oliwek – poinformował znienacka Matt, dumnie stawiając na stole dwa talerze, przy których brunetka zaraz umieściła miseczki z maziami i dwie czyste szklanki.
– Chcesz, żebym zawału dostała?! – zagrzmiała Kimberly, którą chłopak dobitnie wystraszył. – Kiedy zdążyłeś to zrobić? – zapytała, zszokowana, nie było go dosłownie dziesięć minut.
– No widzisz? Czary mary – roześmiał się, zatoczywszy rękoma koła przed samym nosem siostry, po czym odkręcił schłodzoną już butelkę i nie czekając na atak z jej strony, szybko zapełnił cztery kieliszki.
– Nie chcę z kieliszka, jutro idę do pracy – oznajmiła Kim.
Matt przytargał stojący w roku pokoju, czarny, duży fotel i postawił po drugiej stronie stołu, naprzeciw siostry i Franka.
– Siadaj, zrobię jej drinka – uśmiechnął się do Ashley, wziął pustą szklankę Kim i zniknął z pokoju.
Frank jeszcze raz przyjrzał się brunetce i stwierdził, że bardzo pasuje jej styl, w jakim się ubiera, poza tym wyglądała w tych ciuchach na kompletnie wyluzowaną, co chłopak bardzo lubił i cenił u dziewczyn.
Matt w okamgnieniu wrócił z trunkiem, który wręczył siostrze.
– Dlaczego nie siadasz? – zapytał Ashley widząc, że stoi, jak słup.
– A ty?
Nie odpowiedział, tylko posadził tyłek w fotelu i zaraz wciągnął dziewczynę na kolana.
– Pasują do siebie – pochwalił miękko Frank, próbując się wyluzować, lecz Laura wciąż nie dawała mu spokoju, poza tym bolały go żebra i cała twarz, co tylko dopełniało dzieła w temacie "dół i złość”.
Ashley puściła kolorki.
– Dobra, wypijmy, tak? – Matt podał kieliszek dziewczynie, biorąc sobie drugi i chwilę później byli już po zabiegu.
– Matt, nie pij dużo – wznowiła apel Kim.
– Spoko, przecież żartowałem, jutro jadę z nią w sprawie pracy – odparł, wskazując głową ukochaną.
– Co trenowałaś? – Frank nie wytrzymał, w okamgnieniu zapraszając do siebie surowe spojrzenie przyjaciela.
– Mówiłam, że to stare dzieje, nie ma o czym gadać – mruknęła Ashley, dla której był to chyba bardzo niewygodny temat.
– Ej, uspokój się, dobra? Będzie chciała, to powie, w swoim czasie – warknął Matt.
– Hej – brunetka szturchnęła go z dezaprobatą.
– No co? – wywalił maślane oczy. – Ale to, że przedwczoraj pozamiatała Amber, to ja nie mówiłem – dodał czupurnie, skrycie szczerząc zęby.
Teraz dźgnęła go już przyzwoicie, aczkolwiek już nie upominała chłopaka.
– Co takiego? – Frank rozdziawił gębę.
– Mogę mu powiedzieć? – zapytał Matt.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, była wyraźnie zawstydzona.
– Poszliśmy na piwo i wyobraź sobie, że takie moje szczęście, że ta suka, szmata, dziwka zajebana też się tam zjawiła – zaczął Matt, polewając kolejne kieliszki.
– MAŁY!!! – zagrzmiała Kimberly.
– No co? Przecież tak jej na imię, więc jak mam na nią mówić? – oburzył się chłopak. – Choć dla kurwiszona nawet takie określenia są za grzeczne, dlatego też przepraszam, masz rację, nie obrażajmy suk, dziwek i szmat – burczał, zniesmaczony.
– Ej – teraz Ashley wkroczyła do akcji, przytulając do siebie głowę wkurzonego chłopaka.
Wypili kolejną wódkę i 21-latek wznowił przerwany wątek.
– No i Ash poszła do kibla, a suka – spojrzał na siostrę – za nią. Zjarałem się, bo obie zniknęły w tym samym czasie, lecz, kur… takie moje szczęście, że nie zdążyłem niczego zobaczyć, bo jak tam poszedłem, Ashley właśnie wychodziła. Ale człowieku, żebyś zobaczył minę wywłoki, jak wróciła z kibla, no mówię ci – oddałbyś za to całą wypłatę. Dziwka poszła ją zaczepiać, bo jak zawsze myślała, że sobie pofika, a tu dupa – w końcu trafił swój na swego. Ash się nie cackała, tylko powaliła ją jak worek i chyba nieźle przygniotła, bo pustak po powrocie trzymał się za rękę, wykręcając swoją krzywą gębę. Jestem pewny, że dobitnie odczuła poświęcenie Ashley, poza tym zrobiła się malutka, jak krasnoludek, już nawet nie patrzyła w naszą stronę, uwierzysz? No kurde, nie mogę przeboleć, że tego nie widziałem – przeżywał Matt.
– Szkoda, że tylko tyle, trzeba było skopać jej dupę tak, żeby już nie pokazała się w wśród ludzi, dziwka zajebana. Ja bym kurwie nie popuścił – warknął diabolicznie Frank. – Przepraszam, ale nie mogę… – mruknął po chwili, nachylił się i sam nalał wódki, był już totalnie wykończony tym wszystkim.

Pili, urządzając sobie pogaduszki do jedenastej w nocy, przy czym Kim tylko trzy drinki, w końcu wódka się skończyła i Frank wstał. Machnęło nim, ponieważ był już pijany, lecz Kimberly miała refleks i zdążyła go przytrzymać.
– Dzięki że mnie nie wygoniliście – uśmiechnął się niemrawo – ale pojadę już.
Przyjechał tu z zamiarem wywalenia kumplowi swoich żali i oczywiście przenocowania, ale skoro jest z dziewczyną, nie chciał robić zamieszania, w sumie może pogadać innym razem.
– Gdzie pojedziesz, w takim stanie? – zaprotestowała Kim. – Przenocujesz tu.
– Jak tu?
– Normalnie, w moim pokoju.
– Nie, Kim, nie będę wam dupy zawracał, rano idziesz do pracy.
– Dobra, chrapnie u mnie, zrobię mu piękne, królewskie łoże – zaśmiał się Matt, który też był już lekko zawiany, podobnie, jego towarzyszka.
– Co?! W żadnym wypadku! – zagrzmiał zakłopotany Frank, nie zamierzał być przyzwoitką.
Już chciał ruszać do korytarza, lecz Kimberly szarpnęła go za fraki i posadziła na wolnym już fotelu. Był napruty jak dętka, nie miała więc zbytnich problemów z przyporządkowaniem jego ciała swojej woli.
– A co z operacją? – zaśmiała się Ashley.
– Dobra, dajmy sobie dziś spokój, rano podjedziemy do miejskiego. Możemy iść spać, poradzisz sobie? – zwrócił się do siostry.
– Jasne. Dobranoc – odparła, ścieląc łóżko.
– Nie rozrabiaj – rzucił na odchodne do Franka przyjaciel i po chwili zniknął z brunetką z salonu.
Frank ponownie wstał, ale tak, jak wstał, tak siłą woli ruszył przed siebie i gdyby nie zatrzymał się na ścianie, zapewne leżałby, jak długi.
– Kurwa, i co wyprawiasz?! – zagrzmiała Kim, lecz uśmiech błąkał się po jej ustach.
– Muszę się odlać – wybełkotał chłopak.
Przy pomocy wezwanego na pomoc Matta brunet załatwił sprawy i gdy wrócili, rozłożona kanapa była już posłana.
– Kładź się – nakazała szorstko dziewczyna i wiedząc, że będzie problem z pozbyciem się jego ciuchów,  odpuściła mu spanie w ubraniu, pomogła ułożyć się przy ścianie, zgasiła światło i walnęła się obok.
– Ale ja pojechałbym do domu – pyskował jeszcze, lecz już bardzo niewyraźnie.
– Śpij! I tylko spróbuj chrapać, to będziesz spał w łazience – zaśmiała się dziewczyna i z nadzieją, że już się uspokoi, zamknęła zmęczone oczy.
Laura nie opuściła go ani na chwilę, niemiłosiernie dręcząc chłopaka, w tej chwili jednak był już tak pijany, że miał to wszystko głęboko w dupie.
Spał dwie minuty później.

1 491 czyt.
100%135
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2578 słów i 15565 znaków, zaktualizowała 18 gru 2017.

5 komentarzy

 
  • aKubek

    aKubek · 21 gru 2017

    No Piękna w końcu ruszyłaś  
    Super

  • Fanka

    Fanka · 19 gru 2017

    Oj wódka mu nie pomoże,ale stwierdzi to rano jak wstanie   
    Biedny Frank  

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 18 gru 2017

    Wybitne jak zwykle   

  • zabka815

    zabka815 · 18 gru 2017

    Hehe dobre   obowiązkowo łapka w górę  

  • Marida

    Marida · 17 gru 2017 · 214488610

    Pierwsza :3 No nareszcie coś się dzieje ;D